pkin-rysuneczek-popmoderna-janota-03-03
RECENZJE | 22.07.2015

Gagarin w Pałacu („Spacerownik. Pałac Kultury i Nauki. Socrealistyczna Warszawa”)

Najsłynniejsza budowla Warszawy doczekała się w ciągu ostatnich dziesięcioleci zarówno peanów na swą cześć, jak i listów otwartych apelujących o jej wyburzenie. Tym razem wydany został wygodny i przystępny przewodnik po Pałacu i jego okolicach autorstwa Jerzego Majewskiego i Tomasza Urzykowskiego.

Pierwszy człowiek w kosmosie, Jurij Gagarin zachwyca się: „Jak daleko stąd do ziemi!”. Relacja z misji Wostoka? Nie, to trzydzieste piętro prawdopodobnie najbardziej rozpoznawalnego budynku w Polsce. Wielkiego baraku postawionego na sztorc, jak nazwał Pałac Konwicki. Budynku, który W sercu Polski widoczny z daleka/ Będzie trwał tak jak wiara w człowieka, jak wołał Brzechwa. Tak czy inaczej, jest to obiekt, który stanowi Axis Mundi kilku już pokoleń warszawianek i warszawiaków, a wspomnienia wizyt z rodzicami i dziadkami w jego teatrach i muzeach komponują się z powrotami autobusami oznaczonymi literą „N”. Wspomnienia marszów pierwszomajowych i obchodów rocznicy 22 lipca kontrastują z rodzącym się tu peryferyjnym kapitalizmem łóżek polowych, ukraińskich papierosów i niemieckiego porno. Pałacowi Kultury i Nauki (i w znacznie mniejszym stopniu reszcie socrealistycznej Warszawy) poświęcony jest najnowszy spacerownik wydany przez Bibliotekę Gazety Wyborczej. To jedna z kilku publikacji, których możemy spodziewać się w roku sześćdziesięciolecia Pałacu (oprócz tego wydawnictwo Czarne wydaje cykl reportaży pod tytułem Jako dowód i wyraz przyjaźni, a nakładem Znaku ukazała się książka Beaty Chomątowskiej Pałac. Biografia intymna.)

W przypadku książki Spacerownik. Pałac Kultury i Nauki. Socrealistyczna Warszawa na uwagę zasługuje faktograficzna obfitość  – na niespełna dwustu stronach opisano wszystkie ważniejsze części Pałacu. Osobny akapit poświęcony jest także każdemu z najwyższych pięter, każdy detal i pomnik znajdują na kartach książki swoje miejsce. Oprócz tych spacerownikowych oczywistości znajdziemy, często bardziej przyciągające uwagę anegdoty. Jedną z najciekawszych jest opowieść o radzieckich architektach stojących na prawym brzegu Wisły, którzy na podstawie lotu wznoszącego się powoli balonu wyznaczali skalę budowli. Wreszcie udało mi się dowiedzieć, dlaczego zegarowi słonecznemu brakuje wskazówki. Puste miejsce przeznaczone jest dla przechodnia – metaforyczną (i nie tylko) wskazówkę, zgodnie z ideami socjalizmu, stanowić miał człowiek.

Ważnym i trafnie dobranym kontekstem są opisy najważniejszych wydarzeń kulturalnych – koncertów Marleny Dietrich czy Rolling Stones’ów lub politycznych, takich jak spotkanie postępowej młodzieży w 1955 roku, Gomułkowska odwilż rok później, czy msza papieska już w 1987 roku. Omówiona jest każda rzeźba, fontanna. Włącznie z tymi, często najciekawszymi, niezrealizowanymi – Syrenką oraz personifikacjami Wisły i Odry, związanymi z ówczesnym powrotem do „piastowskiej” wizji granic Polski. Dobrze, że w drugiej części książki znalazło się miejsce na fragment o nie do końca socrealistycznym, ale ściśle związane z przedsięwzięciem odbudowy Warszawy osiedlu Przyjaźń. To osiedle drewnianych domków zostało wybudowane na ówczesnych peryferiach Warszawy dla budowniczych Pałacu. Szkoda, że zabrakło omówienia okolic placu Hallera, jednego z większych socrealistycznych osiedli Warszawy. Świetnie gra z całością rozdział Kuzyni z Moskwy i Nowego Jorku. Opisuje on historię wielkomiejskich wieżowców, których podobieństwa po obu stronach Atlantyku mogą zaskakiwać.

Brakuje niestety odniesień do miejsca PKiN-u w kulturze. Wiele czytelniczek i czytelników z chęcią znalazłoby tu choćby uroczo nieżyczliwe frazy Konwickiego, takie jak ta: Pomnik pychy, statua niewolności, kamienny tort przestrogi. (…) Zżarty przez grzyb i pleśń stary szalet zapomniany na środkowoeuropejskim rozdrożu. Publiczności dorastającej w latach osiemdziesiątych z pewnością zabraknie nawiązania do legendarnej debiutanckiej płyty Brygady Kryzys, gdzie słowom fallen fallen is Babylon towarzyszy wizerunek upadającego Pałacu, zwiastując upadek całego bloku wschodniego. Odniesienia do znaczenia budynku w kulturze zostały sprowadzone w książce do kilku ironicznie zacytowanych socrealistycznych wierszy. Jest to dla spacerownika wielka strata.

Razi również pojawiający się miejscami odruchowy, czasem wręcz rytualny antykomunizm. Władysława Gomułkę chroni szereg tajniaków (jak gdyby BOR zlikwidowano wraz z czerwcem 1989) a detal architektoniczny może budzić ironiczny uśmiech (z pewnością hotel Sobieski, szczytowe osiągnięcie transformacyjnej architektury Warszawy jest w stanie wzbudzić jedynie grobową powagę). Osiedle Kubusia Puchatka jest tak doskonałe bo nie ma w sobie nic z ducha epoki. Rozumiem, że autorom chodziło o to, że osiedle nawiązuje do klasycystycznej Warszawy, ale proszę sobie wyobrazić równie dobrze zaplanowane i urokliwe miejsce powstające w epoce kolejnej, w latach 90. Mnie samemu nie udało się tego dokonać. Relacje o spotkaniach w Sali Kongresowej zredukowane są do malowniczych opisów obściskiwania się sekretarzy polskich z radzieckimi. Opis Mariensztatu oprócz wspomnienia o rzekomej słabej jakości murów zawiera jedynie suche fakty, choć książka pełna jest subiektywnych sądów i kwiecistych opinii. Być może autorom nie w smak było, że prawdopodobnie najładniejsze warszawskie osiedle nie powstało pod rządami Unii Wolności lub innego posttransformacyjnego ugrupowania, a pod koniec lat 40.

Mimo to, książka jest bardzo ciekawa, zachowuje równowagę między rzetelnością historycznych i architektonicznych faktów a anegdotą i humoreską. Czytając spacerownik myślałem raz po raz o tym, że idee masowej architektury i szerzej – planowania przestrzennego można wreszcie, po ćwierćwieczu transformacyjnego bałaganu architektonicznego docenić. Lektura nie była jednak czasem straconym – rzemieślniczo jest to książka co najmniej solidna. Zachęcam mieszkańców i gości stolicy na poświęcenie choć jednego wakacyjnego popołudnia na przemaszerowanie ze Spacerownikiem. Pałacem Kultury i Nauki ulicami MDM-u i Muranowa, a przede wszystkim zachęcam do wycieczki na 30 piętro Pałacu. Być może nie rozumiem doświadczenia pokoleniowego autorów, być może gdybym urodził się w PRL-u miałbym do budynku bardziej sceptyczny stosunek. Pozostaje on jednak dla mnie źródłem dumy  i satysfakcji, że mieszkam w jednym z niewielu miast, gdzie centrum nie wyznacza katedra, budynek władzy państwowej, siedziba instytucji finansowej czy targowisko. Środek Warszawy wyznacza bowiem zbudowane z myślą o całym społeczeństwie centrum kultury, nauki i (czego nie odzwierciedla nazwa) sportu. Warto pamiętać o jednym – choć polski skok w nowoczesność dokonał się w niefortunnej epoce i z pewnością w niefortunnym otoczeniu geopolitycznym, to my z niego wszyscy. A kto znęca się nad nim, by zacytować klasyka, znęca się często także nad własnym życiem.

 

Jerzy S. Majewski, Tomasz Urzykowski

Spacerownik. Pałac Kultury i Nauki. Socrealistyczna Warszawa

Biblioteka Gazety Wyborczej (Agora SA), 2015

Liczba stron: 184