muzea
ARTYKUŁY | 09.04.2012

MUZEUM: ANALOG CZY CYFRA?

Na sam widok muzeum, nogi są już zmęczone – powiedziała kiedyś Janina Ipohorska i pewnie tym właśnie zdaniem zjednałaby sobie sympatię wielu uczestników wycieczek szkolnych.  Nie ma się czemu dziwić: monotonny głos przewodnika, ciągłe nie dotykaj!, pantofle, które trzeba założyć, żeby nie zniszczyć podłogi i setki nieco przykurzonych „staroci” – nie brzmi to atrakcyjnie, zwłaszcza dla bardzo młodego odbiorcy sztuki. Takie muzea jednak powoli odchodzą w niepamięć*. Dlaczego? Niewątpliwie największy wpływ ma na to rozwój nowoczesnych technologii. Zmiana formuły działania, chęć wzbudzenia zainteresowania, bardziej bezpośrednie podejście do odbiorcy, przekształcenie architektury, wykorzystanie nowych technologii – takie między innymi cele stawiają sobie placówki, które nazwać można „nowoczesnymi” muzeami. Rozwój techniki, narzędzi audiowizualnych oraz przede wszystkim mediów, doprowadził jednak do tego, że zmiany w muzealnictwie poszły znacznie dalej – powstały muzea wirtualne. Aby jednak odpowiedzieć sobie na pytanie, czym są, trzeba najpierw przyjrzeć się „tradycyjnemu” kształtowi tej instytucji.

 

 Muzeum „tradycyjne” 

Trudno jest udzielić satysfakcjonującej odpowiedzi na pytanie: „czym jest muzeum?” albo „do czego służy?”. Możliwe, że najbliższe prawdy byłoby stwierdzenie, iż muzea funkcjonują najlepiej wtedy, gdy ich funkcja nie jest do końca określona, ale jednocześnie sprawiają wrażenie pewnej celowości. Są to bez wątpienia pewnego rodzaju magazyny, składy katalogowanych obrazów.

Jednak, jak stwierdził profesor Andrzej Rottermund w rozmowie z dziennikarką „Wprost”: Muzea, podobnie jak wszystkie instytucje publiczne, ewoluują. Pierwsze formacje muzealne w XV i XVI w. służyły głównie podkreślaniu prestiżu dworu monarszego. Sto, dwieście lat później, gdy wznoszono wielkie rezydencje królewskie, zbiory i kolekcje służyły szkolnictwu artystycznemu. (…) Dziś muzea zaczynają czerpać z doświadczeń tzw. parków tematycznych, czyli obszarów, na których zgromadzono atrakcje dla publiczności.

 Muzeum wirtualne

Nowe media stały się częścią codziennego życia, dlatego nieuchronny jest ich wpływ na kulturę. Można mówić nawet o kształtowaniu się nowego paradygmatu kulturowego (a właściwie technokulturowego) – cyberkultury. Jest ona formą manifestacji epokowych zmian, będących konsekwencją tak zwanego „społeczeństwa sieciowego”, w którym wytwarzanie, przetwarzanie i transmisja informacji staje się fundamentalnym źródłem produktywności i władzy, ze względu na nowe techniczne warunki wyłaniające się w tym historycznym okresie. Rozwój nowych mediów doprowadził do sytuacji, w której wirtualność stała się naszą rzeczywistością. Jednym z wymiarów tej rzeczywistości są muzea wirtualne.

Czym jest muzeum wirtualne? Można powiedzieć, że poprawna odpowiedź na to pytanie znajduje się ciągle „w budowie”. Różne terminy używane są synonimicznie: elektroniczne muzeum, cyfrowe muzeum, muzeum on-line, muzeum cyberprzestrzeni. Jedną z najbardziej znanych i powszechnie akceptowanych definicji można odszukać w Encyklopedii Britanica: Wirtualne muzeum to kolekcja cyfrowo zarejestrowanych obrazów, plików dźwiękowych, dokumentów tekstowych i innych historycznych, naukowych albo kulturowych przekazów, udostępnionych za pośrednictwem mediów elektronicznych. Muzeum wirtualne nie magazynuje rzeczywistych przedmiotów, w związku z czym nie posiada trwałych i jedynych w swoim rodzaju właściwości muzeum w tradycyjnym znaczeniu tego słowa.

Najbardziej oczywistą różnicę między fizycznymi a wirtualnymi muzeami stanowi status ontologiczny przedmiotów, które się w nich znajdują. O ile w pierwszym przypadku mają one charakter materialny, o tyle w drugim są to obiekty immaterialne. Zupełnie inaczej kształtuje się również sama przestrzeń muzealna. Mamy do czynienia ze zderzeniem: fizyczna przestrzeń versus cyberprzestrzeń.

Przytoczone powyżej różnice są istotne dla muzeologów, ale zapewne nie dla zwyczajnych gości muzeum. Badania Johna Falka i Lynn Dierking pokazują, że z ich punktu widzenia doświadczenie wizyty w muzeum składa się z trzech kontekstów: osobistego, który zawiera doświadczenia, wiedzę i motywacje; kontekstu społecznego, odnoszącego się do środowiska społecznego, w którym odbywa się wizyta; kontekstu fizycznego, który odnosi się do architektury budynku, jak również do obiektów z nim związanych. Decyzja o wizycie w muzeum musi uwzględniać wszystkie te konteksty. Paradoksalnie, ta która odnosi się do muzeum wirtualnego, wydaje się być bardziej świadoma, chociaż nie jest związana z koniecznością fizycznej zmiany miejsca. Intymność decyzji, brak efektu „pokazania” się (…), bądź udokumentowania swojej obecności w jednym ze sławnych muzeów (…) nie odgrywa tutaj większej roli, jeśli w ogóle ma jakieś znaczenie. Odwiedzenie wirtualnego muzeum nie jest więc zazwyczaj efektem przynależności do jakiejś określonej grupy społecznej.

Kwestia decyzji o wizycie nie wydaje się jednak priorytetowa. Ważniejsze jest chyba pytanie o rodzaj doświadczenia związanego z „cyberprzestrzenią”. Pomimo pozornej trudności związanej z tym zagadnieniem, Piotr Zamojski konstruuje bardzo prostą odpowiedź. Jego zdaniem kontakt z szeroko rozumianą rzeczywistością wirtualną w efekcie determinuje jak najbardziej realne doznania.  W odniesieniu do nowoczesnych technik wydaje się to prawdopodobne, jest to jednak zarazem sprawa bardzo indywidualna i wynikająca z uwarunkowań psychofizjologicznych.

Muzeum wirtualne jako przykład konwergencji 

Henry Jenkins, pisząc o nowych mediach, wskazywał jako ich główną cechę zachodzącą na wielu poziomach konwergencję, czyli przepływ treści pomiędzy różnymi platformami medialnymi, współpracę różnych przemysłów medialnych oraz migracyjne zachowania odbiorców mediów.

W przypadku muzeów wirtualnych możemy zaobserwować coś takiego, jak konwergencja funkcji spełnianych wcześniej przez działające osobno instytucje: Muzeum-biblioteka-archiwum-centrum dokumentacyjne-baza danych; dziś muzeum wirtualne przybiera kształt takiego hybrydalnego tworu, który w zupełnie naturalny sposób integruje różne zadania spoczywające niegdyś na wyspecjalizowanych placówkach. Ta konwergencja posiada zarówno dobre, jak i złe strony. Ułatwia znalezienie potrzebnych informacji, może być jednak pewnego rodzaju zagrożeniem dla niezależności wyżej wymienionych instytucji.

 Różne typy muzeów wirtualnych

Werner Schweibenz wyróżnił trzy kategorie znajdujących się w sieci witryn muzealnych, które rozwijają się w konsekwencji w wirtualne muzea:

  • „Muzeum-broszura” – jest to witryna zawierająca podstawowe informacje o muzeum, takie jak: typy kolekcji, dane kontaktowe itp.
  • „Muzeum zawartości” – jest to strona internetowa zawierająca zbiory muzeum i zachęcająca do oglądnięcia ich on-line.
  • „Muzeum uczące” – to witryna oferująca różne typy dostępu w zależności od wieku, pochodzenia czy wiedzy gości. Strona zawiera wiele dodatkowych informacji, a jej celem jest głównie nauka.

Podział można śmiało uznać za swoiste kontinuum, na którego jednym krańcu znajdują się strony internetowe mające charakter czysto informacyjny (co do których można mieć wątpliwości, czy uznać je za wirtualne), na drugim zaś sytuują się witryny mające postać muzeów on-line w pełnym tego słowa znaczeniu.

Innym, nasuwającym się od razu podziałem, jaki można moim zdaniem zastosować w odniesieniu do muzeów wirtualnych, jest zróżnicowanie ich ze względu na posiadanie swoich materialnych odpowiedników w świecie rzeczywistym:

  • Muzeum wirtualne jako jeden z elementów muzeum tradycyjnego.

Może to być „muzeum-broszura” w rozumieniu Schweibenza, coraz częściej dąży się jednak do stworzenia możliwości wirtualnego zwiedzania i prezentowania poszerzonej wersji wystaw. Daje to nierzadko możliwość wzbogacenia prezentacji o informacje, które nie mogły być prezentowane na „realnej” ekspozycji.

Muzea wirtualne stanowiące część muzeów tradycyjnych niosą za sobą wiele korzyści dla zwiedzających. Mogą umożliwić swoisty powrót do wystawy, która zachwyciła lub też pozwolić na odwiedzenie muzeów, których z przyczyn materialnych nie jesteśmy w stanie zobaczyć „w realu”.

  • Muzeum funkcjonujące jedynie w przestrzeni wirtualnej.

O ile powstanie muzeów wirtualnych mających swoje fizyczne odpowiedniki wydaje się naturalną konsekwencją rozwoju nowych mediów, o tyle powstanie muzeów funkcjonujących jedynie w sieci przywodzi na myśl teorię symulakrów Jeana Baudillarda. Muzea tego typu nie mają żadnej realnej reprezentacji, można powiedzieć, że są ostatnią fazą obrazu, nie mają związku z jakąkolwiek rzeczywistością: są swoim własnym simulacrum. Steve Dietz ma wobec nich jeszcze jeden zarzut: Powstaje zasadnicze pytanie: jeśli kolekcja jest wirtualna (…) albo cyfrowa, to czy w tym przypadku może być powielana w nieskończoność, a prawa własności nie stanowią problemu?.

Wirtualny Luwr – przykład muzeum on-line

Nigdy nie byłam w Paryżu. Nie miałam okazji odwiedzić jednego z najsłynniejszych muzeów świata: Luwru. Spacerowałam jednak po nim w świecie wirtualnym. Przechadzałam się korytarzami po wystawach dotyczących starożytnego Egiptu czy historii samego paryskiego muzeum. Miałam okazję zobaczyć eksponaty ze wszystkich stron (w dużym przybliżeniu) oraz przeczytać ich obszerne opisy.

Jak taka „wycieczka” wygląda w praktyce? Anna Gruszka opisuje to w ten sposób: Jak zazwyczaj bywa w tego typu usługach, należy najpierw się zarejestrować, a następnie, przy pomocy hasła, „spacerować” po wirtualnym Luwrze i wybierać dzieła, ich opisy, analizy, jak również publikacje, artykuły, informacje na temat samego muzeum i jego historii albo gotowe ścieżki zwiedzania. Wszelkie te zebrane treści pogrupować można w tematyczne albumy, które sami tworzymy i nazywamy. Co więcej, w pamięci zapisywana jest wirtualna, hipermedialna ścieżka, którą poruszaliśmy się w czasie danej wizyty, co umożliwia uniknięcie powtarzania tej samej drogi, powrót do któregoś z jej etapów w celu pójścia dalej inną gałęzią czy zaplanowanie następnej wizyty.

Wirtualne zwiedzanie Luwru było co prawda interesującym doświadczeniem, nie uważam jednak, aby było w stanie zastąpić kontakt z prawdziwym dziełem sztuki. Platforma tego typu umożliwia raczej lepsze przygotowanie i zaplanowanie „realnej” wycieczki oraz ewentualny „powrót” do interesujących eksponatów w przyszłości. Wirtualny Luwr wywołał we mnie jedynie większe pragnienie zobaczenia tego „prawdziwego”. Prawdopodobnie właśnie taki jest jego cel.

Chociaż cyfrowa Mona Lisa potrafi zachwycić, nie zastąpi osobistego kontaktu z dziełem sztuki. Być może wynika to z samego charakteru tego obrazu? A może po prostu tradycyjne teksty kultury lepiej nam czytać w tradycyjnych salach muzealnych, muzea wirtualne bardziej nadają się zaś do ekspozycji „nowej” sztuki, czyli sztuki nowych mediów?

 

*Chcąc zobaczyć muzeum „starego” typu , w pełnym tego słowa znaczeniu, powinno się zwiedzić np. Muzeum Historyczne Pałac w Dukli – atrakcje w rodzaju pantofli na zmianę są wliczone w cenę biletu.