igrzyska
ARTYKUŁY | 24.09.2012

Igrzyska z piosenką

Niedawne Igrzyska Olimpijskie w Londynie wysłały w świat jasny przekaz: Wielka Brytania jest potęgą. I nie chodzi tu bynajmniej o spektakularne osiągnięcia sportowe reprezentantów Zjednoczonego Królestwa. Bo o ile nazwiska złotych medalistów w triathlonie, kolarstwie torowym czy strzelectwie z czasem zatrą się w naszej pamięci, to ceremonie otwarcia i zamknięcia zawodów trudno będzie zapomnieć. W ich trakcie otrzymaliśmy dowód na to, że Brytyjczycy dzielą i rządzą w dziedzinie muzyki rozrywkowej.

Ludzie odpowiedzialni za przygotowanie części artystycznych obu ceremonii wyszli z prostego założenia: najważniejszym pozasportowym akcentem londyńskich Igrzysk powinno być coś, co gospodarze mają najlepszego. Nie istniał wybór bardziej oczywisty niż pop i rock’n’roll. Nie ma tu znaczenia, że ten ostatni narodził się w Stanach Zjednoczonych. Kiedy święto sportu odbywało się w Atlancie czy Salt Lake City, nikt nie wpadł na pomysł, by otworzyć je występami Chucka Berry’ego, Little Richarda i Jerry’ego Lee Lewisa. Tymczasem nad Stadionem Olimpijskim w Londynie stale unosił się duch Beatlesów – nie tylko w momencie, kiedy 80 tysięcy gardeł śpiewało ciągnące się w nieskończoność Hey Jude. Trudno przypuszczać, by na jakimkolwiek innym koncercie lub festiwalu w jednym szeregu występowali The Who i Spice Girls. Od gwiazd istotnie mogło zakręcić się w głowie: Blur, Muse, Arctic Monkeys, Pet Shop Boys, Madness, George Michael, Annie Lennox, Ray Davies, Paul McCartney. Wybrzmiały również piosenki nieżyjących już artystów. Wszystko to sprawiło, że ci, którzy sportem się nie interesują, a nawet mają go w pogardzie, mogli na chwilę zapomnieć z jakiego powodu całe to artystyczne przedsięwzięcie zostało zorganizowane.

A teraz popuśćmy nieco wodze fantazji i zastanówmy się, jak wyglądałaby uroczystość otwarcia Igrzysk Olimpijskich, gdyby te odbyły się w Polsce, na przykład w Warszawie. Trudno byłoby pójść tropem Brytyjczyków i postawić na coś, co mamy najlepszego. Ceremonia oparta na informatykach i operatorach filmowych mogłaby się nie sprawdzić. Być może więc nie należałoby kombinować i po prostu trzeba by sięgnąć do zbiorów polskiej piosenki. Niestety, mimo tego, że są przepastne, niewielka ich część korespondowałaby z okazją, przy której miałyby zostać użyte.

Rozterki reżysera widowiska, wyrażone w formie wewnętrznego monologu, mogłyby wyglądać tak:

Na początku musi wybrzmieć pieśń sławiąca przymioty miasta-gospodarza. Naturalnym wyborem wydaje się Sen o Warszawie z repertuaru Czesława Niemena. Liczy się przekaz, a zatem ewentualny wykonawca jest sprawą drugorzędną. Trudno o lepsze rozpoczęcie spektaklu. By odmienić nieco klimat, Irena Santor może zaśpiewać, że Jak przygoda, to tylko w Warszawie, a ktoś inny, że Warszawa da się lubić. Potem jednak zaczynają się strome schody. Nie wpuścimy przecież na scenę zespołu T.Love! Jakże przy otwarciu Igrzysk Olimpijskich śpiewać o tym, że Hitler i Stalin zrobili co swoje! Międzynarodowy skandal mielibyśmy jak w banku. Przypominanie klasyki Grzesiuka mogłoby odstraszyć większość przyjezdnych (od stolicy wont, bo krew się będzie lać). Dobrej reklamy nie zrobiłby też Sidney Polak, który w Radiu Warszawa śpiewa: To nie jest miasto, w którym czujesz się bezpiecznie. Ryzykowny byłby pomysł, by przypominać piosenkę Warszawa i ja grupy Partia. Słowa drugiej zwrotki mogłyby stanowić samospełniającą się przepowiednię odnośnie poziomu Igrzysk (i znowu tracę czas / nudne trzy tygodnie). Podobnie ze Stacją Warszawa zespołu Lady Pank. Bo czyż złośliwcy nie odniosą słów tego utworu do występu polskich sportowców (rzadko słyszysz tu brawa / częściej to drwiący śmiech)?

To może dajmy sobie spokój z Warszawą i zaśpiewajmy coś o Polsce. Rzecz jasna nie o tym, że po sobotnich balach chodniki zarzygane (Kult) ani o tym, że to nietolerancji i znieczulenia raj (T.Love). Nie musimy też ochoczo przyznawać się do tego, że są u nas te brudne dworce, gdzie spotykam ją / te tłumy, które cicho klną (Obywatel G.C.). Ale co w zamian? Bo przecież nie Wszyscy Polacy to jedna rodzina ani Żeby Polska była Polską

 

Jak widać, łatwo nie będzie. Warto jednak pamiętać, że w razie potrzeby mamy do kogo zwrócić się o pomoc. W jednym z odcinków telewizyjnego cyklu Za chwilę dalszy ciąg programu zainscenizowano przyznanie Igrzysk Olimpijskich Warszawie. Wojciech Mann, jako przewodniczący komitetu organizacyjnego, mówił wówczas: Znicz polski, który jest zniczem zapalającym pierwszą olimpiadę warszawską, będzie zapalony przez symbol polskości – ptaka kormorana pomalowanego na białe i czerwone pasy. Kormoran zostanie zrzucony w odpowiednim momencie ze śmigłowca, w dziobie będzie miał płonące jajo. Od niego zajmie się znicz i zaczną się Igrzyska. Znając pana redaktora, w obmyślaniu części artystycznej byłby równie kreatywny.

Jacek Skałecki

Jacek Skałecki

(ur. 1988) – urodził się i mieszka w Lublinie. Absolwent dziennikarstwa UMCS. Główny obszar zainteresowań to film: jako widz od zawsze, jako twórca od niedawna. Autor bloga www.zawiesina.blox.pl.