Aga Lut - 2015 02 14 - popmoderna - ver_02
RECENZJE | 16.02.2015

Kulisy życia wśród dywanów („Kebab i Horoskop”)

Kino_Pod_Baranami_zaprasza (1)

Czy cokolwiek może wydarzyć się w sklepie z dywanami, mieszczącym się w innym miejscu niż tłumnie odwiedzane kompleksy handlowe? Było nudno, jest nudno, czas dłuży się niemiłosiernie, dywany kalają oczy swoim bezruchem, a towarzyszący temu brak energii i dynamiki zdążył zdominować dosłownie wszystko. Życie w sklepie z dywanami (zwłaszcza pozbawionym perspektyw) jest ciężkie. Nie może być inaczej, chyba że do gry wkroczy dwójka pomysłowych, świeżo upieczonych bezrobotnych, którzy postanawiają zostać najwyższej klasy specami od marketingu i niczym Magda Gessler zrewolucjonizować zastaną ekonomiczną ruderę. Za pieniądze, oczywiście.

Ambitny tytułowy duet stanowią wcielający się w te role Bartek Topa i Piotr Żurawski. Pierwszy z nich to pracownik minikebabowni, który rzuca pracę, ponieważ ufa horoskopom. Dodajmy: horoskopom, które wymyśla drugi. I tak oto spotykają się w krytycznym momencie swoich „karier”. A że co dwie głowy to nie jedna, razem wymyślają genialny plan na przyszłość.

Debiutujący (w pełnym metrażu) reżyser filmu, Grzegorz Jaroszuk, wkracza w kręgi polskiej kinematografii w wyjątkowo dobrym stylu. W swoim nieco ponad godzinnym filmie stara się połączyć zgrabnie absurdalny humor z ciekawie skonstruowanymi bohaterami. Z doborową obsadą aktorską oraz produkcyjną (zdjęcia, scenografia, kostiumy) i niesztampowym pomysłem na scenariusz sukces samoistnie i bezpardonowo puka do jego drzwi. Ale o tym później.

W sklepie z dywanami, który niewątpliwie gra główną rolę w filmie, dzieje się źle, ale też – dzieje się wszystko. Jego szef (Andrzej Zieliński) bezradnie rozkłada ręce, nie wiedząc, co może być powodem znikomej sprzedaży. Aby zdiagnozować przyczynę biznesowego niepowodzenia zatrudnia dwóch wspomnianych „fachowców” od marketingu. Flegmatyczny personel (Justyna Wasilewska, Tomasz Schuchardt, Barbara Kurzaj i Janusz Michałowski) nawet nie próbują żywo zareagować na profesjonalistów, którzy rzekomo mają uzdrowić sklep. Z kolei improwizujący Kebab i Horoskop, przy pomocy nomenklatury handlowo-pijarowej, z zaangażowaniem i wyższością „znawców” udają, że wiedzą, co robić. Wymyślają szereg (nie)potrzebnych zadań, które – rzecz jasna – są kluczem do sukcesu bankrutującego sklepu. W związku z tym powstaje wiele komicznych sytuacji, dzięki którym załoga Szefa, wraz z nim samym, odkrywa w swoich życiach wiele nowych interesujących aspektów. Ale, drodzy czytelnicy, nie łudźcie się, że chodzi tu o psychologię i modny obecnie wątek psychoterapeutyczny. W filmie Jaroszuka nie ma miejsca na dramatyczną psychoanalizę. Towarzyszący nam tu na każdym kroku absurd i świetnie rozpisane dialogi (których autorem jest, notabene, sam reżyser) nie pozwalają na wrażenie wtórności czy nudy. Jeśli zapłaczecie, to raczej ze śmiechu, jeśli zaś podejmiecie refleksję, to na pewno nie będzie ona dotyczyć próby wniknięcia w Wasze życia. Chyba że duchowe – ale wtedy udajcie się na dach jakiegoś budynku i chłońcie, za radą Szefa, rozprzestrzeniającą się wokół metafizykę świata.

Próby uzdrawiającej, marketingowej metamorfozy to jedno. Poznajemy również tak zwane „życie zza kulis” dywanowej załogi. Stażystka (Wasilewska) męczy się nie tylko z uczuciami (raz do Szefa, raz do Elektryka, to zależy), lecz przede wszystkim z przedłużającymi się odwiedzinami matki (Dorota Kolak, jak zawsze peany z mojej strony, które daruję sobie tym razem). Upierdliwa rodzicielka przyjechała do córki z naręczem numerów telefonicznych swoich dawnych ukochanych. A że stara miłość nie rdzewieje, postanawia odnaleźć tę JEDYNĄ. Oprócz smutnych losów Stażystki, użerającej się z obecnością matki, poznajemy hippisowski rewers życia Kasjerki, piłkarski aspekt małżeństwa Elektryka, złote rybki Szefa o przypadkowych imionach Ringo, John, George i Paul, jego żonę, która z minuty na minutę traci cierpliwość w związku z ekscentrycznością męża, a także przedawkowującego cukier Kortazara o skłonnościach erotomańskich. Trudno powiedzieć, co wydaje się ciekawsze – kulisy życia zespołu pracującego w sklepie, czy ich współpraca ze specami od marketingu. Jedno jest pewne – praca rzutuje na ich życie prywatne (i na odwrót, bez wątpienia).

Jaroszukowi udało się stworzyć precyzyjną, inteligentną komedię z nutką dramatu, co właściwie od czasu Rewersu Lankosza (który uderzył zresztą ostatnio w nieco inne tony) było w naszej rodzimej filmografii rzadkością. Dbałość o detal jest szczególnie widoczna w zdjęciach Johna Magnusa Borge’a, doskonale współgrających ze scenografią (Katarzyna Filimoniuk) i kostiumami (Katarzyna Lewińska, Marta Ostrowicz), idealnie dobranymi do bohaterów i zwracającymi uwagę swoją kolorystyką. Jest to o tyle istotne, że poza udanym, inteligentnym scenariuszem, film jest po prostu estetyczny, a to nieczęsto zachwyca w polskim kinie.

 

Kebab i Horoskop, reż. Grzegorz Jaroszuk, Polska (2014)