popmoderna-zawieszenie

Popmoderna | „Finnegans Wake” Jamesa Joyce’a a współczesne narracje internetu
joyce
ARTYKUŁY | 13.04.2015

„Finnegans Wake” Jamesa Joyce’a a współczesne narracje internetu

Finnegans Wake, łabędzi śpiew Jamesa Joyce’a, zostało opublikowane w 1939 roku, krótko przed śmiercią autora. Dzieło powstające, bagatela, siedemnaście lat okazało się niezwykle nowatorskim (a obecnie już kultowym) przykładem wczesnego postmodernizmu w literaturze i do dziś uznawane jest za niebotycznie trudne do zinterpretowania. Joyce już w Ulissesie dekonstruował fabułę i mitologię, bezpardonowo burząc wewnętrzną logikę literackich narracji. Geniusz Ulissesa polegał głównie na umiejętnym ujęciu sporej części dorobku kulturowego świata Zachodu w graniczącej z pastiszem formie. Styl wysoki spotyka się z niskim, erudycja z kolokwialnością, doniosłość z banałem. W Finnegans Wake Joyce poszedł tym tropem jeszcze dalej. Wielopoziomowa narracja jest dodatkowo oparta na języku będącym autorską nowomową, zbitką, werbalną układanką. To dzieło uciekające czytelnikowi, stawiające mu wyzwania.

Podejście Joyce’a do narracji znalazło swoje odzwierciedlenie w internecie. Finnegans Wake powstawało w czasach, kiedy istniały już radio i telewizja, ale sieciowe teorie mogły być tylko i wyłącznie produktem wyobrażeń fantastów. Dziś można postrzegać narracyjny i językowy eksperyment Joyce’a jako podstawę do tworzenia zupełnie nowej narracji łudząco przypominającej globalną sieć. Czym więc jest ten dziwny twór, jakim jest Finnegans Wake? Czy możemy myśleć o nim jako o papierowej wersji internetu? Joyce chciał, żeby jego ostatnie dzieło ukazywało noc z życia całej ludzkości w całej jej historii. Finnegans Wake jest więc wiecznym snem dziejów istniejących w umysłach ludzkich, fantazmatem wszystkich podświadomych światów. Czyż nie przypomina to współczesnej wirtualności? Matrix też mówił o rzeczywistości, w której wszyscy śnimy.

 

Książka i interfejs

W czasach, kiedy Joyce pisał Finnegans Wake, radio i telewizja mogły stanowić zarówno konkurencję dla literatury, jak i jej przedłużenie. Joyce patrzył na nowe formy przekazu z pozycji osoby zafascynowanej samą komunikacją. Można powiedzieć, że Irlandczyk potraktował swoją powieść jako interfejs, który odsyła nas do różnych narracji. Już Ulisses był uznawany za hipertekst, a Finnegans Wake jest jeszcze bardziej „rozwidlone”. Interpretowanie tej powieści przebiega w taki sam sposób, jak przenoszenie się z jednego hiperłącza do drugiego – klikanie w link po to, by wejść głębiej. Same łączenia małych narracji to jedno, drugą sprawą są „nośniki” tekstu. Joyce wplata w powieść narracje telewizyjne i radiowe, jakby były one dostępne pod linkami wyświetlanymi na „interfejsie” powieści. Zmienność i cyrkulacja jej postaci i motywów przypomina zawartość wyświetlanych przez nas codziennie portali internetowych. Tym właśnie jest Web 2.0 – sieć rozumiana jako platforma łącząca wszelkie możliwe internetowe urządzenia komunikacyjne. Facebook, Twitter, YouTube, SoundCloud, Tumblr – tekst, muzyka, film, fotografia: wszystko dowolnie mieszane, hybryda wielu technologii i metod komunikowania. W dodatku sieć jest całkowicie wolnym przepływem myśli, w którym może uczestniczyć każdy, kto jest do niej podłączony.

W trzecim rozdziale Finnegans Wake, w którym oglądamy proces sądowy głównego bohatera powieści, otrzymujemy zaskakująco trafną wizję takich hybrydowych mediów. Narracja udaje tu słuchowisko radiowe, a potem gładko przechodzi w rodzaj przedstawienia, łudząco przypominającego współczesne court shows. Sprawa domniemanego molestowania dziewczynek urasta tu do rozmiarów wielkiej medialnej telenoweli, przesyłanej nam symultanicznie przez różne kanały. Życie książkowych postaci transmitowane jest przez kino, radio i telewizję w taki sam sposób, w jaki współcześnie śledzimy ważne dla kraju i świata wydarzenia. Przestrzeń rozszerzona odgrywa dziś w naszym życiu wielką rolę. Joyce przewidział tę rewolucję, w której wszystkie formy medialne będą ze sobą funkcjonować w jednym miejscu na równych prawach.

 

Bohaterowie i memy

W rozdziale trzecim drugiej księgi znów wchodzimy w świat mediów, gdzie „słyszymy” oraz „oglądamy” dwie historie: pierwszą z radia – o norweskim kapitanie – i drugą z telewizji: o żołnierzu Buckleyu, który zabił w trakcie wojny rosyjskiego generała. O co tu chodzi? Te dwie postacie medialne to być może jedna osoba. Zasada zmieniających się imion i wielu wcieleń jednej postaci funkcjonuje w Finnegans Wake na zasadzie podobnej do zmiennych loginów czy awatarów w świecie internetu. Ilość platform komunikacyjnych sprawia, że możemy mieć dzisiaj różne internetowe „wcielenia”. Narracja strumienia świadomości Joyce’a, ciągle zmieniającego postaci i zdarzenia, jest więc bliska osobowości współczesnego użytkownika sieci.

Jeszcze ciekawiej ma się sprawa z „przywłaszczonymi wizerunkami”. Pomocna może się okazać tutaj teoria symulakrów. Według Baudrillarda symulakry to znaki pozbawione odniesienia do rzeczywistości tworzące jednak pozory czegoś rzeczywistego. Internet wyprodukował w czasie swojego dość krótkiego istnienia wiele rodzajów symulakrów, ale najbardziej jaskrawym ich przykładem są memy internetowe – zazwyczaj występujące w postaci obrazu właściwego i towarzyszącego mu tekstu. Sam obrazek jest pierwotnym wycinkiem rzeczywistości. Tekst jest tym, co nadaje mu znaczenie. Najczęściej pojawiają się nawiązania do zdarzeń społecznych i medialnych czy żarty sytuacyjne. Strony internetowe typu „meme generator” dają dostęp do najbardziej popularnych memów i pozwalają na bazie gotowego obrazka tworzyć własne opisy, nadawać własne konteksty. Każdy użytkownik może uczynić zdjęcie z nowym komentarzem całkowicie unikalnym tworem.

W przeciwieństwie do bohaterów modernistycznej literatury postaci w Finnegans Wake nie są bohaterami świata stwarzanego przez narratora bądź narratorów – są jak memy wirusowo rozprzestrzeniane w świecie powieści. Podobnie jak powieść Joyce’a wirtualny świat jest wyabstrahowany z tego rzeczywistego. Wszystko, co znalezione w sieci, może być potem przez użytkowników przerabiane i przybierać przez to jeszcze inne formy. Podobnie jak narracja w Finnegans Wake nie należy do strumienia świadomości jednego, określonego dokładnie narratora, tak narracja sieci jest efektem przepływu myśli różnych użytkowników.

 

Wieczna zmiana

W ten oto sposób dochodzimy do jeszcze jednego aspektu sieci antycypowanego przez wizjonerskie dzieło Joyce’a – mianowicie kwestię kolektywnej inteligencji. Internet doby Web 2.0 bazuje na treści produkowanej przez ogół uczestników sieciowego życia. Można więc przypisywać autorstwo sieciowych wynalazków zbiorowemu umysłowi, ciągle się uzupełniającemu źródłu myśli. Serwisy społecznościowe takie jak Facebook i YouTube, a także klasyczne fora internetowe posiadają bazy danych użytkowników, którzy mają tam swoje konta z nickami, awatarami, a nawet danymi osobowymi. Istnieją jednak inne formy komunikacji sieciowej, które nie mają takich wytycznych. Są to imageboardy, na których autorstwo postów jest oznaczane jako „Anonymous” zamiast indywidualnego nicka. Fora takie nazywane są chanami.

Funkcjonowanie chanów przypomina cykliczność powieści Joyce’a – zawiera motywy przewodnie zamiast chronologicznie układanych tematów. U Irlandczyka zostało to osiągnięte dzięki ciągłemu powtarzaniu historii i przetwarzaniu jej za każdym razem. Na chanie mamy zaś do czynienia z powracaniem tematów w nowym kształcie. Podczas gdy normalne fora internetowe posiadają stałą bazę danych z zapisanymi tematami, chan obejmuje jedynie kilkanaście stron. Jeżeli w jakimś temacie nie pojawiają się nowe wpisy, to spada on automatycznie w dół, robiąc na pierwszej stronie miejsce dla popularniejszych wątków. Temat, który dojdzie do samego końca, zostaje automatycznie skasowany, a na jego miejsce wchodzi świeżo założony wątek. Linearna struktura tradycyjnego forum, gdzie można dopisywać swoje opinie do istniejących już wątków, zostaje tu zerwana. Chan działa jak palimpsest: wymazuje przeszły tekst i wprowadza w jego miejsce nowy, często traktujący o tym samym, ale za każdym razem zachowujący indywidualne cechy.

Sercem każdego chana jest dział Random, którego tematyka jest całkowicie dowolna. Z działu Random 4chana pochodzą prawie wszystkie najbardziej znane memy. Mimo tej tendencji do tworzenia trendów internetowych trudno jest niewtajemniczonym zrozumieć funkcjonowanie chana. Przede wszystkim jest to spowodowane stosowanym tam językiem, będącym specyficzną hybrydą języka potocznego, internetowej nowomowy, popkulturowych inklinacji, gier językowych i słowotwórczych zabaw. Chany funkcjonują wewnątrz wiecznie ewoluującego metajęzyka, pełnego zrozumiałych tylko dla stałych bywalców kodów. W ten sposób język chanów funkcjonuje jako przenoszenie różnych mediów z powrotem do słowa. To samo było celem Joyce’a. Na przecięciu licznych form powstają nowe znaczenia. Użytkownicy przyzwyczajeni do takich zabaw sami włączają się w ten cykl i serwują ze swojej strony kolejne mutacje zdań, joyce’owskie z ducha kalambury.

Jako że tematy nie zapisują się na serwerach, jedyną możliwością jest zapamiętywanie ich. Kultura chanów bazuje więc na pamięci jej użytkowników, którzy przekazują sobie przeszłe wydarzenia w nowych tematach. W ten sposób tworzy się rekonstruowana słownie kultura pamięci. Anonimowi użytkownicy wspólnymi siłami tworzą wirtualną pamięć, która trwa poprzez powtarzanie i utrwalanie. Należy znów zaznaczyć bezosobową formę tego sieciowego umysłu i tworzonej przez niego pamięci. Główny bohater Finnegans Wake nie ma stałego imienia. Występuje pod różnymi imionami, których wspólną cechą są inicjały HCE. „Here Comes Everyone” – tak zostaje ten skrót rozwinięty już na pierwszej stronie. Rzeczywistość chanów, jak i rzeczywistość Joyce’a, jest tworzona przez wszystkich i przez nikogo.

Pamiętajmy, że Finnegans Wake przy całym epickim rozmachu eksperymentatorskim było też w dużej mierze zabawą z językiem i konwencją literacką. Joyce mierzył zarówno w skrajnie awangardową formę, jak i w twórczość niską, przyziemną, prześmiewczą, kolokwialną. Autor Ulissesa nie bał się sięgać po najgorsze z pozoru wzorce, nadając swojej twórczości cechy ludycznej gry. Można zaryzykować stwierdzenie, że dla osoby starszej współczesny internet jest tak samo niezrozumiały, jak Finnegans Wake było niezrozumiałe dla całych pokoleń. Nie znaczy to oczywiście, że umiejętność surfowania po sieci w jakikolwiek sposób ułatwia lekturę powieści Joyce’a. Ta już zawsze będzie przeznaczona głównie dla największych zapaleńców i naukowców. Nie zmienia to jednak faktu, że współczesny odbiorca internetu posługuje się w sposób nieświadomy technikami stosowanymi siedemdziesiąt lat temu przez Joyce’a. Fragmentaryczność, hipertekstowość, mnogość metod komunikacyjnych przeszła z awangardy tekstowej w przestrzeń sieci, po której poruszamy się niejako automatycznie. Finnegans Wake było pisane jako tekst przeznaczony do intuicyjnego czytania, a raczej czytania jako tworzenia. Z tym właśnie mamy do czynienia dziś, w złożonej rzeczywistości sieci, w której jesteśmy bricoleurami w podobnym stopniu co modelowy czytelnik Joyce’a.