• Patronem wydania jest Kraków Miasto Literatury UNESCO
Artykuły | 10.12.2018
Jak otworzyć puszkę Pandory? O tym, że świat sztuki może być bardziej dostępny i dlaczego to ważne
  • Autor
  • Anna Petelenz
  • ILUSTRACJA
  • Materiały prasowe MuseumsQuartier
Artykuły | 10.12.2018

Jak otworzyć puszkę Pandory? O tym, że świat sztuki może być bardziej dostępny i dlaczego to ważne

Siedzę na dziedzińcu MuseumsQuartier. Dookoła gwar rozmów, żartów, niekończąca się woń marihuany. Ze ścian monumentalnych budynków spoglądają na mnie Schiele i Mick Jagger z Warholem. Siedzę i zastanawiam się, dlaczego tu jest tak fajnie.

 

Dziedziniec dla każdego

MuseumsQuartier powstało w 2001 roku na terenach dawnych stajni cesarskich, zaraz na obrzeżach wiedeńskiego Ringu, a dokładnie po drugiej stronie klasycznego kompleksu Kunsthistorisches-Naturhistorisches Museum. To ponad 60 tysięcy metrów kwadratowych przestrzeni przeznaczonej sztuce i współpracy. Znajdziemy tu zarówno wielkie muzea (Leopold, Kunsthalle, Mumok), jak i bezpłatne mikrokolekcje zlokalizowane w przejściach pomiędzy dziedzińcami (Tonspur Passage, Sternenpassage). A także knajpki, art spaces (Raum D, Freiraum, Architekturzentrum) i miejsca związane z prężnym programem rezydencyjnym. Śmiało można więc powiedzieć, że MuseumsQuartier to artystyczne korpo i market art-wrażeń.

Ale ponad całą tą wymiernością i przeliczalnością jest coś jeszcze. Na przykład duże kolorowe siedziska postawione latem na dziedzińcu, tworzące dodatkową przestrzeń, która niczego nie sprzedaje. Można tu przyjść z własnym winem i chipsami. Odbywają się również festiwale, pokazy filmowe, performanse – bardzo często dostępne bezpłatnie. Aby dobrze spędzić tu czas, nie potrzeba ani zasobnego portfela, ani szczególnego zacięcia artystycznego. Przychodzą więc nie tylko freaki, ale i „zwyczajni” mieszkańcy i turyści. Sygnał jest jasny: zapraszamy was, sztuka może być otwarta, korzystajcie, jest za darmo. A jak nie chcecie, to chociaż posiedźcie obok, może kiedyś wejdziecie.

Sztuka współczesna w pełnym słońcu

Rynek sztuki to bowiem twór mocno osadzony na skrajnościach. Tak silnych, że znoszących się wzajemnie. Z jednej strony są odbiorcy wydający na kulturę i sztukę nie więcej niż kilka, kilkanaście złotych rocznie. Z drugiej – kolekcjonerzy krążący z aukcji na aukcję, lokujący coraz większe kwoty w dziełach sztuki. Postawa „nie rozumiem tego” i „to nie dla mnie” sąsiaduje z profesjonalnym dyskursem pasjonatów – często niezrozumiałym i niedostępnym.

Pośrodku znajdują się coraz częściej odwiedzane Noce Muzeów (traktowane raczej jako wydarzenie towarzysko-imprezowe), ścianki do selfie towarzyszące dużym wystawom (np. w głównym holu w Albertinie) czy, dajmy na to, Mocak udostępniający zdjęcia swoich gości na Instagramie. Warto pamiętać też o działaniach hybrydyzujących przekaz, na przykład o obsadzeniu Wesa Andersona i Juman Malouf w roli kuratorów wystawy w wiedeńskim Kunsthistorisches Museum czy o ewolucji Bolesława Chromrego, który przeszedł drogę od autora internetowych grafik do artysty pokazywanego w krakowskiej galerii Henryk i warszawskim lokalu_30.

Sztuka za dwa pięćdziesiąt

Inną instytucją z pogranicza edukacji i promocji jest wiedeńska Arthoteka przy muzeum MUSA Startgalerie. To biblioteka dzieł sztuki. Można tu przyjść i pożyczyć (na miesiąc) obraz czy grafikę za jedyne 2,5 euro. To mniej niż filiżanka kawy w większości wiedeńskich kawiarni. Dr Berthold Ecker, dyrektor Wien Museum (którego częścią jest MUSA i Arthoteka), określa działania Arthoteki jako budowanie sieci odbiorców, także dla galerii prywatnych i wielkich muzeów. To tworzenie społeczności i… konsumenta: Nikt nie wchodzi do galerii tak po prostu i nie wydaje 5000 euro na dzieło sztuki. Niewielu jest na to przygotowanych, jeżeli nie ma zwyczaju wydawania jakichkolwiek pieniędzy na sztukę.

By otworzyć tajemniczą puszkę Pandory ze sztuką, potrzebna jest (poza – mówiąc handlowo – dobrą ofertą) jeszcze komunikacja. Prosta, konkretna. Odpowiadająca na potrzeby inne niż te zaspokajane przez sztukę. I tu przykładem może być Instagram Muzeum Narodowego w Warszawie. I tak zdjęcie obrazu Vanitas – nagi chłopiec z bańką mydlaną, otoczony wieńcem z naczyń i przyborów aptekarskich (autor nieznany) ląduje na profilu MNW w Black Friday z komentarzem: A jak tam Wasze nieprzemyślane zakupy dokonane pod wpływem gorączki Czarnego Piątku?

źródło: https://www.instagram.com/nationalmuseuminwarsaw/

Tuż przed 6 grudnia na profilu Instagramowym MNW pojawiło się z kolei ogromne story „Marszałek”. Czytamy tam: Dziś są 151 urodziny Marszałka Józefa Piłsudskiego! Z tej okazji publikujemy 50 wąsów Piłsudskiego ze zbiorów MNW. Zamiast edukacji bezpośredniej w rodzaju „podziwiaj obraz, którego nie znasz”, pojawia się komunikat pośredni, mający czasem praktyczne zastosowanie (outfit dnia czy przepis na potrawę pokazaną na obrazie). Czyli dokładnie to, co lubimy lajkować i szerować.

 

źródło: https://www.instagram.com/nationalmuseuminwarsaw/

MNW poszło w komunikacji jeszcze dalej, organizując zwiedzanie szlakiem obrazów z nakręconego w murach Muzeum teledysku Kasi Nosowskiej do piosenki Nagasaki. Trudno nie dostrzec tu podobieństwa do działań Beyoncé i Jaya-Z oraz ich klipu Apes**t nakręconego w Luwrze, ale nie zawsze chodzi o oryginalność, czasem wystarcza skuteczność. A tej trudno akurat odmówić parze amerykańskich piosenkarzy odmówić, choć warto pamiętać, że państwo Carter to nie społeczni edukatorzy, ale potężna firma eksploatująca art world. Nie są tajemnicą kontrowersje wokół Picasso Baby Jaya- Z ani jawne naruszenie praw autorskich w Countdown Beyoncé (ruch sceniczny z Rosas danst Rosas Thierry de Mey’a). Ale mimo tego teledysk do Apes**t obejrzało ponad 140 milionów odbiorców i możemy swobodnie założyć, że większość z nich nigdy nie była w Luwrze.

Wygląda więc na to, że da się przyciągnąć odbiorców słynnymi nazwiskami i drinkami, miksować świat kultury wysokiej z popkulturą i udostępniać sztukę, czyli towar luksusowy, za darmo lub prawie darmo. Parę dni temu wróciłam na dziedziniec MuseumsQuartier. Ogródki knajpiane zwinięte, pojawiły się za to zimowe budki z alkoholami. Zamiast spritzerów leje się glühwein i apfelpunsch. Jest zimno, ale wciąż swojsko i gościnnie. W Tonspur Passage słychać ośmiokanałową instalację Keitha Rowe. Może jesteśmy więc w stanie tę puszkę Pandory nieco rozszczelnić?