10439284_754433174599773_1949832782_o
RECENZJE | 07.07.2014

Mój Wojaczek (Rafał Wojaczek „Wiersze i proza. 1964–1971”)

Jest takie zdjęcie Wojaczka, które lubię najbardziej. Zrobione w Mikołowie w 1962 roku. Miał wtedy niespełna siedemnaście lat – rok później rozpocznie studia polonistyczne na Uniwersytecie Jagiellońskim. Na tym zdjęciu ubrany jest w białą koszulę. Czarny krawat niedbale (jakby z musu) zawiązany wżyna się pod odstający (z jednej strony) kołnierzyk koszuli. Jego twarz ciągle jeszcze nosi ślady dziecięcej niewinności ukryte w krągłości policzków i w nienagannie przylizanej grzywce. Nie patrzy w obiektyw, ale spojrzenie, to spojrzenie, które ucieka gdzieś w bok, wydaje się już brzemienne. Nie ma w nim iskier nadziei, nie ma też strachu, tylko ogromny egzystencjalny ciężar. Wojaczek spogląda w taki sposób, jakby wiedział, jakby przeczuwał już swoją przyszłość.

Kochanka powieszonego/ patrzy mu do oczu/ przygląda się sobie/ w jego śnie. Moja miłość do Wojaczka nie była niczym niezwykłym. Raczej kolejnym etapem, który musiał się odbyć. Czego mógł bowiem szukać ktoś taki jak ja: drobny, dorastający chłopiec z wielkiego miasta zbuntowany przeciwko całemu światu? Jedynie wsparcia sobie podobnych nihilistycznych Don Kichotów. Legenda Rafała Wojaczka wydawała się wprost idealnie skrojona na taką miarę. Poeta przeklęty, który „był”, a nie tylko „bywał” poetą, o wystarczająco krótkiej i burzliwej linii życia urywającej się tragicznie w chwili samobójczej śmierci (Wsłuchać się do ogłuchnięcia/ Wpatrzeć się do oślepnięcia/ Wdyszeć się do beztchu w piersiach/ Wmyśleć do unicestwienia/ Ach, wykrwawić się – do Słońca!). W tle obskurny, szary PRL – prowincjonalny Mikołów, wilgotny Kraków – najbardziej idiotyczne miejsce pod słońcem (to z listu Wojaczka), finalny Wrocław. Rozterki, niedostosowanie, niepowodzenia, samookaleczanie, próby samobójcze, alkohol i niedokończona miłość.

Ktoś,/ Kto kocha/ Nie jest tym, co/ Umrze. Za każdym kolejnym razem wracając do wierszy Wojaczka, przyrzekam sobie solennie, że już czas zabić tę miłość. To kruche uczucie wyrosłe na cienkiej linii porozumienia, która również jest iluzją, bo w jaki sposób można kontynuować dyskurs pomiędzy martwym poetą a jego żywym (z każdym kolejnym dniem coraz bardziej żywym, bo wyzbywającym się młodzieńczej autodestrukcji) wyznawcą? Taka konstrukcja szybko wyzbywa się sensu. Zbliża niebezpiecznie do granicy, której przekroczenie grozi śmiesznością lub herezją. Z buntu wyrasta się powoli, choć przecież boleśnie, a jedyne, co stałego zostaje z tej poezji, to łzy, zwątpienie i śmierć. Wbrew pozorom łatwo bowiem dziś obalić mit Wojaczka. Obnażyć błędne koło jego języka (Gwiazdy są echem Twoich oczu/ I poruszają się po ścieżkach/ Wydeptanych przez Twoje sny/ Gdzie noc się kończy./ Gdzie śmierć się kończy moja pamięć rozszerzona). Nawet pomimo tego, że z całego polskiego pokolenia poètes maudits mit ten podsycany jest z największą pasją. Kultowi poeci czasów Polski Ludowej: Milczewski-Bruno, Bursa, czy nawet Stachura (choć akurat po jego twórczość sięgano w ostatnich latach w muzycznych projektach Babu Króla i Leniwca) powoli wciągani są w tryby przeszłości. Natomiast Wojaczek ciągle uparcie trzyma się powierzchni jako niewypowiedziana do końca zagadka. Znaczącą rolę w podtrzymywaniu tej niepewności odgrywają Instytut Mikołowski oraz Biuro Literackie, prowadzące wzmożoną działalność wydawniczą obejmującą zarówno jego twórczość, jak i książki biograficzne. Dlatego zawsze kiedy ponownie sięgam do wierszy Wojaczka, jestem zaskakiwany i zaskakuję sam siebie. Nie może być mowy o żadnym rozwodzie czy nawet separacji. Miłość trwa w najlepsze, pogłębiana jeszcze przez kolejne zauroczenia.

Najkorzystniej jak wieść niesie kupisz tylko w PeeSeSie. Najnowsze wydawnictwo Biura Literackiego Wiersze i proza. 1964–1971 jest pierwszym tak szeroko zakrojonym zbiorem twórczości Rafała Wojaczka. Obejmuje ono zarówno tomiki poetyckie wydane za życia autora: Sezon (1969), Inna Bajka (1970), jak i wydane pośmiertnie: Nie skończona krucjata (1972), Którego nie było (1972), Reszta krwi (1999) oraz wiersze spoza zbiorów ułożonych bądź przygotowywanych do wydania przez autora, usunięte z tomów przez cenzurę, a także prozę: Sanatorium (1969). Dodatkowo do książki dołączone jest faksymilowe wydanie brulionu z 1964 roku zawierające wczesne wiersze Wojaczka. I dla mnie właśnie ten dodatek stanowi o wyjątkowości tej publikacji. Rzecz nie w zamieszczonych tam wierszach, które po raz pierwszy ujrzały światło dzienne, bo to jedynie szkice, fragmenty i próby poetyckie ukryte za gęstymi kratami przekreśleń, ale w intymnym kontakcie z autorem, który staje się naszym udziałem. Otrzymujemy niecodzienną szansę obcowania z osobistym notatnikiem, a przez to możliwość śledzenia nie tylko nerwowych ruchów jego pióra, ale również warsztatu poetyckiego, sposobu konstruowania wierszy.

Pański pokój wynajęty u rencistki/ Dawno wdowy ale z seksem niewygasłym/ Która pieska ma Pan musi wyprowadzić/ Nawet wtedy gdy pan zaczął nowy wiersz. Ta poezja nie zestarzała się ani trochę. Wciąż dryfuje na sztormowych falach, przemierzając morza nihilizmu. Zaludnia ją ten sam bohater liryczny – pełen egoizmu, uwodzący swoim cierpieniem, samczymi wizjami i fantasmagoriami, który za moment niespodziewanie potrafi, jakby od niechcenia, przeistoczyć się w uosobienie kobiecości. Tak jak w jednym z najpiękniejszych erotycznych wierszy – Prośbie (Zrób coś, abym rozebrać się mogła jeszcze bardziej/ Ostatni listek wstydu już dawno odrzuciłam/ I najcieńsze wspomnienie sukienki także zmyłam/ I choć kogoś nagiego bardziej ode mnie nagiej/ Na pewno mieć nie mogłeś, zrób coś, bym uwierzyła). Niezmiennie objawia się też poeta zbuntowany (Gdzie moja stopa lewa bieg planet popędza/ Tam nie ma Boga tylko jego impotencja), poeta schizofreniczny (Nie śpię/ lecz On też nie śpi), poeta niedokończenie kochający (dla Ciebie piszę miłość/ ja bez nazwiska/ zwierzę bezsenne) i poeta samobójca (Chodzę i pytam: gdzie jest moja szubienica?). Wojaczek ma wiele twarzy, radykalnych, przeciwstawnych i wzajemnie się wykluczających, ale tylko jedno spojrzenie. Brzemienne.

W jednym z listów do Teresy Ziomber (swojej największej miłości) Rafał Wojaczek pisał: Jeżeli jestem skazany na śmierć, to nie tylko na śmierć, ale i na samoobronę aż po śmierć. W tym właśnie tkwi zarówno fenomen Wojaczka-człowieka, jak i jego poezji. To owa samoobrona, która nie była niczym innym jak walką z normalnością, pędem ku samounicestwieniu, wygrywaniem dawno napisanej roli, niespełnioną miłością, a ostatecznie również czystą poezją. Wiersz jako samoobrona aż po śmierć. Wreszcie wiersz płynnie przekraczający granicę życia i śmierci. Życie sprowadzone do kwestii ostatecznych, spychane metodycznie na skraj przepaści. Właśnie za to kocha się Wojaczka, choć jest to miłość najtrudniejsza z możliwych.

 

Rafał Wojaczek

Wiersze i proza. 1964–1971

Biuro Literackie, 2014

Liczba stron: 553

Marcin Pawlik

Marcin Pawlik

Marcin Pawlik (ur. 1978) – politolog, prawnik, basista oraz tekściarz zasłużonych zespołów alternatywnych, członek trupy teatralnej Teatr Bob. Czynny kadrowicz Reprezentacji Polskich Pisarzy w Piłce Nożnej. Wydał dwie książki poetyckie „Deklinacja nic” oraz „Bunt na jeziorach”. Mieszka w Krakowie.