• Patronem wydania jest Kraków Miasto Literatury UNESCO
Recenzje | 16.04.2018
Gdziekolwiek byście byli, dosięgnie was śmierć (L. Wright, „Wyniosłe wieże”)
Recenzje | 16.04.2018

Gdziekolwiek byście byli, dosięgnie was śmierć (L. Wright, „Wyniosłe wieże”)

W czasach, w których przerażająca część ludzkości wierzy, że Ziemia jest płaska, a najbardziej bzdurne teorie spiskowe zyskują spore grono zwolenników, książki takie jak Wyniosłe wieże Lawrence’a Wrighta są na wagę złota. Amerykański autor zdaje relację z detalicznego śledztwa, które ma przynieść odpowiedź na pytanie: jak to możliwe, że coś takiego jak zamach z 11 września przydarzyło się największemu mocarstwu na świecie?

Opublikowane w 2006 roku Wyniosłe wieże to efekt długotrwałej obserwacji wydarzeń prowadzących do stopniowej radykalizacji islamu i powstania ugrupowań terrorystycznych w krajach arabskich. Tytuł nowej publikacji z „Serii Amerykańskiej” może wydać się mylący: jako punkt kulminacyjny całej historii wskazuje zamachy z 11 września, ale opisu tragedii nie ma tu zbyt wiele – raptem kilka akapitów w obszernym, sześćsetstronicowym tomie. Wright koncentruje się raczej na przyczynach niż skutkach. Wyniosłe wieże to odpowiedź na pytania dręczące Amerykanów na długo po wrześniowym zamachu. Jak coś takiego mogło się w ogóle wydarzyć? Co do tego doprowadziło? Czy mogliśmy temu zapobiec? Pisarz wytrwale rysuje linie pomiędzy punktami, by w końcu pozostawić czytelnika ze szczegółowym opisem wydarzeń prowadzących do katastrofy z 2001 roku. Pewnie dlatego w Stanach książka była wielokrotnie nagradzana – zdobyła między innymi Pulitzera, Nagrodę Dziennikarską im. Helen Bernstein oraz wyróżnienia magazynów „Time” czy „New York Times”. Na polskie tłumaczenie przypadło nam czekać ponad dekadę, ale to okazja, żeby przekonać się, że obserwacje Wrighta dotyczące różnych form fundamentalizmu nie tracą na aktualności.

Wyniosłe wieże to gęsta opowieść pełna nazwisk, faktów i zawiłych połączeń. Dzięki stylowi autora książka nie stanowi jedynie kompendium wiedzy o powstaniu i działalności Al-Kaidy. Pisanie Wrighta przypomina nieco metody pracy agentów federalnych z hollywoodzkich produkcji: dziennikarz stopniowo buduje napięcie, przykleja na tablicy kolejne materiały związane z podejrzanymi i odkrywa łączące ich powiązania. Wright nie pomija żadnego detalu. Jego skrupulatność i precyzję dobrze obrazują końcowe rozdziały wskazujące źródła informacji i ujawniające listę osób, z którymi autor przeprowadzał wywiady.

Ciekawiło mnie, jaką postawę przyjmie autor. W końcu reprezentuje on poniekąd jedną ze stron opisywanego konfliktu i ciężko wymagać od niego bezstronności. Bardzo łatwo byłoby przecież pokazać heroizm Amerykanów i podkreślić, jakie wartości reprezentują (lub raczej: chcieliby reprezentować) jako naród. Wright unika jednak generalizacji, snuta tu opowieść jest naznaczona ironicznym dystansem, ale i świadomością własnej bezsilności. Polski czytelnik powinien docenić też pracę tłumaczki Agnieszki Wilgi, której świetnie udało się oddać styl dziennikarza i jego głęboką frustrację wynikającą z nonsensownych działań amerykańskich służb. Autor pokazuje także bzdurność założeń dżihadystów, które w większości nie mają poparcia ani w rzeczywistości, ani w Koranie, na który powołuje się każdy islamski bojownik. Fundamentaliści muzułmańscy nie obawiają się mordować niewinnych osób tylko dlatego, że o określonej godzinie powinny przecież modlić się w meczecie. Jeżeli ich tam nie było – to już nie wina zamachowców, tylko niewiernych.

Opowieść o bezsensownych przepychankach w biurach amerykańskich służ specjalnych to chyba najbardziej drażniąca część Wyniosłych wież. Na podstawowym poziomie odbioru tej historii czytelnikowi jest zwyczajnie przykro, że przez ludzką głupotę i chęć zademonstrowania swojej władzy tysiące ludzi zostało spisanych na straty. Wright opisuje wzajemną niechęć wysoko postawionych agentów, którzy manifestują swoje uprzedzenia i osobiste sympatie w tragiczny w skutkach sposób. Na przykład zatajają ważne dane dotyczące podejrzanych, żeby storpedować działalność nielubianych kolegów. Prawdziwą antypatię przełożonych wzbudza zdecydowany i charyzmatyczny John O’Neill, agent FBI. Przez długi czas miał on na celowniku Osamę bin Ladena i jako jeden z nielicznych nie bagatelizował działalności Al-Kaidy. Niestety, sposób bycia buńczucznego agenta nie podobał się większości jego kolegów po fachu, dlatego odmawiali mu dostępu do informacji, dzięki którym mógłby wykryć plan prowadzący do 11 września. Wright wprost opisuje O’Neilla jako jedynego agenta zdolnego do pojmania przywódcy Al-Kaidy. Służby nie wykorzystały jednak jego możliwości. Latem 2001 roku O’Neill odszedł z FBI i rozpoczął pracę w World Trade Center, gdzie zginął niedługo później, pomagając w ewakuacji po zamachach.

Wright osadza Wyniosłe wieże na dwóch przeciwległych biegunach – jednym z nich jest O’Neill, drugim Osama bin Laden. Na Zachodzie bin Laden znany jest jako brodacz w turbanie, który powołując się na wolę Allaha, wieści kres cywilizacji, jaką znamy. Wright opisuje niesławnego terrorystę jako łagodnego względem bliskich, pogubionego mężczyznę, który traci w życiu istotne cele i tak nieudolnie inwestuje bajeczną fortunę ojca, że w całości ją traci. Przy tym Osama łatwo naraża się na śmieszność i manipuluje faktami, by wyjść na odważnego bojownika. Jest też jednak niezwykle charyzmatyczny i w ciągu lat gromadzi wokół siebie oddaną grupę młodych ludzi, którzy przeżywają kryzys tożsamości. Osamie udaje się nakłonić ich, by oddali swoje życie, mordując obywateli zachodnich krajów. W jednym z najbardziej przejmujących fragmentów Wright pisze:

Oprócz tego, że młodzi rekruci pochodzili z dobrych domów, otrzymali świetne wykształcenie, znali języki, dobrze radzili sobie z komputerami i nie brakowało im światowej ogłady, łączyło ich przeważnie jeszcze jedno: wykorzenienie. Większość z nich przyłączyła się do dżihadu w krajach niebędących ich ojczyznami. (…) Pomimo sporego potencjału mieli oni dość niską pozycję w społeczeństwach, w których przyszło im żyć. (…) Czuli się samotni, wyalienowani, często oddaleni od rodzin, zwracali się więc w stronę meczetów, gdzie znajdowali towarzystwo i ukojenie, jakie potrafi dać religia. Islam wnosił w ich życie poczucie wspólnoty. Był czymś więcej niż tylko wiarą – stanowił wyznacznik tożsamości. Ten akapit przypomniał mi niedawny wykład prof. Normana Daviesa, dotyczący działania przypadku. Historyk twierdzi, że wielkie dzieje są napędzane siłami i katalizatorami w postaci wybitnych jednostek. Ale trzeba pamiętać o tym, że o ile mała iskra zapala beczkę prochu, to prawdziwa przyczyna wybuchu leży w składzie tego materiału. Tak samo było z Al-Kaidą. Prochem były rzesze samotnych i wykorzenionych młodych muzułmanów. Iskrą został Saudyjczyk, dziedzic imperium budowlanego, który na ślubie własnego syna, cytując Koran, zwracał się do mieszkańców Zachodu: Gdziekolwiek byście byli, dosięgnie was śmierć, / nawet gdybyście byli na wyniosłych wieżach.

Przerażającym wnioskiem z lektury Wyniosłych wież jest to, że nie potrafimy uczyć się na błędach. Dowodzi tego choćby aktualność problemów sprzed prawie dwóch dekad, które opisuje Wright. Źródła konfliktów, z którymi borykamy się dzisiaj, leżą w kwestiach bagatelizowanych przez wiele lat. Nie chodzi tylko o skłonności do fundamentalizmu w krajach arabskich, ale i coraz bardziej radykalizujące się społeczeństwa europejskie oraz deprecjonowanie działalności konkretnych grup. Wright opisuje młode analityczki CIA pracujące w Sekcji Bliskowschodniej. Kobiety, obarczone ciężkim zadaniem udaremniania zamachów terrorystycznych na terenie Stanów Zjednoczonych, musiały również zmagać się z niechętnie wobec nich nastawionym, maskulinistycznym środowiskiem CIA. Ich oddanie pracy graniczyło z fanatyzmem, przez co zyskały sobie przydomek „Rodziny Masona”. W świetle tego typu wątków Wyniosłe wieże stają się opowieścią o nieustannym doświadczaniu odrzucenia przez własne środowisko. Wright wydaje się sugerować (na przykład w dodanym po 2011 roku posłowiu), że niespecjalnie potrafimy wyciągać wnioski. Dawne niedopatrzenia i idiotyczne biurowe gierki doprowadzają dziś do wściekłości, bo znamy ich konsekwencje. Równocześnie Wright zostawia czytelnika z niepokojącym pytaniem: jak będą patrzeć na nas za parę dekad? W końcu żyjemy w świecie, gdzie ziemia jest wyjątkowo podatna na wzrost radykałów i fundamentalistów. Nie tylko muzułmańskich.

 

Lawrence Wright
Wyniosłe wieże. Al-Kaida i atak na Amerykę
tłum. Agnieszka Wilga
Wydawnictwo Czarne, 2018
Liczba stron: 640

Joanna Barańska

Joanna Barańska

(ur. 1992) – studentka kulturoznawstwa na WP UJ. Odkąd założyła bloga na Tumblrze, jest feministką z kryzysem egzystencjalnym. Interesują ją przedstawienia postapokalipsy w filmie i literaturze.