img065
ARTYKUŁY | 12.10.2015

Koktajl z jarmużu i selfmademan’owych nawijek (Taco Hemingway)

 W tym roku okazjonalni słuchacze rodzimego rapu otrzymali dwie duże niespodzianki. Wiosnę i lato zdominowały niekoniecznie uliczne rapy Popka, które dosyć mocno wstrząsnęły mediami i sceną muzyczną (szczegóły u Maryli Rodowicz), a koniec lipca, za chwilę już znów zima zagarnął Taco Hemingway. Jego uwaga skupia się na młodych dorosłych lubiących słuchać nawijek o sobie i swojej fajności. Prawdopodobnie dlatego wraz z gwałtowną popularnością, doczekał się parodystycznych przeróbek własnych kawałków. W końcu zdobywszy kawałek dobrego sera można poczuć się jak milioner.

 

W jednym (hip-hopowym) stali domu

Wątpię, żeby Taco i Popek w najbliższej przyszłości nagrali coś razem, ale zestawienie tych dwóch twórców – gdy spojrzeć na tegoroczne rankingi OLIS – w tym momencie wydaje się naturalne (choć brzmi nieco kuriozalnie). Niezależnie od rozmaitych opinii, nie da się zaprzeczyć, że zarówno Paweł Rak, jak i Filip Szcześniak mocno namieszali na polskiej rap-scenie. Każdy z nich zagospodarował dla siebie sporą grupę fanów, która już teraz wykazuje się daleko idącą lojalnością. (Wspominając we wstępie okazjonalnych słuchaczy rapu, chciałam podkreślić silny dystans starych wyjadaczy, odcinających się od tegorocznych fenomenów – z jednej strony bowiem słuchacze Firmy gardzą gimbazową zajawką Popka, z drugiej sceptyczni wobec Taco mówią, że przecież był już Fisz, Łona, więc o co tyle krzyku). O ile Taco w dalszym ciągu chciałby zrobić sześć zer, powinien zobaczyć, jak udało się to Rozbójnikowi Alibabie, ogłaszającemu, że właśnie tego dokonał. Gdyby ktoś miał jeszcze wątpliwości co do sensu istnienia Gangu Albanii, to można je rozwiać – grupa okazała się doskonałym projektem komercyjnym, którego sukces najpewniej zaskoczył samych twórców. Pytanie tylko, czy druga płyta Gangu powtórzy sukces Królów życia.

 

Bańka hajpu i kulisy sławy

Tegoroczne lato, zdominowane przez Blachary i Sześć zer, można uznać za swoistą próbę sił w jednej z najbardziej nielubianych przez opinię publiczną branż – mowa o polskim rynku hiphopowym. Ciekawe, że w mediach mainstreamowych nie ma miejsca na muzykę, wokół której skupia się liczne grono słuchaczy bezwarunkowo oddanych i konsekwentnie wspierających swoich idoli. Co prawda, wiosną stacje telewizyjne bezskutecznie próbowały zaprosić na swoje śniadaniowe kanapy Popka i Gang Albanii, żeby zaprzyjaźnić się z nieznaną niszą (a raczej: uszczknąć dla siebie kawałek tortu ich popularności), ale chyba mało kto uznałby to za godne uwagi widowisko. Ciekawe, jak pójdzie im z Taco, który równie niechętnie udziela wywiadów. Wygląda na to, że koncernom medialnym coraz trudniej będzie kapitalizować popularność twórców, którzy nie wpisują się w tvn-owską estetykę rozmów o życiu prowadzonych na tle śniadania przygotowywanego przez zdesperowanego celebrytę walczącego o przetrwanie. Inną kwestią jest to, że formuła śniadaniowych pasm telewizyjnych nijak się ma do wizerunków artystów z kręgu hip-hopu, wydaje się to więc konceptem skazanym na porażkę, podobnie jak możliwość duetu Raka z Marylą Rodowicz.

 

Odkąd mam radio, które gra… Trójkę

Gimbaza słucha Popka, a Taco przyciąga swoich dwudziestoletnich rówieśników, którzy również planują zrobić sześć zer. Tak w dużym skrócie można przedstawić powołaną na potrzeby tego tekstu opozycję. Pospiesznie nadana Szcześniakowi łatka przedstawiciela pokolenia prekariatu i hipsterów równocześnie wydaje się nieco na wyrost. I to z wielu powodów. Przede wszystkim: pojęcia-worki – prekariusz i hipster – tak mocno pokrywają się semantycznie (zwłaszcza gdy obserwujemy ich uproszczone obrazowanie w wytworach popkultury), że właściwie obecnie znaczą prawie wszystko i nic. Media lubią etykietki, ale ta prekariacka i warszawsko-hipsterska jest wyjątkowo niezręczna, ponieważ prowadzi do sytuacji tak kuriozalnych jak choćby bojkot radiowej Trójki ze strony części słuchaczy związany z tym, że kawałek Taco wylądował na szczycie ICH listy przebojów.

Pomijając równie ciekawe zjawisko snobizmu kulturowego i niezmiennego wartościowania popkultury na lepszą i gorszą, najbardziej zastanawia, skąd taka dezaprobata wobec twórcy, o którym z całą pewnością możemy powiedzieć, że jest elokwentnym, gruntownie wykształconym młodzieńcem rozsądnie dawkującym wulgaryzmy w branży, która mocno się nimi żywi. Czyż nie o to chodziło słuchaczom, że rap jest niegodny miejsca na liście przebojów ICH rozgłośni jako unurzany w rynsztokowej polszczyźnie wykorzystywanej przez niewykształconych potomków rodzin robotniczych? Jeśli więc nie Taco miałby być najlepszą wizytówką polskiego rapu dla nieznających tej kultury sceptycznych słuchaczy, to kto? Zabawne, że właśnie tak ciekawie koncepcyjnie pomyślane kawałki, korespondujące z problemami potencjalnego młodego pokolenia słuchaczy stacji zostały uznane za niegodne funkcjonowania na liście przebojów radiowej Trójki. W tym momencie wszystkich snobów i wielbicieli wyśrubowanych standardów chciałoby się odesłać do oślej ławki z całą wesołą twórczością Popka.

 

Dynamic duo – Taco i Rumak

Narrator z kawałków Taco Hemingwaya przypomina trochę Hannah Horvath (wygląda na to, że nie mogąc doczekać się polskiego serialu o pokoleniu Y, znajdujemy jego ekwiwalent w polskim rapie, zresztą nie pierwszy raz). Podobnie jak ona, jest dość blisko swojego celu, ale przelew od mamy wciąż mile widziany. Wielkie marzenia i plany o zrobieniu czegoś znaczącego wciąż pozostają żywe i do zrealizowania. W czasach wszechobecnego rozsądku i wystawiania etatu na ołtarzu błagalnym Szcześniak ożywia zakurzony mit zrobienia czegoś od zera i monetyzowania pasji dosyć ryzykownych. Wydaje się, że mimo znajomości wydeptanych ścieżek, którymi (jak twierdzą polskie media) podąża pokolenie warszawskiego prekariatu, w twórczości Taco znajdujemy coś zgoła odmiennego. Owszem, jest w oczekiwaniu na kolejną (tytułową przecież) umowę o dzieło nutka zniecierpliwienia, ale jest też duża determinacja, żeby robić, co ci wychodzi, bez aspirowania do umundurowanego świata dorosłych (a to już spora dawka optymizmu). Ciekawie wypada także autoironiczne komentowanie codziennych rytuałów młodych dorosłych, ich zdrowego stylu życia, wizyt w siłowni, weekendowych melanży. Pytanie: na ile autoironiczna jest publiczność Hemingwaya? Odpowiedź z pewnością przyjdzie za jakiś czas. Na razie, chętni na zobaczenie koncertu gotowi są zapłacić wiele, żeby tylko posłuchać Szcześniaka i Ruszeckiego. Z tego powodu kwitnie czarny rynek sprzedaży biletów.

Z pewnością dopiero album długogrający będzie sprawdzianem pomysłów i możliwości Taco. Zastanawiające, czy raper wyjdzie poza najbardziej rozpoznawalne motywy twórczości, czyli rytuały młodej Warszawy obwieszonej metkami i gadżetami. Podobno na ostatnim warszawskim koncercie bawiła się głównie młodzież w wieku 15–17 lat. To dosyć zaskakujące, bo można sądzić, że małoletni słuchacze, którzy raczej nie spędzają dni na korporacyjnym etacie i nie rozmyślają zbyt często nad życiem określonych grup zawodowych, nie są grupą docelową artysty.. Gdy jednak przypomnimy sobie, że Gangu Albanii słuchają uczniowie szkół podstawowych, to sprawa wydaje się jasna, a właściwie prawdziwie mroczna.

Tymczasem Taco i Rumak realizują swoje marzenia, pora się uśmiechnąć. Jest dobrze.

 

EP Young Hems – 26.12.2013, dystrybucja serwis Bandcamp

EP Trójkąt warszawski – reedycja 19.08.2015, dystrybucja Asfalt Records

EP Umowa o dzieło – premiera wersji fizycznej 19.08.2015, dystrybucja Asfalt Records

Małgorzata Major

Małgorzata Major

(ur. 1984) – kulturoznawczyni, autorka tekstów poświęconych kulturze popularnej („EKRANy”, „Bliza”, „Fabularie”, „Tygodnik Przegląd”, „Kultura Popularna”), współredaktorka tomów „Władcy torrentów. Wokół angażującego modelu telewizji”, „Pomiędzy retro a retromanią”, „Wydzieliny”.