22.09.2014m
RECENZJE | 22.09.2014

Mind the gap (Zadie Smith „Londyn NW”)

Zwierzenie 1:

Metro odjeżdżało co minutę. Nie było powodu, żeby się spieszyć. A jednak wszyscy biegli. Wszyscy wszędzie biegli. Zdarzały się jednak momenty, kiedy trzeba było poczekać na pociąg piętnaście minut, i były to bardzo dziwne momenty. Ludzie napływali ze wszystkich stron i zapełniali tunel. Mogło to oznaczać, że ktoś akurat rzucił się pod pociąg. I że spóźnisz się do pracy. Tak, mam do Londynu stosunek osobisty.

 

North West London

Zwierzenie 2:

Tonęłam w Camden Town, Caledonian Road i Kilburn Station. A potem szliśmy nad Tamizę, albo sprawdzaliśmy powiadomienia w aplikacjach „Royal Baby”, które śledziły poczynanie i poczynania młodego księcia jeszcze przed porodem. A jak dziecko się urodziło, nasza angielska znajoma powiedziała: „Musicie kupić wszystkie gazety z tego dnia”. Ostatnio przesadzałam kwiatki i niestety zużyłam te gazety, z pewnym żalem.

Londyn NW Zadie Smith przeczytałam z wypiekami na twarzy. Londyn, który znam, wydawał mi się miastem bez przeszłości. Wieczne teraz. Miasto niczyje. Smith pokazuje go w skali mikro i przez pryzmat osobistych historii. Oczyszczająca obcość miasta z Trylogii nowojorskiej Paula Austera u Zadie Smith przeciwstawiona zostaje obcości, która powstaje pod wpływem „obcego”. Ma konkretne źródło i tym źródłem jest drugi człowiek, bliźni jako nieznośny „inny”.

Londyn Zadie Smith nie jest „nigdzie”. Jest „tu i teraz” zakorzenionym w czasie i przestrzeni. A przez to również – obciążonym. Można by uznać Londyn NW za współczesną wariację na temat determinizmu. Jeszcze jedną opowieść o determinancie pochodzenia, dobrych i złych środowisk, dobrych i złych dzielnic, i ogromnej przepaści, jaka istnieje między nimi. Tę przepaść trzeba ignorować na każdym kroku, w sklepie i w metrze, by jakoś żyć we wspólnej przestrzeni.

Londyn to jest miasto uprzejmości. Zygmunt Bauman* pisze o uprzejmości jako o sposobie na to, by w konwencjonalny, lecz także bezpieczny sposób współżyć z innymi ludźmi. By się od nich odizolować i zyskać namiastkę kontaktu jednocześnie. Uprzejmość wchodzi w skład rytuału, który zapewnia jednostkom absolutną szczelność i nienaruszalność granic. Daje jednak poczucie kontaktu z bolesnym Bliźnim, którego Slavoj Žižek uważa za synonim Realnego**.

Kiedy model uprzejmości zostaje złamany, gdy pod drzwiami mieszkania Leah pojawia się nieznajoma, roztrzęsiona dziewczyna, wszystko może się wydarzyć. Bo uprzejmość nie obejmuje wpuszczania nieznajomych do swojego domu.

Początkowo może się wydawać, że wpuszczenie obcego to szczególny rodzaj transgresji, który pozwoli bohaterce na nowo zintegrować się ze światem, poczuć z bliźnim łączność nieograniczoną zasadą konwenansu. Inny bohater książki – Nathan – synonim obcości dla uporządkowanej Natalie – o tych, którzy są obcy dla niego, mówi wprost: Przebiegłe bestie. Są wszędzie. Jeśli chcesz znać moje zdanie, to one wszystkim trzęsą.

Zadie Smith przedstawia londyński tygiel kulturowy jako mieszaninę niebezpieczną, taką, w której trzeba umieć się poruszać, bo złamanie konwencji naraża bohaterów na niebezpieczeństwo. Julia Kristeva*** pisze o społeczeństwie, w którym jednostka sama siebie rozpoznaje jako obcego. Cudzoziemiec to jej zdaniem ten, który budzi świadomość różnicy, uosabia obcość, lecz także uzmysławia nam naszą własną obcość. Uznając się za cudzoziemca, uznajemy obcego w sobie, obcego, który nie jest podatny na mechanizmy tworzenia więzi i niechętnie poddaje się woli wspólnoty.

City of London

Zwierzenie 3:

Krach na giełdzie londyńskiej. Pracowałam obok Bank of England. Zamknęliśmy się w środku, gdy ludzie wyszli na ulicę. Zabarykadowaliśmy się. Wyglądało to całkiem podobnie do karnawału w Notting Hill. Dzień przed karnawałem barykadowano drzwi i okna, jakby ulicą miała przejść jakaś straszna nawałnica. I nawałnica rzeczywiście przechodziła.

Byłam też w Londynie, akurat gdy Rosja najechała na Gruzję. Na Bond Street spotkałam Gruzina. I przez chwilę poczułam z nim taką więź, jaka się może wytworzyć tylko w obliczu wspólnego wroga. Złożyłam mu wyrazy współczucia, a on powiedział, że nic go to nie obchodzi.

Obcy jest we mnie, a skoro to ja jestem obcym, to nie ma już obcych – pisze Kristeva. Obcość to doświadczenie braku konstytutywne dla podmiotu.

Natalie, Karaibka, która chodziła do Brayton i zmieniła swoje poprzednie imię na bardziej europejskie, próbuje przekroczyć raz jeszcze swoją kondycję, wykroczyć ku czemuś, co pozostaje poza granicami jej nowego, poukładanego świata. Przypomina w tym nieco bohaterkę Pianistki Elfriede Jelinek – Erikę Kohut. Podobnie jak ona, równocześnie pragnie spotkania z Realnym i uniemożliwia to spotkanie. Pozostaje panią sytuacji, mocno przywiązaną do ustalonego porządku symbolicznego. Nie jest w stanie zrezygnować z kontroli i samokontroli nawet w obliczu szansy na spotkanie z „innym”. Podobnie jak Erika Kohut, Natalie próbuje zagospodarować Realne, przejąć nad nim kontrolę.

Natalie nie jest jedyną w książce postacią, która marzy o transgresji. Jakby na drugim biegunie pojawiają się postaci, których życie właśnie na niej polega. Transgresja jest tym, co życie „usensawnia”. W ten sposób organizuje swój świat była dziewczyna Felixa. Z tego właśnie powodu Felix próbuje się od niej uwolnić. Próbuje się też uwolnić od narkotyków i paru innych rzeczy. Sens i wolność zobaczył gdzie indziej.

Życie na granicy wydaje się odpowiadać Leah. Tak, to ona wpuszcza do swojego mieszkania obcą dziewczynę. W oczach Natalie Leah jest osobą, która doskonale odnajduje się w relacjach międzyludzkich. We własnych oczach Leah jest na skraju depresji. Przed swoim pięknym mężem ukrywa, że od lat udaremnia jego starania o wspólne dziecko.

Nathan, bad boy, za którym kiedyś oglądały się wszystkie dziewczyny, spełnia rolę mędrca, a mędrzec zawsze musi znajdować się na wygnaniu. W tym przypadku – poza ramami kapitalistycznego społeczeństwa. I to on wypowiada diagnozę tego społeczeństwa.

Odbiorca sam układa opowieść, zestawiając ze sobą perspektywy poszczególnych bohaterów. Zadie Smith odnajduje doskonały balans pomiędzy eksperymentem i tradycyjną narracją. Jej powieść wymaga zaangażowania, błyska ciekawymi pomysłami narracyjnymi, nie jest nimi jednak przesycona. Smith sprawnie wplata problemy swoich bohaterów w szerszy kontekst, zadając przy tym w niebanalnej formie podstawowe pytania. Pośród nich pojawia się pytanie o status obcego i przewrotna na nie odpowiedź. Bliźni najbliższy okazuje się obcym, raniącym tym boleśniej, im większe były wobec niego oczekiwania.

South Kensington

Zwierzenie 4:

Nasi znajomi z północnego Londynu w międzyczasie awansowali. Przenieśli się do South Kensington. Tam odwiedziliśmy ich ostatnio. Nie było już strzelaniny na ulicy. Nie znaleźliśmy łusek po nabojach. Mieszkają w trzypiętrowym domu, mają nianię i sprzątaczkę. Oni też nas odwiedzili. Zdziwili się, że mamy tyle kościołów. Zdziwili się, że wszystko tu w Polsce jest normalnie.

 

Zadie Smith

Londyn NW

tłum. Jerzy Kozłowski

Wydawnictwo Znak, 2014

Liczba stron: 400

 

* Zygmunt Bauman, Płynna nowoczesność

** Slavoj Žižek, Przemoc. Sześć spojrzeń z ukosa

*** J. Kristeva, Strangers to ourselves