img035
RECENZJE | 06.07.2015

Koniec i początek (I. Linde „Jeśli o tobie zapomnę, stanę się kimś innym”)

Co jest warte zapamiętania? Przełomowe chwile, hucznie obchodzone wydarzenia czy może pozornie nieistotne „wypełnienie” pomiędzy nimi? Ida Linde nie odpowiada bezpośrednio na to pytanie, ale i tak udaje jej się wyodrębnić to, co najważniejsze, z życia dwojga ludzi – wnuczki i dziadka.

Jeśli o tobie zapomnę, stanę się kimś innym to rekonstrukcja bardzo hermetycznego świata złożonego z dwóch osób. Nazywana Lisim Oczkiem Larsson i jej dziadek przebywają w swoim własnym mikrokosmosie. Jeżeli wzmiankowane są inne osoby to tylko po to, by pokazać ich wpływ na tę dwójkę. Na przykład we wspomnieniach pojawia się babcia, ale najważniejszy jest jej brak – Larsson i dziadek używają jej rzeczy, jakby pokazując, że właścicielki już nie ma i to jedyne, co im po niej pozostało. Kiedy dziewczynka zostawia na stole rozsypane zakładki do książek, które wcześniej należały do babci, dziadek troskliwie odkłada je do pudełka. Wyraźnie widać, że Lisie Oczko i dziadek zostali sami i muszą się nauczyć być we dwójkę.

Łączy ich specyficzna relacja. Opiera się na osi mistrz–uczennica – to dziadek opowiada dziewczynce o świecie i tłumaczy jego prawidła. Objaśnia, jak należy dbać o dom, i ćwiczy z nią grę na pianinie. Gdy słuchają razem audycji o tym, jak matka nauczyła Griega gry na fortepianie, dziadek mówi z radością: „To tak jak ty i ja, Lisie Oczko”. Czuć w tym dumę stworzyciela, bo i obydwoje mają świadomość, że bez tego wpływu dziewczynka stałaby się kimś innym. Ale i w pewnym momencie role się odwracają. Dziewczynka dorasta, a dziadek traci siły. Nieuniknione jest coraz bliżej i Lisie Oczko próbuje do tego przygotować dawnego mistrza i nauczyciela.

Linde świetnie pokazuje to przeniesienie ciężaru. Przez większość historii zarówno dziadek, jak i wnuczka próbują oswoić śmierć i się do niej przygotować. Najpierw umiera babcia i od tego momentu śmierć wciąż jest obecna, nieustannie krąży blisko bohaterów. Gdy Larsson przypomina opowieść o rzeźniku dobijającym konia, dziadek przyznaje, że to babcia czuwała przy konającym zwierzęciu, on nie mógł na to patrzeć. Dziadek wypiera ze świadomości myśl o śmierci, Lisie Oczko wydaje się do niej przyzwyczajać. Zadaje pytania i stara się zrozumieć odpowiedzi. Ujawnia się specyfika ról dziadka i dziewczynki – on uczył ją życia, ona przygotowuje go do śmierci. „Człowiek, który patrzy w lustro, widzi lustrzane odbicie, które patrzy z niego” – oznajmia cytat otwierający książkę Linde. Larsson i dziadek stoją po przeciwnych stronach lustra, ona jest początkiem, on końcem. Dopóki parabole ich historii biegną wzdłuż osi, całość ma sens, ale gdy jedna się urywa, cały ten układ się rozsypuje.

W symetrycznym odbiciu wydobywa się to, co niepokojące. Podczas lektury kilkakrotnie miałam dziwne wrażenie nieprzystawalności kilku elementów, które wyłamywały się z przewidywalnych ram opowieści o relacji wnuczki z dziadkiem. W niektórych scenach dziadek nie traktuje Larsson jak dziecka, wymaga od niej zachowań osoby dorosłej. Podczas nauki pływania, gdy dziewczynka nie robi tego, czego od niej oczekuje, dziadek ją zostawia: On odwraca się, odpływa, prostuje ramiona nad głową, wszystko bardzo szybko. Nie ma zamiaru na niego czekać. W trakcie książki widać, jak Lisie Oczko uczy się postępować z dziadkiem. Już jako dorosła osoba przewiduje jego zachowania i na nie reaguje – czasem nawet zanim one nastąpią. W świetnym i mocnym fragmencie Larsson chce doczyścić niedokładnie umyte przez dziadka naczynia. „Po cichu” przygotowuje wodę i płyn, „ostrożnie” zdejmuje z suszarki ściereczkę, z ustawionej piramidy garnków wyciąga patelnię „jak bierkę”. Jest wyraźnie zaznaczone, że cała ta operacja ją brzydzi. Męczy ją takie skradanie się, ale równocześnie przyznaje, że „nie jest gotowa” zareagować inaczej. Po wszystkim dziewczyna zapala mentolowego papierosa – zwyczaj, który przejęła od dziadka i który z nim dzieli. Można wyczuć tu sugestię toksyczności relacji Lisiego Oczka i dziadka. Ta więź generuje zmęczenie i lęk, ale równocześnie nie można jej przerwać. Larsson jako dziecko wywoływała w dziadku sprzeczne, czasem negatywne uczucia (zniecierpliwienie czy zawód), teraz sama musi się z takimi emocjami zmierzyć.

Larrson nie jest gotowa, by pójść dalej – widać, że bardzo boi się, że zapomni. Wskazują na to powtarzające się wyliczenia. Pojawiają się różne nazwy: zwierząt, roślin, przedmiotów, zapisane po to, by na pewno nie uleciały z pamięci. Lisie Oczko stara się złapać jak najwięcej ze świata rozsypującego się wraz ze śmiercią dziadka. Zapamiętuje, żeby zmieniło się jak najmniej – bo przecież będzie się zmieniała i ona sama. W sceny, których bohaterami są ona i dziadek, wplata piosenki czy fragmenty innych historii, na które nie ma teraz czasu, na przykład o „synu pastora, który chciał sprawiedliwości”. Opisując te nieco chaotyczne i rozpaczliwe próby zapamiętywania, Linde koncentruje się na wrażeniach. Larsson angażuje wszystkie zmysły, by zrekonstruować daną chwilę: czuje mokrą trawę klejącą się do stóp, zapach koszuli dziadka, smak barszczu i chleba. Linde w niezwykły sposób opisuje powszechne doświadczenie – próbę zapamiętania jak największej ilości drobiazgów z odchodzącego do przeszłości świata (bardzo dobrze tę wagę detalu oddają ilustracje Zosi Dzierżawskiej).

Ida Linde w prosty sposób opowiada jedną z najbardziej uniwersalnych historii, która dotknęła – lub dopiero dotknie – każdego. Subtelnie przedstawia proces żałoby i daje do zrozumienia, że choć nie da się przygotować do śmierci, można się z nią oswoić.

 

Ida Linde

Jeśli o tobie zapomnę, stanę się kimś innym

tłum. Justyna Czechowska

Wydawnictwo Lokator, 2015

Liczba stron: 76

Joanna Barańska

Joanna Barańska

(ur. 1992) – studentka kulturoznawstwa na WP UJ. Odkąd założyła bloga na Tumblrze, jest feministką z kryzysem egzystencjalnym. Interesują ją przedstawienia postapokalipsy w filmie i literaturze.