Marta Kubiczek_Tysiac plateau
RECENZJE | 18.04.2016

Myśl nomadyczna (G. Deleuze, F. Guattari „Tysiąc plateau”)

Wreszcie, po ponad trzydziestu latach, polski czytelnik może sięgnąć po choć jeden z dwóch tomów Kapitalizmu i schizofrenii. Tysiąc plateau to część druga, ale nie potrzeba znajomości pierwszego tomu, by to czytać. Deleuze i Guattari rezygnują z typowych linearnych narracji i proponują w ich miejsce wielowarstwowy przepływ myśli i idei, rozgałęziających się w różnych kierunkach. Bez dwóch zdań, nie ma drugiej takiej książki filozoficznej.

Z tym monumentalnym dziełem duetu francuskich filozofów stykałem się wielokrotnie. W różnych tekstach na temat filozofii, literaturoznawstwa, językoznawstwa, a także medioznawstwa trafiałem na cytaty z Anti Oedipus i Mille Plateau. Takie terminy jak „kłącze”, „nomadyzm”, „stawanie się zwierzęciem” oraz „Ciało bez Organów” okazywały się mieć swój rodowód właśnie tutaj. Za ekscentrycznie brzmiącymi terminami kryją się niezwykle błyskotliwe i futurystyczne przemyślenia społeczno-kulturowe. Nie bez powodu Rosi Braidotti w kluczowej dla myśli transhumanistycznej pozycji Po człowieku tak często sięgała do tych pozycji.

Pierwszy rozdział traktuje o rozróżnieniu między książką korzeniem a książką kłączem. W formie kłącza nie ma linearności, nie ma punktów, są linie rozwidlające się w licznych kierunkach – zupełnie jak w ludzkim mózgu. Kłącze może zostać przerwane i płynąć dalej innym torem, może też odsyłać do osobnego rozwidlenia, łączyć się liniowo z dowolnym innym punktem. Sama książka Tysiąc plateau też jest napisana w formie kłącza, co zbliża jej strukturę do wiecznie się zmieniającej narracji u Joyce’a.

Napisaliśmy tę książkę jako kłącze. Złożyliśmy ją z plateau. Nadaliśmy jej kolistą formę, jednak tylko dla żartu. Każdego ranka wstawaliśmy i każdy z nas zastanawiał się, którym plateau należy się zająć, i każdy z nas pisał pięć linijek tu, dziesięć tam. Doznawaliśmy halucynacji, widzieliśmy linijki jako kolumny mrówek opuszczających jedno wzniesienie, by wspiąć się na inne. Tworzyliśmy kręgi zbieżności. Każde plateau może być czytane od dowolnego miejsca i powiązane z dowolnym innym.

Idea kłącza jest w Tysiącu plateau powiązana nie tylko z literaturą, ale także przenoszona na inne sfery życia. Pojawia się nowa propozycja psychoanalizy (nazwana przez duet bardzo zgrabnym określeniem schizoanalizy) oparta właśnie na kłączastej formie nieświadomego. Jest też fascynujący rozdział 10 000 p.n.e. Geologia moralności (za kogo ona się ma, ta Ziemia), w którym autorzy w brawurowy sposób kreślą historię życia, zaczynając od komórek, genetyki, przechodząc do embrionów i ewolucji, by skończyć na rozwoju języka i rzemiosła. To, jak autorzy potrafią zręcznie przechodzić z jednego wątku do drugiego, tylko potwierdza skuteczność działania kłącza.

Nie będę ukrywał, że jest to pozycja ekstremalna w lekturze. Z jednej strony naukowa, z drugiej zaś awangardowa, co jeszcze bardziej komplikuje sprawę. Nie należy się jednak bać tej formy. Książka aż kipi od licznych nawiązań do literatury, muzyki, filmu i popkultury. Nie bez powodu przez lata Kapitalizm i schizofrenia uznawane były za dzieło kultowe w artystycznych kręgach. Sięgali po nie nie tylko naukowcy, ale też muzycy awangardowi i rockowi (dużo tu wątków muzycznych dotyczących m.in. rytmu, kontrapunktu). Sami autorzy zachęcają też do tego, żeby czytać ich dzieło w sposób wybiórczy. Holistyczny charakter myśli Deleuze’a i Guattariego sprawia, że poszczególne jego części można poznawać w oderwaniu od reszty. Każdy rozdział jest autonomiczny i jednocześnie odnosi się do całości.

Niepodobna już nawet grupować po jednej stronie energetycznych, fizykalno-chemicznych i biologicznych intensywności, po drugiej zaś intensywności semiotycznych, informacyjnych i matematycznych. Wielość systemów intensywności podłącza się kłączowato do całego układu […].

Ważnym punktem koncepcji filozofów staje się podwójny proces deterytorializacji i reterytorializacji. Pojawia się on zarówno na przykładzie ewoluującego na Ziemi życia (dopasowywało się do środowiska, a środowisko zmieniało jego cechy), jak i w języku, który od formy dominującej w danym kraju przekształca się w slangi i dialekty. Jest to wieczny przepływ na zewnątrz i do wewnątrz, ciągła wymiana informacji przechodzącej od centrum do peryferiów i na odwrót. Ta błona komórkowa, będąca granicą między jądrem a zewnętrzem, staje się wzorcem, małą metaforą wszystkich procesów biologicznych, społecznych, myślowych.

Odzwierciedlenie tych rozważań można znaleźć w wielu dziełach kultury. Chociażby w twórczości Davida Cronenberga. Jego Existenz – groteskowy rewers Matrixa – to nie tylko film o wirtualnej rzeczywistości, ale też obraz biologiczno-technologicznych form życia odsyłających do podświadomości, zmieniających zastaną rzeczywistość, tworzących nowe linie połączeń. Cronenberg w swoich filmach rozczłonkowywał ludzkie ciało, prezentując nam jego elementy oderwane od pierwotnego kontekstu. To wojny znaczeń, w których zwalczają się segmenty biologiczne i kulturowe, a bohaterowie spychani są w czarną dziurę. W Tysiącu plateau czytamy o Ciele bez Organów, czyli ciele pełnej intensywności, zjednoczonym, ale nie jako organizm wypełniony organami, a jako płaszczyzna. U Cronenberga idealnie widać stany patologiczne, odbiegające od tej zasady. Masochizm, neurozy, psychopatia, narkomania – we wspomnianym Existenz, ale też w Videodromie (masochizm wirtualny), Dreszczach (wirus) czy Nierozłącznych (rozdwojenie jaźni) mamy do czynienia z bardzo plastycznymi obrazami obłędu, biorącego się właśnie z owego braku płaszczyzny, o którym piszą filozofowie.

Dochodzi do tego film Mucha, w którym oglądamy „stawanie się zwierzęciem”. Naukowiec staje się muchą nie tylko na zasadzie naśladownictwa, ale też na poziomie molekularnym, gdzie poszczególne cząstki powodują płynne przenikanie się człowieka i muchy. Widać to u naukowca we wzmożonym popędzie seksualnym, łaknieniu cukru, zwiększonej wydolności organizmu. Jest też w końcu Cronenberg autorem ekranizacji Nagiego lunchu Burroughsa, czyli książki często przez Deleuze’a i Guattariego cytowanej ze względu na rewolucyjne podejście do języka i form narracji dominujących w społeczeństwie. Rozbicie znaczeń, powoływanie nowego języka, będącego poza porządkiem. To nowy kosmos znaczeń – molekularnych i wiecznie przepływających. Takie jest też przesłanie Tysiąca plateau.

 

G. Deleuze, F. Guattari

Tysiąc plateau

Bęc Zmiana, 2016

Liczba stron: 634