18.01.16 (1)
RECENZJE | 18.01.2016

Jesteśmy bydlętami (A. Stasiuk „Kucając”)

Kucając: sto dwadzieścia dwie (niewielkie) strony, trzydzieści trzy (różne) historie i jeden (pozornie) narrator. Andrzej Stasiuk w swojej nowej książce eksperymentuje z formą: z publikowanych wcześniej tekstów – różnego rodzaju: felietonów, opowiadań, fragmentów powieści – i ilustracji Kamila Targosza układa całość, którą nie tylko opatruje wspólnym tytułem, ale i poprzedza wymownym mottem zaczerpniętym z Portretu cywilizowanego Emila Ciorana: Zawszeni i pogodni, powinniśmy trzymać się towarzystwa zwierząt, kucać sobie u ich boku jeszcze przez tysiąclecia, wdychać woń stajni raczej niż laboratoriów, umierać z chorób, a nie z lekarstw, kręcić się wokół naszej pustki i łagodnie w nią zapadać.

Takie są punkty wspólne. A co różni następujące po sobie historie? Czas i przestrzeń ulegają tutaj ciągłym przemianom, nawet pory roku nie trzymają się swojego naturalnego cyklu. Wydarzenia rozgrywają się w różnych miejscach – czasem w domu narratora, innym razem w rumuńskiej wsi Rășinari. Zmieniają się także bohaterowie: raz są nimi bezimienne ptaki, potem dziki ryś czy udomowiony kot. Ciągle przygląda się im jednak człowiek – narrator kolejnych opowiadań. To raz Stasiuk-felietonista, kiedy indziej jeden z bohaterów jego wcześniejszych książek. Zestawienie obok siebie tekstów powstałych w różnym czasie (na przykład Dukla – 1997, Fado – 2006, Grochów – 2012) uzmysławia ewolucję, która dokonała się w języku i percepcji tego, kto układa kolejne zdania. Niemniej, jego sposób myślenia o świecie wciąż cechuje przede wszystkim ciekawość, domagająca się nieustannych prób zrozumienia czy skazanych na porażkę prób odkrycia jakiejś niedostępnej tajemnicy. To ciągłe przyglądanie się i idąca za nim refleksja są prawdopodobnie jedynymi wyróżnikami człowieczeństwa: Granatowa otchłań bydlęcych oczu jest jak lustro, w którym widzimy siebie jako ożywione mięso, obdarzone jednak pewnym rodzajem łaski. Zwierzęta tej refleksji nie potrzebują, bo ich sposób myślenia o czasie jest odmienny od tego, który wydaje się charakterystyczny dla człowieka: Po prostu zaczynasz wszystko od początku i tyle.

Człowiek może się na chwilę zatrzymać. W świecie zwierząt bezruch jest przywilejem starszych bądź synonimem śmierci. Natura jest efemeryczna – to jeden z głównych tematów książki. Narrator przygląda się przemianom świata przyrody, w którym zmiany atmosferyczne zdają się następować równie często jak śmierć kolejnych istot: zwierzęta cierpią niewidocznie. Czasami tylko wyją, skomlą albo kwilą. Człowiek wydaje się niezdolny do pełnego uczestniczenia w tym cyklu ciągłych narodzin i śmierci innych istot, choć próbuje oswoić tę obcość, odgrywając różne role. Raz z obawą przygląda się naturze z daleka, innym razem zdaje się wierzyć, że jest jej niezbędny. W świecie kreowanym przez narrację Stasiuka on sam jest momentami tylko intruzem, który przygląda się rzeczywistości, niewiele z niej rozumiejąc: Stałem o parę kroków i kompletnie nie liczyłem się w rozgrywce. Przez długie minuty mogłem patrzeć na wolne, dzikie zwierzę. (…) Nigdy wcześniej nie widziałem, jak dzikie tak blisko spotyka się z udomowionym. Zmęczone psy popatrzyły na mnie zrezygnowanym ludzkim wzrokiem. Innym razem budzi w sobie poczucie odpowiedzialności za słabsze istoty: Rodzą się, gdy jest zimno. (…) Trzeba więc wziąć wiecheć siana, wytrzeć to, rozmasować, aż stanie się jako tako suche. Mimo że nie zawsze jest się na miejscu, dają sobie jakoś radę. Zwłaszcza te tak zwane prymitywne rasy, pradawne, niezepsute hodowlą, zmieniającą dzikie zwierzę w wyrafinowany produkt, który bez człowieka już sobie nie poradzi.

Stasiuk w Kucając zestawia ze sobą teksty opublikowane na łamach „Tygodnika Powszechnego” czy „Dwutygodnika” i fragmenty swoich wcześniejszych książek. Teoretycznie nie daje czytelnikowi nic nowego. Zasadniczą kwestią staje się więc ukształtowanie tekstu jako całości – jego forma. Właśnie dzięki niej, czytając kolejne strony książki, nie zmagamy się z poczuciem wtórności. Kompozycja tomu sprawia, że teksty dialogują, wzajemnie się oświetlają. To, co było łatwe do przeoczenia w powieściach, tutaj zostaje zaakcentowane, bo w tej książce najważniejsze okazuje się budowanie refleksji. Stasiuk uparcie powtarza, że człowiek nie zasługuje na miano władcy świata, a granica dzieląca świat ludzi i zwierząt jest wyłącznie umowna. Choć dzieli nas wspomniane postrzeganie czasu i wynikająca stąd zdolność do refleksji, nie jest to w żadnym razie fundamentalna egzystencjalna różnica, bo jednocześnie zrównuje nas nie tylko cielesność, ale i ciągła bezradność wobec tego, co nieznane. Bo przecież jesteśmy zwierzętami, chociaż ze wszystkich sił staramy się o tym zapomnieć. Nieustannie się przebieramy, myjemy bez końca i wciąż paplamy, stłoczeni przy stołach we własnym towarzystwie, bo wydaje nam się, że tak wygląda życie człowieka. A jesteśmy bydlętami i czasem powinniśmy zakosztować ciszy i samotności.

 

Andrzej Stasiuk

Kucając

Wydawnictwo Czarne, 2015

Liczba stron: 122