grzyby — kopia (1)
ARTYKUŁY | 30.06.2014

Jutro, ktoś przyszedł: notatki z Krainy Grzybów

Wszyscyśmy z krowy ród swój wiedli,

Tak bogaci, jak i biedni

Walter Schönflies, Kolonia krowia

 

Kto nie zna Krainy Grzybów, nie wie i wiele się nie dowie, bez niej. Kto jej nie zna, nie wie, że za pierwszym razem zapewne nie obejrzy więcej niż dwóch minut z sześciu. Kto ją zna, tej sen z powiek spędza zarówno tożsamość Agatki, wiewiórki Małgosi, jak i stworzenia o wdzięcznym imieniu Teufel, które było, zdaje się, starym znajomym Lutra. Dopiero trzy odcinki na YouTube, ledwo parę miesięcy działania, a kanał KrainaGrzybówTV rozbudził w wielu nieokiełznany popęd hermeneutyczny. Po co? Dlaczego? Te pytania dręczą niejednego widza obrazów, na opisanie których polszczyzna nie ma już chyba środków, skoro sięgać musi po słowo creepy lub – bardziej w konwencji serialu – ungeheuer. Jak wióry symbolicznego sypiące się w dążeniu do usunięcia realnej drzazgi, powstają na temat KG wciąż nowe filmy, wyjaśniające w prosty sposób, o co chodzi. O co więc chodzi?

Na początku garść faktów. Kanał KrainaGrzybówTV zawiera dwa kilkuminutowe odcinki wytworu o nazwie Poradnik Uśmiechu. Tytuły każdego z nich są zryte elizjami jak księżycowy krater; ale Jak skutecznie jabłko oraz Jak zrobić z papieru to ledwie przygrywki przy opisie drugiego odcinka, który brzmi następująco:

Agatka się z Małgosią, gdy ta chce z papieru. Na szczęście krowa. Mamę Agatki dręczą w zastanej sytuacji. Agatka powraca do.

Rzadko który komentarz pod filmami nie pozwala sobie na flirt z tą mową – ale to flirty bez wyjątku wtórne. Nikt nie sięga tej skondensowanej wieloznaczności frazy Agatka się z Małgosią, w której rzeczownik i czasownik przekraczają próg nierozstrzygalności, pozostawiając posmak obsceny. Opisy i tytuły stoją tu same, bez wyjaśnienia, jak gdyby dla rozwścieczenia wszystkich tych, którzy nie mogą przejść obojętnie, póki wszystko nie zostało wyjaśnione – a tych najwidoczniej w Internecie nie brakuje. Dlatego komentarze usiłują zwrócić absurd tych sformułowań powszechnemu językowi i obnażyć je jako gest.

 

Wstecz wciąż wstecz

Same filmy nie pozostają w tyle wobec tytułów. Na pierwszy rzut oka przypominają pasma dla dzieci z przełomu lat 80. i 90., a tym, którzy mają w pamięci nieboszczkę Telewizję Edukacyjną, wydadzą się wspomnieniem dzieciństwa. W tamtych programach jakieś kiełkujące wąsem dzieci w siermiężnych swetrach z nieodłącznymi wyszywankami gromadziły się w kuchni wokół ojca, by wraz z nim kuchennymi narzędziami upichcić fizyczne eksperymenty („Kuchnia”). W innych znowu przybysze z Matplanety, o wyglądzie nadpalonych nad ogniskiem pianek Marshmallow, zwiedzali brunatne ugory późnej PRL, pouczając przy tym dzieci o algebrze i trygonometrii („Sigma i Pi”). Gdyby tylko jeden z nich nie miał brody… Nieodłączną sygnaturą tych programów – mocniejszą nawet niż PRL-owskie z ducha wyniesienie przestrzeni domowej, w jej plastikowo-zlewowej estetyce, do rangi przestrzeni publicznych eksperymentów – były czcionki: jarzeniowe, rozpływające się na brzegach, totalne i zajmujące połowę ekranu, a przy tym kolorowe jak Opera Krakowska. Do tego wszystkiego przywraca nas Kraina Grzybów – włącznie z filmowaniem na taśmie bliskiej staremu ORWO, upstrzonej siatką chaotycznych plam i dźwiękami syntezatora nieznającego polifonii. I przywraca tak skutecznie, że część komentatorów uważa ją za wytwór co najmniej dwudziestoletni.

grzyb1

 

O czym o czym?

W Poradnikach uśmiechu spotykamy więc Agatkę, dziecię w umajonym swetrze i nalepkami oczu na oczach. Agatka radzi nam, jak działać z jabłkiem i z papierem. Poznajemy jej przyjaciółkę, wiewiórkę Małgosię, stworzenie o barwie płowej i włosie sterczącym w poprzek, która poucza nas, abyśmy nie zapomnieli o dobrej zabawie. Małgosia ma w pierwszym odcinku czarnego sobowtóra, występującego pod pseudonimem „Teufel”. Teufel nic nie robi, tylko patrzy, ale dobrze się chyba bawi w towarzystwie innych niemieckich bohaterów, takich jak „Apfel” i „Kuh”. Prócz tego w KG występuje mama Agatki, ukazana znów w stylistyce lat 90. – jako odwrócona tyłem i zaciemniona postać, zeznająca zmienionym, obniżonym głosem o porwaniu córki (Uprowadzenie Agaty, pomyślał Stirlitz). W tle krainy wciąż przewijają się obrazy czystych jeszcze od reklam blokowisk, ziarnista, stępiona zieleń późnego PRL, swetry wprost i bez podtekstów w kwiaty, wszechobecny dżins, jak również zwykłe plastikowe miski i deski, jakimi urządzaliśmy swoje kuchnie, gdy plastik wreszcie stał się dostępny.

Ramy odcinka buduje program edukacyjny Agatki, pouczający rzecz jasna, jak skutecznie jabłko i jak zrobić z papieru. Mon Dieu, czegóż jednak nie dowiadujemy się w przerwach! Okazuje się, że Agatka została zabrana na łąkę, skąd już nie wróciła, bo dostała się do Krainy Grzybów, z której najprawdopodobniej nie ma powrotu. Ciągnęło się to dniami i nocami, zeznaje matka, która od Agatki została oddzielona jak mięso od przysłowiowej kości. Narrację przerywają obsceniczne obrazy sterczących grzybowych trzonów i drążonych jabłek, krowich narządów rozrodczych, schematy menstruacji, wyzwiska, toalety z górnopłukiem, wariacje na temat krów żywych i krojonych na deko, traumatyczna wizja krzyczącej Małgosi-pluszaka oglądanej przez oko kamery.

 

No więc o czym ale naprawdę?

Kraina Grzybów wnosi do polskiego Internetu świeżą dawkę radykalnej niezrozumiałości. Nie można nie być wdzięcznym jej twórcom za rozpętanie skandalu wokół samej idei sensu. Najwidoczniej nie wystarcza, żeby przeorała ją do głębi humanistyka. Internet – jeśli sądzić po multum komentarzy, teorii i spiskowych obsesji na punkcie KG – pozostaje pod tym względem nieubłaganie konserwatywny. Można nawet odnieść wrażenie, że im bardziej surrealistyczne okazują się nagromadzenia tych komentarzy, sprzecznych, pustych, nieznośnie repetytywnych, wypranych już z jakiejkolwiek sensowności, tym mocniej każdy z użytkowników – ale każdy z osobna! – zdaje się szukać prostej odpowiedzi, jednego otwierającego klucza.

To rodzaj odwróconej Heglowskiej chytrości rozumu: chytrość bezsensu, który gromadząc pojedyncze okruchy sensownych wypowiedzi, zmienia je w niesamowite konstelacje. Równie dobrze można powiedzieć, że to widzialna ręka rynku, która z pojedynczych, wyglądających na sensowne zachowań, wytwarza tektoniczne ruchy globalnego bezsensu. Lektura komentarzy do Krainy Grzybów – bo w końcu kiedyś wypada zmienić „pod” na „do” – przekonuje, że surrealizm KG jest tylko pretekstem do skupienia się wokół jednego punktu głuchego pragnienia zrozumiałości, które nie zastanawia się nad tym, czego pożąda, bo chce tego tu i teraz. Chce tu i teraz swojego świata, chce siebie i tylko siebie. Poradnik Uśmiechu, przywołując obrazy tuż sprzed ery Internetu, uzmysławia, w jak wielkim stopniu konsekwentne postawienie sprawy przeszłości – bez odprowadzania jej obcości w śmiech przez mem czy w lans przez vintage – godzi w naturalne instynkty współczesnej popkultury.

grzyb3

 

No więc o czym ale wreszcie na serio?

Zapewne Poradniki Uśmiechu funkcjonują jak formacje nieświadomego, oscylujące wokół ciemnego pragnienia, wygrzebujące z dawnych śladów pamięciowych obrazy, które widzowie intuicyjnie odczytują jako niesamowite. Podobnie obsesyjne powtórzenia i gry wyrazów zdradzają cechy charakterystyczne dla nieświadomego. Ale niesamowitość KG leży jeszcze głębiej. To nie są przypadkowe obrazy i teksty, poddane tylko działaniu procesów pierwotnych. Poradnik Uśmiechu wydobywa na światło dzienne wszystko to, co czai się tuż pod powierzchnią polskiej internetowej pamięci – stylistykę, którą pamięta każdy, kto nie ma mniej niż 20 lat, a już z pewnością zobaczyć ją musi na zdjęciach siebie i swoich rodziców. To wspomnienie liminalnego czasu polskiej transformacji, w którym jeszcze nie wywietrzały PRL-owska naiwność, prostota naiwnego, osłoniętego opiekuńczym systemem życia – a już budziło się nowe, kapitalistyczne słońce.

Z dzisiejszej perspektywy jest to czas najbardziej zapomniany. Późny PRL wspomina się jako kuriozum bądź przynajmniej rezerwuar przedmiotów z dzieciństwa pokolenia 35+. Jest spójną krainą pociesznej, choć czasem i groźnej siermięgi, doskonale obsadzoną przez dyżurne cytaty ze stosownych filmów, wizerunki generała Jaruzelskiego za blatem, wspomnienia upadłego gierkowskiego raju. Ale przełomu lat 80. i 90. nie obejmują już spójne symboliczne ramy. Jest to bowiem czas, w którym PRL-owską estetykę rozbijają kiełkujące stosunki kapitalistyczne, widoczne na przynajmniej dwóch poziomach. Na pierwszym w płową szarzyznę ludowego społeczeństwa wdzierają się bezpośrednio przeniesione z Zachodu luksusowe towary i style życia, wciąż stanowiące enklawy, ale wystawiane ludowi na pokaz. Społeczeństwo stara się dokonać jak najszybszej mimikry, wydajnie pracować, a za zarobione pieniądze kupować kolorowe garnitury, garsonki, talerze satelitarne i siding. Na drugim poziomie kapitalistyczne stosunki wchodzą w samo jądro PRL-owskiej stylistyki: część społeczeństwa zaczyna handlować towarami, które niewiele różnią się swym wyglądem od dotychczasowych. To kapitalizm na miarę możliwości, bez naśladowania zachodnich wzorów, ale już sprawnie pompujący towary i kapitał. Łóżka polowe, na których sprzedawano wszystko – od mięsa po krasnoarmiejne granaty z demobilu – są wypartym symbolem tego nurtu, podobnie jak drobni handlarze w dżinsie i szczęki z frytkami, w których sól sypało się ze słoików z podziurawionym wieczkiem.

Tego czasu nikt nie wspomina z czystą nostalgią. W swej dziwności pozostał czymś obcym – ani PRL-em, ani turbokapitalizmem. Być może jednak tym, co w nim najbardziej nieznośne, było frapująco złudne przekonanie o możliwości pogodzenia kapitalistycznych stosunków z domową przytulnością. Ileż to osób wierzyło, że nowe czasy przyniosą zachodnie towary i płace, a praca pozostanie socjalistyczna. Ile osób żyło w przekonaniu, że praca skrojona będzie na ludzki wymiar, a rzeczywistość wreszcie stanie się normalna. Czas przełomu zdawał się obiecywać skromną utopię wciąż ludzkiego, przytulnego świata, w którym jednak żyje się dostatnio i codziennie można jeść importowane banany. Kapitalizm jako arcysocjalizm, w którym kraj pozostaje wspólnym przyblokowym podwórkiem, kultura cieszy się szacunkiem, politycy toczą debaty o kierunkach rozwoju, a każdy, kto tylko chce, pracuje i żyje godnie – to najdziwniejszy ideologiczny wytwór tamtych lat. Choć torował drogę turbokapitalizmowi, był ostatnim w III RP momentem utopii, jakkolwiek siermiężnej.

Godna podziwu jest moc, z jaką stosunki kapitalistyczne obróciły go w pył. Dziś wydaje się odstręczającym widmem, bardziej wypartym niż jakakolwiek PRL-owska trauma. Znikł jak błysk grzybowego światła w Poradniku Uśmiechu, w którym Teufel – stary towarzysz protestantyzmu i kapitalizmu – brał Agatkę na swoją przynętę.

grzyb2

 

Atom Cow Mother

Spośród wszystkich teorii tłumaczących KG największe powodzenie – przynajmniej do czasu – miało wyjaśnienie atomowe. W Poradnikach Uśmiechu odczytano wiele aluzji do prób nuklearnych, eksplozji bomb, skutków napromieniowania (oczy Agatki, jej skandowana w drugim odcinku mowa, przypominająca dźwięki licznika Geigera, puchnięcie i znikanie oczu), instrukcji przeciwatomowych zabezpieczeń (we must be prepared for what might happen), wyposażania schronów w produkty. Istotnie, prócz obrazów w stylistyce lat 80./90., Krainę Grzybów budują wyłącznie fragmenty amerykańskich filmów edukacyjnych i dokumentalnych z lat 50./60. Te ostatnie sceny pochodzą z czasów mitu o przytulnych i zamożnych domach, rządzonych przez wymalowane housewives, czekających na męża i dzieci ze świeżo wyciśniętym sokiem pomarańczowym. Oparciem tego mitu była wizja nieuchronnego nuklearnego zniszczenia – zupełnie tak, jak gdyby jedynie radzieckie głowice mogły zburzyć społeczny ład czasów Ike’a.

Przeniesione do Krainy Grzybów, zdają się ostrzegać biedną Agatkę – żyjącą w przytulnym blokowisku nieopodal łąk, chodzącą do tysiąclatki, kreślącą litery wedle wskazań nauczycielek z pierwszej klasy, nagrywającą we własnej kuchni rodzaj Domowego przedszkola – przed nadchodzącym nuklearnym słońcem. Już wkrótce w mowie Agatki zauważymy powtórzenia, kondensacje, nagłe wtargnięcia obscenicznego nad-ja, a to znak, że pokrewne kapitalizmowi procesy zaczęły pracować. Tak jak Ike i społeczeństwo, któremu ojcował, zostali zmieceni przez swój źle rozpoznany strach, tak też i Agatka widzi w bombie jedyne wytłumaczenie.

We were prepared for what might have happened, but someone came.

GRZYB4