white_zuch
RECENZJE | 29.10.2012

Niczyj. O „Zuchu” Edmunda White’a

Książka, którą ze sobą zabrała, to lektura inspirująca, podnosząca na duchu. Przy każdym spostrzeżeniu lub poetycko sformułowanym uogólnieniu wykrzykujemy razem z matką:

– Wspaniałe!

– Warto to zapamiętać.

– Załóż stronicę, wrócimy do tego fragmentu.

– Skąd ten autor bierze takie piękne zdania?

 

Nic dodać, nic ująć. Proszę Państwa, oto Zuch !

Edmund White to pisarz bardzo słabo znany w Polsce. Poza strzępami przekładów jego prozy wydanymi niegdyś w „Literaturze na Świecie” i Zuchem przetłumaczonym w 1998 roku (choć nie wydaje mi się, żeby czytająca publiczność o tym pamiętała), twórczość pisarza pozostaje dla polskiego czytelnika obca. A szkoda. W kwietniu 2012 roku White odwiedził Polskę podczas festiwalu Port Literacki we Wrocławiu. Z tej oto okazji przetłumaczono i wydano debiut Zapominanie Eleny, powieść Hotel de Dream, wznowiono także Zucha. White przyjechał do Polski, a my dzięki tej koincydencji możemy nadrabiać ponad trzydziestoletnie zaległości w literaturze amerykańskiej. Naiwnie wierzę, że to nie koniec.

Zuch jest opowieścią, czy spowiedzią, dojrzewającego chłopca, który poszukuje tożsamości, odkrywa swoją orientację seksualną, zmaga się ze światem dorosłych, nieustannie ingerującym w jego młodość, pojmuje rzeczywistość poprzez czytane książki, choć jak mówi: Całymi dniami czytałem, często pisałem, ale obie te czynności były namiętnie abstrakcyjne. Już dawno zdałem sobie sprawę z tego, że książki obrazują inne życie, dla mnie całkiem obce, w którym ludzie ostrożnie, z nienaganną kurtuazją, krążą jeden wokół drugiego, aż jakaś jednostka, lub jakaś para, wybucha i wybiega z salonu, rozświetlając noc ogniem. Cały młodzieńczy świat postrzegany jest z perspektywy dorosłego – historię opowiada w pierwszej osobie liczby pojedynczej ów nastolatek językiem starszej osoby. Kreacja bohatera opiera się przede wszystkim na tej dychotomii – z jednej strony nieusystematyzowany młodzieńczy świat, z drugiej dojrzałe i zdystansowane oko starca, który niejedno już w życiu widział.

Pamięć, którą konstruuje White w Zuchu, to uchowane gdzieś w podświadomości wydarzenia, które po latach nabierają odpowiednich kształtów i znaczeń. Opowiedziane poetyckim językiem tworzą przejmującą opowieść dojrzewania i przeżywania skomplikowanego czasu styku dzieciństwa i dorosłości. Dla narratora pamięć, niczym dłonie ślepca wędrujące po czyjejś twarzy, zatrzymuje się nad charakterystyczną lub ukochaną cechą, ale nie zwraca uwagi na resztę, uznając ją za nieważną. Ta książka nie jest bowiem wiernym i totalnym odtworzeniem dzieciństwa, to przede wszystkim historia miłości, namiętności i fascynacji, to odkrywanie męskiego świata. Poza perypetiami narratora w tle pobrzmiewa krytyka homofobicznego społeczeństwa, historia purytańskich zwyczajów Ameryki lat 40. i 50., skomplikowanych relacji rodzinnych, kompleksów wynikających z uwikłania w trudne relacje z ojcem i matką.

Zucha z pewnością można czytać jako opowieść o wstydzie i strachu, który ze wszystkich sił zawłaszcza narratora. Jednym z pierwszych osobistych wyznań chłopca jest przyznanie się do tego strachu. Podczas sceny z ojcem, na łódce, młodzieniec wyznaje: Obaj baliśmy się wody, gdyż on nie umiał pływać, ja zaś bałem się wszystkiego. Rzeczywiście, nie ma rzeczy, której chłopiec by się nie obawiał, każde działanie filtrowane jest kilkakrotnie, a podjęta pochopnie decyzja pozostawia nieustanne rozterki emocjonalne. Nie ma tu miejsca na spontaniczność, wszystko jest nieco wymuszone, nienaturalne.

Bohater White’a jest niczyj. Byłem trzema osobami: z siostrą byłem chłopcem, który brzydko pachnie, z matką byłem chłopcem, który jest mądry i miły ponad swój wiek, lecz kiedy byłem sam, nie byłem wcale chłopcem, tylko źródłem mocy, mocy absolutnej. Zuch nie przynależy do rodziny, choć jest uwikłany w emocjonalny rodzicielski trójkąt – z jednej strony targany przez bezduszne, wyrachowane zachowanie ojca, któremu chłopiec nie może sprostać, z drugiej przez atencję dziecinniejącej matki. Skomplikowana relacja łączy go także z siostrą, która wstydzi się nieco lalusiowatego brata. Wszystkie zawierane przyjaźnie wydają się niepełnowartościowe, krótkie, niestałe. Miłości i zauroczenia są źródłem cierpienia i niepowodzenia, a krótkotrwałe fascynacje gryzione kwarcowymi zębami namiętności.  

Zuch to także powieść-próba, próba czytelnicza. Od pierwszych kart książki opisy wabią plastycznością, lekkim, przepełnionym metaforami językiem, rozbudowanymi porównaniami, trafnością spostrzeżeń. White roztacza przed czytelnikiem sielankową rzeczywistość, by po chwili (w okolicach dwudziestej strony), z niezwykłą dbałością o szczegół, opisać stosunek seksualny dwóch nastoletnich chłopców. To bardzo mocna scena, bardzo realistyczny opis, powodujący w pierwszym odruchu odłożenie książki na bok. Na kilka dni. Nie wynika to z przewrażliwienia czy zawstydzenia (sama pruderią nie grzeszę), bardziej z szoku poznawczego i niemożności uwolnienia się od obrazów i detali. Po przetrawieniu pierwszego żywego mięsa można przyzwyczaić się do sporadycznie pojawiających się brutalnie naturalistycznych obrazów. Jednak chwilowy niesmak rekompensowany jest przepiękną poetycką frazą, tworzącą spójną historię zucha.

Za tę książkę przysłowiowe „dziękuję” należy się przede wszystkim White’owi, ale także Jerzemu Jarniewiczowi, który jest autorem przekładu. Zastąpienie oryginalnego The Boy’s Own Story – Zuchem w pierwszym odruchu wydawało mi się kolejnym z serii „mistrzowskich” przekładów tytułu z języka obcego na polski, ale po przeczytaniu całości już wiem, że był to genialny translatorski wybór. Ten młodzieniec jest zuchem, może nie tak dzielnym i hardym, ale bardzo odważnym i troskliwym, ponieważ nie lada odwagi i pieczołowitości wymaga dzielenie się intymnością, prywatnością. Tłumaczenie tekstu jest mistrzowskie, dlatego znów zastanawiam się, kto do mnie mówił, komu zawdzięczam przyjemność tekstu. Są to jednak dylematy, które lubię mieć.

Edmund White

Zuch

Tłumaczenie: Jerzy Jarniewicz

Biuro Literackie, 2012

Liczba stron: 235

Urszula Pieczek

Urszula Pieczek

(ur. 1986) - lubaczowianka z pochodzenia, krakowianka z wyboru. Absolwentka ukrainistyki i polonistyki UJ, obecnie doktorantka na Wydziale Polonistyki UJ. Redaktorka trójjęzycznego czasopisma "Radar" i miesięcznika "Znak". Tłumaczy z języka ukraińskiego, zajmuje się dyskursem tożsamościowym i udaje, że nie czyta poezji.