• Patronem wydania jest Kraków Miasto Literatury UNESCO
Artykuły | 10.06.2019
Folklor przeciw faszyzmowi, czyli dlaczego warto żyć w dziwnych miasteczkach (Scarfolk i Hookland)
Artykuły | 10.06.2019

Folklor przeciw faszyzmowi, czyli dlaczego warto żyć w dziwnych miasteczkach (Scarfolk i Hookland)

Dorastamy, otoczeni dziwnością. Chodząc do przedszkola, wiedziałem – tak jak wszystkie dzieci – że w norze pod korzeniami drzewa w parku mieszka królik, któremu trzeba zostawiać trawę oraz liście. W wieku podstawówkowym wierzyłem bez zastrzeżeń, że żwirownia, po której nielegalnie się włóczymy, to tak naprawdę „ruski cmentarz”, gdzie grzebano sowieckich żołnierzy. Jako przygotowujący się do bierzmowania gimnazjalista wpatrywałem się w drewnianą klapę w podłodze kościoła, o której wszyscy wiedzieli, że prowadzi do biegnącego gdzieś pod miasteczkiem tunelu. Dopiero potem wszystko jakoś się odczarowało. Znormalniało. Świat poszarzał. Jako dorośli nie powinniśmy przecież wierzyć w duchy ani cuda. Nie powinniśmy – ale czasem tak strasznie nam ich brakuje. A gdy tęsknota staje się nie do zniesienia, wyruszamy w internetowe ostępy, szukając fikcyjnych miejsc, w których magia wciąż żyje.

Jak dorasta się w strasznych miasteczkach

Lata 70. musiały być naprawdę dziwne. Nie u nas – w Polsce akurat były właśnie powiewem normalności, kiedy to nasi dziadkowie i rodzice wreszcie mogli kupić pralkę, wypić Coca-Colę i pojechać na wakacje do Bułgarii (albo chociaż na Mazury). Ale po drugiej stronie żelaznej kurtyny, w Wielkiej Brytanii? Tam w prasie raporty o cenach paliw i zamachach IRA mieszały się swobodnie z doniesieniami na temat duchów oraz latających spodków, a w telewizji przestrzegano dzieci przed zabawą na torach, pokazując im zmasakrowane przez pociąg ciała rówieśników. A przynajmniej tak zapamiętali tę epokę dwaj autorzy, Richard Littler oraz David Southwell, twórcy internetowych opowieści na temat zmyślonych zakątków Anglii, znanych jako Scarfolk oraz Hookland, w których ta cudowno-straszna dziwność lat 70. wciąż jest żywa.

Choć oba fikcyjne miejsca wywodzą się ze wspólnego źródła, różnią się znacząco. Scarfolk to niewielkie miasto w północno-zachodniej Anglii, w którym pod pozorami normalności kryją się koszmary takie jak ożywione czarną magią lalki, masarnie produkujące mięso z sierot czy hordy zdziczałych, polujących na dorosłych dzieci. Jego najbardziej przerażającym elementem jest jednak Rada Miasta Scarfolk, która sprawuje nad miasteczkiem totalitarną władzę, decydując m.in. komu przysługują w danym roku prawa człowieka, jakie wspomnienia mieszkańców powinny zostać chemicznie wymazane i czyje dzieci zostaną zmuszone do udziału w eksperymentach medycznych. Sytuację w Scarfolk poznajemy przede wszystkim z tworzonych przez Richarda Littlera grafik: rozlepianych przez władze miasteczka plakatów (np. informujących, że wszyscy obcokrajowcy mają obowiązek nosić w widocznym miejscu plakietki z napisem „CUDZOZIEMSKI TERRORYSTA”), okładek fikcyjnych książek i komiksów (np. Podpalenia rytualne i dekoracyjne) czy gazetowych reklam (np. pysznych kiełbasek zwanych sierotkami). Grafiki te utrzymane są w stylistyce autentycznych publikacji z epoki i stanowią fascynujący wgląd w przerażającą codzienność Scarfolk.

Zupełnie inna, choć chwilami nie mniej straszna jest codzienność położonego gdzieś na angielskim wybrzeżu hrabstwa Hookland. Hookland to kraina, w której dawne mity i wierzenia współistnieją z XX-wiecznymi legendami miejskimi. W zagubionych wśród lasów miasteczkach i wsiach hrabstwa można napotkać nawiedzane przez duchy ruiny kościołów, wciąż kultywowane pogańskie tradycje oraz opowieści o wciągających pod wodę utopcach – ale także ludzi z obsesją na punkcie latających spodków, pasjonatów nasłuchujących sygnałów radiowych z zaświatów czy dziwaków przekonanych, że w hipnotyzującym szumie linii wysokiego napięcia kryje się zaszyfrowane przesłanie dla ludzkości. Przesycone folklorem Hookland istnieje przede wszystkim na Twitterze, w formie tworzonych przez Davida Southwella i innych autorów urywków zmyślonych legend, fragmentów rozmów, cytatów i przysłów, składających się na polifoniczną opowieść o niezwykłym zakątku Anglii, gdzie wciąż bije serce mitu.

Between the hot white light of technology and the black void of TV closedown, there is static. There are lost, hijacked signals. There are things that refuse to be seen clearly riding upon them. – Brian Danebury

Sometimes I look from the window and remember those lines from childhood: ‚It’s to be understood/There are things in the wood/That mean us no good’. – #CLNolan

Dwie perspektywy, dwie pamięci

Scarfolk i Hookland są w pewnym sensie dwiema stronami tej samej monety. Obie kreacje wyrastają z fascynacji dziwnymi latami 70., jednak wspominają te czasy inaczej. Urodzony w wielkim mieście Littler zapamiętał z nich przede wszystkim oficjalne rządowe przekazy informacyjne i propagandowe, mające na celu budowanie zaufania do władz, edukowanie na temat praw i obowiązków obywatelskich oraz wychowywanie ludu w duchu słynnej brytyjskiej maksymy „Keep calm and carry on”. W Scarfolk nie brakuje duchów, mrocznych rytuałów i dziwacznych morderstw, wszystkie one jednak są uwzględnione w ramach polityki edukacyjno-wychowawczej Rady Miasta i przez to niejako oswojone – w końcu skoro władze tak lakonicznie informują o zagrożeniach, mieszkańcy również powinni zachować pełen godności (i bardzo wygodny dla rządzących) spokój.

Patrząc szerzej, można powiedzieć, że autora Scarfolk zdaje się fascynować przede wszystkim estetyka epoki we wszystkich jej przejawach: od utylitarnego stylu materiałów informacyjnych i propagandowych lat 70., przez kolorowe okładki książek dla dzieci i styl zabawek z tamtego okresu, aż po – wszechobecne ponoć w ówczesnej telewizji – przerażające wizerunki zjaw, okaleczonych ciał czy zdeformowanych twarzy. Wskazują na to nawet wybrane przez Littlera środki wyrazu. Scarfolk to głównie grafiki – krótki, satyryczny komentarz, który im zwykle towarzyszy, pełni ewidentnie rolę pomocniczą, często rozbudowując tylko nieco treść fikcyjnego plakatu. Zarówno humor, jak i groza wynikają tu głównie z rozdźwięku między formą a treścią grafik; lata 70. istnieją dla Littlera przede wszystkim jako zbiór na wpół zapamiętanych obrazów, prezentujących odbite w krzywym zwierciadle skrawki przebrzmiałych ideologii.

Tymczasem wychowany na wsi Southwell z lat 70. pamięta przede wszystkim wszechobecny folklor. Zamiast płynącej z ekranów i plakatów oficjalnej propagandy mamy tu przekazywaną z ust do ust wiedzę tajemną: niezwykłe opowieści na temat magicznych właściwości każdego okolicznego zagajnika, wzgórza, jeziora i miasteczka. Nadnaturalne istoty i zjawiska są w Hookland, tak jak w Scarfolk, źródłem grozy oraz niesamowitości, ale nie tylko – budzą również fascynację i zaciekawienie, a nawet zachwyt. Opowiadanie dzieciom o nawiedzonych lasach i topielcach służy tu w równym stopniu przestrzeganiu, co pogłębianiu więzi mieszkańców z miejscem, w którym żyją i budowaniu wspólnoty. Wszyscy jesteśmy Hooklandczykami, tutejszy folklor to nasza zbiorowa pamięć; historie, które snujemy przy ogniu, to nie jałowe bajania, a budulec naszej tożsamości.

Również tutaj środki wyrazu wybrane zostały nieprzypadkowo. Autor Hookland, choć czasem wykorzystuje czarno-białe fotografie tajemniczych drzew czy ruin, buduje niezwykłe hrabstwo przede wszystkim ze słów: urywków legend, przysłów, wierszy, rozmów i cytatów (te ostatnie pochodzą zwykle z wypowiedzi najsłynniejszego fikcyjnego badacza folkloru hrabstwa, C.L. Nolana). Ta oralność bardzo pasuje do Hookland, budzi bowiem skojarzenia zarówno z prapoczątkami ludzkości (co pasuje do przekazywanych z pokolenia na pokolenie dawnych opowieści), jak i z ludowością (co nadaje silnie związanym z konkretnymi miejscami legendom znamiona swojskości). Należałoby zresztą jeszcze raz podkreślić, że Hookland ma nie autora, a autorów. Southwell od początku zaznaczał, że jego intencją jest stworzyć uniwersum otwarte i dostępne dla wszystkich, toteż osadzone w nim treści szybko zaczęli tworzyć także inni artyści – warto wymienić choćby autora komiksów Warrena Ellisa, publicystę i twórcę podcastów Cata Vincenta oraz muzyków takich jak William Wright, Salford Electronics czy Lake Ruth, komponujących utwory inspirowane hrabstwem Hookland. O ile w przypadku Scarfolk lata 70. mówią jednym głosem – głosem rządowej propagandy – o tyle Hookland wybiera polifonię, tworząc przestrzeń, w której każdy ma szansę zostać usłyszany.

Where rivers run deep, where rivers run slow, that is when to fear the Stay Below. – Trad. Hookland rhyme

Ghosts emerge from salted paper. The long lost. Those who disappeared. Those so loved that they are still waited on despite the brutal pain of hope.

Trudno nie odnieść wrażenia, że pamięć autora Hookland sięga głębiej niż pamięć autora Scarfolk. Scarfolk całkiem dosłownie nie istnieje poza latami 70.: jak informuje blog Littlera, czas w miasteczku uległ zapętleniu i po roku 1979 znów następuje tu rok 1970. Dręczące miasteczko koszmary to koszmary tamtej epoki – zapamiętane z dzieciństwa straszne zabawki i książki, brutalne zbrodnie podpatrzone w telewizji, uderzające w ludność decyzje autorytarnego rządu. Tymczasem w Hookland lata 70. są jedynie punktem wyjścia. Latające spodki i dziwne postacie na śnieżącym ekranie telewizora to tylko współczesne przejawy bardzo starej magii – tej samej, która przed wiekami powołała do istnienia duchy i faerie, wciąż zresztą żywe w pamięci Hooklandczyków i współistniejące z nowszymi dziwami. Gdzie Littler pamięta (ulotne przecież) przedmioty i obrazy, Southwell pamięta opowieści, to zaś pozwala mu komentować czasy współczesne z dużo ciekawszej moim zdaniem perspektywy.

Co próbują nam powiedzieć duchy?

Komentowanie współczesności to zresztą coś, co mimo wszystkich różnic łączy Scarfolk oraz Hookland. Choć oba dzieła zanurzone są w przeszłości (i to tej samej przeszłości), w żadnym z nich nie uświadczy się nostalgii – lata 70. są tu dziwaczne, przerażające, nawet groteskowe. (Widać to szczególnie w przypadku Scarfolk, gdzie artefakty z dzieciństwa – zabawki czy książki – przeobrażają się w źródło grozy). Zwrot ku przeszłości służy nie oderwaniu od teraźniejszości, a spojrzeniu na nią z dystansu, który pozwala wyraźniej dostrzec jej wady oraz niedostatki.

Littler w swoich eksploracjach odkrywa przede wszystkim, że świat przez lata wcale nie aż tak bardzo się zmienił. Patrząc na minione epoki, łatwo jest zanurzyć się w miłym poczuciu wyższości – tamci ludzie byli niedouczonymi seksistami i ksenofobami, którzy wychowywali dzieci twardą ręką, my zaś jesteśmy wrażliwi, światli i szlachetni. Tymczasem wystarczy zerknąć na niektóre plakaty ze Scarfolk, żeby uświadomić sobie, że gdyby tylko nieco unowocześnić ich styl, wypisane na nich hasła trafiłyby do wielu osób także i dziś. Imigranci kradną nam pracę. Kobiety są zbyt wyzwolone. Trzymaj dzieci krótko, a będą grzeczne i posłuszne. Fakt, że postawy z lat 70. i dzisiejsze konserwatywne przekonania są często tak ze sobą zbieżne, leży u podstaw uprawianej przez Littlera satyry – to nie miasteczko Scarfolk utknęło na zawsze w minionej epoce, a niektórzy ludzie współcześni. Z rozbawieniem miesza się tu jednak przerażenie, bo nie ma przecież tak naprawdę nic śmiesznego w fakcie, że widma ideologii, które chętnie zostawilibyśmy w przeszłości, wciąż nas prześladują – a niektóre nawet rosną w siłę.

(Jest to szczególnie prawdziwe w przypadku nacjonalizmu, który stanowi w Scarfolk jeden z częstszych celów ataku – wykorzystując estetykę rządowej propagandy z lat 70., Littler dobrze pokazuje, że podburzanie „swoich” przeciw „obcym” jest dziś równie skuteczną metodą rządzenia, jak przed laty – i że nawet język stosowany do sterowania społecznymi nastrojami niewiele się zmienił.)

Zupełnie inne refleksje towarzyszą głównemu autorowi Hookland. Southwell wyciąga z wyprawy w przeszłość przede wszystkim wniosek, że zapominając lokalne mity i legendy, tracimy bezpowrotnie coś bardzo cennego. W tekstach tworzących uniwersum Hookland powraca nieustannie podział na „sprytnych” (ang. cunning) i „głupich”, który jest w zasadzie tożsamy z podziałem na prawdziwych Hooklandczyków i ludzi oderwanych od korzeni. Ci pierwsi znają specyfikę swojej małej ojczyzny, szanują jej niepisane prawa i potrafią współistnieć bezpiecznie z tym, co nadnaturalne. Ci drudzy nie wierzą w dawną magię i nie rozumieją jej, żyjąc w odczarowanym, racjonalnym świecie – a przez to, kierowani pychą czy chęcią zysku, mogą łatwo paść ofiarą duchów czy klątw. Nie chodzi oczywiście o to, iż Southwell sądzi, że o folklor warto dbać, bo chroni nas on przed nadprzyrodzonym złem. Problem leży gdzie indziej. Opowiadane wspólnie historie tworzą z nas wspólnotę; uznając je za niewarte uwagi bajki dla dzieci, stajemy się bardziej osamotnieni i słabsi, a do tego tracimy dostęp do pradawnych prawd, które od tysiącleci uważano za warte powtarzania.

The land shivers at Dedwick for the King-Under-the-Sea has tidal teeth. He eats away at it. Claims more territory each year. All know there’s no appeasing him.

Locals told them not to build a nuclear reactor so close to Dedwick, but men from the ministry never listen to locals do they? – Dr. Helen Barringer, 1977

Jakie to prawdy? Tego Southwell nie mówi wprost, ale jeśli uważnie wsłuchać się w magiczne opowieści, można spróbować odczytać, co naprawdę chce nam przekazać folklor Hookland. Wiara w duchy drzew i nawiedzone miejsca w lesie to wiedza, że przyroda jest silniejsza od nas i tylko wydaje nam się, że już ją okiełznaliśmy. Wiara w UFO to dająca nadzieję myśl, że mimo rozwoju nauki i naukowego postrzegania świata nie wszystko jeszcze wiemy, że świat wciąż jest pełen tajemnic i cudów. Historie o duchach straszących na kurhanach i cmentarzach to tak naprawdę przemienione w opowieść wspomnienia o skrzywdzonych ofiarach i znienawidzonych oprawcach przed lat – z tego zaś płynie kojąca myśl, że nawet jeśli spotka nas zło, to potomni użalą się nad naszym losem, a tych, którzy nas skrzywdzili, potępią. Folklor, mówi Hookland, to nasza zbiorowa pamięć: pozbawieni jej, błądzimy po groźnym świecie współczesnym otumanieni, osamotnieni i bezradni.

Folklor jako bunt

Co takiego nam w świecie współczesnym zagraża, przed czym mógłby uchronić nas folklor? Zaryzykowałbym wniosek, że na to pytanie i Scarfolk, i Hookland udzielają tej samej odpowiedzi. Nieprzypadkowo przecież największym horrorem w pełnym duchów i potworów Scarfolk jest ustanawiająca nieludzkie prawa, powołująca się na nacjonalistyczne hasła Rada Miasta. Podobnie nie jest przypadkiem, że w wypowiedzi dla serwisu Folklore Thursday Southwell używa języka kojarzącego się z cenzurą, mówiąc, iż Hookland to miejsce, w którym „Anglii zostają przywrócone wszystkie sekrety i tajemnice, które wycięto z jej ogólnie przyjętej wersji”. W obu dziełach świat jawi się jako miejsce, z którego jakaś złowroga, wszechogarniająca siła próbuje usunąć wszelkie przejawy dziwności i niezwykłości, żeby przekształcić go w miejsce uporządkowane, racjonalne, poddane kontroli człowieka i pozbawione jakichkolwiek wyjątków od reguł.

Odczarowanie świata wydawać się może zagrożeniem dość mglistym i błahym, jednak zarówno Scarfolk, jak i Hookland dają powody, by sądzić, że jest ono groźniejsze, niż myślimy. Dziwność, którą wszyscy znamy z dzieciństwa, jest zawsze unikalna, lokalna, ludzka; wiąże nas ona z konkretnym miejscem i konkretnymi ludźmi. Tym samym folklor, wzmacniając indywidualność i różnorodność, daje człowiekowi zakorzenienie pozwalające stawić czoła siłom anonimizującym i ujednolicającym we współczesnym świecie. Siły te można rozumieć różnorako: do definicji tej pasuje i globalizacja, i dominujący w kulturze zachodniej naukowy racjonalizm, i rozmaite polityczne ideologie.

Jest jednak jedna konkretna unifikująca, nieludzka siła, której obawiają się i autorzy Hookland, i Scarfolk: faszyzm. Jest to szczególnie widoczne w przypadku Scarfolk, gdzie totalitarna Rada Miasta nie tylko nieustannie śledzi i kontroluje mieszkańców, wysyłając nieprawomyślnych na reedukację, ale też prowadzi politykę opartą na nacjonalizmie, rasizmie, seksizmie i ksenofobii. Na niektórych grafikach Littler zupełnie wprost kpi ze współczesnych grup neonazistowskich, pochylając się na przykład z troską nad cierpieniami biednych, prześladowanych, dyskryminowanych faszystów ze Scarfolk, którzy chcą przecież tylko w spokoju mordować ludzi ras innej niż biała.

W przypadku Hookland ataków na skrajną prawicę trudniej się doszukać w samych tekstach tworzących to uniwersum, nie brak ich jednak w wypowiedziach twórców. Opisując Hookland jako świat, który współtworzyć może każdy, Southwell zaznacza za każdym razem, że jako pomysłodawca nie godzi się tylko na jedno: wykorzystywanie jego dzieła do rozpowszechniania poglądów rasistowskich, homofobicznych czy ksenofobicznych. Wielu twórców Hookland, z Southwellem na czele, bierze udział w akcji #FolkloreAgainstFascism, publikując w internecie artykuły i wypowiedzi sprzeciwiające się zawłaszczaniu dawnych mitów przez ruchy nacjonalistyczne czy neofaszystowskie. Hookland powinno być miejscem bliskim każdemu i na każdego otwarte; mity i legendy mogą jednoczyć ludzi różnych ras i narodowości, a ci, którzy próbują twierdzić inaczej, są dla autorów Hookland wrogami prawdziwego folkloru.

Tak silna deklaracja polityczna ze strony twórców Scarfolk i Hookland bierze się zapewne z faktu, że problem wykorzystywania folkloru i mitologii do propagowania przekonań faszystowskich nie jest nowy. W nazistowskich Niemczech germańskie wierzenia i ludowe zwyczaje miały być fundamentem, na którym zbudowana zostanie Tysiącletnia Rzesza. W latach 70. włoscy neofaszyści trzykrotnie zorganizowali festiwal dla fanów Tolkiena znany jako „Camp Hobbit”, nazwany tak, ponieważ zafascynowana Władcą Pierścieni skrajna prawica odnalazła w tej przesyconej mitem książce wizję świata, jakiego pragnęła: świata tradycyjnych społeczeństw wyznających tradycyjne wartości, w którym każda rasa ma wyznaczone właściwe jej miejsce. Z kolei Paul Watson, jeden z autorów związanych z akcją #FolkloreAgainstFascism, w swoim eseju Deep England podaje wiele przykładów tego, jak popularny mit wiejskiej, sielskiej, „autentycznej” Anglii, w której wciąż żyje prawdziwy duch narodu, jest stale wykorzystywany w celach propagandowych przez konserwatywnych polityków. Prawdziwa Anglia, której trzeba dziś bronić przed najazdem imigrantów, to bowiem ich zdaniem głęboko religijna Anglia małych miasteczek i wsi, gdzie przedstawiciele różnych klas społecznych znają swoje miejsce, a tradycyjne wartości wciąż są kultywowane – i gdzie, rzecz jasna, mieszkają tylko ludzie biali.

Just a friendly reminder, Hookland has always been #FolkloreAgainstFascism. If you are someone who works themselves into masturbatory glee at ethnostate fantasies, you’ll find nowt in the county but heavy curses.

Właśnie do tego typu politycznego zawłaszczania folkloru odwoływał się Southwell, mówiąc o ocenzurowanej, „ogólnie przyjętej wersji Anglii”. Zdaniem twórców Hookland racjonalizm i nacjonalizm są sobie bliższe, niż sądzimy: uznając, jako ludzie rozsądni, dawne mity i legendy za niewarte uwagi, dajemy skrajnie prawicowym ruchom przyzwolenie na ich przejęcie i wykorzystanie do własnych celów. Nawet społeczeństwa z pozoru nowoczesne i racjonalne ulegają sile narodowych mitów; jeśli własne dziedzictwo kulturowe zostanie im zaprezentowane w wersji nacjonalistycznej, głoszącej wyższość danej kultury nad innymi i konieczność jej obrony przed barbarzyńcami, uwierzą. Nieprzypadkowo w Scarfolk rządowe plakaty przestrzegają zarówno przed żyjącymi w kanałach nadprzyrodzonymi bestiami, jak i przed kradnącymi pracę imigrantami; nic tak nie umacnia władzy jedynej słusznej ideologii jak podsycanie atmosfery strachu przed czającym się gdzieś w ciemnościach nieuchwytnym wrogiem.

Ze sprzeciwu wobec wszelkich ruchów politycznych głoszących poglądy rasistowskie, seksistowskie czy ksenofobiczne zrodziło się hasło stanowiące motto Hookland: „re-enchantment is resistance”, które można by przełożyć jako „zaczarowując świat na nowo, stawiasz opór”. Odkrywając ponownie na wpół zapomnianą dziwność naszych małych ojczyzn, możemy poznać prawdziwą, niezawłaszczoną przez ideologię historię tych miejsc: doświadczenia ludzi, którzy tam żyli, przekazane nam w formie zwyczajów, legend i opowieści. Gdyby nie (prawie już zapomniany) podlaski zwyczaj przebierania się za Romów w karnawale, nie miałbym pojęcia, że żyli kiedyś w okolicach, z których pochodzę. Gdyby nie powtarzane na podwórku legendy o zagubionym „ruskim cmentarzu”, nie dowiedziałbym się może nigdy, że w moim rodzinnym miasteczku faktycznie jest zapomniany cmentarz – żydowski. Gdybym swoją wiedzę na temat tamtych okolic opierał tylko na tym, co się mówi w telewizji, w żaden sposób bym się nie domyślił, że żyją tam też – i to od lat! – Armeni, Ukraińcy, Turkowie, czarnoskórzy Polacy, osoby LGBT. Uwierzyłbym, że dziwne, odbiegające od normy, warte poznania miasteczka istnieją tylko w Internecie.

Ostatnia grafika oraz cytaty z Hookland pochodzą z Twitterowego konta @HooklandGuide. Pozostałe pochodzą ze scarfolk.blogspot.com.

Przemysław Zańko

Przemysław Zańko

(ur. 1989) – chłop z Mazur, obecnie inteligent w Warszawie. Publikuje opowiadania, recenzuje, bloguje. Interesuje się science fiction, nauką, grami, dziwnymi książkami i zdrowiem psychicznym. Skończył z polonistyką. Strona autorska: www.zanko.pl