cornella
ARTYKUŁY | 03.02.2014

Koszmar w pastelowych barwach (komiksy Joana Cornelli)

Pokolenie młodych, których wiek przedszkolny przypadał na początek i środek lat dziewięćdziesiątych, zdążyło już oswoić się z makabreską serwowaną chociażby przez telewizję Cartoon Network, w kontrze do disneyowskich idyllicznych obrazów. Przykłady? Cycata krowa i rachityczny kurczak – podopieczni zgrabnej gospodyni, której sylwetka kończy się poza kadrem, gdzieś w połowie linii kręgosłupa, i straszy niepewną sytuacją ontologiczną w świecie żywych. Do drastycznych scen dochodzi też, gdy Tom ściga Jerry’ego i niepostrzeżenie obrywa żelazkiem w puchaty pyszczek.

To zaledwie preludium do, tak zwanych, bajek dla dorosłych, których najznamienitszym przykładem może być popularna seria trzyminutowych animacji z udziałem uśmiechniętych zwierzątek o wdzięcznym tytule Happy Tree Friends. Te krótkie gagi, emitowane na HBO Comedy, a także dostępne nieodpłatnie na kanale YouTube, opowiadają historie leśnych żyjątek, którym (z woli nieba lub własnej głupoty) przydarzają się sytuacje bolesne, a nawet brutalne, zwykle zwieńczone krwawym finałem. Całość opatrzona jest radosnym „theme songiem”, uzupełnionym o odgłosy zwierząt stylizowane na dźwięki dziecięcych zabawek zawieszanych nad kołyską. Śmierć to tutaj clue każdej animacji, a absurdalna droga, która prowadzi ku niej w prostej linii, jest próbą przełamania tabu i desakralizacji aktu umierania. Śmierć zostaje sprowadzona do czystej fizjologii i wylewającej się z kadru czerwonej mazi, co ośmiesza ją i odziera z metafizyki. Taka kreskówkowa karnawalizacja śmierci burzy dystans między wzniosłością a codziennością, co, z jednej strony, budzi wielkie kontrowersje, z drugiej z kolei przyciąga rzesze fanów tej obmierzłej humoreski.

Level wyżej sytuują się prace Joana Cornelli, hiszpańskiego artysty młodego pokolenia, urodzonego w 1981 roku w Barcelonie. Na co dzień grafik nie jest związany z żadną instytucją, nie podporządkowuje się też żadnemu konkretnemu programowi artystycznemu, ale jego kilkuklatkowe komiksy, pojedyncze ilustracje i kreskówki w ciągu ostatnich dwóch lat osiągnęły sporą popularność, głównie za sprawą internetu. Grafiki Cornelli można przeglądać na Blogspocie, Tumblrze i Facebooku (gdzie zgromadził on ponad siedemset tysięcy fanów), co sprawia, że trafiają do ogromnej rzeszy odbiorców na całym świecie.

Bohaterami prac młodego artysty są namalowani akwarelową, kolorową kreską ludzie, a czasem też zwierzęta. Upiorność tych pastelowych grafik objawia się nie w samej formie, ale ze względu na podejmowane tematy społeczne. Ich dotychczasowe interpretacje zostają przełamane przez obecność chytrego cwaniaka w garniturze, którego szyderczy uśmiech ujawnia psychopatyczne i bestialskie skłonności. Napięcie między poruszaną problematyką a sielankową formą wyrazu bynajmniej nie odbiera powagi pracom Cornelli, ale potęguje prowokacyjny, czy wręcz sadystyczny wydźwięk obrazów.

Jednym z moich ulubionych minikomiksów Cornelli jest ten zatytułowany Gangsta grandma:

komiks 1

Artysta, sięgając po kulturowe klisze i stereotypy, w przewrotny sposób demaskuje ich silną obecność w kulturze. Przypisanie negatywnych cech osobie czarnoskórej (w tym wypadku utożsamionych z występkiem) ukazuje tendencję społeczeństwa do upraszczania i schematyzacji. Podczas pierwszego kontaktu z komiksem na plan pierwszy wysuwa się jego ładunek humorystyczny, jednak już po chwili plastikowi bohaterowie, obdarzeni bezmyślnym uśmieszkiem i przeświadczeniem o słuszności wykonywanych czynności, budzą w odbiorcy kontrolowaną grozę. Balansowanie na granicy chichotu i koszmaru to immanentna cecha twórczości Cornelli.

Żeby nieco przybliżyć specyfikę humoru hiszpańskiego artysty, pozwolę sobie sięgnąć po kolejną (jedną z bardziej popularnych) grafikę , zatytułowaną Homeless:

komiks 2

Joan Cornellà znów sięga po szablony i, w oparciu o społeczne dychotomie, konstruuje historię, w której bezdomny, nawet jako ofiara, nie może liczyć na współczucie i pomoc. O ile pierwsze cztery klatki sugerują napięcie i dramatyzm kompozycji, o tyle już w kolejnej dowiadujemy się, że mamy do czynienia z mistyfikacją, a finał uosabia stereotypową niechęć do kloszardów, wieszcząc triumf wynaturzenia.

W wykreowanym przez Cornellę świecie nie ma miejsca na empatię, a wszelkie oznaki słabości są jasną zachętą do znęcania się i pastwienia nad jednostkami nieprzystosowanymi. Wykluczeni ze względu na odmienność rasową, orientację seksualną, klasowość czy pełnioną rolę społeczną pozostaną wykluczonymi. Niezależnie od obrotu sytuacji, niewątpliwym zwycięzcą pozostanie wyłącznie ten, kto potrafi bezbłędnie poruszać się wśród kulturowych tabu i obowiązujących stereotypów. Przy czym pryncypialną zasadą świata Cornelli jest nie tylko znajomość ograniczeń i form, ale nieustanne wdrażanie ich w życie. Dlatego jedynym „mężczyzną, który się uśmiechał” pozostaje pozbawiony właściwości reprezentant klasy średniej, bez aspiracji i świadomości dokonywanych wyborów. Bezmyślne podążanie za schematami jest u Cornelli sposobem przetrwania w bezlitosnym świecie. Wszelkie odchylenia od tej normy muszą skończyć się banicją.

I chociaż chcielibyśmy się uśmiechnąć, to wychodzi z tego tylko niezręczny grymas i zgrzytanie zębów.