dulian_padaczka
ARTYKUŁY | 26.03.2012

He had his soul taken out

Miał być tekst okołofutbolowy. Po pierwsze dlatego, że od „naszych” Mistrzostw Europy dzielą nas już niespełna trzy miesiące. Poza tym, wciąż pamiętamy, że miniony mundial był bardzo udany i można by o nim powiedzieć milion rzeczy, z których najciekawsze nie są nawet związane z piłką nożną (może przyjdzie jeszcze czas na kilka zdań o naturze błędu sędziowskiego, ośmiornicy, która wie zbyt dużo, albo o najbardziej romantycznym pocałunku ostatnich lat). Póki co, wątek piłkarski kieruję na inne tory.

Ta historia zaczyna się od św. Wita. Niby zwykły święty, po chrześcijańsku zmasakrowany i umęczony – gotowany w kotle z wrzącym ołowiem, a następnie rzucony dzikim zwierzętom i rozciągany na katowni (numer z lwami po prostu nie wypalił). Roztacza opiekę nad sporą ilością owieczek: jest patronem aktorów, aptekarzy, epileptyków, histeryków, górników, taksówkarzy, karczmarzy i zwierząt. Dość imponujące. Poskramiam chęć rozrysowania tego zbioru na kartce papieru, żeby przyjrzeć się dokładnie powiązaniom między jego elementami, choć byłaby to pewnie semiotyczna orgia. Dzisiaj interesuje mnie ruch i strach.

Bo jest ruch dobry, kontrolowany, oficjalny i jest ruch obrzydliwy, krępujący, obraźliwy, perwersyjny.
Świętem dobrego ruchu był chociażby mundial, gdzie na arenie eksponowana była sprawność, kontrola nad ciałem i nad narzędziem (piłką), a do tego jeszcze umiejętność współpracy w drużynie, przy czym kolektyw nie śmiał stłamsić indywidualizmu utalentowanej jednostki. To wszystko podporządkowane zostało zasadzie, żeby ruch idealny nie został przyćmiony jakimś przejawem mrocznej siły, którą przecież mamy w sobie. Więc krew i pot, i łzy – owszem, ale tylko pod kontrolą, zawsze przerwane w odpowiedniej chwili. Żeby była równowaga, bo równowaga jest bezpieczna (nawet jeśli nudna) – krew równoważy kara (czerwona jak krew kartka), pot sam w sobie jest pożądany, bo ma swój cel, a łzy przegranej drużyny zawsze występują w opozycji do radości zwycięzców. Emocje na boisku i na trybunach są prawdziwe. Ale kiedy dobry ruch przemienia się w zły ruch, stają się jeszcze prawdziwsze.
Zły ruch wymyka się spod kontroli, wprowadza chaos, nie zostaje „wyrównany”. Ten ruch odbiera podmiotowość – ciałem porusza jakaś obca siła (lub ciało porusza się samo), ciało porusza się wbrew woli, dominuje nad duchem i intelektem, łamie wszelkie zasady. Ten ruch jest niezdrowy i sieje strach – prawdziwy strach, nie jego substytut, jak wtedy, kiedy sędzia dyktuje rzut karny. Dobry ruch przynosi skończoną, przewidywalną ilość zagrożeń (na przykład utratę bramki, rzut wolny w okolicach pola karnego, kontuzję). Zły ruch wymyka się wyobraźni, wywołuje paraliżujący strach – nawet na boisku.

Atleta zmienia się w marionetkę, pozostali piłkarze zamierają w bezradności. To, co czujemy, patrząc na te wydarzenia, to najczystsze emocje i zarazem triumf złego ruchu.
Nawiasem mówiąc, piłkarz (wbrew podpisowi na YouTubie) wcale nie umarł. Po tym ataku odwieziono go do szpitala i już w następnym meczu ponownie wyszedł na boisko. Tak czy inaczej, za jego sprawą prawdziwe emocje ustąpiły miejsca najprawdziwszym emocjom.

Jeden z komentarzy pod powyższym filmikiem tłumaczy całe zjawisko ingerencją nieczystych sił (he had his soul taken out – głosi youtube’owy mistyk). Bo mistyka bardzo się przydaje, gdy trzeba sobie wytłumaczyć zły ruch lub efektywnie go wykorzystać (stąd św. Wit, patron epileptyków na początku tekstu, choć mógłbym równie dobrze przywołać jakąkolwiek formę szamanizmu, sufizm itp.). A jeśli mistyki nie ma pod ręką, warto zwrócić się ku sztuce. Przedstawiam moje małe TOP 3 złego ruchu:

The Mars Volta:

Ian Curtis (ponownie z pozdrowieniami dla św. Wita)

I jeszcze Talking Heads:

Na koniec pragnę wystosować apel na najbliższe dni. Jednym z elementów rock’n’rollowego przewrotu kulturowego był taniec, bo w przeciwieństwie do oficjalnej formy ruchu, czyli szkolnego WF-u, który ma sprawić, że młodzi ludzie będą sprawną siłą roboczą, taniec pozbawiony jest sensu. Wobec tego: drodzy Państwo, uwolnijcie swoje członki w najgłupszy możliwy sposób; dajcie sobie wyjąć duszę z ciała, a będzie Wam ona przywrócona znacznie skuteczniej.

Lech Dulian

Lech Dulian

(ur. 1987) – absolwent bohemistyki. Za dnia kolaboruje z oficjalnym obiegiem kultury. Po godzinach ogląda walki MMA i udaje Rolanda Barthes’a w okresach nasilonych ataków gruźliczych. Uzależniony od narracji w każdej formie i o dowolnej jakości. Sympatyzuje z ruchem wolnej kultury.