• Patronem wydania jest Kraków Miasto Literatury UNESCO
Recenzje | 01.04.2019
Kobieca powieść kafkowska (Barbara Klicka „Zdrój”)
Recenzje | 01.04.2019

Kobieca powieść kafkowska (Barbara Klicka „Zdrój”)

Ktoś musiał postawić poważną diagnozę Kamili z Warszawy, skoro kolejny raz znalazła się w sanatorium. Musiała mieć nieciekawe cechy charakteru, skoro pensjonariusze i personel medyczny postanowili konsekwentnie okazywać jej niechęć. Musiała być mało wartościową kobietą, skoro jej ciało można było uprzedmiotowić…

Rodzaj niepokoju narastającego w powieści Barbary Klickiej wielu czytelnikom może się wydać znajomy: zarówno tym, którzy mają za sobą lekturę powieści o bezradności jednostki wobec władzy, jak i tym, którzy kiedykolwiek mieli do czynienia z polską służbą zdrowia. Krótka historia kobiety, która po operacji przyjeżdża do Ciechocinka, zawiera tak silny ładunek emocjonalny, że zdystansowana lektura staje się prawie niemożliwa. Razem z bohaterką znajdujemy się wewnątrz zamkniętego systemu. Niemożność ucieczki powoduje, że jedyną motywacją do działania jest chęć poznania mechanizmów opresji.

Jedną z cech powieści kafkowskiej jest doświadczanie przez główną postać bezpośrednio oddziałującej władzy, której motywy i cele postępowania pozostają tajemnicą. Absurdalny system utwierdza racjonalnie myślącego bohatera w poczuciu winy. Tak też dzieje się w przypadku Kamili – Klicka przybliża historię kobiety poprzez zestawienie jej dwóch pobytów w sanatorium: w dzieciństwie i współcześnie, po przekroczeniu trzydziestki. W obu planach czasowych mamy do czynienia z opowieścią osoby samotnej i zagubionej, która usiłuje zrozumieć zasady obowiązujące w placówce. Wszystko wskazuje na to, że popełnia błąd w ocenie siebie i innych, postrzegając ludzi jako coś więcej niż ciało lub sprawowaną funkcję. Jej otwartość i empatia z dnia na dzień stają się bezzasadne. Próby odnalezienia poczucia bezpieczeństwa poprzez bliskość drugiej osoby prawie zawsze okazują się pułapką, uzyskanie przepustki wiąże się z niemożliwymi do załatwienia formalnościami, zaś czas wolny jest w praktyce czasem zorganizowanym. Pensjonariusze różnią się między sobą jedynie miejscem pochodzenia czy rodzajem choroby. Poza tym muszą przestrzegać instytucjonalnych norm i dostosowywać się do zwyczajów narzucanych przez silniejsze jednostki.

Siadam na zimnej podłodze. To jedyne lastryko nieprzykryte dywanem w całej placówce, myślę i natychmiast wstydzę się. Chyba słowa „placówka”. Blondyna tak mówi z recepcji, panie w stołówce, personel medyczny, o którym mówi się tu „personel medyczny”, też tak mówi, a ja, od tego, tak myślę. Chociaż mogłyby mi się przecież zdarzyć gorsze rzeczy. Na przykład myślenie o tym tutaj miejscu jakimś innym słowem zarezerwowanym dla placówek, których nie można swobodnie opuszczać, dla placówek, w których jedne ciała bezkarnie dotykają innych ciał, ale w drugą stronę to stanowczo nie działa.

Klicka ukazuje gorszy rodzaj uwięzienia niż ten, którego doświadczają bohaterowie Kafki. W Zdroju wina powiązana jest z kobiecością, dlatego bohaterka jest nie tylko bezbarwną postacią, która nie rozumie swojej egzystencji, ale także obiektem, który można wykorzystać. To przywilej fizjoterapeuty o socjopatycznych cechach, który uwodzi i molestuje pacjentki, ponadto przypisuje im chęć rywalizacji między sobą.

Autorka umieszcza akcję powieści w najbardziej znanym polskim uzdrowisku. Fakt, że Kamila jest Polką, pozostaje nie bez znaczenia. Tajemnicza operacja, którą niedawno przeszła, może utrudnić jej zajście w ciążę. Zdaniem starszych pensjonariuszek niemożność wypełnienia misji matki-Polki jest najgorszym losem, który może spotkać kobietę, dlatego nie wahają się udzielać nieproszonych rad. Nietrudno zgadnąć, że według obowiązującej w książkowym Ciechocinku narracji jedynym ratunkiem jest złożenie wotum Matce Boskiej – można je nabyć u pobliskiego jubilera, zaś wycieczki do Lichenia to stały punkt sanatoryjnych pobytów. Źle widziana jest także jednopłciowa bliskość fizyczna, dlatego w dzieciństwie Kamila była surowo karana za łączenie łóżek z przyjaciółką z pokoju. Zarówno jako dziecko, jak i dorosła kobieta, jest odtrącana ze względu na warszawskie pochodzenie – nikt nie lubi tych, którym być może powodzi się lepiej. Główna bohaterka jest zatem wykluczona z sanatoryjnej społeczności na wielu poziomach.

Klicka – debiutująca powieściopisarka – nie porzuca strategii komunikacyjnej, którą obrała już w swoim pierwszym tomiku wierszy, Wrażliwcu. Jest empatyczną obserwatorką, która woli porządkować myśli niż mnożyć niejednoznaczności. Pierwszoosobowa narracja w Zdroju prowadzona jest przejrzyście, poprzez skonfrontowanie dialogów z bieżącymi komentarzami Kamili. Dzięki temu czytelnik wie, że główna bohaterka pozostaje przy zdrowych zmysłach, mimo że nagromadzenie absurdalnych i niesamowitych sytuacji z jej udziałem tworzy rodzaj onirycznej aury. To także cecha powieści kafkowskiej, bynajmniej nie ostatnia; kolejną jest ukryta między wierszami sugestia, że rola ofiary narzucana jest już przez system wychowania. Kamila niejednokrotnie nie mówi tego, co myśli, chociaż myśli odważnie. Kiedy po nagromadzeniu przykrych sytuacji wydaje się, że bohaterka może być na skraju wyczerpania, ta spokojnie zastanawia się, jak powinna się zachować w danej sytuacji, innym razem wstydzi się swojego doboru słów. Mimo trzeźwej oceny napotkanych osób, a nawet prób buntu (na przykład w dyskusji z lekarką), Kamili trudno jest wyjść z roli posłusznej dziewczynki.

Wielu czytelników może się zastanawiać, czy ta okrutna wizja sanatorium, którą przedstawia Kamila, jest przerysowana za sprawą jej nadwrażliwości. Wydaje mi się, że pacjentka opowiadając o swoich doświadczeniach „przesadza” w takim stopniu, w jakim „przesadzają” bohaterowie Kafki, z tą różnicą, że bohaterka Klickiej, zamiast racjonalizować postępowanie otoczenia, uparcie odczuwa i współczuje. Mimo wpojonego w dzieciństwie posłuszeństwa pozostaje zdeterminowana, aby odkryć intencje kryjące się za obrzydliwym zachowaniem personelu czy pensjonariuszy.

– Proszę mnie nie dotykać – mówię. Łapię ją za rękę, oddalam. Co teraz?, myślę. Nikt mnie nie uczył, co się robi w wypadku napotkania szalonej lekarki. Jedyne, co mam teraz w głowie to licealna gazetka ścienna, w której zamieszczono instrukcje dotyczące tego, jak postępować wobec grasującego w nieoddalonych od szkoły krzakach ekshibicjonisty. Po pierwsze nie dziwić się, nie przyglądać, on chce być patrzony.

Niebanalne odtworzenie psychologicznej konfrontacji ofiary i oprawcy świadczy o wyjątkowej wrażliwości i zmyśle obserwacji autorki. Warto docenić także odwagę, z jaką Klicka porusza na łamach literatury tematy typowe raczej dla interwencyjnych reportaży. Pisząc o emocjonalnym odbiorze powieści nie miałam na myśli wyłącznie bycia uwiedzioną przez tekst. Smutek towarzyszący lekturze wynika z tego, że portret polskiej służby zdrowia bynajmniej nie jest tu przerysowany. Nie muszę przywoływać najświeższych medialnych przykładów, aby stwierdzić, że dezorientacja i upokorzenie są częstymi doświadczeniami polskich pacjentów. Po opuszczeniu szpitala najlepszym rozwiązaniem pozostaje wyparcie. Nie przypuszczałam, że z głębi odczłowieczonego świata można mówić tak interesującym literackim językiem. Barbarze Klickiej się to udało.

Barbara Klicka

Zdrój

Wydawnictwo W.A.B., 2019

Liczba stron: 132