muminki
ARTYKUŁY | 27.10.2014

„Niebo może być nawet w kratkę” (Muminki)

Będąc w Helsinkach, można zachwycić się nowoczesną architekturą, oszaleć od nadmiaru światła podczas białych nocy i popaść w marazm, gdy światła jest co najwyżej jak na lekarstwo. Warto odnotować odrębność Finów nawet od innych narodów z północy Europy i mięso z renifera w każdym sklepie i restauracji. Przygotować się też trzeba na to, że spontaniczne suto zakrapiane imprezy mogą się tu nie udać. Z zupełnie innym doświadczeniem i zaskoczeniem wiąże się obecność bohaterów tego artykułu. Najbardziej oczywistą, ale też najbardziej uroczą pamiątką z Helsinek jest nie fińska flaga ani znane z innych europejskich krajów miejscowe gadżety, ale Muminki. Muminki-maskotki, Muminki-breloczki, Muminki-piórniki, Muminki-ciasteczka, koszulki z Muminkami, rondelki z Muminkami, zastawa z Muminkami i książeczki o Muminkach we wszystkich językach. Muminki są z Finlandii, a Finowie wiedzą, że nie zdobywa się dozgonnej sympatii turystów orłem w koronie.

Ciekawy fragment biografii Tove Jansson, ku jej utrapieniu nazywanej „Mamą Muminków”, dotyczy tego, jak dalece kreatywne mogły być przedsiębiorstwa w zakresie wykorzystywania wizerunku małych trolli. Cała lista rozmaitych produktów restrykcyjnie chroniona jest (w zakresie praw autorskich i, co ważne, jakości artystycznej; naprawdę trudno znaleźć szpetnego Muminka w Helsinkach) przez firmę Moomin Characters, jednak biografka Jansson podaje na przykład taką anegdotę: Za to spośród artykułów bezzwłocznie odprawionych z kwitkiem można wymienić pieczywo chrupkie, margarynę, dżem, sok, marmoladę oraz mydło. Aczkolwiek pojawiły się znacznie bardziej nonsensowne propozycje. Jedno ze skrajnych zapytań dotyczyło podpasek przeznaczonych dla dziewcząt (1962). Miałyby się nazywać „Mała Mi”, z uzasadnieniem, że jest to „neutralne” miano prowadzące do „wyobrażenia czegoś miękkiego i miłego”. Odmowna odpowiedź brzmi zupełnie bezosobowo: „Starając się na ile to możliwe unikać używania moich postaci do reklamy, nie mogę, niestety, przyjąć Państwa oferty”.

Moomins illustration

Muminkowy szał osiągnął swoje apogeum zresztą w niejednej dziedzinie. Skomplikowana historia sympatycznych stworów nie była jednak od początku skazana na sukces. Pierwsze opowiadanie Jansson napisała w latach 1939-1940 (podczas wojny zimowej) i towarzyszyły jej wyraźne plany i pragnienia, które pozostały rozpoznawalne dla całej serii do końca. Pisarka i graficzka tworzy rzeczywistość wypełnioną ciepłem i bezpieczeństwem, nadzieją na świat, w którym wyjątkowość każdej postaci nie sprowadza się do banałów i gdzie wzajemna troska nie jest równoznaczna z bezrefleksyjnym przyjmowaniem wszystkiego z dobrodziejstwem inwentarza. Rodzina Muminków zaprasza pod swój dach (kiedy już uda jej się przedrzeć przez powódź) wszystkich, którzy tego potrzebują. Katastrofa i rozłąka, której rodzina doświadcza w pierwszej części (Małe trolle i duża powódź) to wyraźna informacja dla czytelnika: wszystko, co wydarza się później, jest już światem po katastrofie. To w dość widoczny sposób łączy się z kontekstem, w jakim Jansson wymyśla i pisze Muminki. Wojenne doświadczenia i poczucie absolutnej destabilizacji świata sprzyjają tworzeniu takiej narracji, jaką widzimy w Muminkach.

Bardzo tradycyjna rodzina (co spotykało się z dość ostrą krytyką w późniejszych latach twórczości Jansson) – choć serdecznie przyjmująca kolejnych gości (ulegnie to zachwianiu w kolejnych częściach, jak w Tatusiu Muminka i morzu) – zapewnia podstawowy ład i bezpieczeństwo wszystkim wokół. Różnimy się i nieraz irytujemy wzajemnie, ale jesteśmy razem. Doświadczamy przygód, ale w domu czeka na nas herbata. Dokuczamy sobie, ale zawsze ruszymy każdemu z nas na ratunek. Właśnie ta konstrukcja sprawia, że Muminki zatrzymują się w punkcie pomiędzy literaturą dziecięcą a obietnicą czegoś więcej. To zresztą wielki dylemat krytyków i pierwszych czytelników tych ujmujących książek. To niby historie dla dzieci, mające wszelkie predyspozycje do tego, aby stać się pierwszymi w życiu lekturami, ale jednak zastanawiające, wciągające wyobraźnię i język w świat, w którym nie spotyka się Czerwonych Kapturków i Szewczyków Dratewek. Przykładem postaci, która niewątpliwie wybija okno do świata dorosłych niepokojów, jest na przykład Piżmowiec. Jego pierwowzorem, jak donosi znakomita biografia Jansson pióra Boel Westin, jest narzeczony pisarki – Atos, który większą fascynacją niż Nietzschego darzył prawdopodobnie tylko to, co wyobrażał sobie jako własny horyzont intelektualny. Filozoficzny sposób postrzegania świata jest w Muminkach przedstawiony w sposób mistrzowski i zarazem mistrzowsko niejednoznaczny. Objawia się to w małych fragmentach, które jednocześnie budzą uśmiech i zastanawiają także w kontekście własnych dziecięcych lektur. W Komecie nad Doliną Muminków (mojej ulubionej części) mamy takie kawałki:

– Jestem Piżmowiec – odezwało się owo nędzne stworzenie słabym głosem. – Bezdomny Piżmowiec. Pół domu mi się rozleciało, kiedy pan budował swój most na rzece. To oczywiście nie ma żadnego znaczenia. Drugą połowę zmył deszcz. To ma jeszcze mniejsze znaczenie. Dla filozofa jest zupełnie obojętne, czy będzie żył, czy też umrze, ale po tym przeziębieniu wcale nie wiadomo, co się ze mną stanie…

– Okropnie mi przykro – powiedział Tatuś Muminka. – Nie wiedziałem, że pan mieszka pod mostem. Proszę, niech pan wejdzie. Moja żona na pewno będzie mogła przygotować jakieś łóżko.

– Nie zależy mi wcale na łóżku, to taki niepotrzebny mebel – rzekł Piżmowiec smutnym głosem. – Mieszkałem do tej pory w norze i dobrze mi w niej było. Oczywiście filozofowi nie sprawia żadnej różnicy, czy dobrze się czuje, czy nie, ale to była jednak dobra nora.

Poruszające są też na przykład postaci Hatifnatów – osobliwych istot, które powstały z nasion, pozbawione są słuchu i węchu, natomiast wytwarzają i odczuwają napięcie elektryczne. Ich życie podporządkowane jest jednemu pragnieniu – dotrzeć do horyzontu. Skomplikowanie Muminków występuje na poziomie, który nie czyni dziecięcej lektury trudną albo niemożliwą, ale wręcz przeciwnie – wciąga dziecko do świata, gdzie – jak w jego własnym życiu – sprawy nie zawsze idą tak, jakby się chciało. Wyłom, także interpretacyjny – jaki jest doświadczeniem dorosłego czytelnika, który lektury te pamięta z dawnych, dziecięcych czasów – zmusza do rewizji stereotypowych wyobrażeń o literaturze dla dzieci tego okresu. Muminki to historie dziecięce, ale w żadnym stopniu nie infantylne. To opowiadania, które można czytać dzieciom, ale, będąc dorosłym, czerpać z nich równie dużo przyjemności.

Niepokój, który co jakiś czas wprowadzają czy to Piżmowiec, czy Paszczak, czy czasami Włóczykij (najbliższa autorce postać), nie stają się udręką i kołem napędowym lęku. Żadne wydarzenia z udziałem Muminków i innych postaci, które poznajemy w kolejnych książeczkach, nie nudzą jednak automatyzmem światopoglądowym czy światotwórczym. Niejednoznaczne charaktery postaci, ich cechy i wady szczególne nie tylko przybliżają postaci (to przecież oczywiste), ale przede wszystkim czynią z nich bohaterów wyobraźni. Nieporadności (jak intelektualna i pisarska Tatusia) nie kompromitują ich, ale raczej pokazują, jak działa się w obliczu niełatwej sytuacji, w której ktoś, kogo darzy się wielkim uczuciem, nie dorasta do własnych wyobrażeń o sobie. Problemy, które pojawiają się w Muminkach, przedstawione są rzecz jasna raczej w lekkiej formie, jednak nie pozwalają, aby w niej ostatecznie pozostać. Jansson jest mistrzynią niuansu, skomplikowanej, lecz niezagmatwanej osobowości. Dorosły powrót do książek jej autorstwa nie polega na, proszę wybaczyć, banalnym „odnalezieniu w sobie dziecka”, ale raczej na zastanowieniu się nad tym, kim tak naprawdę było dziecko, którym byliśmy. Czytając w ostatnich tygodniach kolejne tomy Muminków, może nie tyle czułam związek ze sobą-jako-dzieckiem, ile z zaciekawieniem śledziłam to, co zachłannie czytałam kilkanaście lat temu. Tu spotkało mnie elementarne zaskoczenie – nie ma się czego wstydzić, raczej słusznie jest te lektury ponowić.

 

muminki w środku

Zainteresowaniem warto też obdarzyć gwiazdę fińskiego (i nie tylko) świata kultury i sztuki – Tove Jansson, artystkę, która w pewnym momencie swojej kariery utknęła w społecznej świadomości jako „Mama Muminków”. Nieco krzywdzące, choć pewnie mające zupełnie inny cel, miano nie mogło być pożądane przez kobietę o największych ambicjach artystycznych i talencie, który spożytkowała na może najpiękniejsze historie dla dzieci, jakie powstały w XX wieku. To jednak nie sprawiło, że tworzenie Muminków było pasmem radości i satysfakcji. Głęboko ambiwalentne (skądinąd Muminek powstał jako postać satyryczna) uczucia, jakimi artystka darzyła małe trolle, nie opuściły jej właściwie do końca życia. Jako ekscentryczna, bardzo błyskotliwa i zainteresowana wszelkimi wymiarami ludzkiego życia twórczyni, nie miała szansy na to, by odwrócić monetę swojej sławy. Z okazji jej setnych urodzin w Helsinkach odbyła się wielka wystawa jej twórczości, nie tylko muminkowej. Jednak plakat, który ją reklamuje, przedstawia… Muminki. Trudno się bowiem łudzić, że Jansson straci tę identyfikację lub zyska inną o równorzędnej randze. Warto tu też wspomnieć o jej biografii, w której wielką rolę odgrywają przyjaźnie i związki – stopniowo klarujące się tylko w lesbijskie relacje, aż do jej największej miłości, którą stała się Tuulikki Pietilä, również artystka. Przeniesienie się ich obu na wyspę, na której Jansson miała nadzieję uzyskać spokój i, do pewnego stopnia, odmienić swoje życie, jest jedną z ciekawszych opowieści wewnątrz całej historii tej znajomości.

Walka Jansson z wizerunkiem autorki Muminków nie może nie budzić zrozumienia. Wielkie dzieło nie spełniło jej najwyższych ambicji artystycznych i nie pozwoliło wydobyć się z klinczu, który sama sobie za ich pośrednictwem zorganizowała. Jansson przez dużą część swojego życia walczyła także z Muminkami, które ją osaczyły niejako wewnątrz niej samej. Nie dawały spokoju wyobraźni, skłaniały do kolejnych historii i transformacji. Także animowana bajka, która w ostateczności spotkała się z przychylnością Jansson (ta odmówiła – całe szczęście – Waltowi Disneyowi) przyczyniła się tej, gigantycznej, co by nie mówić, popularności.

 

muminki przed ostatnim akapitem

Wydanie Muminków, z którego korzystam i na które spoglądam z upodobaniem większym niż wobec jakiejkolwiek książki w ostatnich miesiącach, to seria bardzo gustowna, pięknie i starannie zaprojektowana, nie sięgająca po tandetę wielu innych tytułów, które jak przez mgłę pamiętam z dzieciństwa. Nasza Księgarnia, wydawnictwo, które nie pierwszy raz wydaje książki Jansson, podjęła w tym zakresie znakomite decyzje – dziewięć ostatnio wydanych książek samym swoim wyglądem działa jednocześnie rozczulająco i zachwycająco. Zachowane są oczywiście oryginalne ilustracje autorstwa Jansson, więc czytelnik ma też szansę ponownie prześledzić ewolucję wyglądu postaci. Warto bowiem zauważyć, że Muminki nie tylko wyraźnie tyją na przestrzeni serii, ale też nie od początku mają swój perfekcyjnie przyjazny wygląd. Taki projekt książki oddaje w pewien sposób sprawiedliwość wadze przedsięwzięcia fińskiej pisarki – to nie jest sezonowa przygoda, będziecie chcieli je mieć i naprawdę nie przyjdzie Wam do głowy, żeby je oddać zaprzyjaźnionym nieletnim. Muszę jednak przyznać, że kiedy dostałam całą tę serię, obudziło się we mnie dziecięce szaleństwo radości po otrzymaniu prezentu. Siedziałam i patrzyłam na te książeczki, jakbym znów otrzymała obietnicę wkroczenia do świata literatury. I oto jestem, czytam W Dolinie Muminków i wierzę, że to wszystko nigdy się nie skończy.

 

__

*Biografia Tove Jansson, którą przywołuję: Boel Westin Tove Jansson. Mama Muminków, tłum. Barbara Ratajczak, Wydawnictwo Marginesy 2012

 

Tove Jansson

Muminki

Tłum. Teresa Chłapowska, Irena Szuch-Wyszomirska

9 tomów

Wydawnictwo Nasza Księgarnia, 2014

Olga Szmidt

Olga Szmidt

(ur. 1989) redaktor naczelna portalu „Popmoderna”. Regularnie pisuje również dla „Czasu Kultury” oraz „Miesięcznika Znak”. Autorka monografii naukowej „Korespondent Witkacy” (Universitas, 2014) oraz biografii „Kownacka. Ta od Plastusia” (Czarne, 2016). Ostatnio wydała autorski notes z fotografiami i wyborem literatury „Finlandia. Książka do pisania” (Austeria, 2017). Stypendystka Ministerstwa Kultury i Dziedzictwa Narodowego oraz Ministerstwa Nauki i Szkolnictwa Wyższego. Na Wydziale Polonistyki UJ przygotowuje rozprawę doktorską na temat autentyczności w XXI wieku. Pisze literaturę faktu.