straightouutacompton-janota
RECENZJE | 28.09.2015

Mówisz hip-hop, myślisz N.W.A. („Straight Outta Compton”)

Przez wielu uważani za najważniejszy skład hip-hopowy, przez FBI określeni nawet mianem „najniebezpieczniejszej grupy na świecie”. Nazwiska takie jak Dr Dre czy Ice Cube już od dawna należą do popkulturowego mainstreamu i aby je znać, nie trzeba wcale interesować się rapem. Dziś byli członkowie N.W.A. to ludzie pławiący się w złocie i luksusach, należy jednak pamiętać, że ich dorastanie w getcie można by streścić słowami: strzelaniny, gangi, handel narkotykami. Z chęci wyrwania się z patologicznego środowiska i wyrzucenia z siebie całej agresji oraz (a jakże) nienawiści do policji narodziło się N.W.A., czyli Niggaz Wit Attitudes.

Wszystko zaczęło się w Compton, jednym z wielu niczym niewyróżniających się miast w stanie Kalifornia. Okoliczności ku powstaniu tu grupy o statusie kultowym były, lekko mówiąc, niesprzyjające. Dookoła gangi Cribsów i Bloodsów rekrutujących wszystkich czarnoskórych oraz policja – LAPD, z gruntu traktująca każdego Afroameryknanina jak dilera i gangstera. Dodajmy do tego jeszcze biedę i praktycznie zerowe szanse na wybicie się z nizin. Prawdopodobnie nigdy nie usłyszelibyśmy o N.W.A., gdyby nie ich umiejętność zamieniania wszystkich tych przeciwności losu w atuty. Efekt: dwie długogrające płyty, wprowadzenie gangsta rapu do popkultury oraz kilka imponujących indywidualnych karier.

Na historię N.W.A. składa się pięć lat intensywnej działalności, z czego tylko pierwsza płyta została nagrana w pełnym składzie. Po debiucie, czyli Straight Outta Compton, z zespołu odchodzi Ice Cube (poszło o wysokość honorariów). Pytanie: jak przełożyć dość obszerną historię na spójne dzieło, które nie będzie poruszało każdego wątku związanego z grupą tylko po to, aby po chwili przeskoczyć do następnego? Spoiwem jest oczywiście energetyczna muzyka N.W.A., która wypełnia przestrzeń pomiędzy scenami obrazującymi istotne momenty z historii zespołu. Co do fabuły zaś: twórcy skupiają się na najistotniejszych faktach, nie ma tutaj fantazjowania czy niedopowiedzeń. Reżyser przedstawia nam historię najbliższą rzeczywistości, którą każdy fan zespołu zna. Nie skupia się na tym, jak powstała grupa, raczej na tym, dlaczego doszło do jej uformowania i jakie okoliczności musiały zaistnieć, aby nagrała tak przełomowy i agresywny album.

Fani N.W.A. mogą jednak odczuć lekki niesmak: postacie raperów są dość mocno wybielone i przedstawione w zbyt jasnym świetle. Nie uświadczymy agresji Dra Dre wobec kobiet czy mocnych spięć i długiego beefu na linii Dre – Ice Cube. Chwilami film przypomina opowieść o kumplach z college’u, którzy z nudy postanowili zająć się muzyką. Z drugiej strony nie ma w tym nic dziwnego: film jest wyważony, aby mógł trafić do szerszego grona odbiorców – również do tych,  którzy nie interesują się gangsta rapem.

Co warte podkreślenia: ze świecą szukać filmu biograficznego, w którym aktorzy byliby tak podobni do pierwowzorów swoich postaci. Nie powinno to co prawda zaskakiwać, gdyż rolę Ice Cube’a odgrywa jego własny syn – O’Shea Jackson Jr. Nie jest to tylko zasługa wizualnego podobieństwa, ale także świetnej gry aktorskiej. W pozostałych przypadkach aktorzy wypadają równie dobrze – momentami trudno odróżnić prawdziwego Eazy-E od postaci kreowanej w filmie. Niestety nie jesteśmy w stanie stwierdzić, czy Eazy-E zgodziłby się na finalną wersję filmu, ponieważ zmarł w 1995 roku na AIDS. Tak naprawdę to właśnie na tym reżyser kończy film, nie rysując nam dalszych losów członków N.W.A.

Straight Outta Compton to film w swojej prostocie genialny. Skondensowany w taki sposób, że 150 minut mija błyskawicznie i w żaden sposób nie nuży. Wszystko pulsuje w rytmie mocnych basów i klimatycznej „stopy”, a podczas seansu głowa sama się kiwa. Aż chciałoby się samemu zarapować Fuck the Police, jeden z najważniejszych numerów grupy. Kilka lat temu, po premierze filmu Sugar Man, mieliśmy do czynienia z boomem na piosenki Sixto Rodrigueza, teraz nikt (no dobra: prawie nikt) już o nim nie pamięta. Po premierze filmu o zespole z Compton tylko czekać na reedycję albumów. Aby jak najlepiej wczuć się w klimat filmu, przed seansem najlepiej zaopatrzyć się w spodnie baggy, fullcap z napisem Raiders i słuchawki ze stajni Dra Dre, czyli Beats Audio. Pamiętajmy jednak, że Straight Outta Compton to nie tylko film o rapie. To również, a może przede wszystkim, nakreślenie obrazu Stanów Zjednoczonych lat 80. wraz z różnicami rasowymi, niesprawiedliwością społeczną oraz zachodzącymi na naszych oczach zmianami.

 

Straight Outta Compton, reż. F. Gary Gray, USA 2015