fisher
ARTYKUŁY | 16.06.2014

Najlepszy serial o śmierci („Six Feet Under”)

Dawno, dawno temu, w roku 2001, popularna stacja telewizyjna HBO wyprodukowała pierwszy sezon serialu, w którym zginęło więcej bohaterów niż w Grze o tron. Jednocześnie zrobiła coś, o czym nie śniło się scenarzystom Californication czy Dextera − stworzyła show, które łamie największe tabu kultury współczesnej, opowiadając o śmierci zwykłych ludzi. Czasem z ironią, często z adekwatną dawką czarnego humoru, ale przede wszystkim − zupełnie na poważnie mierząc się z tematem. Serial zakończył się po pięciu sezonach, w 2005 roku, zyskując zasłużone miano pozycji kultowej.

W zasadzie ciężko jest trafnie opisać klimat tego serialu − jest on jednym z tych doświadczeń, które, w moim wyobrażeniu, można porównać z wizytą na orbicie okołoziemskiej. Jest to na tyle nowe doznanie, że na samym początku serialu nie do końca wiesz, jak zrozumieć jego specyficzny język i w jaki sposób twórcom uchodzi „na sucho” przedstawianie śmierci wprost.

Serial opowiada historię zwykłej–niezwykłej rodziny Fisherów. Zwykłej, bo można ich porównać do każdej innej, przeciętnej amerykańskiej rodziny. Niezwykłej, bo każdy jej członek może jednocześnie pochwalić się nietuzinkową osobowością − jeśli nie znasz Fisherów, nic nie wiesz o byciu dziwnym. Rodzina zajmuje się prowadzeniem domu pogrzebowego w Los Angeles, co z pewnością nie należy do popularnych zajęć. Cierpienie, które ich otacza, wpływa na nich w sposób szczególny, a równocześnie jest cierpieniem dobrze znanym każdemu z nas − dlatego z Fisherami spotykamy się przede wszystkim na poziomie emocjonalnym. Rodzina żyje w szczególnej przestrzeni, w której życie i śmierć „mijają się” w ich holu każdego dnia – zarówno w sensie metaforycznym, jak również dosłownym. Jednocześnie serial wykracza poza cykl życia i śmierci, subtelnie i nienachalnie przekazując nam między wierszami istotną prawdę egzystencjalną − śmierć jest możliwością, ale życie również. Tę prawdę możemy przyjąć, kiedy chcemy, ale musimy pamiętać, że czas ucieka.

 

Umysł

Pomimo takiej, a nie innej tematyki, nie można powiedzieć, żeby Six Feet Under było serialem o rozpaczy. Owszem, jest w nim wiele scen, podczas których serce ląduje nam w przełyku − jednak jego stylistyka posługuje się również różnymi formami komizmu. Równowaga pomiędzy dramatem a czarną komedią jest tutaj bardzo dobrze zachowana. Śmiech jest tym, co zamienia rozpacz, nieodłącznie towarzyszącą śmierci, w igraszkę losu, a powaga śmierci zamienia igraszkę losu w moment metafizycznej epifanii.

Six Feet Under jest serialem psychologicznym. Meandry umysłowości Fisherów ukazują w krzywym zwierciadle odcienie naszej epoki − skrajny neurotyzm, choroby psychiczne, eksperymentowanie z narkotykami i różnymi formami seksualności. Jednocześnie Fisherowie trzymają się razem − to miłość i poszukiwanie bliskości są w tym serialu kluczem do zrozumienia człowieczeństwa.

No dobra, trzeba przyznać, że okazywanie miłości i bliskości przez Fisherów nie jest do końca normalne. Wyobraźcie sobie rodzinną kolację, na którą wasza matka zaprasza kwiaciarza rosyjskiego pochodzenia (z którym ma romans), ten zmawia modlitwę dziękczynną przy stole, bijąc się głośno w piersi, a recytuje ją zamiast waszego brata krypto-geja, który jest z tego powodu zły, bo aktywnie uczestniczy w życiu kościelnym i uważa się za prowodyra każdej duchowej aktywności. Drugi brat jest naćpany extasy, ale nie wie o tym, gdyż ktoś w przypływie geniuszu schował narkotyk do apteczki z lekami, z której braciszek skorzystał. Przy stole obmacuje swoją dziewczynę i robi dziwne rzeczy. Wasza siostra, która na co dzień jeździ przerobionym karawanem pogrzebowym, akurat zaprosiła na kolację swojego chłopaka − prywatnie amatora metamfetaminy. Czy można lepiej wyobrazić sobie rodzinny wieczór?

 

Ciało

 W każdym odcinku ktoś umiera − taka jest zasada. W codzienność rodziny Fisherów na stałe wpisana jest śmierć, która w pewnym momencie stawia ich w samym środku życia innych osób. To, co dla klientów domu pogrzebowego Fisher and Sons jest życiową tragedią, dla jej właścicieli jest „chlebem powszednim”. Śmierć jest dla nich obdarta ze złudzeń, które mają i chcą mieć ich klienci. Umiera pani X, pan Y, państwo Z, lecz w piwnicy Fisherów leżą po prostu konkretne ciała, z których fizjologią muszą zmierzyć się pracownicy domu pogrzebowego. Wiąże się to ze specyficzną estetyką serialu, która pomimo ukazywania pewnych aspektów naszej cielesności w sposób bezpośredni, nie razi nas brutalnością i banalnością..

Rodzina Fisherów pełni w życiu swoich klientów bardzo szczególną rolę. Poprzez przygotowanie zmarłego i jego rodziny do śmierci, sprawia, że ta sytuacja graniczna jest dla nich łatwiejsza do zniesienia. Ten obraz z jednej strony ukazuje hipokryzję współczesnych społeczeństw żyjących w kulturze zachodniej, które śmierć chcą „zamieść pod dywan” i skomercjalizować. Z drugiej strony, pokazuje siłę, z jaką śmierć może wkroczyć w życie i zmienić człowieka − do tego potrzebna jest empatia takich ludzi jak Fisherowie. Społeczeństwo Los Angeles ma sklep za rogiem, eleganckie mieszkania i nowe technologie, ale na lepszych bodhisattwów ich nie stać.

 

Metafizyka

Six Feet Under sięga głębiej, poza psychofizyczną warstwę człowieka. Metafizyka serialu polega z jednej strony na przekraczaniu jego własnych ram − poprzez wplatanie w kolejne wątki surrealistycznych scen − z drugiej strony natomiast na wykraczaniu poza schemat życia i śmierci. Życie i śmierć − wydają się pokazywać twórcy serialu − to wielka gra sił. Jesteśmy zdeterminowani do uczestnictwa w niej, lecz istnieje pocieszenie − uspokajają nas. Nie możemy brać na serio życia, skoro śmierć czai się tuż za rogiem. Nie możemy również brać na serio śmierci, skoro życie wciąż trwa, zmieniając jedynie swe formy. All that lives, lives forever. Only the shell, the perishable passes away. The spirit is without end. Eternal. Deathless − przekonuje nas Nathaniel, ojciec Fisherów, cytując Bhagawadgitę. Zabiera nas w podróż poza ograniczenia cielesnej powłoki. Zachęca, aby wstać rano, zapalić papierosa i z ironicznym uśmiechem zapytać siebie: po co ten cały dramat?

 

Czas

W Six Feet Under zupełnie niezauważalnie, ale nieubłaganie mija czas. Do kuchni Fisherów ciągle ktoś wchodzi i nieustannie ktoś z niej wychodzi, w pośpiechu, w pogoni za własnymi sprawami. Ruth, matka Fisherów, zostaje w pomieszczeniu sama, patrząc bez wyrazu na jakąś rzecz. Potęga samotności działa w zatrważający sposób poprzez bieg czasu właśnie; nawet Fisherowie, którzy są tak blisko śmierci, wydają się często zapominać o tych, którzy jeszcze żyją.

Six Feet Under to już w zasadzie show z innej epoki kinematografii, na pewno biorąc pod uwagę kwestię popularności seriali. Jeszcze kilka lat i będziemy wspominać lata 2001−2005 tak, jak wspominamy słodkie lata 90-te, oglądając choćby, nawiązujący do ich stylistyki, True detective. Six Feet Under jest pewnie dla każdego z nas konkretnym miejscem w czasoprzestrzeni i przywoła echa przeszłości, bo każdej osobie opowiada trochę inną historię, a finału tego serialu po prostu nie da się zapomnieć.

To jest najlepszy serial o śmierci, co czyni go jednym z najlepszych dzieł kinematografii dotyczących ludzkiego życia. Jeśli jeszcze go nie widziałeś − obejrzyj. Jeśli już go widziałaś − czas na rewatch. Bóg ci wybaczy − nawet w trakcie sesji.

Krzysztof Kunisz

Krzysztof Kunisz

(ur. 1987) − wychowany w wietrznym mieście Kielce, ale od kilku lat mieszka w Krakowie. Doktorant filozofii na krakowskim UP. Naukowo zajmuje się metafizyką i fenomenologią. Prywatnie blisko mu do zjawisk współczesnej kultury. Ogląda dużo seriali, słucha różnych gatunków muzyki i sporo czyta − głównie martwych ludzi. Publikuje teksty naukowe i artykuły, a próby literackie chowa do szuflady. Jeśli będzie musiał dorosnąć, chce być jak Tom Waits.