Web
ARTYKUŁY | 23.09.2013

Klucz do wolności

Kinowe konflikty dobra ze złem przeważnie kończą się zbawiennymi rozwiązaniami – jedna ze stron wtrąca drugą do więziennej celi lub strąca w czeluście piekielne. Bywa jednak, że to mało: niektórym osobnikom niestraszne są kajdany, kagańce i kaftany czekające na nich w celach z systemem bezpieczeństwa, którego nie powstydziłby się dyrektor Hogwartu i szef ochrony prezydenta USA razem wzięci.

Wchodzący we mnie, zostawcie nadzieję – ostrzega napis na bramie do piekła w Boskiej komedii. Rezydenci celuloidowego inferna śmieją się Dantemu w twarz. Zawsze jest nadzieja, o ile starcza sprytu – twierdzą jedni. Na cóż nadzieja, skoro niczego nie brak? – pytają ci z głębszych kręgów kinowego aresztu. Wstąp zatem, jeśliś ciekawy, do penitencjarnej gehenny kina, pokonaj pierwszy stopień do piekła, a dowiesz się, jak oszukać lub zjednać sobie Cerbera i wyzwolić się z okowów – najpierw fizycznych, potem tych moralnych – by następnie odwrócić swój los i więzienie uczynić rajem.

 

Przedpiekle

Pierwsza cela jest dość zatłoczona. Witamy w areszcie. Nie ma systemów bezbłędnych – ten także posiada swoje luki. Nie ze złoczyńcami mamy tu bowiem do czynienia, a z tymi, którym na chwilę tylko powinęła się noga. Albo raczej ręka: skuci kajdanami, potrafią wyzwolić się z nich, by czarować widzów (w Iluzji), zabijać potwory (jak Riddick), tropić prawdziwych bandytów (mowa o zmieniającym pęta jak rękawiczki Holmesie z Elementary), walczyć o życie i olśniewać charyzmą Denzela Washingtona (Safe House) lub uwalniać ukochane kobiety, a przy okazji cudownym sposobem wyzwolić się spod jarzma logiki i wiarygodności (zdeterminowany Liam Neeson w Uprowadzonej 2).

 

Krąg I

Architekt więzienia także może do niego trafić. Ewakuacja trwa wówczas cały serialowy sezon, bez większego znaczenia jest bowiem fakt, że mapę ucieczki osobnik nosi na sobie. Historia brata Skazanego na śmierć nie jest jednak naznaczona największą ironią losu. Taką opowieścią jest Ralph Demolka, o osadzonym w grze i zaprogramowanym na destrukcję osiłku o sercu bynajmniej nie z kamienia. Uczuć (całe szczęście!) zakodować się nie da i odyseja Ralpha po sąsiednich grach przynosi mu wyzwolenie i profity nie tylko „combosowej” natury. Sąsiednią celę zajmuje Egon Olsen, zastygły w pozycji Rodinowskiego Myśliciela. Niemal słyszymy pracę trybików w jego przebiegłym mózgu. Gdyby tylko wiedział, że genialny plan nie ma prawa się powieść, a krąg pierwszy jest krótkim epizodem w piekielnej podróży.

 

Krąg II

W drugim kręgu znajdują się walczący w słusznej sprawie. Są tu bohaterowie wojenni uwięzieni przez okrutnych tyranów: William Wallace o Walecznym Sercu, skazany na tortury, które stają się upragnionym wyzwoleniem dla heroicznego Szkota i ukochanego przezeń kraju; jest też Maximus, jako Gladiator dokonujący upragnionej zemsty na oprawcy swojej rodziny. W temacie wendety były dowódca rzymskiej armii może jednak czyścić buty niewinnej początkowo Pani Zemście, która w więzieniu właśnie przemyśliwuje odwet co się zowie – krwawy, nieunikniony i okrutnie sprawiedliwy (w filmie Chan-wook Parka, twórcy Odlboya, zemsta nie może wyglądać inaczej). Ta ziemska Nemezis planuje przynieść katharsis rodzinom ofiar okrutnika, którego ostatecznie pociągnie za sobą do najgłębszych piekielnych czeluści. W drugim kręgu spotykamy także sierżanta Hugo Stiglitza, pałającego żądzą zemsty na gestapowcach; już za chwilę zatrudnią go Bękarty wojny, nauczą skalpowania nazistów i wyłożą wykład mocno inspirowany Historią niebyłą Aleksandra Demandta.

 

Krąg III

Schodzimy coraz niżej, do kręgu spaczenia. Tu tkwią zdeprawowane ofiary eksperymentów psychologicznych profesora Zimbardo. Żaden z uczestników Eksperymentu nie chciał zapewne smażyć się w piekle, a jednak odpowiednie warunki, ku uciesze behawiorystów, uczyniły ze strażników doświadczalnego więzienia kamratów samego szatana: wyjęci z codzienności i ze społeczeństwa, rezygnują z zastanych modeli postępowania i zawieszają na sześć dób uznawane wcześniej wartości. Przemieniają się w sadystów. Snują się po piekle jak żywe trupy George’a A. Romero i wskazują palcami w stronę nas samych. Czyżby wina mała obciążać także nasze sumienia?

 

Krąg IV

Wkraczamy do bodaj najlepiej strzeżonej strefy kinematograficznego zniewolenia, z której niejeden osadzony już uciekł. Jeśli widzimy na ekranie pomnożone wysiłki dla zatrzymania kryminalisty w izolacji, możemy być pewni, że na nic się zdadzą. Ponieważ jednostronna rozwałka trąci dziś myszką (co prócz sentymentu każe nam dziś oglądać klasyki z gwiazdami Niezniszczalnych w rolach głównych?), czekamy na rozgrywkę z godnym przeciwnikiem. Ciekawszy zdaje się kilkuaktowy pojedynek antagonistycznych indywiduów. Scenarzyści organizują zatem zbiorowy exodus naczelnych niegodziwców z więzień. Jak udowadnia także niniejszy tekst, niewiele rzeczy na ekranie podnieca widzów równie mocno, jak spłata krwawych długów. A zło już ujawnione, które okazuje się dopiero kruszyć tłumiącą je skorupę, ostatecznie przeraża i onieśmiela jeszcze mocniej.

Wegetujący w białej celi Magneto potrzebuje ledwie krzty ulubionego pierwiastka, by w X-Men 2 nadać mu śmiercionośne (i przynoszące mu wolność) właściwości. W Kung Fu Panda białemu lampartowi Tai Lung, strzeżonemu przez stado uzbrojonych nosorożców w zamkowej twierdzy, wystarczy piórko do zdjęcia skomplikowanego systemu zabezpieczeń – opanowane sztuki walki dopełniają widowiska.

Jedyną kobietą w tym towarzystwie jest określona mianem geniusza Alice Morgan – tylko jej udało się oszukać walczącego ze złem, równie inteligentnego, lecz obdarzonego odwrotną niejako naturą detektywa Luthera. Alice, współczesnemu wcieleniu noirowej femme fatale, zależy przede wszystkim na konfrontacji. Gdy zostaje uwięziona, zdaje się, że ucieka nie z powodu odczuwanego ucisku, a po to jedynie, by znów się wadzić – na poły po przyjacielsku – z Lutherem, bratnią duszą i głównym adwersarzem.

Groteskowym Urodzonym mordercom scenarzyści poskąpili wprawdzie spektakularnych talentów, lecz ogrom zła, jaki reprezentują, topi kraty wszelkiego sortu. Para zakochanych przemyka – niczym w filmie Olivera Stone’a – przez wszystkie kręgi piekła; na samym dnie zawstydza diabła i pokazuje mu, czym jest prawdziwy chaos; a następnie, jak gdyby nigdy nic, wychodzi zwycięsko główną bramą, by ponownie siać spustoszenie na powierzchni.

 

Krąg V

W czasach, gdy X Muza wypluwa na ekrany (czy to kinowe, czy telewizyjne) legiony budzących sympatię proroków Ciemnej strony Mocy (a także szaraczków przekraczających krawędź Jądra Ciemności), receptą na scenariuszową oryginalność stają się złoczyńcy, którym nie wystarcza już tylko bycie złym. Ich ostry jak żyletka umysł przecina wszelkie bariery, także mogą realizować swoje niecne plany pomimo kajdan i krat hamujących ich ruchy. Na przykład John Doe (Kevin Spacey w Siedem) znajduje inspirację w Biblii i gra na nosie tradycyjnemu wymiarowi sprawiedliwości, samodzielnie karząc winowajców. Staje się kimś w rodzaju jednorękiej Temidy bez wagi – z samym mieczem w dłoni. A że ma świadomość swojej grzeszności, siebie także strąca do piekła.

Chodźmy dalej. Niepohamowany śmiech wydobywający się z ciemności kolejnej celi przypomina finał Mrocznego Rycerza i dylemat wyjęty z Zabójczego żartu Alana Moore’a tudzież innych komiksów o Człowieku-Nietoperzu. Jak karać tych, którzy nigdy nie wejdą na ścieżkę prawości? Tak jak Batman wciąż na nowo ścigać musi umykającego Jokera, tak James Bond zbiera żniwo pozostawione przez Raoula Silvę, umieszczonego w szklanej celi, skrywającego pod dandysowską powierzchownością osobowość szaleńca. Genialny dziwak z tajemnicą – choć tak typowy dla serii o agencie 007, nieustannie olśniewa błyskotliwymi bon motami. Choć uwięziony, realizuje iście dantejski plan, obmyślony tak precyzyjnie, że nie musi wychodzić z klatki, by samemu Q pokazać, czym jest bezradność. Podobnie Lord Blackwood – długimi mackami ogłusza zmysły maluczkich, rozrywa kraty i pokonuje samą śmierć. Jedynie tęgi umysł Sherlocka Holmesa jest w stanie podciąć je u nasady i unieszkodliwić pleniące się przez nie zło.

(kadr z filmu Skyfall)

 

W kręgu piątym dostrzegamy, że wygląd cel nie zależy wcale od poziomu, na którym się znajdujemy. Najpewniej ten sam projektant odpowiadał za wykonanie szklanych pomieszczeń, w których tkwią wspomniani już mutant Magneto i Silva ze Skyfall, celi Khana w najnowszej odsłonie Star Treka oraz tej z zapowiadanego remake’u Thora – przeznaczonej dla Lokiego. Zło u Dantego jest widzialne i przez wygląd właśnie – zatrważające. Współcześni mistrzowie podłości nie potrzebują tego rodzaju wspomagaczy. Tylko Sherlock Holmes z filmów Guya Ritchiego wierzy dziś przecież we frenologię. Twórcy postaci filmowych mogliby natomiast cytować Oscara Wilde’a: Absurdem jest dzielić ludzi na dobrych i złych. Ludzie są albo czarujący, albo nudni. Ekranowe szwarccharaktery stoją spokojnie w świetle sterylnych pomieszczeń, izolowani i obserwowani, a mimo to wzrokiem przeszywają rozmówców zza krat z precyzją iście rentgenowską; uzewnętrzniają potencjalne zło samym tylko spojrzeniem, budząc w nas trwogę i fascynację zarazem. Kino karmi się niepewnością, a niedopowiedzenie to najlepszy środek, by pobudzić wyobraźnię widza. Po cóż przekonywać o potędze zła, skoro można je ograniczyć – nie stłumić, lecz stworzyć dogodne warunki do uzewnętrznienia namiastki. Wówczas znak zapytania dotyczący potęgi niegodziwości jest jeszcze większy.

 

Krąg VI

Oto strefa ociekająca krwią i cuchnąca rzygowinami, strefa tych, którzy wiedzieli, a nie powiedzieli; cierpieli, lecz katusze stały się dla nich środkiem do celu. W jednej celi tkwi terrorysta znany z nominalnego thrillera psychologicznego, Bez reguł (tylko nominalnego, bo to asortyment wyjęty z torture porn nadaje charakter całości). Ten brutalnie przesłuchiwany człowiek, mimo wszystko nie ujawnia lokalizacji umieszczonej przezeń bomby. Torturowany, niszczy przy okazji sumienia swych oprawców, niejako doprowadzając ich do ekstremów tolerancji. W naszym więziennym piekle doprowadza do furii sąsiadującego z nim rzekomego mistrza w wywoływaniu bólu, bojownika na rzecz Prawa zemsty, który mści się za śmierć żony i córki. Ciekawy to duet: jeden cierpi nie okazując żadnej skruchy; drugi, niczym powracający wciąż z zaświatów Jigsaw (vide seria Piła), z więziennego zamknięcia prowadzi grę bez zasad, która na nic się jednak nie zdaje. Krąg VI doprowadza patologie do granic monotonii, ukazując ich faktyczny bezsens.

 

Krąg VII

Niektórych głębiny piekielne zapewne kuszą coraz mocniej. Kraty są dla nas gwarantem bezpieczeństwa – jak fikcja w medialnym festiwalu przemocy. W piekle manifestujemy swoje niezdrowe pożądania, których na powierzchni nigdy nie odważylibyśmy się wyrazić. Podróż po infernie opiera się na tych samych mechanizmach, które rządzą seansem filmowym: postępująca przemoc odstręcza, a jednak urok zła i nasz wrodzony wojeryzm sprawiają, że grzeszna penetracja wciąż fascynuje. Spenetrujmy więc krąg VII, skupisko destrukcyjnych instynktów i niereformowalnych złoczyńców.

Są zbrodniarze, których scenarzyści spuścili ze smyczy, nie próbując racjonalnie tłumaczyć ich postępowania. Kajdany nie powodują u nich żalu za popełnione czyny. W celi także rozplenić można zło. Dowodzi tego Uri Boyka, który w Championie 2 miażdży, sieka i łamie na prawo i lewo. Gdy igrzyska śmierci odbywają się w samym piekle, któryś z diabłów musi zdobyć naszą sympatię. Tak jest i w trzeciej odsłonie tej luźnej trylogii z ekstremalnymi sztukami walki w rolach głównych: gdy Rzeźnik (ksywa Boyki) walczy o życie, pragniemy, by dał krwawy wycisk tym, którzy na to zasłużyli. Mechanizmy filmowego odbioru są nieubłagane. Jakież jest więc nasze zdziwienie, gdy zwyrodniały morderca i gwałciciel o twarzy Johna Cusacka (Pokusa), zamiast cierpieć zasłużone męki, przeżywa z kobietą będącą po drugiej stronie krat (i za jej zgodą!) ekstazy równie sugestywne, jak te możliwe na wolności.

Bronsonowi uniesienia tego rodzaju nie są pisane. Gdy składa się śluby celi więziennej (i romansuje z tą w wariatkowie), a wyrazem artystycznym czyni terror, nawet pałka dozorcy przemienia się w środek do celu – by zostać najbrutalniejszym kryminalistą w historii.

 

Krąg VIII

Zbliżamy się do środka piekła, lecz zanim do niego trafiamy, poznajemy zło, którego to z minionych kręgów było tylko namiastką. Oparta na zasadach Benthamowskiego panoptykonu kostka Rubika z Domu w głębi lasu (według projektu twórców Cube) mieści w sobie wszelkie straszydła wyśnione dotychczas w kinie. Ile więziennych segmentów, tyle potworności. Projektanci bezbłędnej na pierwszy rzut oka twierdzy odwracają przy okazji – udanie je uwypuklając – zasady, którymi rządziły się młodzieżowe filmy grozy lat 70. i 80. W slasherach oczami morderców przyglądaliśmy się ich ofiarom; stawaliśmy się podglądaczami i uczestnikami morderczego rytuału. W przedostatnim kręgu widzialność także jest pułapką, spojrzenie także zniewala najmocniej – tym razem same bestie z nadzorowanego przez ludzi show. Architekci Domu w głębi lasu pozornie zachowują obowiązkową dwoistość slasherowego świata. Naprawdę jednak umieszczają w locus horridus postmodernistyczny zapalnik – ostatecznie sprawiający, że groza więzienia wychodzi daleko poza jego granice.

(kadr z filmu Cube)

 

Krąg IX

Wstąpmy zatem w sam środek Hadesu, by poprzednim kręgiem się nie sparzyć. Tutaj nie ma ani biczów ognistych, ani krzyku odzieranych ze skóry. Jest tylko jedna cela. Dla świadomie wyzwolonego z człowieczeństwa i bawiącego się swoimi grzesznymi upodobaniami konsumenta absolutnego kraty nie mają znaczenia. Dr Hannibal Lecter patrzy nam głęboko w oczy, poznaje nasze najskrytsze słabości i upaja się nimi. Ten inżynier emocjonalny o oryginalnych upodobaniach kulinarnych wkrada się do naszych dusz, by i te z radością skonsumować. Na nic zdaje się pozór fikcyjności, o której wspomnieliśmy wcześniej: czwarta ściana zostaje jak gdyby zburzona. Na wolności czy nie, w Milczeniu owiec czy w serialowym Hannibaluczytający nam w myślach kanibal swobodnie zaciera granicę normalności i zbrodniczego szaleństwa, wyzwala się z moralności, wybija ponad sprawiedliwość, fascynując nas i opętując równocześnie. Przeczuwamy, że ta cela jest także i naszym przeznaczeniem. W ostatniej chwili uświadamiamy sobie, że w piekle tym nie ma Szatana. Nas też już nie ma. Został tylko Hannibal i echo krzyku wracającego znów do celi Olsena.

 

Blog autora: kinomanhipomaniakalny.blogspot.com