img194
RECENZJE | 02.05.2016

„Idę przez mgłę przeklinam szeptem / szczypię się – sprawdzam czy jestem” (Marcin Podolec, Marcin „Flint” Węcławek „DYM”)

Komiks biograficzny nie wywołuje już większych emocji. Co roku pojawiają się kolejne opowieści tego typu, a ich tematyka jest szeroka i praktycznie nieograniczona. Problemy, które poruszają autorzy w swoich albumach o charakterze bio/autobiograficznym, to zarówno bardzo konkretne, jednostkowe tematy (Maus Arta Spiegelmana i Persepolis Marjane Satrapi), jak i kwestie, które przybierają charakter uniwersalnej opowieści o poszukiwaniu własnej tożsamości (Fun Home Alison Bechdel). Jednak w wypadku Marcina Podolca, jednego z polskich autorów młodego pokolenia, można zauważyć chęć stworzenia całkowicie indywidualnego nurtu biograficznego – ilustracji cudzych historii i budowania graficznych pomników ze wspomnień. DYM Pablopavo. Wywiad graficzny jest tego najlepszym przykładem.

Marcin Podolec (rocznik 1991) ma na swoim koncie już kilka interesujących i dojrzałych prac. W 2008 roku debiutował komiksem edukacyjnym Ser-ce, lecz dopiero późniejszy zbiór jednoplanszówek Kapitan Scheer przyniósł mu pierwsze recenzje i uznanie. W 2011 roku Czasem, na podstawie scenariusza Grzegorza Janusza, został uznany przez komitet Międzynarodowego Festiwalu Komiksu i Gier w Łodzi i przez Polskie Stowarzyszenie Komiksowe za komiks roku. Kolejne albumy – Wszystko Zajęte, Fugazi i Podgląd tylko potwierdzały dojrzały styl Podolca i jego transparentną i niezwykle chłonną wrażliwość.

To właśnie w albumie Fugazi Music Club Podolec stworzył niezwykle plastyczną wizję miejsca, którego nigdy nie widział; komiks jest bowiem biografią widma – założonego w latach dziewiędziesiątych klubu muzycznego, który istniał w Warszawie zaledwie jedenaście miesięcy, ale do tej pory stanowi żywe wspomnienie wśród wielu artystów i fanów muzyki alternatywnej. Podolec już wtedy pokazał niezwykłą zdolność obrazowania rzeczy, o których tylko słyszał (wspierał się fotografiami klubu, ale większa część pracy polegała na ilustrowaniu wspomnień właściciela – Waldemara Czapskiego). Tym samym pokazał intrygującą umiejętność oddawania, czy poświęcania własnej przestrzeni twórczej swoim rozmówcom. Po sobie pozostawia charakterystyczną kreskę i gamę barwną, opowiedziana historia należy jednak wyłącznie do rozmówcy. Nostalgiczny Fugazi okazał się podróżą po wspomnieniach wyobrażonych – pogonią za miejscem, którego ze względu na młody wiek, nigdy nie mógł zobaczyć. Teraz Marcin Podolec, wraz z dziennikarzem Marcinem „Flintem” Węcławkiem, podjęli się niezwykle ambitnego zadania. Postanowili stworzyć graficzną opowieść biograficzną i jednocześnie komiksowy concept album do utworów muzycznych znanego warszawskiego artysty Pawła „Pablopavo” Sołtysa.

Zanim przejdę do komiksu, powinienem przytoczyć kilka niezbędnych faktów o samym artyście – rozmówcy: Pablopavo zawsze stanowił problem dla mediów. Swoją solową karierę rozpoczynał jako muzyk związany ze stołeczną grupą Vavamuffin i pierwsze utwory artysty były ochoczo, choć często na niekorzyść przyrównywane do gatunku reggae. Ten akt niesubordynacji artysty wobec dotychczasowego gatunku muzycznego, liryczność nowych utworów oraz „warszawskość” pierwszej płyty Telehon, doprowadziły do okrzyknięcia artysty warszawskim bardem i ulicznym poetą. To umożliwiło już znacznie łatwiejsze lokowanie go na polskim rynku fonograficznym, gdzieś pomiędzy poezją śpiewaną a hip-hopem. Było to konieczne ze względu na trudność jaką spotykali dziennikarze, przy próbie precyzyjnego określenia jego twórczości. Media szybko skorzystały z banalnego porównania do Stanisława Grzesiuka, które przylgnęło do Pablopavo.

Muzyk podejmując się pracy przy projekcie, wchodzi na zupełnie nowy poziom działalności medialnej. DYM to rozmowa Flinta z Pablopavo, którą zilustrował Marcin Podolec. To dzięki rysownikowi mamy możliwość nie tylko poznać wspomnienia muzyka, ale także doświadczyć, przynajmniej wizualnie, historii, które kryją się za danymi utworami. Dzięki takiej koncepcji autorzy mogli dosłownie pokazać proces twórczy, jaki stoi za piosenkami Pablo. Dzięki temu, unikają jednoznacznych określeń, jak czyniono to w klasycznych wywiadach (co również problematyzowane jest w komiksie i opowieściach o pracy „nieprzygotowanych” do rozmów dziennikarzy).

Wędrowanie po kolejnych kadrach komiksu, to przyjemna podróż po wzajemnej ewokacji utworów. Często trudno stwierdzić, gdzie kończy się wspomnienie, a gdzie zaczyna ilustracja piosenki. Pozwala to uzyskać efekt pewnej synergii audiowizualnej, już sam początek komiksu wprowadza w tę specyficzną konstrukcję: jednym z pierwszych utworów otwierających album jest Oddajcie kino Moskwa – kawałek o charakterze nostalgii roszczeniowej – to już nie tylko wspomnienie dawnych, lepszych czasów, to żądanie ich natychmiastowego powrotu. Z tym żądaniem wchodzimy w anegdotyczną opowieść z młodości muzyka, której głównym celem jest wprowadzenie uniwersalnego hasła: „Jak się ma siedemnaście lat, to te rzeczy bolą stokroć bardziej”, by szybko przejś do surrealistycznej wizji utworu CSI Stegny, który zaczyna się od wersu „Mam lat siedemnaście, widzę cię niewyraźnie”. Tak wygląda główna konstrukcja komiksu, kolejne utwory przeplatane są wspomnieniami ich inspiracji i odwrotnie, pewne historie z przeszłości zilustrowane są piosenkami. Widać to dobrze w momencie wprowadzenia postaci żony Pawła do historii komiksu – fakt biograficzny zręcznie przechodzi w wizualizację utworu Dancingowa piosenka miłosna. Momenty przejścia między wspomnieniem a piosenką są płynne, a tym samym zdają się być trudne do rozdzielenia; życie i twórczość splata się w jedno. Jednak by nadać pewnego rozróżnienia Podolec stosuje ciekawy zabieg stylistyczny – piosenki ilustruje o wiele bardziej surrealistycznie niż wspomnienia przywoływane w wywiadzie. Pozwala sobie wówczas na o wiele większe „zawłaszczenie” przestrzeni komiksu niż w momentach, w których oddaje głos Pablo. Są to krótkie partie albumu, jednak dość dobrze zapadają w pamięć.

To samo dzieje się w historiach z Moskwy i Etiopii, gdzie sposób prezentowania wydarzeń różni się znacząco od tego, co widzimy np. w Warszawie – ilustrator buduje narzędzia do obrazowania (a może lepiej: tkania?) cudzych wspomnień. Te które może porównać z własnymi są o wiele bardziej rzeczywiste niż te, z którymi nie ma punktów wspólnych. DYM jest więc urzeczywistnieniem narracyjnego spoiwa pomiędzy kolejnymi utworami, wywiadami i informacjami biograficznymi – wszystkie te trzy elementy występują w jednym materiale. Nie są jednak na siłę wymieszane i podane jako gotowa forma, to raczej konstrukcja ażurowa, w której jest miejsce zarówno na całkowite zanurzenie się w obrazach z piosenek i krajobrazach z przeszłości, jak i na powrót do „tu i teraz” wywiadu, które Podolec oszczędnie wprowadza w postaci ilustracji kawiarnianego stolika przy którym siedzą rozmówcy, całkowicie pozbawionego tła. Pozwala to swobodnie żonglować wspomnieniami, bawić się ich chronologią, czasem z dezynwolturą podchodzić do następstwa wydarzeń. Podolec ukazał pracę pamięci, a także elementy twórczości, które są elementami konstytuującymi działalność twórczą każdego artysty i opowieści o nim.

            DYM to nie tylko doskonale wydany album, gdzie dbałość o szczegóły jest kwestią zasadniczą (komiks zaczyna się od „odpalonej zapałki” na skrzydełku i kończy jej zgaszeniem wraz z ostatnim papierosem na tylnej okładce, Kazimierz Deyna z czapki Pablopavo, jego znak rozpoznawczy jest dokładną kopią rzeczywistego logo), to także wyborna próba stworzenia nowego gatunku lub nurtu w sztuce komiksu. Wywiadu graficznego w takiej odsłonie jeszcze nie było – rozmowy z muzykami kojarzą się jednak z mniej lub bardziej opasłymi książkami.

W wywiadzie tym można dostrzec jednak pewną problematyczność. Nie da się bowiem ukryć, że jest to komiks, który fan Pablopavo pokocha i zrozumie bez żadnego wprowadzenia – to w końcu wywiad z ulubionym muzykiem. Są tu wspomnienia i anegdoty, które zorientowany w twórczości fan rozpozna od razu, Pablo nie podaje zbyt wielu nowych informacji, można powiedzieć, że wszystko „gdzieś to już słyszeliśmy” – nie jest to zarzut, to raczej konsekwencja stworzenia pierwszego wywiadu rzeki (przyznajmy w dość radykalnie innowacyjnej formie) z Pawłem Sołtysem, pewne opowieści musiały się tu pojawić. Niestety, obawiam się, że dla osób, które do tej pory raczej nie kojarzyły piosenkarza z Grochowa, album ten może wydać się trudny w odbiorze i pełen niedopowiedzeń. Paradoksalnie, pomimo swojej hermetyczności, daje jednak możliwość poznania niezwykłego artysty, o dużej wrażliwości i bardzo ludzkiej twarzy. DYM to przede wszystkim prosta historia interesującego człowieka, jego dzieciństwa, przypadków, inspiracji. Człowieka, który jest czasem trochę za stary i nie lubi imprez, a czasem idzie przez mgłę. Artysty, który po zagraniu ponad sześciuset koncertów nadal boi się wychodzić na scenę, a jednocześnie kocha ten ekstatyczny stan unoszenia się kilka centymetrów nad ziemią. To opowieść o Pablo i Pavko – trochę jak historia każdego z nas. Dzięki temu, komiks ten staje się uniwersalnym zaproszeniem do poznania Pawła Sołtysa – warszawskiego grajka, jak zwykł o sobie mawiać.

DYM to opowieść, która została utkana z interesujących rozmów, pięknych wspomnień, wspaniałych utworów, miłości do muzyki i dymu – wszystkiego, co tak trudno uchwycić słowami. To coś znacznie więcej niż komiks, czy rozmowa przy kawie i papierosach.

 

M. Podolec, M. Węcławek

DYM

Karrot Kommando i Kultura Gniewu 2016

Liczba stron: 192