junger (1)
RECENZJE | 17.02.2014

Jüngerowska augmented reality („Przybliżenia. Narkotyki i upojenie”)

O Jüngerze bardzo często mówi się, że był postacią powikłaną, że jego poglądy wzajemnie się znosiły, a przynajmniej sprawiały wrażenie głęboko niespójnych. W tej perspektywie książka Przybliżenia. Narkotyki i upojenie to kolejne wielkie zaskoczenie, ukazanie nowego, dalece odmiennego oblicza niemieckiego pisarza. Poznaliśmy go już jako germańskiego rycerza, duchowego arystokratę, bezkompromisowego świadka stulecia, protofaszystę (wystarczy przywołać koncepcje zawarte w Robotniku) i autora powieści Na Marmurowych Skałach (książki, która w kręgach antyhitlerowskiej opozycji stała się kultowa), ale psychonauta…? Kolejna sprzeczność? A może jedynie brakujący element układanki?

Ze wszystkich wizerunków pisarza wyłania się co najmniej jeden wspólny rys: Jüngerowskie eksplorowanie rzeczywistości, niekończące się dążenie do rozumienia – i to zarówno siebie, jak i otoczenia – na każdej możliwej płaszczyźnie: politycznej, społecznej, kulturowej czy religijnej. Także w Przybliżeniach… uderza niespotykana dyscyplina umysłowa Jüngera, który z uporem podąża ścieżką nauki i poznania. Na końcu tej drogi jest wiedza, przynosząca – oprócz ogromnego obciążenia – także absolutne wyzwolenie. A przynajmniej właśnie w to zdaje się wierzyć mędrzec z Wilflingen.

 

Eksplorowanie bezdroży

Przybliżenia… z pewnością nie zostały napisane z błahych przyczyn, pour épater les bourgeois. To fascynująca próba zrozumienia ludzkiej natury i samego człowieka, uwikłana – co warte podkreślenia – w konteksty kulturowe, historyczne, geopolityczne czy obyczajowe. Z biegiem lat Jüngerowskie „doświadczenia z upojeniem” przechodzą dynamiczne zmiany. Młody niemiecki oficer po niezrozumiałej dlań klęsce 1918 r. prawdopodobnie ucieka przed rzeczywistością, podążając śladami Maupassanta, eksperymentując z eterem i chloroformem. W tym momencie można by mówić o używkach jako środkach zastępczych (Jünger uważał, że przeżycia frontowe są stanem upojenia porównywalnym z tym wywoływanym przez alkohol czy morfinę), mających pełnić terapeutyczną funkcję w bolesnym zderzeniu z nową sytuacją. Jeżeli sięga po środki odurzające później, robi to z rozmysłem. Nie po to, by ze świata rezygnować, ale aby rozszerzać własne pole widzenia, zwiększać wrażliwość. Kieruje nim głód – nie fizyczny, lecz metafizyczny – taki, który zaspokojony być nie może. Jünger pisze, niezwykle plastycznie, że w upojeniu przypomina Brueghlowskich chłopów, którzy, rozdziawiwszy gęby, w zdumieniu oglądają świat. Rzeczy i ludzie, z jednej strony widziani gęściej i ostrzej, z drugiej strony za sprawą nowych perspektyw odsuwają się w ogromną dal. Upojenie prowadzi ku czasowi – nie tylko do takiej czy innej jego efemerycznej komórki, ale do jego misterium, a tym samym bardzo blisko śmierci.

 

Więcej światła

Stara się nigdy nie przekraczać miary, bo wie, że przesada raczej zakłóca przyjemność, niż ją wzmaga. Podąża ścieżką epikurejczyka, rozkoszuje się czasem i rzeczami, stanowiąc raczej przeciwieństwo nałogowca, dla którego czas jest źródłem cierpienia. Nie jest on typem palacza odpalającego jednego papierosa od drugiego – raczej typem smakosza, który ucztę wieńczy cygarem z importu. Kontroluje przyjemność i potrafi ją okiełznać – nie tyle dla dyscypliny, ile dla samej przyjemności.

Również dlatego Przybliżenia… to nie album z tripów po psychokosmosie, ale w pierwszej kolejności wnikliwe studium ludzkich transgresji, bardzo szeroko zresztą rozumianych. I nie chodzi tylko o to, że w swoich rozważaniach Jünger obok narkotyków w jednym rzędzie stawia papierosy, kawę, herbatę czy hazard. Idzie on o wiele dalej, również sztukę traktując jako rodzaj Małego Przejścia odzwierciedlającego Wielkie Przejście – zniszczenie dotychczasowych form, „odwartościowanie”, unicestwienie wszystkiego, co widzialne i namacalne. Wszystko to leży w sferze sacrum, w obrębie swobodnie pojmowanej religijności, objęte jest nadrzędną kategorią święta.

 

Władzę przejmuje błazen

W poglądach i spostrzeżeniach Jüngera bardzo często pobrzmiewa echo Bataille’owskich koncepcji doświadczenia wewnętrznego i transgresji. Podejmując temat święta, które zawsze związane jest z przekraczaniem (granic, zasad, siebie), niemiecki autor pisze, że jest ważne, aby doprowadzić nas niekiedy bardzo radykalnie do granicy człowieczeństwa, co pierwotnie było sensem święta. Jego [święta] dzieje można podzielić na dwa okresy oczekiwania: na życzenie, by osiągnąć tożsamość ze zwierzęciem, i na nadzieję na wstąpienie bogów. W narkotycznych przybliżeniach te wątki splatają się ze sobą, ponieważ pozwalają na jednoczesne silniejsze odczuwanie swojego istnienia i zanurzenie się w nieistnieniu, opuszczenie „ja”. Głębokie upojenie od zawsze (a przynajmniej od czasów rzymskich sympozjonów czy greckich dionizjów) stanowiło element święta, przy czym pamiętać należy, że – jak wskazuje Jünger – właściwy sens sympozjonu zasadzał się na swobodnym i pogodnym rozwijaniu osobowości. Także człowiek Zachodu, odtwarzając ów rytuał w stanach upojenia, idąc okrężną drogą, [spotyka tu] samego siebie.

Przybliżenia… są książką zagmatwaną, rozrastającą się na wszystkie strony jak pnącze, przypominającą labirynt – a przecież symbolika łączy labirynt z rytuałami przejścia, inicjacji, wtajemniczenia. Nad Jüngerowskimi rozważaniami unoszą się splecione duchy Erosa i Tanatosa. Nie ma to jednak nic wspólnego z duszną atmosferą otumanienia – wszystko rozgrywa się raczej na chłodnych pustkowiach nihilizmu.

 

Na przedpolach nicości

W Przybliżeniach… Jünger po raz kolejny podejmuje temat nihilizmu, eksplorując peryferie ludzkiej woli, mocy i poznania. Upojenie i nihilizm – Małe i Wielkie Przejście – przynależą do tej samej sfery namysłu, ale gdy pustynia rośnie, pokrywa się szkieletami, zestawami i stelażami; […] Małe Przejścia już nie pomagają. Chcąc studiować procesy, należy radzić się, jeśli nie mitu, to być może paleontologii. Gra toczy się tutaj o wysoką, być może najwyższą stawkę: nowy porządek, nową rzeczywistość postnihilistyczną, antynihilistyczną. Również dlatego, jak postuluje Jünger, nie można pozwolić na to, by pojawił się nałóg – byłoby to profanacją sfery sakralnej. Upojenie, aby było przybliżeniem, nie może rozciągać się, panować nad rzeczywistością, musi ograniczać się do miejsc i czasów, do rezerwatów poza światem technicznym.

Obszar rozważań autora, ledwie tutaj nakreślony, pokazuje jasno, dlaczego w przypadku tej książki zarówno mówienie o „narkotycznej autobiografii”, jak i stawianie jej w jednym szeregu z dziełami „pedagogiki antynarkotykowej” – Opium Cocteau czy Wyznaniami angielskiego opiumisty de Quinceya – może być traktowane jako zbyt daleko idące uproszczenie. Nie sposób (i nie warto) ignorować licznych przecież wspomnień i wątków konfesyjnych, ale należy je interpretować ze świadomością tego, że mają służyć innym celom, stanowić jedynie swoistą ilustrację wzorców, przeżyć, zjawisk wykraczających dalece poza indywidualną perspektywę. Przybliżenia… to raczej opowieść o poruszaniu się na granicy: życia i śmierci, sacrum i profanum, rzeczywistości i fantazji, społeczeństwa i jednostkowości.

 

Raz żyłem jak bogowie…

O (auto)biografii mówić można tylko w jednym kontekście: uważny czytelnik, zanurzający się znacznie głębiej – pod chłodną powierzchnię narracji opisującej kolejne „upojeniowe ekscesy” – spróbuje dostrzec w przebłyskach pozbawione masek oblicze pisarza. Za obronnymi murami naukowego, skrupulatnego opisu ukaże mu się człowiek zszargany, przepełniony melancholią, osamotniony (w pewnym sensie z wyboru), rozczarowany. Także przegrany, choć przegrany z godnością (W gruncie rzeczy przegrałem wojnę, zanim się zaczęła, pisze Jünger). Doświadczenia upojenia, narkotyczne przeżycia czy medytacja są częścią ścieżki wielkiego marzyciela, ale – nieodmiennie – potęgują samotność. Bo Jünger, jeśli ucieka przed rzeczywistością, to – paradoksalnie – tylko ku większemu poznaniu. Droga więc z konieczności musi wieść przez sam środek jego wnętrza. Wówczas odkrywa się wszystko; unosimy welon osłaniający naturę i jej moce, do wnętrza których nie wnikniemy. Jest to groźne i było takim w tym wypadku. A potem z nadmiaru odcinamy odpowiadającą nam cząstkę. Podłączamy się do bogactwa Wielkiej Matki.

 

Ernst Jünger

Przybliżenia. Narkotyki i upojenie

Tłum. Wojciech Kunicki

Biblioteka Kwartalnika Kronos,2013

Liczba stron: 520