blingring
RECENZJE | 01.07.2013

Gucci Gucci, Louis Louis, Fendi Fendi, Prada…(Bling Ring)

Zastanawialiście się kiedyś, dlaczego lubimy świecidełka? Biżuterię, cekiny, lśniące powierzchnie? Otóż istnieją naukowe dowody na to, że predyspozycja ta została wykształcona i utrwalona w toku ewolucji. Najważniejszą bowiem ze wszystkich shiny things na świecie jest woda. Ten, kto potrafił ją zauważyć, mógł przetrwać – spostrzegawczość przy rozglądaniu się za tym, co się mieni, była więc promowana w procesie doboru naturalnego.

Najnowszy film Sofii Coppoli Bling Ring opowiada autentyczną historię grupy nastolatków, która w 2008 roku włamywała się do domów celebrytów w Hollywood, kradnąc przedmioty o łącznej wartości około trzech milionów dolarów. Adresy bez trudu znajdowali w internecie. Także z sieci dowiadywali się o terminach, w których dana gwiazda przebywa poza miejscem zamieszkania (choćby dlatego, że kręci film albo uczestniczy w Fashion Week na innym kontynencie).

Gdyby film nie był oparty na faktach, wykrzyknęłabym: Niemożliwe! Niemożliwe, że sławni ludzie chowają klucze pod wycieraczką lub wcale nie zamykają drzwi. Niewiarygodne, że trzymają w szafkach ogromne ilości gotówki i nie posiadają najnowszej generacji alarmów na podczerwień, które w pół minuty zrywałyby na nogi oddział najlepszych ochroniarzy. A jednak. Z tego właśnie powodu złodziej w Hollywood nie wie, co to wytrych. Po prostu naciska klamkę i wchodzi.

W pewnym sensie trudno winić te dzieciaki. Nie zrozumcie mnie źle – kradzież to bardzo brzydki i haniebny uczynek. Lubić ich też za bardzo się nie da – nie interesuje ich absolutnie nic poza imprezami i ciuchami. Nie są nawet mili. Są jednak pokoleniem wychowywanym w kulcie celebrytów. W dzień i w nocy poddawani są hipnopedii rodem z Huxleya: Aż w końcu umysł dziecka sam jest tymi treściami, które mu są sugerowane, a suma tych treści jest umysłem dziecka. I nie tylko dziecka. Także umysłem dorosłego na całe życie (A. Huxley Nowy wspaniały świat). Od maleńkości uczy się ich, że mieć znaczy być. I nie chodzi już o to, żeby mieć kilka par markowych butów, lecz o to, by posiadać przedmioty luksusowe – astronomicznie i absurdalnie drogie, sprzedawane w pakiecie: jako cały styl życia. Wszak nie mamy do czynienia z młodzieżą z ubogich domów, która nigdy nie mogła sobie na nic pozwolić. To amerykańska klasa średnia, żyjąca w swoich dużych, wygodnych, piętrowych domach. Ludzie, którym właściwie niczego nie brakuje. Nie są to więc włamania dla samej tylko kradzieży. To coś więcej, coś dużo bardziej perwersyjnego – chęć znalezienia się w osobistych przestrzeniach swoich idoli. Bohaterowie nie opuszczają plądrowanych domów natychmiast po dokonanym rabunku, pragną te miejsca poczuć i ,,przymierzyć” do nich samych siebie – piją szampana, perfumują się, siadają w fotelach, kładą na łóżkach.

Najbardziej atrakcyjne w tej historii wydaje się zwrócenie uwagi na przewrotną sytuację, w której kultura konsumpcji, tworzona i napędzana przez celebrytów, a także karmiąca ich, zwróciła się przeciwko nim samym. Przecież gdyby nie rzesze wpatrzonych wielbicieli, sławy nie mogłyby istnieć ani zarabiać tyle, ile zarabiają, nie dostawałyby także od projektantów tych wszystkich lśniących rzeczy. To oni wprawiają w ruch konsumpcyjną machinę. Niejednoznaczne jest więc, kto tak naprawdę jest tutaj ofiarą.

Dość udany – w moim odczuciu – film Coppoli głosi, że w związku z kulturą nadmiaru świat oszalał. I niby to nic nowego, tyle że w dobie internetu i wszechobecnych social mediów zjawisko to przybiera inne – jeszcze groźniejsze – formy i rozmiary. Dorasta nowe pokolenie, które musi się w takiej rzeczywistości odnaleźć. W ostatnich scenach filmu widzimy Nicki (Emma Watson w roli wrednej i pustej dziewczyny – doprawdy wspaniała!) udzielającej wywiadu telewizyjnego. Nastolatka postanowiła wykorzystać swoje pięć minut sławy, wywołanej rozgłosem wokół kradzieży. Opowiada, jak w więzieniu zajmowała celę obok Lindsay Lohan – aktorki, którą okradła, a która to akurat odsiadywała swój wyrok za złamanie zakazu prowadzenia pojazdów.

Popkulturo, dlaczego tak nisko upadliśmy?

 

Tytuł artykułu pochodzi z piosenki Kreayshawn „Gucci Gucci”: