kukluxklan-ilustracja-janota
RECENZJE | 12.10.2015

Ku Klux Korpo („Ku Klux Klan. Tu mieszka miłość”)

Bez aktualnego kontekstu rasistowskiej histerii książka Ku Klux Klan. Tu mieszka miłość Katarzyny Surmiak-Domańskiej osiągnęłaby jedynie rangę jednego z najlepszych reportaży roku. Ale, skoro na naszym podwórku także rozpala się ksenofobiczna gorączka, będzie stanowić groźne memento.

Opowieść o tajemniczej, obrosłej legendami organizacji snuje się na dwóch planach. Pierwszy to osobista relacja Surmiak-Domańskiej z amerykańskiego „pasa biblijnego” (bastionu religijnej prawicy), drugi stanowi krótki zbiór esejów o amerykańskim rasizmie. A to, wbrew pozorom oraz naszym tradycyjnie dobrym wyobrażeniom na temat USA, nie jest problem historyczny, tylko clou dobrobytu oraz imperialnej potęgi. W tekście znalazły się liczne przykłady przenikania ideologii i członków klanu w struktury budującego się państwa. Organizacja powstała w ramach sztubackiego żartu. Mężczyznom przebranym za duchy straszenie mieszkańców prowincji dla prostego wygłupu (kościana ręka wystająca z rękawa, trick ze „zdejmowaniem głowy”) szybko jednak przestało wystarczać. Napawając się trwogą, którą budzili wśród mieszkańców południowych stanów, szybko zaczęli wykorzystywać ją do realizowania reakcyjnych interesów politycznych. Zaczęły się lincze, podpalenia kościołów, prześladowanie związkowców. Klan stał się także czymś w rodzaju milicji obyczajowej. Obrywało się wiarołomnym mężom, paniom lekkich obyczajów, tym którzy łamali prohibicję. Warto zwrócić uwagę, że na celowniku oprócz Czarnych i Żydów znaleźli się także… katolicy jako reprezentanci „nieamerykańskiego” wyznania.

Materiał zebrany przez Surmiak-Domańską robi piorunujące wrażenie. Wczoraj wieczorem mieliśmy tu barbecue. Stoję po lewej, zaznaczyłem krzyżykiem. Wasz syn Joe – taką wiadomość przekazał pewien młodzieniec 17 maja 1916 roku na karcie pocztowej. Druga strona przedstawia zwęglone zwłoki siedemnastoletniego Jesse’ego Washingtona, upośledzonego umysłowo parobka z Robinson w Teksasie. Dzień wcześniej na podstawie pogłoski o dokonanej zbrodni pobito go, okaleczono, powieszono i podpalono. Wysyłanie pocztówek z linczów było popularną rozrywką gawiedzi z amerykańskiego Południa i całkiem intratnym biznesem dla prowincjonalnych fotografów. Największe wzięcie miały te, na których można było się odnaleźć i oznaczyć. Niektóre z linczów były wyreżyserowanymi widowiskami. Odpowiednio wcześniej powiadamiano prasę, lokalny wymiar sprawiedliwości odwracał wzrok, wszystko działo się na oczach tłumu. Historię takich fotografii autorka przywołuje dzięki spotkaniu z Jamesem Allenem, kolekcjonerem, który efekt wieloletniej kwerendy udokumentował w albumie Without Sanctuary (Bez nabożeństwa). Oprócz widokówek obiektem handlu były także przedmioty i strzępy odzieży należące do zlinczowanego, z reguły czarnego mężczyzny. To jeden z elementów układanki. W Tu mieszka miłość można znaleźć wiele innych dowodów na trwały i niejako systemowy charakter amerykańskiego rasizmu. Począwszy od popularnych piosenek i kabaretowych numerów z groteskowo ucharakteryzowanymi na Murzynów białymi aktorami, przez Narodziny Narodu – kinową epopeję Davida Warka Griffitha, po sankcjonujące segregację prawa Jima Crowa. Zniesiono je dopiero w 1964 roku. Surmiak-Domańska pokazuje też współczesne oddźwięki tych zjawisk – sięga do statystyk, przypomina proces OJ Simpsona – osobliwy rewers wcześniejszych postępowań wobec białych rasistów, śledzi kolejne fale popularności i odrodzenia rozmaitych mutacji Ku Klux Klanu, spotyka się z ich byłymi i obecnymi przywódcami. Ci, wbrew pozorom, nie są żującymi tytoń redneckami, tylko nowoczesnymi menadżerami, potrafiącymi zrobić z uprzedzeń bardzo chodliwy towar.

Polskiemu czytelnikowi łatwo byłoby się odciąć od tego barbarzyństwa. Wydać osąd moralny, przypiąć łatę, zaklasyfikować jako jedną z odmian amerykańskiego szaleństwa i podsumować w krytycznym osądzie państwa zza Atlantyku. Ale tej lektury nie da się tak łatwo zaliczyć i przetrawić. Uniemożliwia to zapis wyprawy do Harrison. Reporterka spotyka tam tzw. dobrych ludzi. Niektórzy mogą budzić sympatię – to zwykli obywatele, religijni i serdeczni, z uśmiechem i pobożną pieśnią na ustach zmagają się z troskami dnia codziennego. Jedni opiekują się niepełnosprawną intelektualnie córką (też w klanie), inni martwią o rodzinę, która została w bardziej „kolorowej” okolicy, ktoś jest zapalonym szachistą, kto inny z pasją wykonuje białą odmianę gospel podczas różnych uroczystości. Sielanka. Model społeczności, do którego tak tęskno rodzimym konserwatystom. Ci z Harrison swoich niearyjczyków wygnali (w przeszłości było to tzw. sundown town, dziś zła sława matecznika klanu robi swoje), nasi nie chcą wpuścić tych, którzy rzekomo zislamizują nam miasteczka i powiaty. I naprawdę – nie trzeba być uczestnikiem haniebnych marszów antyimigranckich, by nieświadomie nie westchnąć za życiem w homogenicznej, religijnej sielance. Tyle, że spod słodkiego lukru (nieprzypadkowo jest biały jak śnieg!) wyłażą wielopokoleniowa degrengolada, ignorancja i hipokryzja. Ku Klux Klan. Tu mieszka miłość to zresztą nie tylko książka o rasizmie i marginalnych, choć groźnych, organizacjach. To wgląd w życie i duchowość „pasa biblijnego”, świat odrażający, ale zarazem egzotyczny i na swój sposób fascynujący. Można w nim trafić na nabożeństwa o rozmachu koncertów rockowych, trafić do miasteczek, w których samochody niemal całkowicie przejęły obowiązki nóg, zjeść najsłodsze i najbardziej ekstremalne potrawy. No i doświadczyć południowej gościnności. Choć tylko przy spełnieniu wiadomych warunków.

Gdyby nie rzeczywistość za oknem można by czytać ten reportaż z większą przyjemnością. Dwutorowa akcja rozwija się dynamicznie, obok głównego wątku pojawia się wiele pobocznych, autorka nie katuje łatwym dydaktyzmem. Aż szkoda, że nie wyszedł w spokojniejszych czasach. Jednocześnie trudno wyobrazić sobie lepszy moment na wydanie studium rasizmu usankcjonowanego cichym przyzwoleniem „porządnych ludzi”. Akurat te mechanizmy nie są specyficznie amerykańskie i dobrze sobie radzą nawet bez skomercjalizowanego KKK.

 

Katarzyna Surmiak-Domańska

KU KLUX KLAN. Tu mieszka miłość

Wydawnictwo Czarne, 2015

Liczba stron: 296

Jan Bińczycki

Jan Bińczycki

(ur.1982) – doktorant na Wydziale Filologii Polskiej Uniwersytetu Jagiellońskiego, członek zespołu Korporacji Ha! Art. Publikuje, gdzie się da. Z zawodu bibliotekarka.