popmoderna-zawieszenie

Popmoderna | Dwugłos: „Subkultura hipsterów…”
8_ilustracja7+mj
DWUGŁOS, RECENZJE, ROZMOWY | 11.03.2013

Dwugłos: „Subkultura hipsterów…”

Dedykujemy krakowskim hipsterom

Małgorzata Major: Tym razem będziemy mówić o książce Aleksandry Litorowicz Subkultura hipsterów. Od nowoczesnej etyki do ponowoczesnej estetyki, o której sądzę, że wzbudzi spore zainteresowanie nie tylko wśród stałych czytelników serii „Studia Kulturowe” Wydawnictwa Naukowego Katedra, ale przede wszystkim wśród osób w jakiś sposób „uwikłanych” w kulturę hipsterską. To cenne, że autorka umiejętnie wychodzi naprzeciw oczekiwaniom bardzo różnych czytelników – nie tylko kierując się w stronę badaczy kultury popularnej, ale i tych, którzy mogą identyfikować się z omawianym zjawiskiem albo je kontestować. Powiedzmy krótko, jak zbudowana jest książka i kim jest autorka.

Samuel Nowak: Autorka jest kulturoznawczynią (studiowała w świetnej SWPS) i na co dzień zajmuje się animacją kultury, ze szczególnym uwzględnieniem street artu i sztuki publicznej. Książka wygląda trochę jak praca magisterska, nie zdziwiłbym się, gdyby nią rzeczywiście była. Składa się z siedmiu rozdziałów, wstępu i zakończenia. Jest dosyć krótka – to zaledwie 140 stron. Przeglądając ją wstępnie, byłem dość sceptyczny. Publikacja okazała się jednak sporą niespodzianką. Zacząłem lekturę od bibliografii, zabrakło mi w niej kilku pozycji – zresztą bibliografia jest istotnie dosyć skromna, ale czytając kolejne strony, coraz bardziej sympatyzowałem z wywodem autorki.

M.M.: Jeszcze słowo o strukturze rozdziałów.

S.N.: Dwa pierwsze rozdziały są historyczne i pokazują, skąd się wziął omawiany fenomen, skąd pochodzi hipster. Rozdział trzeci przedstawia genealogię współczesnego hipstera, a kolejne ujmują polską perspektywę (dokładnie warszawską, bo Litorowicz swoje badania prowadzi wśród stołecznych informatorów). Myślę, że ważne jest, że ta książka nie opowiada nam o jakiejś wyobrażonej globalnej subkulturze, dziejącej się wszędzie i nigdzie, ale ukazuje ją na naszym polskim podwórku i – co kluczowe – wspiera się badaniami etnograficznymi. Przypomnijmy, że podstawę analizy autorki – poza perspektywą historyczną, która pokazuje, skąd wzięły się pewne style i mody – stanowią wywiady z informatorami. Uważam za szczególnie cenne, że nie jest to uprawianie antropologii czy kulturoznawstwa „zza biurka”, kiedy piszemy, co nam się wydaje i interpretujemy pewne zjawiska, zamiast zapytać bezpośrednio społecznych aktorów. Jest to wielka wartość, tym bardziej znacząca, że mamy do czynienia z autorką bardzo młodą – rocznik ‘86.

M.M.: Sądzę, że dobór bibliografii, co do którego miałeś wątpliwości, jest wystarczający i odpowiedni, aby autorka mogła zrealizować swój pomysł badawczy. Pojawiają się i Hebdige (z kluczowym tekstem Subkultura – znaczenie stylu), i Greif, który hipstera amerykańskiego uśmiercił dekadę temu. Z mojej perspektywy najważniejsze jest to, że autorka stara się kompleksowo zbadać zjawisko, słusznie i naturalnie zaczynając od kontekstu historycznego – i tam właśnie najbardziej potrzebne jest wsparcie wcześniejszymi lekturami. Bardzo ładnie prowadzi etymologię – zaczynając od lat 40. XX wieku i zrośniętego z nimi znaczenia hepi/hipi/hip oraz fascynacji jazzem, a dokładnie bebopem jako „muzyką wewnętrznej wolności” (s. 16). Podkreśla – za J.C. Holmesem – że jazz przyciągał kreatywnych indywidualistów, a nie grupy interpretatorów. Dalej prowadzi czytelnika przez czasy pre-hipsterskie (sprzed publikacji eseju Biały Murzyn Normana Mailera w 1958) i przypomina, że pre-hipster był ponurym ekscentrykiem, „nieprzysiadalnym”, włóczącym się po miastach szaleńcem, postrzegającym resztę społeczeństwa jako zewnątrzsterowne trybiki w opresyjnym systemie życia narodowego (s. 21). Litorowicz dobitnie pokazuje, jak nieatrakcyjną i niepożądaną, może nawet (o zgrozo!) niemodną postacią był wówczas hipster. Zderzenie tego wizerunku z warszawskim chłopakiem z Planu B., który zajmuje się różnymi „projektami”, jest tym bardziej uderzające i daje nam szerokie spojrzenie na ewolucyjny rozwój hipstera.

Kolejnym ważnym krokiem jest wyraźne zakreślenie opozycji między hipsterem a beatnikiem. Autorka dobrze zsynchronizowała się z polskimi czytelnikiami, którzy w ostatnim czasie otrzymali tłumaczenia m.in. korespondencji Jacka Kerouaca i Allena Ginsberga, a także z widzami filmu W drodze, na podstawie powieści tego pierwszego. Litorowicz pokazuje, że beatnikowi bliżej do współczesnego hipstera-naśladowcy niż do zimnego hipstera połowy XX wieku, którym to beatnik desperacko pragnął zostać.

S.N.: Autorka pokazuje, że współczesny hipster jest produktem bardzo hybrydycznym. Stawia prostą, ale dobrze udowodnioną tezę: hipsteryzm to nie subkultura, a raczej pewien styl konsumpcji, który ustanawia siebie jako alternatywę dla prądów dominujących. W momencie, gdy staje się stylem stabilnym, zostaje przechwycony przez instytucje rynkowe i wówczas przekształca się w gust alternatywny, który można nabyć. Jest to samonapędzająca się maszyna – każda różnica zostaje wchłonięta i staje się stylem konsumpcji. Autorka pokazuje też ideologiczną bezradność swoich informatorów.

M.M.: W tym miejscu warto wspomnieć o samych informatorach, którzy „uwikłani” w kontekst hipsterski stoją w opozycji do tego, jak postrzegana jest w polskich mediach postać hipstera. Autorka wspomina, że obraz – zarówno w mediach tradycyjnych, jak i nowych – jest raczej negatywny – podsycają one niechęć wobec wizerunku współczesnego hipstera jako zblazowanego dzieciaka bogatych rodziców, wyposażonego w nadmiar gadżetów. Z takim postrzeganiem tej postawy usiłują polemizować rozmówcy Litorowicz, podkreślając, że podstawowym rysem współczesnego hipstera jest kreatywność jako styl życia, waloryzowanie idei DIY (informator L, B, K, Ś na s. 83–85). W moich oczach nieco traci na wiarygodności bazowanie na opiniach tylko tych informatorów, którzy patrzą na zjawisko z tej samej perspektywy – upatrując podstawowego waloru wizerunku hipstera w jego kreatywności, abstrahując przy tym od stylizacji zewnętrznej, a tej przecież nie można zbagatelizować. Brakuje mi kontrapunktu w postaci rozmówcy ujmującego zagadnienie z innej perspektywy, a nie wątpię, że taki istnieje.

S.N.: Z drugiej jednak strony – sukcesem autorki jest znalezienie informatorów mówiących z pozycji hipstera (dokładnie dwóch się identyfikowało, a reszta utożsamiała się z tym stanowiskiem bardziej niż mniej), czego na polskim gruncie wcześniej nie mieliśmy. A skoro mowa o określonym fenomenie społecznym, to lepiej te informacje uzyskiwać od osób, którym do tego fenomenu bliżej, niż tych, którzy w ogóle się z nim nie identyfikują. Dlatego uważam, że ta próba (chociaż wiadomo, że z punktu widzenia socjologii ilościowej – żadna to próba) na gruncie kulturoznawstwa i antropologii społecznej nie może być traktowana jako zarzut. Powiedzmy jeszcze o wprowadzonej przez autorkę siatce pojęć. Nie wprowadza ich zbyt wiele, ale są to kluczowe rozróżnienia. Zaczyna od opozycji: hipster zimny – hipster gorący i przekłada ją na współczesny kontekst, który wydaje mi się bardziej interesujący.

M.M.: Wprowadzone podziały są funkcjonalne, ponieważ wskazują, że beatnicy to w zasadzie pokolenie rozwrzeszczanych dzieciaków, kończących prestiżowe szkoły i za pieniądze rodziców wyruszających w podróż życia, a ich aspiracja do bycia prawdziwym hipsterem, czyli odzianym w dżinsy, czarny sweter i beret jako jedyny synonim elegancji (s. 41) ubogim fanem bebopu, to kolejna zachcianka rozkapryszonych młodzieńców. Dlatego można odnieść wrażenie, że beatnicy mają wiele wspólnego ze współczesnymi hipsterami-naśladowcami, o których mówią informatorzy Litorowicz (s. 96).

S.N.: Myślę, że ciekawe jest, że daje się z tej książki wyczytać, iż niektórzy zostali hipsterami, bo nie mieli innego wyjścia. Autorka zwraca uwagę, że często określony styl życia i konsumpcji wiąże się z tym, że jedyną dostępną pracą dla niektórych bywa tzw. segment kreatywny. Pod tym ładnym określeniem kryje się po prostu umiejętność sprzedawania własnych pomysłów i opakowywania ich jako gotowych produktów. Część hipsterów-naśladowców jest gotowa kupić taki produkt stworzony przez hipsterów-wynalazców.

M.M.: Co ciekawe, informatorzy Litorowicz sami wykpiwają tych – na ogół – młodocianych hipsterów-naśladowców w wieku licealnym, nazywając ich „pokoleniem czipsów”. Mówią o dzieciach kręcących się w pobliżu Planu B. bez pomysłu na siebie, poza dbałością o swój wizerunek. Dla mnie interesujące jest również to, że polski hipster jest stary. Oczywiście hipster-wynalazca, czyli przedstawiciel segmentu kreatywnego. Rozmówcy autorki także zdają się wskazywać pośrednio na to, że bliżej im do 30 niż 20 roku życia. To dosyć paradoksalne, bo przecież subkultura hipsterów w okresie pokolenia beatników zakorzeniona była wśród ludzi młodych, studentów, tuż po 20 roku życia i młodszych. W Polsce jest odwrotnie.

S.N.: W Polsce mamy bezpłatną edukację, więc ludzie do 26 roku życia mogą czerpać liczne profity ze strony państwa, nie są zmuszani do sprzedawania swojego kulturowego kapitału na hipsterską modłę.

Powiedzmy o stylu, w jakim napisana jest książka. Styl autorki jest brawurowy i pewnie niejeden badacz i badaczka – także po doktoracie i habilitacji – mogliby chodzić do Litorowicz na lekcje pisania.

M.M.: Mocną stroną tej publikacji jest język zrozumiały dla szerokiego grona odbiorców – nie tylko zaopatrzonych w dyplomy studiów humanistycznych, ale dla każdego, kto chce dowiedzieć się czegoś o pewnym ważnym zjawisku społecznym. Czytelnik nieobarczony bagażem doświadczeń na gruncie kulturoznawstwa także poradzi sobie z lekturą. Nie świadczy to o obniżeniu tonu czy braku kompetencji autorki – wręcz przeciwnie, płynne prowadzenie narracji i definiowanie wprowadzanych pojęć usprawniają lekturę.

S.N.: Autorka pisze lekko i dowcipnie, wydaje się ponadto erudytką. Na początku brakowało mi kilku pozycji bibliograficznych, potem dostrzegłem jednak, że Litorowicz odwołuje się do wielu autorów, ale w określonych kontekstach. Litorowicz nie wciska odniesień na siłę, co, jak wiemy, jest powszechną strategią na polskim uniwersytecie, zwłaszcza wśród słabszych naukowców.

M.M.: Dla mnie cenne jest także wykorzystanie zaplecza literackiego zrodzonego w pokoleniu beatników. Widać, że autorka zna nie tylko kontekst historyczny, ale i twórczość autorów, tj. Kerouaca czy Ginsberga, co uatrakcyjnia lekturę książki. Ja sama zastanawiałam się także, czy w polskiej literaturze ostatnich lat pojawił się na kartach powieści bohater-hipster. Wychodzi na to, że prym wiedzie wielkomiejski gej albo dziewczyna na ścieżce inicjacyjnej (vide: Gej w wielkim mieście, Drwal, Mięso), ale czy w tych przypadkach mamy do czynienia z hipsterem w pełni znaczenia tego słowa? Chyba wciąż czekamy na prawdziwego hipstera w polskiej literaturze. Przed prozaikami nie lada wyzwanie.

S.N.: Subkultura hipsterów… w kilku miejscach wzbudziła jednak moje wątpliwości. I może warto teraz się na tym skupić. Rażą mnie nieproporcjonalnie długie cytaty od informatorów pozostawione bez komentarza. Uważam, że warto cytować informatorów w całej rozciągłości, ale należy także dobrze to skomentować. Tutaj nie zawsze tak się dzieje. Z jednej strony zrozumiała jest strategia umieszczania cytatu, który mówi sam za siebie i nie ma konieczności przekładania go na metajęzyk, z drugiej strony jednak, w przyjętym przez autorkę wywodzie kulturoznawczym, wypadałoby się do cytowanych wypowiedzi jakoś odnieść. Często są one bardzo obszerne – na stronę albo nawet półtorej. Pewne uwagi krytyczne sformułowałbym także pod adresem rozdziału Hipster jako trendsetter i jako produkt. Autorka podejmuje dwie kwestie – rolę nowych mediów (blogów, mikroblogów itd.) oraz uwikłanie hipsterstwa w kulturę konsumpcyjną i tożsamość różnych marek. Część dotycząca blogowania i użytkowania nowych mediów jest banalna, autorka stawia tezy, które znajdziemy w prasie codziennej – mikroblogi ułatwiają dzielenie się swoim doświadczeniem z innymi. W przypadku kontekstu marek dowiadujemy się przede wszystkim, które z nich autorka lubi – jak w przypadku American Apparel, której to marce poświęcone są aż cztery strony i pojawiają się takie zdania, jak np.: [ich] produkty nie są drogie (ceny wahają się najczęściej między 15 a 45 dolarów) (s. 125). 15 euro za skarpetki, to – jak dla mnie – jest całkiem sporo. W ogóle uważam, że te szmatki z American Apparel są skandalicznie drogie i równie dobrze można sobie zrobić t-shirt z reklamówki z Lidla. Ten rozdział na tle innych wypada najsłabiej. Pojawiają się tam zdania, takie jak np.: Żyjemy w kulturze web 2.0., co w praktyce oznacza zwiększoną interakcję użytkowników mediów z tymi mediami, tworzenie się sieci społecznościowych skupionych wokół serwisów takich, jak Facebook czy Twitter, a także ułatwioną prezentację treści kulturowych tworzonych przez półprofesjonalistów i amatorów (s. 120). Takie stwierdzenia można umieścić w artykule, w „Gazecie Wyborczej”, ale nie w publikacji naukowej.

M.M.: Sposób, w jaki autorka przedstawia obiegowość sądów krążących w mediach (np. polskich), i to, jak je weryfikuje – czy poprzez badania etnograficzne, czy wykazując stereotypowość pisania o hipsterze w tygodnikach czy dziennikach (bo temat ten co jakiś czas wraca w mediach tradycyjnych i zazwyczaj konkluzja jest podobnym, kpiącym komentarzem o młodocianych wielbicielach gadżetów i marek) – jest godne wyróżnienia. Być może miejscami Litorowicz popada w kolejną skrajność – waloryzowanie konsumpcyjnej kreatywności hipstera – jednak jest to ciekawy i pożądany kontrapunkt, dotychczas stanowiący towar deficytowy w polskiej dyskusji o hipsterstwie.

S.N.: Czasami jednak daje się ponieść swojemu stylowi i zaczyna uprawiać – jak to zwykłem nazywać – tzw. „francuskie pisanie”, czyli: żyjemy w kulturze web 2.0., wszystko jest hybrydyczne, postmodernistyczne, płynne. Brzmi to jak jakiś nieszczęsny Baudrillard. Im bliżej końca, tym jest tego więcej. W tym momencie redaktor książki, o którym nie ma informacji w stopce redakcyjnej, powinien takie rzeczy wyrzucić. To są zdania-ogólniki, które nic nie wnoszą. Zresztą perspektywa płynnej nowoczesności, hiperrzeczywistości, symulakrów, braku tożsamości jest mocno naciągana – wypadałoby takie sądy uzasadnić. Redakcja książki nie jest więc najlepsza.

M.M.: Moje wątpliwości wzbudza spis treści – wygląda jak napisany na kolanie, bez korzystania z profesjonalnych szablonów, brakuje w nim numeracji rozdziałów. Tekst główny jest zbity w jeden blok, śródtytuły za mało wyraziście wyodrębnione (sądzę, że dla zwiększenia przejrzystości powinny zaczynać się od nowej strony).

S.N.: Dłuższe cytaty nie są w żaden sposób wyodrębnione. Z kolei informatorzy powinni być lepiej opisani. Przydałaby się jakaś metryczka. Nazwanie ich choćby wymyślonymi imionami byłoby sensowniejsze, bo czytanie ciągle Ś, K, Z, P w pewnym momencie doprowadza do tego, że w końcu nie pamiętamy, co cytowany informator mówił wcześniej.

M.M.: Zastanawia mnie też, dlaczego cytaty z literatury pięknej są wyodrębnione innym krojem i stopniem pisma niż cytaty (niewyodrębnione) z wypowiedzi informatorów. Powoduje to dysonans wizualny, ale redakcja w tym względzie jest konsekwentna.

S.N.: Czas na podsumowanie. Subkultura hipsterów… to zaskakująco dobra popularnonaukowa książka, napisana znakomitym stylem, o świetnej i klarownej strukturze, chociaż czasem autorka daje się ponieść brawurze. Można by tej publikacji zarzucić pewne uproszczenia, z drugiej strony, z zadania, jakie sobie stawia autorka – czyli opisania fenomenu warszawskich hipsterów – wywiązuje się bardzo dobrze. Jeśli tak ma wyglądać młoda polska nauka, to życzyłbym sobie więcej takich autorów i autorek.

M.M.: Dla mnie jest to książka wartościowa poznawczo, wnosząca nowe argumenty do dyskusji o pewnym fenomenie społecznym, czyli spełniająca kryteria publikacji naukowej. Dowiadujemy się sporo o wizerunku współczesnego hipstera warszawskiego, chociaż czekam wciąż na książkę o hipsterze krakowskim, którego chyba powinno się umieścić jako wzorzec hipstera w Sèvres pod Paryżem, zaraz obok wzoru metra sześciennego. Ale książkę Litorowicz polecamy także hipsterom krakowskim, warto! Po tej lekturze wiem także z całą pewnością, że hipsterką nie jestem i nie mam na to najmniejszych szans.

 

 

Zobacz także:

Dwugłos: „Strategie Queer:  Od teorii do praktyki” 

Dwugłos: „Rubieże kultury popularnej” Anny Nacher

Dwugłos: Pociąg do antybohatera

Małgorzata Major

Małgorzata Major

(ur. 1984) – doktorantka Katedry Kulturoznawstwa Uniwersytetu Gdańskiego. Zajmuje się szeroko rozumianą kulturą popularną - od telewizyjnych dramatów jakościowych po produkcje/wydarzenia/zjawiska zrzeszające wspólnoty „złego smaku”. Interesuje się także zjawiskiem socnostalgii, telewizją okresu PRL-u oraz nowomedialnymi praktykami partycypacyjnymi internautów.