antonisz
RECENZJE | 13.01.2014

Jak działał Antonisz? (J.J. Antonisz „Opowieści graficzne”)

Nieczęsto się zdarza, że animacja eksperymentalna przebija się do odbiorcy masowego: użytkownika Kwejka czy Wykopu. Kilka lat temu jednak udało się ocalić od zapomnienia najbardziej znany film Juliana Józefa „Antonisza” Antoniszczaka. Ale zeschizowane, ostra psychodela, ryje banię – to niektóre z komentarzy, jakie wygenerował w 2006 roku Jak działa jamniczek? – surrealistyczna krótkometrażówka, wykonana częściowo techniką nonkamerową.

Nie jest przypadkiem, że Jamniczek zyskał miano dzieła kultowego w kręgach wielbicieli internetowych mindfucków. To brudna, niedbale narysowana i zmontowana animacja, w której duża część ilustracji nakreślona została bezpośrednio na taśmie filmowej. Równie ekscentryczna jest warstwa narracyjna: historii bezlitosnego Ewarysta nie czyta profesjonalny lektor, lecz wyraźnie zaciągająca po lwowsku staruszka.

Ten pozorny chaos, będący w istocie próbą poszukiwania coraz to nowszych rozwiązań formalnych, jest dla twórczości Antonisza charakterystyczny. I, jak udowadnia wydany niedawno album Opowieści graficzne, zaobserwować się go da nie tylko w animacjach.

antonisz_jak_powstalo_muzeum_filmu_non-camera_1Opowieści graficzne to miniantologia złożona z czterech komiksów autora, powstałych pomiędzy latami 50. i 80. poprzedniego stulecia. Antologia – warto podkreślić – wyjątkowo eklektyczna. Wydaje się, że jedynym mianownikiem łączącym wszystkie prace jest charakterystyczne poczucie humoru Antonisza: oparte na nonsensie i zabawie codzienną, uliczną polszczyzną.

Doskonale widać to w Pieronach – najlepszej historii zbiorku. W tej satyrze na PRL strony nie są dzielone na mniejsze kadry. Każda z nich to osobny – mówiąc żargonem komiksowym – splash page. Nie było to bowiem skończone dzieło, a jedynie scenopis do, nigdy niezrealizowanego, filmu animowanego.

Pierony są historią Karlika i Zeflika, dwóch górników, którzy w tęsknocie za pięknymi czasami, kiedy to pracowano wyłącznie dla idei i wykonywano […] 3500% normy, postanawiają pobić rekord świata w kopaniu szybu. I dokopują się do Australii. Oczywiście podczas ich pracy absurd goni absurd, a intryga przyspiesza, kiedy do akcji wkraczają CIA i NATO, które w ramach zimnej wojny zaczynają wrzucać z drugiej strony szybu bardzo obleśne zdjęcia pornograficzne kolorowe.

Pierony zilustrowane zostały umowną, prostą, czarną kreską i okraszone przezabawnymi dialogami, szydzącymi po części ze śląskiej gwary, a po części z socjalistycznej nowomowy. Świetna jest zwłaszcza przemowa dyrektora kopalni, zaczynająca się od słów: Kamraci! Koledzy! Były różne rekordy. Mniej lub bardziej bezsensowne. A my spróbujemy z sensem! Opowieść o kopaniu szybu w czynie społecznym to kolejny dowód na to, że Antonisz rozumiał język i potrafił go bezbłędnie stylizować. Wielka szkoda, że – z nieznanych przyczyn – film Pierony nigdy nie powstał. Tym bardziej że byłaby to nietypowa dla Antonisza produkcja: ze zwartą fabułą, opowiedziana za pomocą dialogów, a nie zdań czytanych z offu.

antonisz_pierony_2Dużo staranniej narysowana została seria krótkich żartów stworzona dla „Gazety Krakowskiej”, czyli Z życia smoka. Humor słowny został tu zastąpiony sytuacyjnym, a cienkie, chaotycznie stawiane kreski – grubymi i przemyślanymi konturami. To rozwiązanie rzadkie w pracach Antonisza – pod tuszem widoczne są tu nawet rysowane od linijki, ołówkowe szkice.

Smok pozbawiony został tradycyjnych, smoczych atrybutów: nie zionie ogniem, nie ma skrzydeł. Zamiast tego nosi brodę, wąsy, długie włosy i okulary. Córka artysty, Sabina, zwraca we wstępie uwagę, że to dokładnie tak, jak jej ojciec.

Seria jest bardzo swobodną interpretacją legendy o smoku wawelskim, któremu daleko do krwiożerczej bestii, a bliżej do sfrustrowanego kobieciarza, trzymanego pod pantoflem rzeczywiście krwiożerczej i wściekłej żony. Trzy odcinki zamieszczone w antologii to komiks w najczystszej formie i najbardziej klasycznym rozumieniu.

Miłośnicy artysty ze szczególnym zainteresowaniem zapoznają się z dwiema pozostałymi pracami zamieszczonymi w zbiorku. Pierwsza z nich to Przygody Hitlera, narysowane w 1954 roku przez 13-letniego Julka, w szkolnym zeszycie w kratkę. Wyraźnie widoczna jest tu inspiracja kreską francuskich autorów z magazynu „Vaillant”, do którego nastoletni Julian miał wówczas dostęp.

W warstwie fabularnej Przygody Hitlera są slapstickową komedią, w której przywódca III Rzeszy dostaje w kość w coraz bardziej absurdalny sposób: od ataku roju pszczół, przez wypadki lotnicze i samochodowe, po starcie z lwem. Pomimo prostego, dziecięcego dowcipu sytuacyjnego, dostrzec tu można próbę oswojenia tematu wojny, wówczas jeszcze świeżego i bolesnego również dla samego Antonisza: tytuł zamieszczony na pierwszej stronie zbudowany został z drutu kolczastego, a zawiązanie akcji stanowi próba ucieczki z nazistowskiego obozu koncentracyjnego.

antonisz_przygody_hitlera_2Ostatnią pracą zamieszczoną w książce jest komiks określony przez samego autora mianem fotograficznego, czyli Jak powstało Muzeum Filmu Non-Camera. Opowieść o zakładaniu tytułowej placówki zbudowana została ze zdjęć odrzuconych w ciemni, opatrzonych absurdalnymi opisami i dialogami. Jej lektura jest okazją do wejścia w życie prywatne artysty, któremu na fotografiach towarzyszą żona, córki i najbliżsi przyjaciele. A także pies, który ma tasiemca. Jamniczek, a jakże.

Wbrew tytułowi, Muzeum Filmu Non-Camera nigdy nie powstało. Nawet mimo tego, że Antonisz próbował zainteresować projektem Ministerstwo Kultury. Autor umiera nagle w roku 1987.

Julek cenił swoją pracę i od zawsze skrzętnie przechowywał, segregował i opisywał wszystko, co stworzył, od niedokończonych szkiców i notatek, przez rysunki, nuty, ścinki filmów, projekty, próby technik plastycznych, po maszyny, konstrukcje, urządzenia – pisze we wprowadzeniu Sabina Antoniszczak. Wdowa po artyście, Danuta, dodaje w dokumencie Jak Antoniszczak robił świat”: On był nastawiony na film, na tworzenie. Ciągle myślał o następnym filmie. Także właściwie nie było przerwy w tym. Dzień i noc. Albo robił jeden film, albo myślał już o następnym.

Antonisz pozostawił po sobie mnóstwo materiałów i niedokończonych projektów. Opowieści graficzne są doskonałą okazją do uzupełnienia wiedzy i zapoznania się z nieznanymi szerzej pracami artysty. To bardzo intymny i zapomniany materiał związany z jednym z najważniejszych twórców polskiej animacji.

__

Opowieści graficzne

Julian Józef Antonisz

Korporacja Ha!art, 2013

Liczba stron: 184

Bartek Przybyszewski

Bartek Przybyszewski

(ur. 1987) – wchłania sporo popkultury, przede wszystkim w postaci komiksów (głównie europejskich), filmów (głównie amerykańskich) i płyt (głównie niepolskich). W wolnych chwilach pisze i rysuje komiksy. Admin fanpage’a Bardzo złe filmy. Parę lat temu zrobił licencjat z andragogiki i nie chce mu się robić magistra.