narcos
RECENZJE | 14.12.2015

Kolumbia w morzu kokainy i krwi („Narcos”)

Nie czułam entuzjazmu i długo zwlekałam z włączeniem pierwszego odcinka. Kolejny serial o przemyśle narkotykowym, kolejna produkcja jakościowej telewizji o profilu „hera, koka, hasz, LSD, ta zabawa po nocach się śni”. Nie oznacza to, że nie szalałam za The Wire i Breaking Bad. Szalałam i szaleję. Tym bardziej sądziłam, że Narcos nie da mi już nic więcej. A jednak.

 

W przeciwieństwie do wymienionych seriali większość akcji Narcos nie dzieje się w USA, ale w Kolumbii. Oczywiście, nie mogło się obyć bez amerykańskiego narratora, a zarazem jednego z głównych bohaterów. Steve Murphy, wąsaty blondyn z temperamentem południowca, jest jeżeli nie najsłabszym punktem serialu, to na pewno nieco rozwadniającym znakomicie pomyślany i przedstawiony świat narkotykowego kartelu Medellín. Agent DEA przyjeżdża do Bogoty wraz ze swoją młodą żoną – pielęgniarką. Oboje są jeszcze trochę niegotowi na tę wyprawę, oboje nie do końca zdają sobie sprawę, że nie tylko blond pukle odróżniają ich od planowanego towarzystwa. Są jednak zdecydowani na podjęcie walki z narkotykową zarazą, która toczy obie Ameryki, bez względu na to, jak bardzo na warunki tej bitwy wpływa prawicowa wówczas polityka ich ojczyzny. Pod koniec lat 80. Ameryka wyznacza sobie dwóch głównych wrogów – narkotykowych bossów i komunistów. Także w Kolumbii oba te obozy nie są od siebie całkowicie rozdzielone. Tu właśnie Narcos podsuwa jednoznaczną interpretację historii (dotąd nieoczywistą) – zarówno jeśli chodzi o winnych niektórych zamachów, jak i drogi współpracy i wojny pomiędzy nimi. Wątek ten nie jest jednak ani kluczowy, ani szczególnie pasjonujący. Postaci są nie dość wykorzystane, a komunistyczna bojówka ukazana jest niemal w satyrycznym skrócie.

Niepodzielnym królem tego serialu jest Pablo Escobar. Największy bandyta tego czasu, jedna z najbogatszych osób na świecie, pan życia, śmierci i kokainy. Jego poczynania na tych polach są główną osią serialu. Produkcja kokainy nie zajmuje uwagi twórców w największym stopniu, mimo że stanowiłaby doskonały punkt startowy dla krytyki ekonomiczno-społecznej. Nie tylko bowiem działania Escobara wykańczają ludność Kolumbii (czerpiącej dwuznaczne zyski z jego publicznej działalności medialnie stylizowanej na współczesnego Robin Hooda) i terroryzują kolejnych prezydentów i parlamenty. Uderzające są oczywiście kontrasty pomiędzy jego najniższymi pracownikami (wykorzystywanymi do ryzykownej, ciężkiej i nie najlepiej płatnej pracy) a jego rodziną i świtą. Istotne wydaje się jednak dostrzeżenie tego, że stłoczeni w lasach, produkujący kokainę Kolumbijczycy w zestawieniu z odbiorcami ich produktu w Miami stanowią podobną parę, co szwaczki z Bangladeszu i modna młodzież nosząca supermodne jeansy. Różnica tkwi w kryminalnym, nie zaś ekonomicznym wymiarze tych struktur.

Pablo Escobar (Wagner Moura zasługuje na każdą nagrodę za tę rolę) w zasadzie nie zniża się do tego poziomu obserwacji i refleksji. Wraz z najbliższymi współpracownikami, cieszącymi się luksusami o potężnym rozmachu, stanowi w praktyce pierwszą władzę w Kolumbii. Jego wpływ na decyzje rządu, prezydenta, kondycję społeczeństwa, media, finanse i wszystko, co tylko można sobie wyobrazić, są wyniszczające dla całej struktury kraju w najwyższym stopniu. Nieszczególnie majętne społeczeństwo, uzależnione od biznesów, łapówek i pańskich gestów Escobara, stacza się w efekcie w przepaść niemal wojny domowej. Liczba poległych policjantów, żołnierzy i cywili na froncie walki z kartelem przypomina raczej regularne działania wojenne, niż potyczki z gangami narkotykowymi znane z The Wire.

Tymczasem Escobar rośnie w siłę, dostaje się nawet na moment do parlamentu i buduje swoją pychę do rozmiarów, nad którymi sam nie może zapanować. Ciekawe jest w tym kontekście, jak bardzo hołubiona jest tu idea tradycyjnej rodziny. Rzecz jasna w dużej mierze deklaratywnie, ponieważ romanse Escobara i innych postaci (szczególnie jego kuzyna) zataczają szerokie kręgi i pociągają za sobą nie mniejsze konsekwencje. Escobar jest jednak podobny do Tony’ego Soprano nie tylko z powodu brutalności, otyłości (podciąganie spodni!) i upodobania do nowych smaków kuchni światowej. Fasada tradycyjnej rodziny, którą wynosi się do świętości, zdaje się urastać do jednej z zasad organizującej życie kryminalisty.

Kluczowe dla odbioru Narcos wydają się sceny przemocy prezentowane w dużym przybliżeniu, z bardzo dużą intensywnością i estetyczną sugestywnością. Ważnym zabiegiem twórców wydaje się prezentowanie tych wydarzeń i przemocy nie (przede wszystkim) jako dotykających „naszych ulubionych bohaterów”, ale jako procesów, które idą jak fala przez kraj. Słowem, to, co widzimy, nie przeraża dlatego, że może dotknąć naszej pary blondynów z USA czy Javiego (współpracownika Murphy’ego z DEA; jednej z ciekawszych postaci antynarkotykowej strony), ale dlatego, że się wydarza. Poczucie to wzmaga dokumentalny footage, który przeplata fabularną część serialu. Widz jest w ten sposób postawiony w obliczu widowiska, którego nie sposób zbyć, wyłączając serial z uspokajającą myślą o fikcji wydarzeń. Oczywiście, wymienione wcześniej dwie produkcje oddziałują pewnie intensywniej (Narcos do ich poziomu sporo jeszcze brakuje), skupiając się na losach poszczególnych bohaterów. W tym przypadku jednak na poły dokumentalny serial ma inną moc (nie większą, nie mniejszą) – moc sugestywnego przedstawiania historii. Kosztem jest amerykańska perspektywa, uproszczenia w interpretacji wydarzeń czy czasami gasnące napięcie. Jednak, mimo tych zastrzeżeń, to naprawdę kawał dobrego serialu. Znakomite, sugestywne aktorstwo i nieoszczędzanie wrażliwości widza to – uważam – jego najmocniejsze punkty. Zastanawiać może fakt, dlaczego twórcy nie skupiają się na skutkach narkotykowego przemysłu dla jego odbiorców. Nasuwa mi się tu jedna odpowiedź: bo kokaina niesie spustoszenie nie tylko tam, gdzie się ją wciąga, ale także tam, gdzie się ją produkuje.

To jak, srebro czy ołów?

Olga Szmidt

Olga Szmidt

(ur. 1989) redaktor naczelna portalu „Popmoderna”, a wcześniej także „Polisemii”. Autorka książki „Korespondent Witkacy” Publikowała artykuły i recenzje w licznych czasopismach oraz portalach. Zajmuje się podmiotowością w literaturze i kulturze współczesnej oraz kulturą amerykańską. Na Wydziale Polonistyki UJ przygotowuje rozprawę doktorską na temat autentyczności w najnowszej kulturze. Pisze biografię Marii Kownackiej.