horror2
RECENZJE | 13.10.2014

Horror jak życie (W. Gunia „Powrót”)

Mam problem z popularną literaturą fantastyczną. Poza nielicznymi wyjątkami to szrot dla fandomowców lub niewybrednej młodzieży męskiej – czytelników, którym nie zależy na innowacji, rozsadzaniu gatunkowych ram, poszukiwaniu nowych literackich bodźców. Wciąż jednak wychodzę z założenia, że warto szukać tych wyjątków. Powrót – debiutancki zbiór opowiadań grozy Wojciecha Guni może przynieść satysfakcję, nawet jeśli nie ma się w szafie bluzy z logo Sabaton, długich, tłustych włosów spiętych w kitkę i poglądów zbliżonych do tych Kongresu Nowej Prawicy.

Zanim przejdę do wychwalania zawartych w tomie tekstów, muszę się przyznać do pewnych uprzedzeń wobec takiej literatury, sposobu jej funkcjonowania na rynku oraz powielania negatywnych stereotypów, którymi często, tak jak w lidzie, obarczam autorów i fanów. Nic na to nie poradzę. Może kiedyś spotkamy się w lepszym świecie, w którym indywidualnych lektur nie będzie się obudowywać niepotrzebnym fanatyzmem.

Lovecraft polecałby! – tak wydawnictwo Agharta reklamuje pierwszy zbiór opowiadań Wojciecha Guni. Wydawca idzie jeszcze dalej, posługując się pochwałą pióra horrorysty – Dawida Kaina – czyta się, jakby były efektem tajnej współpracy Brunona Schulza, Franza Kafki i Thomasa Ligottiego. Komplement piękny, ale używanie największego kalibru porównań w stosunku do debiutu naraża obdarowanego nim autora na niebezpieczeństwo. Rozbuchane hasła promocyjne mogą przynieść efekt odwrotny od zamierzonego. A szkoda by było, gdyby tak zgrabny i efektowny zbiór utknął w getcie webzinów i konwentów. Nie trzeba przywoływać Schulza i Kafki jako miary talentu – wielkie nazwiska wystarczą jako łatwo rozpoznawalni w tekście patroni.

Gunia inspiruje się weird fiction – jednym z najciekawszych prądów w historii literatury fantastycznej, którego źródło sięga „plugawymi mackami” samego Howarda P. Lovecrafta, „samotnika z Providence”. W obrębie nurtu szczególnie ceni Thomasa Ligottiego, którego tłumaczy i popularyzuje. Największe zalety stylu mistrzów z wdziękiem przenosi na rodzimy grunt. W Powrocie nie ma tandety, są za to najlepsze komponenty weird fiction: klaustrofobiczna atmosfera, melancholia, lęk przed niezrozumiałym, świat osuwający się w szaleństwo. Są też suspens i kreacja językowa, które przekraczają popularne matryce.

Nieliczne dialogi i precyzyjne, plastyczne opisy pobrzmiewają nieco teatralnymi, archaicznymi tonami. Można uznać to za celowy zabieg, zabawę z koturnowym kanonem nurtu, który zawiera w sobie niemałe pokłady kiczu. Wiele z amerykańskich klasycznych opowiadań musi uchodzić dziś za przyjemne ramoty. Świat Guni jest sztuczny, nieco kanciasty, a jego mieszkańcy lalkowaci, bierni, przyklejeni do społecznych ról. Ten marazm przełamuje najczęściej pojedynczy bohater, który wikła się w obsesyjne śledztwo prowadzące do prawdy. Wtedy język staje się żywszy i bardziej plastyczny. Docieranie do prawdy jest zarazem obcowaniem z szaleństwem. Paranoja zmienia i pozwala wyrwać się z życiowych kolein.

Sposób obrazowania wskazuje na oniryzm, ale z zastrzeżeniem, że mamy do czynienia z takim rodzajem snu, który męczy i więzi, krępuje wyobraźnię, zmuszając do przeżywania w groteskowej, odkształconej formie nieprzyjemności dnia codziennego. W Powrocie miasta przypominają nieudolne dekoracje, a organizujące i dyscyplinujące społeczność idee okazują się wyrafinowanymi kłamstwami. Życie, pod fasadą ładu, skrywa przerażającą strukturę dziwactw i okropności, a naturalny strach jest jedynym dowodem na istnienie człowieczeństwa. W takiej perspektywie pisane wystudiowanym, nieco archaicznym językiem opowiadania stają się ciekawą diagnozą współczesności. Mimo że trudno szukać w tej prozie nowoczesnych rekwizytów, opowiada o najbardziej dotkliwych problemach, których doświadczają obywatele zamożnego świata XXI wieku – samotności, poczuciu absurdu, destrukcyjnych efektach propagandy, izolacji, braku zakorzenienia (tu ciekawostka: w recenzji na branżowej stronie hplovecraft.pl Gabriel Augustyn zwraca uwagę, że pojawienie się w opowiadaniach telefonów i elektryczności jest śmiałym wykroczeniem poza konwencję). Wszystkie zewnętrze niebezpieczeństwa wydają się błahe i odległe wobec wniosków, do których prowadzi osobista refleksja: „Przyzwyczajenia” – czyli „drugiej natury”. Głupstwo. Nie wiem nawet, co jest moją pierwszą naturą. Czasami usiłuję to ustalić, bez skutku. […] Zwierciadło, przetarte dłonią, spod której osypują się drobinki, nie ukazuje mi żadnego cudownie odmienionego obrazu – jedynie cienką, pozbawioną elastyczności maskę naciągniętą na coś twardego. Czy to jest moja natura? Nigdy nie udaje mi się dojść do czegokolwiek innego, jestem wręcz pewien, że pod tą papierową warstewką kryją się co najwyżej kolejne warstwy sypkiej miękkości i jeżeli zedrę tę maskę, być może rozsypię się jak konstrukcja z piasku, której zabrakło spoiwa. Mimo to oddycham (Susza).

Oprócz grozy nagiego życia w pozbawionym nadrzędnego sensu świecie, propagandy brutalnie tworzącej jego erzac i zetknięcia z tym, czego nie sposób wpisać w rutynowe obowiązki, straszy też nieuchronna konkluzja wynikająca z lektury zbioru: skoro tak bardzo przeraża model rzeczywistości stworzony na prawach szkicu i celowo obrany z wielu skomplikowanych aspektów, to jak duszno żyje się z bagażem tego, co nie znalazło się w opowiadaniach?

Okazuje się, że warto czasem zmierzyć się z hermetycznym obiegiem krajowym. Tom Guni daje więcej, niż obiecywał przy pierwszym spojrzeniu. I choć można domyślić się, że gdzieś za chwilę pojawią się Lovecraftowskie „macki”, a w każdym z opowiadań musi być dziwnie i strasznie, to lektura nie nuży, a często pozostawia przyjemny niedosyt wynikający z niedopowiedzeń, delikatnych sugestii, nienachalnych odwołań do klasyki gatunku. Trudno uznać debiut Guni za propozycję wyłącznie dla ortodoksyjnych fanów literatury grozy. Wierzę, że pójdzie drogą wyznaczoną przez Łukasza Orbitowskiego i w kolejnych książkach przeniesie jej najważniejsze walory do prozy „głównego nurtu”. Jeśli nie, to będzie trzeba rozważyć zapuszczenie włosów i częstsze wizyty na okołohorrorowych imprezach.

Wojciech Gunia będzie gościem tegorocznej edycji Krakowskiego Festiwalu Amatorów Strachu Obrzydzenia i Niepokoju. http://www.rajska.info/wydarzenia/1426-kfason-2014.html

 

__

Wojciech Gunia

Powrót

Agharta, 2014

Liczba stron: 230

Jan Bińczycki

Jan Bińczycki

(ur.1982) – doktorant na Wydziale Filologii Polskiej Uniwersytetu Jagiellońskiego, członek zespołu Korporacji Ha! Art. Publikuje, gdzie się da. Z zawodu bibliotekarka.