• Patronem wydania jest Kraków Miasto Literatury UNESCO
Recenzje | 13.05.2019
Intensywność/ bunt/ intymność (Aneta Żukowska „Mięcho”)
Recenzje | 13.05.2019

Intensywność/ bunt/ intymność (Aneta Żukowska „Mięcho”)

Ze schematycznego myślenia o śmierci wyłamuje się Mięcho Anety Żukowskiej. Ta należąca w dużej mierze do nurtu prozy autobiograficznej opowieść młodej kobiety umierającej na raka, bezkompromisowo rozprawia się z narosłymi wokół tego tematu mitami.

Autorka w wieku trzydziestu dwóch lat dowiaduje się, że ma raka, a jego leczenie nie doprowadzi do odzyskania zdrowia, lecz jedynie oddali moment spotkania ze śmiercią. Prowadzony przez nią do tej pory dziennik okazuje się formą niewystarczającą do wyrażenia myśli nasuwających się w związku ze zderzeniem z brutalnością życia. Wykorzystując swoje doświadczenie redaktorskie, zdobyte między innymi w związku z pełnieniem funkcji redaktor naczelnej magazynu „4outdoor” oraz dyrektor działu prasowego Krakowskiego Festiwalu Górskiego, Żukowska zakłada blog o umieraniu, który prowadzi niemalże do samego końca. Ta informacja oraz wątek biograficzny stanowią niezwykle istotne konteksty interpretacyjne książki składającej się z dwóch zasadniczych części. Pierwsza, o intymnym i nieco ironicznym wydźwięku, zawiera przemyślenia związane z chorobą, na drugą zaś składają się dwie zobiektywizowane rozmowy: z onkolożką (zwaną też przez Anetę ontolożką) oraz psycholożką, które tłumaczą specyfikę choroby nowotworowej oraz śmierci i uczą, jak o nich mówić.

Hybrydyczny charakter tej niewielkiej książki odzwierciedla brak zgody autorki na umieszczanie jej w jakichkolwiek ramach, dyskursach czy społecznych konwenansach. Biograficzny szkielet tekstu jest bowiem uzupełniony o rozważania filozoficzno-eseistyczne o rysie feminizującym. Próżno szukać tutaj głosu mężczyzny – jest to opowieść trzech kobiet tworzących swoisty matriarchat, który próbuje oswoić śmierć, skoro nie jest w stanie przejąć nad nią władzy. Pierwsza, bardziej osobista część Mięcha, składa się z dwudziestu dwóch rozdziałów, które swoją specyfiką przypominają teksty pisane właśnie na potrzeby bloga: są krótkie, zwięzłe i dynamiczne. Uderza przede wszystkim ich dosadność oraz sensualność rodem z Kwiatów zła Charlesa Baudelaire’a. Doznania zmysłowe są zestawione na zasadzie kontrastu; turpizm miesza się z pięknem doświadczeń, tak, jak przeplatane są naturalistyczne opisy cierpiącego ciała z opisami ciała odczuwającego przyjemność.

Aneta Żukowska, „Mięcho” (fragment)

Żukowska przywołuje przemyślenia Susan Sontag zawarte w Chorobie jako metaforze, podobnie jak eseistka sprzeciwiając się militaryzacji języka związanego z chorobą oraz wszechobecnym poczuciem winy. Wspomina również o ogromnej różnicy pomiędzy człowiekiem chorym a zdrowym, o której społeczeństwo zdaje się zapominać, stawiając zasieki przy pomocy metaforyki wojennej. Każdej osobie, która odważy się mówić o raku przypinana jest łatka „onkocelebryty”, jednakże Żukowska zdaje się tym zupełnie nie przejmować, podejmując dialog ze skostniałym dyskursem. Piętnu, jakie wywiera choroba, zgodnie z konwenansami społecznymi powinny towarzyszyć obowiązkowe rytuały, takie jak symboliczne, bo niemające już znaczenia, zaprzestanie palenia czy prowadzenie zdrowego stylu życia. Autorka zamiast kolejnych zakazów wybiera przyjemności, dlatego czasem przychodzi na chemioterapię na kacu, imprezuje i uwodzi mężczyzn. Odwaga w wyznawaniu jest cechą charakterystyczną tej części, zatem nie powinny dziwić tak trudne zwierzenia, jak decyzja o przerwaniu chemioterapii bądź próbie dążenia do rozkoszy oraz unikania cierpienia. Żukowska nie boi się mówić o swoich potrzebach oraz planach założenia fundacji spełniającej marzenia chorych na raka, których niestety nie udało się zrealizować. Obdziera przy tym śmierć z patosu, jakim obrosła przez tysiące lat tradycji, jednocześnie depcząc jej podniosłość, upowszedniając i rozbrajając. Ten swoisty danse macabre jest po to, by komuś umierało się łatwiej i żeby ktoś inny nauczył się prawidłowo reagować na wieść o czyjejś letalnej chorobie, zamiast uciekać lub popadać w banał.

Niezwykle ważne w kontekście całej książki są rozmowy przeprowadzone przez Żukowską, których zapis znajdujemy w drugiej części. Głos osobisty został uzupełniony o głos profesjonalisty, monolog przekształcił się w bardzo ważny dialog, istotny ze względu na tematy poruszane w obydwu rozmowach. Nikt o to nie pyta, niewiele osób o tym wie, jednakże rak, paradoksalnie, jak wyjątkowo okrutna ironia losu, jest zespołem komórek nieśmiertelnych. W prawidłowym cyklu biologicznym, każdą komórkę czeka bowiem zaprogramowana w jej DNA śmierć zwana apoptozą. Nikt również nie zdaje sobie sprawy, jak trudno jest poinformować pacjenta o tym, że leczenie onkologiczne od teraz zastępuje paliatywne, co jest równoznaczne z tym, że w niedługim czasie czeka go śmierć. W niektórych przypadkach choroba staje się szansą na przewartościowanie życia, co wydaje się jej jedynym pozytywnym aspektem – człowiek zamiast posprzątać mieszkanie, woli spędzić czas z najbliższymi. Zaskakuje jednak fakt, że lekarze nie są przygotowywani do trudnych rozmów z pacjentem, a pomoc psychologiczna traktowana jest po macoszemu. Zdarza się, że pacjenci sami przychodzą do psychologa lub przyprowadzają ich rodziny. Jedni mają już problem zdefiniowany, inni uczą się go definiować dopiero z terapeutą, ponieważ nazwanie uczuć i emocji wprost pozwala na poradzenie sobie z nimi. Jeśli coś nie jest nazwane, to tak naprawdę tego nie ma. Okazuje się, że podczas choroby, wbrew obiegowej opinii, można, a nawet trzeba sobie pozwolić na słabość, rozpłakać się, po prostu odpuścić, sięgnąć po pomoc specjalisty. Bycie silnym i dzielnym pochłania bardzo dużo energii organizmu, która może być spożytkowana w inny sposób – na przykład na przyjemności.

Warto wspomnieć także o szacie graficznej książki. Intensywnie niebieska okładka autorstwa Przemka Dębowskiego koresponduje z intensywnością myśli Anety. Na samym jej środku znajduje się czarny amorficzny kształt, który zdaje się pulsować i powoli pożerać niebieskie tło. Być może to rak, a być może tytułowe Mięcho – odarte z patosu, rozłożone na czynniki pierwsze ciało Anety, które jest tylko ciałem, bez żadnych metafizycznych szkieletów. Możliwe, że obydwie interpretacje są prawdziwe. W środku znajdziemy fotografie przedstawiające Anetę przed chorobą i w trakcie jej trwania. Na jednej z nich, autorstwa Karoliny Sekuły, Żukowska jest owinięta w folię NRC. Za inne zdjęcie, którego jednak nie ma w książce, fotograficzka zdobyła I miejsce w Grand Press Photo 2016 w kategorii portret sesyjny. Publikację uzupełniają dwie ilustracje z motywem roślinnym. Każdy element szaty graficznej zdaje się mówić o przemijaniu, uzupełniając myśli Anety i tworząc w ten sposób uwspółcześniony motyw wanitatywny.

Mięcho to fascynująca i bolesna ontologiczna podróż filozoficzna. Wyparcie – bunt – akceptacja to triada, przez którą przechodzi Żukowska, zgodnie z psychologiczną koncepcją przeżywania tego typu doświadczeń, prowadząc czytelnika za rękę. Przypomina to osobistą podróż w zaświaty à rebours, znaną z motywów antycznych czy Boskiej Komedii Dantego Alighieri. Przy czym przewodniczkami po „Krainie Umierających”, jak pozwolę sobie ją nazwać, nie jest tutaj osoba kochana i kochająca, lecz dwie obce kobiety – onkolożka/ontolożka i psycholożka. Dzięki tej polifonii osobiste wyznanie nabiera ponadczasowego charakteru. Mimo że autorka zaprzecza, jakoby starała się poprzez swoje rozmyślania stworzyć jakąkolwiek filozofię, to jednak nietrudno oprzeć się wrażeniu, że było wręcz przeciwnie. Jej prywatna filozofia życia oparta została na antynomiach: przyjemność zamiast cierpienia, zmysłowość zamiast metafizyki, bunt zamiast akceptacji braku dyskursu o śmierci, akceptacja śmierci zamiast nikłej nadziei na życie, podmiotowość zamiast przedmiotowości, o którą nietrudno w klinice onkologicznej. Żukowska dokonała rzeczy niebanalnej – jeszcze za życia stworzyła unikatowe epicedium o sobie samej, przepracowując własną śmierć. Dzięki temu zabiegowi, każdy z tej niewielkiej książeczki wyłuska coś dla siebie: obraz, refleksję, wniosek. Nie jest to łatwa lektura, dlatego warto ją sobie dawkować. Żukowska znalazła przepis na prawdziwie ważną literaturę.

Aneta Żukowska

Mięcho

Wydawnictwo Karakter, 2019

Liczba stron: 176