Między miejscami
RECENZJE | 19.05.2014

Mało psa w Afganistanie (R. Stewart „Między miejscami. Z psem przez Afganistan”)

Zima, krew, dzikie zwierzęta, walka o przetrwanie, wilki, sowy, rysie, śnieg, ślady, tropy, przywiązanie, strach i cierpienie – uczyłam się czytać na Lassie, Białym Kle i Szarej Wilczycy. Uczyli mnie czytać James Oliver Curwood i Jack London, i to chyba im powinnam podziękować za nerwicę i depresyjne stany lękowe. Rzucam się jak broczący krwią surowej Północy żbik na każdą książkę, którą mogę podejrzewać o bliskie kontakty ze zwierzętami – zwłaszcza, jeśli podpowiada mi to sam tytuł lub podtytuł. Jak dzieje się w przypadku Między miejscami. Z psem przez Afganistan Rory’ego Stewarta, reportażu z serii Orient Express, wydanej w tym roku przez Wydawnictwo Czarne.

Animal studies w Polsce dopiero stawia swoje pierwsze kroki. Niedawno w Warszawie odbyła się zorganizowana przez Instytut Badań Literackich Polskiej Akademii Nauk konferencja „Zwierzęta i ich ludzie”, dostrzeżona nawet przez czujnych redaktorów Frondy, wieszczących pojawienie się czegoś gorszego nawet od gender, bo zrównującego nie tylko płcie, ale też gatunki. W wyniku tego katolików zaleje najprawdopodobniej wkrótce fala człowieko-wiewiórek o nieokreślonej, transseksualnej płci.

A przy tym animal studies – najprościej i naprawdę – zajmuje się badaniem związków między ludźmi a zwierzętami z różnych perspektyw: socjologicznej, biologicznej, literaturoznawczej, psychologicznej; w ujęciu dziedzin sztuk wizualnych, audiowizualnych itd. Nic groźnego.

Wrócę do lektury. Afganistan nie interesuje mnie na tyle, żeby kupować książki o tym kraju. Psy już tak.

Czekałam na tego psa 161 stron, wśród liczącego łącznie 371 stron opisu pieszej wędrówki przez Afganistan. W książce przewijały się okazjonalnie inne zwierzęta, jak woły, które autor najpierw dźga kijem, a którymi następnie uczy się „sterować” za pomocą głosu. Są też osły, które mokną na zewnątrz, muły oraz wilki (występujące pośrednio – tylko w opowieściach napotykanych kolejno przez Stewarta ludzi). Pies – stareńki, wychudzony, siwy i kulejący mastiff dostał się do podtytułu przypadkiem. Autor nie poświęca mu w reportażu wiele uwagi, rzadko wspomina o ich wspólnej relacji, pies w Między miejscami zajmuje pozycję podobną do kija – towarzyszy autorowi w trakcie podróży, ale jego obecność nie jest przedmiotem głębszej analizy Stewarta. Pies zresztą zdycha na przedostatnich stronach książki. Ani śmierć psa, ani trik z psem w tytule nie są zasługą autora. Zerknęłam na oryginalny tytuł: The Places In Between, bez wzmianki o psie Baburze, który odejdzie do krainy wiecznych łowów po zjedzeniu ostrych jagnięcych żeber. Oryginalny tytuł jest więc uczciwszy, książka jest reportażem o Afganistanie, opowieścią o nim i jego kulturze.

Kiedy przeszła mi już złość na brak psa, udało mi się czerpać przyjemność z czytania tej książki. Autor jest momentami w brytyjski sposób dowcipny, Miejsca mieszczą liryczne opisy zimowego krajobrazu, wulgarny język stacjonujących w Afganistanie amerykańskich żołnierzy, „strasznych” talibów oraz relacje z podróży Babura, potomka Czyngis-chana, którego śladami Rory Stewart podąża. Reportaż czyta się miejscami jak absurdalny thriller, niektóre fragmenty rzeczywiście przypominają podróżnicze książki Jacka Londona – zwłaszcza wtedy, gdy Stewart zbacza z trasy, gubi ścieżkę albo zostaje napadnięty przez autochtonów.

Aha, pod koniec książki pojawia się jeszcze jeden surrealistyczny akcent zwierzęcy. Autor opisuje rozgrywkę buzkaszi, gry w rodzaju polo, gdzie poruszający się na koniach zawodnicy dwóch drużyn starają się umieścić martwą kozę w bramce przeciwnika.

Prawdopodobnie nie przeczytałabym tej – przyznaję, świetnej – książki, gdyby nie podtytuł. Nie żałuję.

 

Rory Stewart

Między miejscami. Z psem przez Afganistan

tłum. Barbara Gadomska

Czarne 2014

Liczba stron: 371