• Patronem wydania jest Kraków Miasto Literatury UNESCO
Recenzje | 27.05.2019
„Musisz odnaleźć nadzieję i nieważne, że nazwą ciebie głupcem” (Ł. Orbitowski, „Kult”)
Recenzje | 27.05.2019

„Musisz odnaleźć nadzieję i nieważne, że nazwą ciebie głupcem” (Ł. Orbitowski, „Kult”)

– Skąd wiesz, że ten drugi kraj to była akurat Polska, skoro wcale jej nie przypominała? Może to było jakieś inne państwo? – Pan dobry człowiek, a głupoty gada – zbył mnie Engels.
– Przecież tylko Polska może się objawić na niebie. To jeden z wielu cytatów, w których Orbitowski przedstawia Polskę lat 80. i 90. w pigułce. W powieści jednak na pigułce się nie kończy.

Najnowsza powieść Łukasza Orbitowskiego jest jednocześnie przewidywalna i zaskakująca. Czytelników wcześniejszych powieści nie zdziwi ani męska narracja, ani metafory pojawiające się w fantazjach głównego bohatera, ani tym bardziej język – prosty, gawędziarski i właśnie przez to atrakcyjny. Po raz kolejny pisarz zaprasza do zamkniętego świata przedstawionego – polskiej miejscowości, którą kreuje zgodnie z realiami epoki, z drobiazgową dbałością o realizm oraz klimat, rozumiany zarówno kulturowo, jak i politycznie.

Wyjątkowość Kultu polega na tym, że choć pod względem warsztatu autor zmienia niewiele, po raz pierwszy porusza całe spektrum trudnych tematów innych niż męskie dojrzewanie i patologie społeczne (nie ujmując wagi tym dwóm zagadnieniom). Orbitowski w Kulcie podsuwa czytelnikowi diagnozy dotyczące kryzysu i upadku myślenia magicznego w Polsce pod koniec XX wieku, gdy nadal istniało na nie spore zapotrzebowanie.

Opowieść głównego bohatera jest luźno inspirowana życiorysem Kazimierza Domańskiego, oławskiego mistyka i uzdrowiciela, nigdy oficjalnie nie uznanego przez władze kościelne. Jeden z planów czasowych to chronologiczne odtworzenie wydarzeń – od pierwszych objawień doznanych przez powieściowego Henia w stanie wojennym, przez poszerzanie kręgu wyznawców i wybudowanie przez nich (własnymi siłami) prywatnego sanktuarium, aż do zawieszenia działalności grupy uznanej za sektę i przejęcia świątyni przez Kościół.

Znacznie bardziej interesująca – i kluczowa dla odbioru powieści – jest decyzja o umieszczeniu drugiego planu czasowego, w którym Zbyszek opowiada reporterowi o działalności brata, nie w roku 2019, ale ponad dwadzieścia lat wcześniej, w czasie powodzi tysiąclecia w 1997 roku. Dzięki temu myślenie magiczne jest nadal obecne we wrażliwości obojga rozmówców, post ironia ani konformistyczny dystans jeszcze nie występują, zaś spory polityczne między bohaterami sprowadzają się do oceny decyzji Jaruzelskiego i Balcerowicza.

Powieść pozwala zanurzyć się w melancholii i do samego końca nie wypływać na powierzchnię. Czytelnik znajduje się w trochę smutnym, trochę niesamowitym świecie: komunizm nie upadłby, gdyby nie papież Polak, bieda i alkoholizm szerzyłyby się bardziej bez pomocy Kościoła, zaś najlepszą receptą na bezrobocie jest bezinteresowna, przyjacielska pomoc. Wreszcie, to przecież Henio przepowiedział, że woda zaleje jego małą ojczyznę.

Mała społeczność Oławy odzwierciedla nastrój panujący w całym kraju. Rok 1997 był szczególny dla Polaków – kolejna pielgrzymka Jana Pawła II do ojczyzny, odejście ważnych osób ze świata kultury: Agnieszki Osieckiej i Piotra Skrzyneckiego oraz uwielbianej postaci zachodniego świata – księżnej Diany. Przede wszystkim jednak Polakami wstrząsnęły tragiczne wydarzenia na Dolnym Śląsku, dla których jedynym adekwatnym komentarzem pozostawał cytat z piosenki zespołu Hey: Moja i twoja nadzieja pozwoli uczynić dziś cuda.

Kult to powieść właśnie o upadku nadziei, ale też o desperackich próbach jej utrzymania. Oławianie, którym Orbitowski dedykuje powieść, to mężczyźni poszukujący sensu życia. Możliwości jest kilka: kariera polityczna lub kościelna, małomiasteczkowy etos pracy, patriarchalna wizja spełnienia poprzez zapewnianie bytu żonie i dzieciom, wreszcie bycie samcem alfa otoczonym wianuszkiem kobiet i gronem zazdrosnych kolegów.    

Czy Henio rzeczywiście doznaje objawień, jest chory psychicznie, a może od początku do końca był wyrachowanym manipulantem – tego z powieści się nie dowiemy. Narrator, zamiast prowadzić śledztwo, przedstawia studium fizycznego i psychicznego upadku dwóch braci, którzy usiłują wybrać inną spośród wymienionych perspektyw – wąskich, deterministycznych, smutnych.

Błąd Zbyszka polega na tym, że próbuje pogodzić kilka spośród tych ról, błąd Henia na tym, że postanawia pójść inną drogą – od początku ryzykowną. Panie Łukaszu, człowiekowi można zabrać niemal wszystko. Pieniądze, kobietę, dom. Wiem coś o tym. Ale nadziei zabrać nie wolno, bo to śmierć za życia – powie Zbyszek o Heniu.

W Kulcie Orbitowski sięga po schematy i motywy dobrze znane czytelnikom jego powieści, między innymi typ bohatera – wrażliwego mężczyzny, który wymyka się oczekiwaniom stawianym przez kulturę i społeczeństwo. Podobnie jak bohater Exodusu, Zbyszek jest życiowym pechowcem, którego tragiczne wydarzenia skłaniają do przewartościowywania pojęć honoru, braterstwa, przyjaźni i zaufania.

Niczym w Innej duszy, Orbitowski śledzi losy paczki kolegów, z których każdy na swój sposób przegrywa – jeżeli nie w życiu prywatnym i zawodowym, to w sferze wierności ideałom i zasadom etycznym. Pisarz konsekwentnie umieszcza kobiety na drugim planie, opisując je na granicy uprzedmiotowienia, jako aspekt męskiego świata, który pojawia się w zależności od sprzyjających warunków.

Autor ukazuje obywateli Polski B jako bezgranicznie naiwnych, a jednak się z nich nie wyśmiewa. Pozwala im samym robić to za niego. Zbyszka, który utracił niemal wszystko, trzyma przy życiu funkcja lokalnego kronikarza, możliwość bycia częścią wspólnoty, o której właśnie opowiada na podmiejskiej działce. Nie znamy dalszych losów głównych bohaterów – ramy powieściowe to pojedyncza rozmowa, ze współczesnej perspektywy możemy się jedynie domyślać, że media – telewizja, później Internet – staną się kolejnym obiektem kultu everymanów. Przed panem Zbyszkiem na telewizyjny wywiad zdecydował się oławski ksiądz; z pozoru niewinny monolog może się więc stać częścią większej debaty. Łukasz przeprowadzający wywiad niejako daje bohaterom kolejną (może ostatnią) szansę na odnalezienie sensu życia. Jest nim nic innego niż zespojenie autobiograficznej historii, a więc jeden z bardziej „znanych i lubianych” motywów polskiej literatury lat 90. i pierwszej dekady XXI wieku.

Dlaczego Orbitowski, prowadząc narrację z perspektywy heteroseksualnego mężczyzny, decyduje się na rozwiązania typowe dla opowieści wykluczanych grup sprzed dwóch dziesięcioleci? Być może po to, żeby pokazać, że także heteroseksualni mężczyźni byli ofiarami, bynajmniej nie w sferze publicznej, w której utożsamiano Polaka walczącego o wolność właśnie z młodym, silnym mężczyzną, pomijając zasługi innych osób. Chodzi tu o sferę prywatną i indywidualne doświadczenia, w przypadku których patriarchalne wzorce kulturowe okazywały się opresyjne dla obu płci, jako że narzucały wymagania niemożliwych do spełnienia. Walczący o to, co niemożliwe, choć pożądane przez społeczność – to przegrany. Także o tym jest historia Zbyszka i Henia.    

Łukasz Orbitowski

Kult

Świat Książki, 2019

Liczba stron: 478