• Patronem wydania jest Kraków Miasto Literatury UNESCO
Artykuły | 09.09.2019
Którędy gonić króliczka? (Popteksty)
Artykuły | 09.09.2019

Którędy gonić króliczka? (Popteksty)

Czego słuchają dzieci? Kto ma wpływ na ich gust muzyczny? Czy historii popu warto się uczyć i czy książka artystyczna może mieć szanse w starciu z internetem? O projekcie Marianny Oklejak można zanucić: I can’t get no satisfaction… Ale mimo to spróbujmy odpowiedzieć na postawione powyżej pytania.   

O książce Marianny Oklejak No to gramy! Muzyczna awantura od Little Richarda do Björk usłyszałam w audycji radiowej (pewnie w Trójce, której najczęściej słucham). Powodem, który skłonił mnie do lektury – poza skuteczną promocją – była przede wszystkim nowatorskość tej publikacji. Komiksem o historii muzyki rozrywkowej – skierowanym w dodatku do dzieci – autorka próbowała wypełnić rynkową niszę: serie edukacyjne dla najmłodszych rzadko bywają poświęcone kulturze współczesnej. Książek o muzyce rozrywkowej brakuje; z kolei biografie rockmanów i wykonawców muzyki pop to lektura co prawda lekka, jednak przeznaczona dla dorosłych. 

Autorka zaprasza odbiorcę do wspólnej zabawy wraz z trojgiem głównych bohaterów – Fretką, Psem i Królikiem, którzy pod nieobecność właścicieli organizują szaloną domówkę. Odtwarzanie kolejnych płyt ma służyć edukacji przyszłego współlokatora – Królika, który do tej pory słuchał wyłącznie klasyki. Nucąc przebój Chucka Berry’ego Roll over Beethoven bohaterowie symbolicznie porzucają salon ozdobiony wizerunkami wielkich kompozytorów i wyruszają w podróż: zarówno w czasie, jak i po miejscach, w których rodziły się nowe gatunki muzyczne. Wybierają się do Missisipi, gdzie obserwują narodziny bluesa, szaleją na Woodstocku, śledzą kariery Beatlesów i Michaela Jacksona, wreszcie dowiadują się czym jest punk, heavy metal, hip-hop i różne odsłony muzyki elektronicznej. Zwierzęta są też świadkami różnorodnych reakcji ludzi na nowe trendy muzyczne. Równolegle z komiksową wymianą wrażeń między bohaterami, czytelnik otrzymuje podstawowe informacje o wykonawcach. Uzupełniono je cytatami z piosenek oraz osią czasu, na której zaznaczony jest etap artystycznej działalności muzyków.  Morał płynący z tej „zwierzęcej bajki” jest właściwie jeden: warto być otwartym na muzykę rozrywkową i znać jej historię, a także śledzić nowe trendy muzyczne. Królik łatwo daje się przekonać do rozrywkowych utworów – co więcej, to właśnie on staje się prowodyrem dalszych poszukiwań, zaś Fretka i Pies podążają za nim w myśl przywołanego tekstu Agnieszki Osieckiej: chodzi o to, by gonić króliczka. Podobnych tekstowych i wizualnych skojarzeń jest sporo. Autorka przybliża nie tylko przełomowe momenty w historii muzyki rozrywkowej, ale próbuje wprowadzić czytelnika w język, którym można o niej mówić – poprzez cytaty, nawiązania do okładek albumów czy scenicznej stylizacji artysty. Miejscami robi to jednak nieudolnie; żarty językowe oparte na stereotypach lub tłumaczeniach tekstów piosenek na język polski to prawie zawsze „suchary”. 

To jednak nie koniec mankamentów. Oklejak nie dopracowała również układu książki. Im bliżej współczesności, tym mniej skupienia na sylwetkach poszczególnych artystów lub tematach. Więcej za to chaosu, przypadkowych zestawień i przybliżenia nowych nurtów muzycznych „po łebkach”, przy jednoczesnym nadmiarze nazwisk i zaniedbaną prezentacją poszczególnych artystów (np. Madonna i Whitney Houston występują obok Toto i Modern Talking jako wykonawczynie wakacyjnych przebojów lat 80.). Brakuje też sylwetek polskich artystów – nie znajdziemy tu nikogo poza Czesławem Niemenem. Nawet przyjmując kryteria międzynarodowego sukcesu lub wyboru najważniejszych motywów pojawiających się w muzyce rozrywkowej, zastanawia brak przybliżenia polskich protest songów lat 80. przy okazji powierzchownie podjętego przez autorkę tematu muzyki jako areny walki z systemem. Dziecko dowiaduje się co prawda, że za niepoprawne teksty „można było pójść do więzienia”, jednak autorka zbyt fragmentarycznie wspomina o powojennym podziale Europy. To niedopatrzenie jest o tyle istotne, że autorka nie unika innych, trudnych tematów. Wprowadza na przykład pojęcie Klubu 27, wspomina o popularności stosowania używek przez rockmanów, a nawet o AIDS – przyczynie śmierci Freddiego Mercurego. Do książki dołączony jest słowniczek, dzięki któremu czytelnik może poznać znaczenie trudniejszych słów, zarówno bezpośrednio związanych z muzyką (moshpit, riff, sitar), jak i określeń używanych przy prezentacji artysty (charyzmatyczny, prekursor, glamour), a także opisujących zjawiska, na które muzyka była odpowiedzią (segregacja rasowa, niewolnictwo, komunizm). Szkoda, że autorka nie dołączyła do książki także propozycji playlisty albo indeksu nazwisk, co ułatwiłoby odbiorcy powrót do różnych etapów muzycznej przygody. 

O wiele lepsze wrażenie robi strona graficzna książki. Portrety artystów i sceny z epoki są kreślone wyraziście i w ciekawym, autorskim stylu: intensywne barwy przyciągają uwagę,  cechy charakterystyczne muzyków zostały uwypuklone w sposób wzbudzający sympatię. Dotychczas Oklejak dała się poznać szerszemu gronu odbiorców właśnie jako ilustratorka książek dziecięcych, przede wszystkim serii o Basi autorstwa Zofii Staneckiej. Jest też pasjonatką muzyki ludowej, jej Cuda wianki – książka wprowadzająca najmłodszych odbiorców w tematykę folku, zdobyła Nagrodę Książka Roku 2015 Polskiej Sekcji IBBY. 

Muzyka rozrywkowa to chyba jednak w mniejszym stopniu „jej bajka” niż folk. No to gramy! pozostawia spory niedosyt. Jeżeli książka jest autorską opowieścią, trudno mieć pretensje o subiektywny wybór najważniejszych wykonawców; taka klasyfikacja zawęża jednak krąg odbiorców. Jeżeli zaś jest rodzajem encyklopedii czy podręcznika – szkoda, że autorka nie zaprosiła do współpracy ekspertów. Te mieszane wrażenia sprawiły, że zapytałam o wrażenia lekturowe Joannę Kruszyńską, absolwentkę Akademii Muzycznej im. Grażyny i Kiejstuta Bacewiczów w Łodzi, pracującej z dziećmi zarówno w szkołach podstawowych, jak i muzycznych. Zwróciła ona uwagę przede wszystkim na problem odbiorcy tej publikacji.

***

Joanna Kruszyńska: 

Nie skorzystałabym z tej książki w pracy z młodzieżą. Jest zbyt chaotyczna, w dodatku nie wiadomo, do kogo skierowana. Historia z królikiem sugeruje, że do  dzieci. Ale wybór cytatów już nie. Jesteśmy mechanicznymi królikami. W tej krainie panują dźwięki zakładów przemysłowych, Jaka jest najbrzydsza część twojego ciała: twój nos, paluchy? Myślę że twój umysł. Rozważania egzystencjalne, wnioski, że jesteśmy wtłoczeni w system… To może zrozumieć osoba w wieku 15-16 lat, a i to niekoniecznie. Poza tym, czy nastolatki w ogóle sięgnęłyby po taką książkę, skoro głównym źródłem wiedzy o muzyce jest dla nich YouTube? 

Uczyłam w gimnazjach na wsi i w mieście – odbiór ze strony młodzieży był podobny. Kiedy prowadziłam zajęcia o muzyce rozrywkowej, zaczynałam od Elvisa Presleya. Pokazywałam teledyski: Jacksona, Genesis, Queen. Dla większości nastolatków to były rzeczy zupełnie nowe. Młodzież słucha Sławomira, Sylwii Grzeszczak, trapu. Wśród osób bardziej zainteresowanych muzyką nadal popularny jest hip-hop, ale wielu nastolatków przyznaje, że w ogóle nie słucha muzyki. 

Znakiem naszych czasów jest też to, że młodzież nie jest zainteresowana tym, kim jest czy skąd pochodzi wykonawca, którego słuchają. Wielokrotnie spotykałam się z tym, że młodzież nie potrafi wyszukać informacji w internecie (chociaż czasami interesujących muzyków śledzą w mediach społecznościowych). Być może jest to wina rodziców słuchających rozgłośni, które poza prezentowaniem sezonowych hitów nie przekazują innych treści. 

Sam pomysł Oklejak to na pewno coś nowatorskiego: próba przeprowadzenia młodego odbiorcy przez historię muzyki rozrywkowej już od narodzin bluesa, przybliżenie, skąd się wzięła muzyka współczesna. Podobało mi się też to że nie wszystkie wybory autorki były oczywiste. Jednak fabuła o zwierzętach nie była interesująca. Wolałabym nie przeczytać tej książki od deski do deski, ale co jakiś czas do niej wracać, kiedy miałabym ochotę na inną muzykę niż ta, której zazwyczaj słucham. I tak by można potraktować tę książkę: jako encyklopedię domowego użytku.

***

Kwestie poruszone przez Kruszyńską  skłaniają mnie do powrotu do moich oczekiwań odnośnie książki: skoro projekt Oklejak polecali redaktorzy radiowej audycji kulturalnej, prawdopodobnie w ich wizji muzycznego wychowania można znaleźć odpowiedzi na część pytań, między innymi na te o odbiorców.  Modelowymi odbiorcami No to gramy! byłaby rodzina składająca się z kilku pokoleń słuchaczy Trójki, która oprócz samego prezentowania muzyki porusza tematy skłaniające do refleksji. W takiej idealnej, komfortowej sytuacji dzieci (te same, które elokwentnie pozdrawiają słuchaczy podczas wydań specjalnych listy przebojów) mogłyby śledzić historyjkę o uciekającym króliku, podczas gdy wyedukowani muzycznie rodzice (albo dziadkowie) dopowiadaliby informacje na temat szerszego kontekstu powstania utworów, może nawet polecali odnośne płyty i lektury. Takie rodziny należą jednak do mniejszości. Spytałam Joannę Kruszyńską, czy widzi różnicę w guście muzycznym uczniów szkół ogólnokształcących i muzycznych. 

***

Joanna Kruszyńska:

Jeśli nauczyciel w szkole muzycznej narzuca słuchanie muzyki klasycznej, to uczniom się to zwykle nie podoba, ale jeżeli wysłuchają jej od początku do końca piąty czy dziesiąty raz, ich percepcja muzyki jest już inna. Kształcenie muzyczne nie ma polegać na tym, że każda osoba będzie muzykiem. Ma przygotować młodego człowieka do tego, że kiedyś być może chętnie pójdzie do filharmonii. Ale trzeba zapoznawać dzieci też z inną muzyką. Staram się odtwarzać dzieciom bardziej interesujące dla nich utwory, np. covery nowości wykonane na klasycznych instrumentach albo utwory rozrywkowe zainspirowane klasyką. To im się podoba,  jest dla niech ciekawe. 

Zawsze tłumaczę dzieciom zarówno w szkole podstawowej, jak i muzycznej, że Bach, Mozart i inni to była muzyka, która w tamtych czasach służyła między innymi rozrywce. Teraz mamy syntezatory, keyboardy – wtedy nie było takich możliwości technicznych. Muzyka tworzona na tradycyjnych instrumentach to była ich rozrywka, kultura, tradycja, rozwój. Dzisiaj bawimy się na dyskotece przy muzyce stworzonej przez komputer, wtedy były wieczorki muzyczne, bale, na których tańczyło się walca… Jedno i drugie jest dla ludzi. Ale trzeba wiedzieć że to, co mamy teraz, wywodzi się stamtąd.   

***

Tymczasem jednym z błędów Oklejak jest utrwalanie sztywnego podziału na muzykę elitarną i popularną. Podział pojawia się na samym początku rzekomo nowatorskiej książki. Cała opowieść zaczyna się od kpiny z klasyki i wyśmiania „zbyt trudnych” Monteverdiego i Bacha. Czy można opowiedzieć historię muzyki rozrywkowej inaczej? Miejmy nadzieję, że ten pionierski projekt zainspiruje autorów książek dziecięcych do poszukiwań nowych ścieżek muzycznych opowieści.   

Marianna Oklejak

No to gramy! Muzyczna awantura od Little Richarda do Björk

Egmont Art, 2019

Liczba stron: 129 

Projekt jest współfinansowany ze środków Miasta Krakowa.