prom
RECENZJE | 26.03.2012

Nie żyje bal

Tytuły kolejnych dzieł Joego Nussbauma powinny bazować na wspólnym trzonie aktualizowanym o wzrastającą o jeden liczbę. Reżyser szybciej trafiałby w target, widzowie nie traciliby czasu na czytanie opisu filmu, a krytycy przestaliby się łudzić, że Nussbaum może ich jeszcze czymkolwiek zaskoczyć (oczywiście ci, którzy jeszcze takie złudzenia mają). Prom nie różni się bowiem niczym od Piżamy party (2004) czy Sidney i siedmiu nieudaczników (2007).

Znów mamy do czynienia z grupką ugrzecznionych licealistów, którym infantylne problemy spędzają sen z powiek – Nussbaum portretuje kilka par, których myśli o przyszłości nie wybiegają poza datę tytułowego balu maturalnego. Reżyser zwątpił w żywotność tego motywu w amerykańskich filmach dla nastolatków i postanowił sztucznie tchnąć weń ducha. Resuscytacja zakończyła się katastrofą podobną do próby doktora Frankensteina – powstało monstrum zszyte z powycinanych z innych komedyjek wątków. Od szwów uwagę odciągnąć miały urodziwe twarze młodych aktorów (Aimee Teegarden, Jonathan Keltz) oraz niemal barokowy przepych amerykańskiej high school. Tymczasem przypominają one tylko, że wszelkie podobieństwo do rzeczywistości jest tu czysto przypadkowe.

(PROM) KOMEDIA. USA 2011. Reżyseria: Joe Nussbaum. Scenariusz: Katie Wech. Zdjęcia: Byron Shah. Muzyka: Deborah Lurie. Scenografia: Jennifer Lukehart. Obsada: Aimee Teegarden, Thomas McDonell, DeVaughn Nixon, Jonathan Keltz. Dystrybucja: Forum Film. Czas: 104′