popmoderna-zawieszenie

Popmoderna | [krótko] Jerzy Pilch, AC/DC i „Historie o zwykłym szaleństwie” Bukowskiego
Bukowski smaller, no border
ARTYKUŁY | 16.11.2015

[krótko] Jerzy Pilch, AC/DC i „Historie o zwykłym szaleństwie” Bukowskiego

Jakiś czas temu, w rozmowie ze znajomym, określiłem Jerzego Pilcha mianem „AC/DC literatury”. Wszak zarówno dinozaury rocka, jak i dinozaur polskiej prozy napisali w życiu tak naprawdę jeden utwór, dystrybuowany później pod różnymi tytułami i w pozornie różnych formach. Mimo wszystko to miano należy się komuś innemu, niż sądziłem.

Strategia jest niemal identyczna: jeden chwytliwy patent rozciągamy na całą twórczość i w rezultacie otrzymujemy szczęście i dostatek. Rzecz jednak w tym, że trudno podejrzewać AC/DC o koniunkturalizm. Wahałbym się również przed nazwaniem ich niewolnikami fanowskich oczekiwań. Po prostu niektóre rzeczy na świecie powinny się zgadzać: w finale piłkarskich mistrzostw świata musi wystąpić ktoś z grupy „Niemcy, Argentyna, Włochy, Brazylia”, Boże Narodzenie powinno być śnieżne i tak dalej. AC/DC musi natomiast na zawsze pozostać tym zespołem, który nagrywa w nieskończoność tę samą piosenkę o trotylu, piorunach i piekle. Choć daleko mi do konserwatyzmu, tu ujawnia się moja tęsknota za pradawną Jednią i równowagą.

No więc Pilch z tym swoim luterańsko-dziwkarskim gadulstwem wypada po prostu cynicznie. Co innego restytuować jakiś wzorzec za pomocą gitarowych riffów, co innego chwytać po sentymentalno-parafilozoficzną narrację o Śląsku Cieszyńskim i zjawiskowych studentkach. Inaczej ma się sprawa w przypadku starego dobrego Buka. Teoretycznie można by postawić mu podobne zarzuty – w końcu jego proza w lwiej części reprodukuje schemat pierwszosobowej pijackiej opowieści przetykanej szorstkimi sentencjami i przygodnym seksem. Różnica polega jednak na absolutnie bezsiłowym podejściu do sprawy i – proszę wybaczyć brzydkie słowo – autentyczności całej operacji.

Bukowski nie zazdrości, nie napina się, nie szuka poklasku. A przede wszystkim nie udaje, że serwuje nam tak zwaną „wielką literaturę”. Jasne, ma swoich wielkich mistrzów w rodzaju Celine’a, na których raz na jakiś czas się powoła, nie łudzi się jednak, że kiedykolwiek będzie grał z nimi w jednej drużynie. Siada do maszyny, wysyła tekst wydawcy, po czym czeka z niecierpliwością, aż w skrzynce pocztowej pojawi się mniej lub bardziej imponujący czek. A pisze z uroczą, naiwną wręcz prostolinijnością, a zarazem: efektownie. Trzy riffy, trochę pustych butelek i upadłych kobiet, i tyle. Wystarczy.

Nieprzypadkowo używam w stosunku do Bukowskiego form czasu teraźniejszego. Proszę się nie martwić, nie jestem Anną Wendzikowską, śmierć starego Chinaskiego nie uszła mojej uwadze. Właśnie ukazał się „nowy” zbiór opowiadań Amerykanina pod tytułem Historie o zwykłym szaleństwie. „Nowy”, gdyż zawarte w książce teksty nie były wcześniej tłumaczone na polski. Jak się można domyślać, wydany nakładem Noir sur Blanc zbiór nie dostarczy nam żadnych wrażeń, których czytelnicy prozy Bukowskiego by się nie spodziewali. To te same, dobrze znane migawki z marginesów społeczeństwa, to samo bestiarium, te same refleksje nad beznadziejnością życia. Bez prostych recept i zręcznych sentencji. W końcu cały ten koszmar bywa jednak cudowny, jak zimne oliwki o trzeciej nad ranem, kiedy pół miasta stoi w płomieniach*.

A że Bukowski nigdy nie będzie Faulknerem i w kategorii „wielcy pisarze” stać go co najwyżej na miejsce na ławce rezerwowych? Że już na zawsze pozostanie alibi dla dziewcząt i chłopców z dobrych domów, którzy zdecydują się raz na jakiś czas na złamanie mieszczańskiej etykiety? W końcu literatura powinna umożliwiać dostęp do stanów i doświadczeń, będących zwykle poza naszym zasięgiem i nawet znudzony mieszczanin ma czasem ochotę na zetknięcie się ze zwykłym szaleństwem. Wreszcie: czy naprawdę nie cieszycie się, gdy barman puści w środku nocy Highway to Hell?

 

* Cytat z wiersza Jedna z najbardziej rajcownych (tom Miłość to piekielny pies, przekład: Leszek Engelking)

 

Charles Bukowski

Historie o zwykłym szaleństwie

tłum. Michał Przybysz

Noir sur Blanc, 2015

Liczba stron: 296

Mateusz Witkowski

Mateusz Witkowski

(ur. 1989) – redaktor naczelny i współzałożyciel portalu Popmoderna. Obecnie doktorant na WP UJ, absolwent krytyki literackiej na tym samym wydziale. Do tej pory publikował m.in. w “Dwutygodniku“, “Czasie Kultury“, “Opcjach”, "Xięgarni" i innych, zarówno teksty literackie, jak i krytyczne. Stale współpracuje z Gazeta.pl i Wirtualną Polską. Mocno plebejskie zainteresowania: brytyjskie zespoły z lat 80., włoski futbol, portal Popmoderna.