• Patronem wydania jest Kraków Miasto Literatury UNESCO
Nowości wydawnicze | 10.05.2020
Justyna Wicenty, „Kołysanka z huraganem” (fragment)
Nowości wydawnicze | 10.05.2020

Justyna Wicenty, „Kołysanka z huraganem” (fragment)

Ciało:

jest bardzo ciężkie, zimne, ołowiane, obce

bolą mnie stawy i mięśnie, drętwieją mi nogi, kurczowo zaciskam pięści

jestem obok, niedopasowana do ciała

ciało mi ciąży, zapadam się w łóżku

wiem, że muszę zahamować laktację, ale nie dopuszczam do siebie myśli, że to moje piersi karmiły Tadka

przez pięć dni brałam Bromergon na zatrzymanie laktacji, ale czułam się zatruta, po odstawieniu jest trochę lepiej, jednak pozostały zawroty głowy

biorę Nasen od dziewięciu dni

kiedy tylko obudzę się ze snu po tabletce, moja głowa od razu działa na najwyższych obrotach

brałam przez dwa dni Hydroxyzinum, ale mnie usypia i otępia, a mam jeszcze małą córkę, której płacz muszę usłyszeć w nocy 

Głowa:
czas zatrzymał się, kiedy umierał Tadek

nie wiem, jak wrócić do tej rzeczywistości

wynurzam się na powierzchnię, żeby zaczerpnąć powietrza (na przykład kiedy przytulam moją córkę), a potem znowu schodzę pod wodę 

wracają obrazy, kiedy Tadek odpłynął, kiedy umierał, kiedy go reanimowałam, kiedy reanimowali go w domu ratownicy pogotowia, a potem, kiedy wieźli go do szpitala na OIOM i kiedy leżał martwy

jestem przerażona, że nie mogę sobie przypomnieć, jak on wyglądał żywy, jak pachniał, jak go dotykałam, jak się uśmiechał

oddychanie, nadmuchiwanie balonika dla córki, gwizdanie, dmuchanie na gorące jedzenie – to wszystko kojarzy mi się z reanimacją

nie mogę zrozumieć, dlaczego łóżeczko jest puste 

 Indywidualna specjalistyczna praktyka lekarska – specjalista psychiatra Escitalopram Actavis przez 4 dni 1⁄2 tabl. rano, od 5. dnia 1 tabl. rano Trittico CR 0,075 1/3 lub 2/3 lub 1 tabl. wieczorem

Tranxene 5 mg rano przez 3 dni 30 kaps. 150 mg 

Zwolnienie lekarskie F32 

22 września 2017 

Wysyłam esemes.
Kochane, pisze do kilku najblizszych mi Dziewczyn od razu, bo na wiecej nie mam sily, a wiem, ze sie martwicie. psychiatra mowi, ze mam depresje w wyniku stresu, zaczy- nam brac leki, bo potrzebuje zbroi farmakologicznej, zeby zaczac terapie z psychologiem. moj mozg zahibernowal mnie chwilowo, zebym nie umarla razem z Tadkiem. dlatego teraz gadam i dzialam jak automat. najgorsze przede mna, jak pusci ta tama. chce wrocic do mojego zycia, do Marka, do Rozy, ale nie wiem jeszcze jak. potrzebuje Was, zebym miala poczucie normalnosci. mozecie do mnie dzwonic, mozecie wpadac, nawet niezapowiedziane – wiecie, normalnie, najwyzej nie odbiore. nie chce byc traktowana jak tredowata. PS jesli bedziecie na mszy w poniedz., prosze bez kondolencji, moze przytulenie. 

 

Kiedy jest najgorzej, rozchoruje ci się dziecko. Róża wielokrotnie wymiotuje tej nocy. 

To jednak stawia do pionu. 

24 września 2017 

Idziemy na łąkę. Zbieram kwiaty dla Tadka. Bukiet stawiam w kuchni. Nic nie czuję, kiedy na niego patrzę, ale podoba mi się. Przy nim wrzos, który kupił Marek, nie wygląda już tak cmentarnie. 

25 września 2017 

Pierwszy raz wyciągam odkurzacz ze schowka…

Używałam odkurzacza chwilę przed śmiercią Tadka, odciągając mu katar z nosa.
Nie jest tak źle, robię to mechanicznie. Moment zawahania przy kołysce i foteliku – odsuwam je na chwilę i ustawiam z powrotem na miejsce. Znajduję pod łóżkiem zagubionego hipopotama. Róża się ucieszy. 

Idę z Markiem na spacer przez ogródki działkowe. Biorę na ręce ropuszkę. Nazywaliśmy Tadka „Ropuchą”, bo miał trądzik niemowlęcy. 

„Nie potrafię sobie nawet wyobrazić, co czujesz” – pisze w esemesie koleżanka. Ja też nie potrafię sobie wyobrazić, co czuję. 

Nadal mam zawroty głowy. Nie czuję już przejmującego zimna. 

Moje ciało waży sześćdziesiąt cztery kilogramy zamiast tony. 

Nie podoba mi się mój brzuch, muszę spróbować znowu ćwiczyć. 

Gotuję dużo makaronu, bo Marek lubi makaron.

Na twarzy noszę maskę z cementu. 

Zrobiłam makijaż, tak jak codziennie rano. Nie boję się, że tusz się rozmaże, bo nie płaczę. 

Nie boję się spotkania z ludźmi podczas mszy w intencji naszej rodziny, bo nic nie czuję. 

Wydaje mi się, że lepiej rozumiem Różę, ale to chyba tylko okrutna i prozaiczna prawda, że mam teraz dla niej więcej czasu. 

Rodzina i przyjaciele czekają już przed kościołem. Współ- czuję im, wszyscy płaczą. 

Przytulam każdego po kolei, żeby nikt nie musiał nic mówić. 

– Foka je rybę – głośno mówi Róża podczas modlitwy. Wspomnienie wizyty w zoo. Z trudem powstrzymuję śmiech. 

Migawka 

Może zapytam sąsiadkę, co się stało trzynastego września? Pamiętam, co się stało, ale to się nie wydarzyło. 

Justyna Wicenty, „Kołysanka z huraganem”, Dowody na Istnienie, 18.05.2020