• Patronem wydania jest Kraków Miasto Literatury UNESCO
Recenzje | 04.04.2018
Jeden we wszystkich (P. Auster „4 3 2 1”)
Recenzje | 04.04.2018

Jeden we wszystkich (P. Auster „4 3 2 1”)

Najnowsza powieść Paula Austera przedstawia jedno życie w czterech odsłonach, a także obraz Ameryki w epoce Baby Boomerów. Niestety ambitne zamierzenia i poetyckie refleksje giną w natłoku nieistotnych szczegółów.

W 1947 roku w rodzinie nowojorskich Żydów przychodzi na świat Archie Ferguson. Jego ojciec wraz ze swoimi braćmi prowadzi sklep meblowy. Jego matka jest fotografką. Jego życie istnieje w czterech różnych wersjach: ojciec ginie w pożarze sklepu lub zostaje bogaczem, matka rezygnuje z kariery na rzecz domu albo zyskuje sławę, on sam poznaje wielką miłość i po studiach zostaje dziennikarzem – rezygnuje z pójścia do college’u, by wyjechać do Paryża – zaczyna pisać książki – ginie w młodym wieku. Mozaikowa opowieść, regularnie przeskakująca między jednym, drugim, trzecim i czwartym Fergusonem, to po części historia dojrzewania bohatera-literata, po części Wielka Powieść Amerykańska ukazująca burzliwe lata sześćdziesiąte, po części wreszcie: postmodernistyczna medytacja nad zawiłościami ludzkiego losu i czynnikami decydującymi o tożsamości jednostki.

W 4 3 2 1 nowe miesza się ze starym. Podzielona na cztery wątki narracja przywodzi na myśl popularną w obecnym stuleciu formę powieści fragmentarycznej i zabiegi typowe choćby dla Davida Mitchella. Z drugiej natomiast strony już na pierwszy rzut oka wyraźnie widoczne są wpływy tradycji: grubość książki czy długość poszczególnych akapitów sygnalizują, że mamy do czynienia z powieścią sążnistą, czerpiącą z dziewiętnastowiecznych wzorców (odwołania do klasyki literatury – z Dickensem na czele – pojawiają się zresztą nad wyraz często), a i Bildungsroman, stanowiąca główną oś książki, to typ literatury o długiej historii.

Niestety – te i kolejne bardziej tradycyjne elementy, które ujawniają się podczas głębszego wejścia w powieść, działają na jej wyraźną niekorzyść.

Chodzi przede wszystkim o styl narracji: losy Fergusona przedstawione są, nieco paradoksalnie, z dystansu i z dużym nagromadzeniem szczegółów – jakby wszechwiedzący narrator obserwował bohatera przez teleskop z odległego wzgórza. Sporo miejsca poświęca się opisom rutynowych sytuacji i procesów rozciągniętych w czasie, natomiast konkretne wydarzenia zostają skompresowane, dialogi częściej zaś streszczane niż przytaczane. Zabiegi te wytwarzają wrażenie emocjonalnego odizolowania od bohatera – nieważne, czy przeżywa akurat żałobę, czy miłosne uniesienia: ich wydźwięk wydaje się stłumiony. Równocześnie zaś narracja grzęźnie w obszernych wyliczeniach najdrobniejszych szczegółów lub bogatych w synonimiczne frazy opisach, często płynących w długich, zawiłych, pobrzmiewających gdzieniegdzie Davidem Fosterem Wallace’em zdaniach. Jak na przykład w tym fragmencie poświęconym matce przyjaciółki głównego bohatera:

[J]edną z wad pani Schneiderman była nadmienia gadatliwość i Ferguson często się zastanawiał, jak jej mąż i dwoje dzieci wytrzymują stałe bombardowanie słowami, to ciągłe trajkotanie bez zróżnicowania na rzeczy ważne i rzeczy nieważne, strumień mowy, który robił wrażenie stężeniem wiedzy i wnikliwości albo zanudzał na śmierć kompletnym bezsensem, jak wtedy, gdy pewnego wieczoru w drodze do kina Amy z Fergusonem siedzieli z tyłu w samochodzie Schneidermanów, a pani Schneiderman przez pół godziny opisywała mężowi, według jakiego klucza ułożyła teraz jego ubrania w komodzie w sypialni […], i tak dalej, i tak dalej, jeden błahy szczegół za drugim, całe spiętrzenie nieistotnych detali […].

Opis ten można by uznać za przejaw poczucia humoru, gdyby nie fakt, że nie odbiega on znacząco od narracji zastosowanej w całej powieści. Tej jednostajności nie jest w stanie przełamać sam bohater, na którym akcja skupia się bardzo mocno: młody mężczyzna, liberalnie usposobiony inteligent z wielkomiejskiej klasy średniej to typ mocno już wyeksploatowany, a nawet parodiowany. Nie znaczy to, że nie da się ciekawie o nim pisać – za przykład może posłużyć debiutancka powieść Michaela Chabona, The Mysteries of Pittsburgh, którą z 4 3 2 1 łączy wiele podobnych wątków, ale emocje bohatera są tam o wiele bardziej odczuwalne. Zmagania, wzloty i upadki Fergusona wydają się natomiast płaskie i zlewają się w jedno.

Staje się to szczególnie dużym problemem, kiedy bohater zaczyna pisać – 4 3 2 1 należy do Künstlerroman, a więc szczególnego podtypu Bildungsroman poświęconego dojrzewaniu twórczemu. Dobre kilkadziesiąt stron powieści przeznaczono na opis działalności pisarskiej bohatera: czasem dziennikarza, czasem krytyka filmowego piszącego o wpływie filmów na swoje dzieciństwo, czasem wreszcie – autora prozy, i o ile streszczenia jego opowiadań (przywodzących na myśl głównie Calvino i Borgesa) stanowią urozmaicenie powieści i odskocznię od głównego toku narracji, o tyle obszerne opisy twórczego szału ogarniającego bohatera, informacje na temat liczby napisanych (a następnie wykreślonych) stron oraz komplementy, jakie spadają na niego następnie ze strony bliskich, przyjaciół, kolegów i koleżanek po fachu, trudno uznać za cokolwiek innego niż przejaw próżności.

Narracja stosunkowo rzadko odrywa się od rozterek i bolączek głównego bohatera. Wydarzenia historyczne pojawiają się we wzmiankach (np. kiedy Ferguson wraz z – zależnie od wersji swojego życia – rodzicami lub dziewczyną oglądają wydanie dziennika telewizyjnego informujące o zabójstwie prezydenta Kennedy’ego), czasem narracja informuje o gniewie którejś z postaci (np. w reakcji na egzekucję Juliusa i Ethel Rosenbergów, skazanych za szpiegostwo na rzecz Związku Radzieckiego), ale nie ma to szczególnego wpływu na bieg wydarzeń. Większa część książki sprawia raczej wrażenie pocztówki z innych, bardziej sielankowych czasów: czasów, w których Amerykański Sen mógł się ziścić (w ciągu trzech pokoleń Fergusonowie przechodzą od ubogich imigrantów rozpoczynających życie w Stanach przez członków mniej lub bardziej zamożnej klasy średniej po inteligencję), klasa średnia istniała, miała się dobrze i można było marzyć o dołączeniu do niej, a edukacja uniwersytecka, choć kosztowna, nie oznaczała konieczności zadłużenia się na całe życie. Kłopoty finansowe, jeśli już się pojawiają, to szybko zostają rozwiązane za pomocą spadku, żyjącej w Paryżu intelektualistki oferującej wikt, opierunek i edukację albo łapówki od dziadka przyłapanego na kręceniu filmu pornograficznego.

Jeśli czemuś poświęcone zostało więcej uwagi, to kwestiom napięć rasowych. Wspomniane zostają między innymi zamieszki na tym tle, do których dochodziło w roku 1967 – szczególnie w Newarku, gdzie w jednej z wersji opowieści mieszkają rodzice głównego bohatera. Fragmenty te bywają satysfakcjonująco cięte (jak opis wzburzenia, które ogarnia Fergusona, gdy jego ojciec wyklina na przeklętych szwarces), w innych daje się dostrzec – być może odpowiednie dla idealistycznego nastolatka, którym jest w tym momencie bohater – liberalne załamywanie rąk nad tym, że nie możemy wszyscy żyć w zgodzie, ale wymierzone w Afroamerykanów: jak wtedy, gdy Ferguson ubolewa nad odtrąceniem przez czarnoskórą koleżankę ze szkoły w momencie szczególnie silnych napięć międzyrasowych.

Na tym tle wyraźnie – i pozytywnie – wybija się jeden moment: opis protestów na Columbia University w 1968 roku. Ferguson jest świadkiem wydarzeń jako korespondent studenckiej gazety, zaś kilkoro innych bohaterów bierze w nich udział jako aktywni uczestnicy. Dramatyzm wydarzeń przebija spod monotonii narracji, jest to również jedyny punkt, w którym – śledząc dyskusje bohaterów na temat skuteczności rozmaitych strategii oporu wobec policji i władz uczelni, próbujących stłumić protesty, debaty między zwolennikami umiarkowanych i radykalnych opcji politycznych, czy wzmianki o stronnictwach lewicowych rozważających wsparcie w wyborach prezydenckich niebezpiecznego outsidera ze świata szołbiznesu (Ronalda Reagana) ze względu na to, że przyspieszyłoby to przemianę Ameryki w państwo faszystowskie, a w konsekwencji nadejście rewolucji – można poczuć, że powieść dociera do tematów istotnych i aktualnych z punktu widzenia współczesnej Ameryki.

Ostatecznie jednak 4 3 2 1 to historia życia pojedynczego człowieka – życia biegnącego kilkoma różnymi ścieżkami. Nie jest to jednak analiza czynników, które mogą odmienić los – próżno szukać momentów takich jak na przykład początek Podwójnego życia Pat Jo Walton (innej powieści opisującej alternatywne wersje życia tej samej postaci), gdzie różnica wynika z możliwości podjęcia przez bohaterkę w jednym momencie dwóch różnych decyzji; życia Fergusonów – Pierwszego, Drugiego, Trzeciego i Czwartego – po prostu są inne, a jednocześnie pod wieloma względami zaskakująco zbieżne (choćby takim, że w życiu Fergusona zawsze musi pojawić się Amy Schneiderman, z którą łączy go silna, choć manifestująca się na różne sposoby więź).

To, co mogłoby wydawać się arbitralnością lub ekonomią fabularną, znajduje swoje uzasadnienie w zakończeniu powieści. Historie czterech Fergusonów okazują się (bez wdawania się w szczegóły rozwiązania) podjętą przez jednego człowieka próbą zaakceptowania swojego życia w takiej formie, w jakiej przebiegło: z sukcesami, ale też stratami i porażkami. Jak przystało na XXI-wieczną powieść fragmentaryczną, poszczególne kawałki łączą się ostatecznie w całość. Jednak ani liryzm obserwacji zawartych na końcowych stronach, ani złowroga nuta związana z ostatnim wystąpieniem przewijającego się przez książkę, obciążonego znaczeniami nazwiska Rockefeller nie ratują całokształtu, który cierpi z powodu zbyt klinicznej perspektywy i nadmiernego wypełnienia szczegółami, urastającego – po pomnożeniu przez kilka wersji głównego bohatera – do przytłaczających rozmiarów. Jak mówi angielskie przysłowie, troje to już tłum. A co dopiero czterech.

Paul Auster
4 3 2 1
Przeł. Maria Makuch
Wydawnictwo Znak, 2018
Liczba stron: 847