10.11.14mpopr
RECENZJE | 10.11.2014

Kryminał z ludzką twarzą (R. Galbraith „Jedwabnik”)

Twórczość J.K. Rowling budzi we mnie mieszane uczucia. Harry’ego Pottera pokochałem nad życie, ale Trafny wybór straszliwie mnie zawiódł. Do tego stopnia, że gdy gruchnęła w mediach wieść, że nieznany nikomu autor kryminałów, Robert Galbraith, to tak naprawdę słynna pisarka, jakoś po Wołanie kukułki nie sięgnąłem. Kryminał? Bez czarów? A po co? Ale potem pomyślałem, że to chyba nie fair – oczekiwać od twórcy, że każde jego dzieło będzie przypominać debiut. Piękno dostrzega przecież tylko oko patrzącego… Z tą myślą sięgnąłem po Jedwabnika – i dobrze zrobiłem, bo to rzecz zdecydowanie warta przeczytania.

W pewnym sensie opowieść detektywistyczna jest gatunkiem, w którym Rowling tworzyła od samego początku. Jednym z elementów, które sprawiły, że tylu ludzi oszalało na punkcie książek o Harrym Potterze, były niesamowite fabularne zagadki, które czytelnik mógł rozwiązywać wraz z bohaterami. Mamy dziwne zdarzenia, tajemnicze postacie, zawikłane ludzkie motywacje, spiski, mylne tropy, kluczowe dla późniejszego „śledztwa” nazwiska rzucane mimochodem trzy tomy wcześniej – a w finale obowiązkową rozmowę z Dumbledorem, który wreszcie wszystko nam wyjaśnia. Pisząc Wołanie kukułki i Jedwabnika, autorka nie tyle więc spróbowała sił w nowym gatunku, ile raczej wróciła do tego, na czym zna się najlepiej.

Sięgając po Jedwabnika, z jednego warto sobie zdawać sprawę – że kryminał kryminałowi nierówny. Nie mają w tej książce czego szukać ani miłośnicy mrocznych, cynicznych opowieści w stylu Raymonda Chandlera, ani ludzie oczekujący sensacyjnej, krwawej „pulpy” detektywistycznej, ani nawet fani skupionych wyłącznie na wątku zbrodni, oszczędnych dzieł Agathy Christie. Jedwabnik to kryminał realistyczny: pokazuje zbrodnię, bohaterów oraz sam przebieg śledztwa jak klasyczna powieść obyczajowa, zachowując zasadę prawdopodobieństwa i skupiając się na detalach z codziennego życia. Przykład? Ot, choćby fakt, że protagonista, prywatny detektyw Cormoran Strike, musi od czasu do czasu porzucić głównowątkowe śledztwo, by zająć się innymi zleceniami – albo to, że nagła śnieżyca może opóźnić rozwiązanie zagadki równie skutecznie jak czający się w zaułku nieznajomy z nożem. W dodatku zaraz po śledztwie najwięcej miejsca w powieści poświęcono wątkom osobistym, m.in. konfliktowi między detektywem, asystentką i jej narzeczonym. Wszystko to, jak na Rowling przystało, napisane znakomicie, ale jednak czytelnik musi „obyczajówkę” lubić, bo w przeciwnym razie szybko odłoży gruby tom na półkę.

Nie oznacza to bynajmniej, że Jedwabnik jest nudny. Przeciwnie! Zaginięcie pisarza Owena Quine’a, który niewiele wcześniej wzburzył londyński światek literacki swą obsceniczną, obrażającą znane osoby książką Bombyx Mori, może nie intryguje już od pierwszej chwili, ale im dalej w głąb fabuły, tym lepiej. Początkowo bałem się trochę, że Rowling zaczyna cierpieć na syndrom pt. „większość pisarzy to pisarze” i zbyt wiele będzie w książce metarozważań nad trudnym życiem literata. Tymczasem „literacki” temat posłużył autorce po prostu do sportretowania środowiska elitarnego, pełnego silnych osobowości, ludzi grzeszących chciwością, egotyzmem i nadmiarem ambicji, duszących się wciąż we własnym sosie. Innymi słowy – środowiska pełnego potencjalnych morderców. A że Cormoran Strike, jak na prywatnego detektywa przystało, przynależy raczej do społecznych nizin i groszem nie śmierdzi, mamy okazję obserwować interesujące zderzenie światów.

Ogromną zaletą książek Rowling zawsze były żywe, pełnokrwiste, ciekawe postacie, i nie inaczej jest w Jedwabniku. Główny bohater kojarzy mi się z Alastorem Moodym – obaj panowie są całkowicie oddani pracy, nieugięci i raczej szorstcy w obejściu. Połączenie żołnierskiej przeszłości Strike’a z jego fizyczną ułomnością tworzy postać intrygującą, wielowymiarową, która umiejętnie przekuwa swoje ograniczenia w atuty – widoczne kalectwo detektywa często usypia czujność podejrzanych. Zachęca go także, by korzystał z pomocy innych, dzięki czemu ma okazję wykazać się jego asystentka, bystra, wrażliwa i pełna entuzjazmu Robin. Czytanie o tym duecie to prawdziwa przyjemność nawet wtedy, gdy nie pracują nad śledztwem i dyskutują o byłej narzeczonej Strike’a albo przekomarzają się w pubie. Od razu ich polubiłem.

Równie dobrze napisani są bohaterowie drugiego i trzeciego planu, w tym wszyscy podejrzani w sprawie Quine’a. Mamy przekonanego o własnym geniuszu pisarza, agenta alkoholika, oschłą szefową wydawnictwa, zaprzyjaźnioną z zaginionym grafomankę, zdeterminowaną, ale nieporadną żonę, upośledzone umysłowo dziecko… Rowling po mistrzowsku odkrywa przed czytelnikiem głębie dusz tych osób oraz skomplikowane relacje między nimi i przyznam szczerze, że aż do końca nie odgadłem, kto zawinił. Inna rzecz, że w kilku miejscach się zgubiłem, bo postaci jest sporo, a w dodatku dla fabuły ma duże znaczenie, kto, w jaki sposób i dlaczego został przedstawiony w obrazoburczym dziele Quine’a Bombyx Mori. Ale możliwe, że to kwestia mojego słabego oczytania w kryminałach. Finałowe rozwiązanie zagadki w pełni satysfakcjonuje, a wiodące do niego poszlaki rozsiano tak umiejętnie, że czytelnik uważniejszy ode mnie ma spore szanse samodzielnie dojść do prawdy.

Wady Jedwabnika? Niespieszne tempo i brak większych zaskoczeń. Wspomniany wcześniej realizm powieści sprawia, że obserwujemy śledztwo ze wszystkimi jego utrudnieniami, mozolną chwilami dedukcją i nieuniknionymi przestojami, gdy sprawa stoi w martwym punkcie. I choć dramaturgiczne braki umiejętnie nadsztukowano wątkami obyczajowymi, mam poczucie, że książka jest trochę statyczna. Mało tu dramatycznych pościgów, pojedynków i szokujących odkryć; finał śledztwa, punkt kulminacyjny, przebiega równie spokojnie jak reszta fabuły. Dobrze się przy książce bawiłem, z chęcią sięgnę po kolejne odsłony losów Strike’a, ale lekki niedosyt pozostał.

Z drugiej strony – czy to źle, że tekst konsekwentnie trzyma się własnych założeń? Jedwabnik to wciągający kryminał z ludzką twarzą i jako przedstawiciel tego właśnie (pod)gatunku daje nam wszystko to, czego mamy prawo oczekiwać. Polubiłem bohaterów, wciągnął mnie współczesny, zaśnieżony Londyn, z przyjemnością rozwiązałem wraz ze Strikiem zagadkę. Słowem – warto kupić, warto czytać, warto dać w prezencie. Wiem z obserwacji, że książka podoba się nawet osobom, które po Harry’ego Pottera nigdy nie sięgnęły. A dla fanów Chłopca, Który Przeżył mam ciekawostkę: pamiętacie, jak to wielu się zastanawiało, czemu Rowling tak szczegółowo opisuje, co i kiedy jej postacie jedzą, ale w ogóle nie wspomina, aby korzystały z toalety? Cóż, Jedwabnik naprawia ów rażący błąd i każda wizyta Strike’a w WC jest skrupulatnie odnotowana. Jeśli to was nie zachęci, to już nie wiem co.

 

Robert Galbraith (J.K. Rowling)

Jedwabnik

Tłum. Anna Gralak

Wydawnictwo Dolnośląskie, 2014

Liczba stron: 480

Przemysław Zańko

Przemysław Zańko

(ur. 1989) – chłop z Mazur, obecnie inteligent w Warszawie. Publikuje opowiadania, recenzuje, bloguje. Interesuje się science fiction, nauką, grami, dziwnymi książkami i zdrowiem psychicznym. Skończył z polonistyką. Strona autorska: www.zanko.pl