ohboy
RECENZJE | 19.05.2014

Dziwny jest ten świat („Oh, Boy!”)

Niko Fischer miał zostać prawnikiem, ale rzucił studia, żeby –  jak sam mówi – pomyśleć. Nad sobą, nad tobą, nad wszystkim – tłumaczy ojcu, gdy ten odkrywa, że od dwóch lat pieniądze, które przelewał na edukację syna, nie były na ten cel pożytkowane. Młody Niko tonie w poczuciu bezsensu, z łagodnym zdumieniem poddaje się biegowi zdarzeń. Idź do fryzjera, kup sobie porządne buty i znajdź pracę – radzi ojciec, ale on tylko krzywi się w odpowiedzi. Zagubiony, niedostosowany, nieporadny i z nieodpartym poczuciem, że to wszystko powinno być „jakoś inaczej”, wzbudził we mnie ten rodzaj sympatii, jaki potrafią wzbudzić tylko te postacie, których doświadczenia wydają się niepokojąco znajome.

Gerster w swoim reżyserskim debiucie daje nam okazję, by spojrzeć na świat oczami młodego bohatera i jeszcze raz zadziwić się tym, jak wszystko wokół jest absurdalne – kawa za 3 euro 40 centów albo analiza medyczno-psychologiczna, którą musi odbyć Niko, by odzyskać prawo jazdy. Przede wszystkim zaś Gerster zachęca do zadziwienia się ludźmi. Oh, Boy! to przekrojowa galeria małych ludzkich dramatów, prezentująca koślawe sylwetki postaci w różnym wieku i z różną przeszłością. Łączy je wszystkie w zasadzie tylko miejsce zamieszkania, bo choć Oh, Boy! nie wypiera się swoich uniwersalistycznych aspiracji, to w miejskiej strukturze Berlina jest osadzony bardzo solidnie. Miasto, momentami potężne, głównie jednak warte „spuszczenia w wielkim kiblu”, jak to określa jeden z bohaterów, to jeszcze jeden bohater filmu. Oh, Boy! to przewodnik, który mógłby napisać tylko „ktoś stąd”, patrzący na miasto i jego mieszkańców z tą specyficzną mieszaniną czułości i wstrętu, jakiej moglibyśmy się spodziewać jedynie po tubylcu – znającym miejsce od poszewki, lecz z poczuciem, że zupełnie nic o nim nie wie.

Bohaterowie Gerstera balansują na granicy karykatury i realizmu – wyraziści, jakby przejaskrawieni a jednocześnie zaskakująco swojscy, codzienni, znani. Sąsiad, który nie może uporać się z chorobą żony, przyjaciel, który zaprzepaścił aktorską karierę, gruba koleżanka z podstawówki, która schudła i gra w niszowym przedstawieniu, ojciec, który zapomniał, jak rozmawiać z synem, i wreszcie starszy pan, który po wielu latach wrócił do porzuconego za młodu miasta i odkrył, że wszystko się zmieniło. Wszyscy mogliby się wydarzyć naprawdę. Razem z głównym bohaterem nie umiałam się zdecydować, czy bardziej ich lubić, współczuć im, płakać nad nimi, śmiać się z nich, czy gardzić żałosnymi problemami. Przypominają w końcu moich przyjaciół, moich sąsiadów, moją rodzinę i mnie. Z odpowiedniej perspektywy te codzienne problemy stały się gorzko-śmieszne. Śmieszne, bo Oh, Boy! to najzabawniejszy film, jaki widziałam od dawna, gorzkie, bo to ten rodzaj czarnego humoru, który nieodmiennie idzie u mnie w parze z wyrzutami sumienia. Gdzieś z tyłu głowy tliła mi się myśl, że są takie sprawy, które nie powinny być przedmiotem żartów, że rak albo próba samobójcza to w gruncie rzeczy poważne tematy.

Niko wciąż próbuje złapać oddech, wychodzi na zewnątrz, zapala papierosa, ale wciąż się dusi. Chciałby się uchwycić jakiegoś sensu, znaleźć cel, ale topi się w potoku dziwnych zdarzeń, gubi się w niezrozumiałym bełkocie ludzi wokół. Nie masz czasem wrażenia, że wszyscy wokół są jacyś dziwni? Ale gdy się nad tym głębiej zastanowisz, zdajesz sobie sprawę, że to może nie inni, ale ty stanowisz problem? – pyta, ale nie znajduje odpowiedzi. Od dwóch lat myśli, ale wciąż nie umie nawet nazwać tego, co chciałby wymyślić. Czego szuka? O co mu chodzi? Za każdym razem, gdy już prawie mu się uda to zrozumieć, coś mu przeszkadza i powstrzymuje tak samo, jak od kupienia nieszczęsnej kawy, której też wciąż mu coś lub ktoś zabrania – bankomat wciąga mu kartę, ojciec karci go, że to nie pora, w szpitalu automat  jest zepsuty. W końcu jednak dochodzi do załamania. Niepozorny, z początku irytujący, starszy pan w barze opowiada mu historię, która nie wydaje mu się ani dziwna, ani śmieszna czy żałosna. Ja też na chwilę spoważniałam.

Nie rozumiem słów, które wypowiadają, jakby mówili w obcym języku – żali się starszy pan, z którego doświadczeniami Niko potrafi się utożsamić, choć przecież różni ich wszystko, mają zupełnie inną przeszłość. To ponadpokoleniowe porozumienie dowodzi uniwersalności uczucia wyobcowania a jednocześnie spotkanie dwóch „samotnych wilków” daje nadzieję, choć niestety nie na długo. Pod koniec filmu Niko znowu myśli i choć pije wreszcie kawę, nie wiadomo, czy znalazł także sens. Oh, Boy! jakby sam siebie parodiuje, udając stary film, zdaje się sugerować, że opowiada o czasach dawno minionych albo, że te czasy wcale nie minęły. Być może odwieczne poszukiwania sensu są z góry skazane na porażkę, a powaga dana nam jest tylko na moment, by prysnąć nim zdążymy ją dobrze zrozumieć. Jeśli tak – to cały ten dziwny świat zamknął się w tym śmiesznym filmie i dał nam się przez chwilę zobaczyć.

Oh, Boy!  reż. Jan Ole Gerster, Niemcy (2012)