mural
ARTYKUŁY | 10.09.2012

Nie wszystko, co gołe, jest piękne

Zgodnie ze znaną staropolską tradycją, okres pomiędzy lipcem a końcem września uważa się za tak zwany sezon ogórkowy. Dlaczego w zasadzie te smaczne, świeże warzywa zostały obarczone winą za brak premier kinowych i teatralnych, posuchę w życiu kulturalnym oraz wszechobecny stan rozleniwienia intelektualnego? Pani Wikipedia cierpliwie tłumaczy, iż zjawisko owe wiązało się kiedyś z masowym wyjazdem artystów do wód, który następował właśnie w okresie zbioru ogórków. No cóż, każdemu należą się wakacje. Osobiście, przyzwyczajona do nieśpiesznego tempa panującego w Krakowie oraz sezonowych zastojów, nigdy zbytnio nie frustrowałam się tym letnim odpływem artystów. Tym bardziej, że część z nich zostawia po sobie trwałe pamiątki w przestrzeni miejskiej.

Tego roku, podczas żółwich przechadzek po Krakowie oraz facebookowych wydarzeniach, zauważyłam pewne zjawisko, które od jakiegoś czasu zdaje się zataczać coraz szersze kręgi. Mam na myśli modę na ozdabianie, malowanie, upiększanie, przypinanie, rewitalizowanie. Wreszcie zapragnęliśmy kolorów w przestrzeni miejskiej! Coraz częściej przemierzając krakowskie ulice, trafić można tu i ówdzie na mural, graffiti, pstrokaty dworzec lub różowe zające. Nie, nie doznałam halucynacji spowodowanych upałem. Ostatni przykład pochodzi sprzed kilku lat, kiedy to na fasadzie Domu Norymberskiego przy ulicy Krakowskiej pojawiło się stadko tych przemiłych zwierzątek nawiązujących do twórczości Albrechta Dürera. Nie była to jednak akcja jednorazowa. Tę samą ścianę regularnie ozdabiają kolejne intrygujące instalacje: „Ożywianie” Ignazio Tola – pęczki żółtych i błękitnych lampek wykonanych z kubków po jogurtach, „Ornamentowe pola” Lisy Haselbek, czyli białe, żółte i pomarańczowe światełka odblaskowe ułożone we wzory nawiązujące do stylistyki arabskiej lub najnowsza – złote rogi autorstwa Hubertusa Hessa.

Niskie ukłony i dowody wdzięczności należą się twórcom festiwalu sztuk wizualnych Grolsch ArtBoom, który odgrywa niebagatelną rolę w kolorowaniu miasta. W ramach działań związanych z tym projektem poddano artystycznemu tuningowi niejedną krakowską kamienicę. To także dzięki nim podczas przemiłych wieczornych spacerów wzdłuż Wisły można natknąć się na pływającą po rzece białą świnię lub zatopionego w jej odmętach biskupa. Artyści na wakacjach, ale dzieła są! Mnie osobiście szalenie odpowiadają te nieznaczne opary absurdu rozsiane tu i ówdzie, jak również coraz odważniejsze poczynania  w dziedzinie streetartu. Muralowe szaleństwo, konsekwentnie realizowane w ramach kolejnych edycji festiwalu, rozpoczęło się od słynnych Siatanistów grupy Twożywo przedstawiających młodych ludzi obarczonych sporych rozmiarów siatami. Na muralu, odczytywanym jako apel przeciwko bezmyślnej konsumpcji, dominują czerwone, z daleka widoczne reklamówki, cieszące swym soczystym odcieniem oczy krakowian zmierzających ulicą Marii Konopnickiej w stronę największej galerii handlowej w mieście. Następne realizacje to chociażby For god’s sake, cenzorship is everywhere przy ulicy Św. Wawrzyńca – dość monochromatyczny, lecz za to silnie zaangażowany politycznie mural z widniejącą na nim ocenzurowaną twarzą autora, ding dong dumb na Józefińskiej 3 z ogromnym żółtym dzwonem-megafonem przemawiającym do tłumu, (R)ewolucja: Jest spokojnie Sławka Czajkowskiego zdobiący kamienicę przy Karmelickiej oraz mój ulubiony, na Krupniczej, utrzymany w pięknej, czarno-morskiej kolorystyce, prezentujący miasto-parowiec zanurzone w gigantycznym akwarium, niby zatopione, a jednak niezatapialne.

Nie zawsze jednak wygląda to tak… kolorowo.  Świetnie zapowiadał się projekt reFresz – Odśwież Swój Blok!. Inicjatywa ta, zainspirowana działaniami prowadzonymi we Wrocławiu przez L.U.C.-a w ramach akcji Pospolite Ruszenie, miała na celu wyłonienie budynku wymagającego odświeżenia, a następnie ogłoszenie konkursu na projekt odnowy jego elewacji. Wybór padł na wieżowiec przy ulicy Lipińskiego 18. Kilka dni temu podane zostało nazwisko autorki zwycięskiego projektu – Pauliny Lichwickiej. Młoda artystka zaproponowała subtelne, niegeometryczne wzory inspirowane konarami drzewa obejmującymi ukryty pośród nich dziecięcy domek. Niestety, tuż obok informacji o decyzji jury znajdziemy na stronie reFresz oświadczenie, iż z przyczyn prawno-ekonomicznych, projekt nie zostanie zrealizowany na budynku przy ulicy Lipińskiego 18, jednak przekazany do dyspozycji Spółdzielni przy kolejnych remontach, czyli do archiwum. No cóż, nie od razu Kraków pomalowano.  Ogarniająca wszystkich chęć „upiększania” przestrzeni wymyka się czasami spod kontroli, dając wyraz w rosnącej ilości nielegalnego graffiti, coraz częściej zlokalizowanego w obrębie ścisłego centrum. To zjawisko spędza sen z powiek służbom miejskim, które według prawa ani nie mogą usunąć dzieł samozwańczych artystów, ani wymóc na właścicielach kamienic odnowy elewacji budynków. Czasami prowadzi to do dość absurdalnych sytuacji, jak chociażby tej z sprzed kilku lat, kiedy przedstawiciele zespołu zadaniowego ds. walki z nielegalnym graffiti (naprawdę coś takiego istnieje!) przed ważną międzynarodową imprezą usunęli antysemickie napisy z kamienicy w centrum miasta. W efekcie zostali oskarżeni przez właściciela budynku o zniszczenie elewacji, a sprawa trafiła do sądu.

Wróćmy jednak do przyjemniejszych i powszechnie akceptowanych przykładów krakowskiego szału na kolor. Ozdabianie przestrzeni miejskiej nie ogranicza się do murali, graffiti, instalacji i kolorowych fasad. Kraków zaczęto malować także w sposób dosłowny. Rok temu ekipa „Let’s color” pod przewodnictwem Przemka „Trust” Truścińskiego, Artura Wabika, Maćka Ryniewicza oraz twórców z Good Looking Studio zabrała się za upiększanie dworca PKP w Płaszowie. Na stare i odrapane ściany spłynęły wielobarwne strugi farb podarowanych przez głównego sponsora akcji – firmę Dulux (uwaga, ten artykuł zawiera lokowanie produktu). Wydarzenie, stanowiące część dużego, ogólnoświatowego projektu rewitalizacji szaroburych miejsc, zgromadziło rzesze wolontariuszy chętnych do upaćkania się kolorowymi farbami. Przypuszczam, że z równie entuzjastycznym odzewem spotka się przewidziana na 11–14 września akcja kolektywnego ozdabiania Ronda Mogilskiego mozaiką nawiązującą do kwiatowych motywów w twórczości Stanisława Wyspiańskiego. Jak zapewniają pomysłodawcy – radna Małgorzata Jantos oraz artysta Lubosz Karwat, już wkrótce powstanie cały cykl imprez mających na celu zagospodarowanie i uatrakcyjnienie tej przestrzeni. Sama nie omieszkam dołożyć swojej cegiełki (płytki?) do młodopolskiej mozaiki, która ozdobi fragmenty muru w podziemnej części Ronda. Non ominis moriar!

Ściany ścianami, ale pamiętajmy także o ruchomych elementach przestrzeni miejskiej (i nie mam tu wcale na myśli mieszkańców Krakowa). Muzeum Sztuki Współczesnej MOCAK w szale kolorowania i rewitalizowania ogłosiło artystyczny reCYCLING, czyli akcję twórczego przemalowywania rowerów. W ramach całego zamieszania można nie tylko odświeżyć swój jednoślad, zobaczyć, jak wyglądają rowery znanych artystów i zwiedzić wystawę „Sport w sztuce”, lecz także poszerzyć wiedzę na temat technik jazdy na rowerze oraz spróbować sił w maratonie Schwinn Cycling. Jak widać, Muzeum załatwiło nam trzy rzeczy za jednym zamachem – rozwój fizyczny, duchowy i kolejne kolorowe punkty na krakowskich ulicach.

Dodajmy do tego jeszcze ulotne, jednak niezwykle barwne iluminacje prezentowane co jakiś czas na fasadach budynków, takie jak chociażby niekonwencjonalny wernisaż autorstwa Jana Kantego Pawluśkiewicza – artysta we współpracy z zespołem inżynierów elektroników oraz scenarzystą filmowym przygotował pokaz multimedialny złożony ze swoich prac i wyświetlony na ścianach Teatru Starego przy Placu Szczepańskim – oraz spektakl światła i dźwięku niemieckich miast partnerskich Krakowa, w ramach którego Axel Gerck „przemalował” mury Wawelu. Ulotnemu charakterowi sztuki ulicznej postanowiła przeciwstawić się grupa entuzjastów z Krk: loca(r)tor dokumentujących krakowski streetart. Na ich facebookowym fanpage’u oraz w internetowych galeriach odnajdziemy zdjęcia najciekawszych, upolowanych na terenie całego miasta przykładów graffiti, część nadal istnieje, inne zostały zamalowane. Czemuż by nie stworzyć analogicznego albumu utrwalającego świetlne spektakle i pokazy? Jeżeli nikt jeszcze na to nie wpadł, bardzo proszę, można śmiało kraść ten pomysł!

Wciąż jeszcze w letnim nastroju, leniwie dryfując przez odmęty internetu, znalazłam informację, iż za prapoczątki murali uważa się sztukę ścienną z okresu ok. 30 000 lat p.n.e. powstałą w jaskini Chauvet w Ardeche. Cóż, sporo czasu minęło, zanim dotarła do Krakowa, ale wreszcie jest! Miło mi ją powitać, przywołując przy okazji radosną maksymę odnalezioną na stronie pewnej firmy specjalizującej się w artystycznym malowaniu i ozdabianiu ścian: nie wszystko, co gołe, jest piękne!.

Aleksandra Świerk

Aleksandra Świerk

(ur. 1983) – podczas studiów pisała i czytała (wiedza o kulturze, UJ), po studiach zabrała się za filmy (festiwale filmowe, warsztaty scenariuszowe, produkcja), obecnie głównie pisze, zazwyczaj o kulturze, czasem scenariuszowo, czasem publicystycznie, czasem nawet kreatywnie. Ulubiony cytat: cokolwiek myślisz, pomyśl na odwrót.