kańtoch
RECENZJE | 30.10.2017

Drugie połówki (A. Kańtoch „Niepełnia”)

W wydanej przez Powergraph Niepełni Anna Kańtoch snuje splatające się ze sobą opowieści o płci i braku.

W ostatnich latach Anna Kańtoch poruszała się po różnych powieściowych gatunkach: dokończyła swoją trylogię science fiction pt. Przedksiężycowi, wydała dwie powieści dla młodzieży oraz dwa kryminały – a do tego gromadzący starsze teksty zbiór opowiadań. Niepełnia natomiast, podobnie jak opublikowane w 2012 roku Czarne, należy do kategorii określanej przez samą autorkę jako „coś dziwnego”.

W obu powieściach można zauważyć cechy wspólne, pozwalające na krótką charakterystykę tej formy. Obie wykorzystują sztafaż pewnych konwencji literackich (Czarne – science fiction, Niepełnia – kryminału), jednak wychodzą daleko poza wyznaczone w ten sposób ramy, zarówno poprzez unikanie jednoznacznych wyjaśnień i odpowiedzi na stawiane przez tekst pytania, jak i niepewność co do ontologicznego statusu przedstawianych w powieściach wydarzeń (odpowiednio: „czy rzeczywiście mamy do czynienia z obcymi istotami, czy może chodzi wyłącznie o wyobrażenia niewiarygodnej narratorki?” i „czy wydarzenia przedstawiane w zagnieżdżonych historiach zdarzyły się naprawdę, czy może również na płaszczyźnie opowieści mają status fikcyjny, podrzędny wobec narracji ramowej?”). Wreszcie: centralnym zagadnieniem obu jest problematyka tożsamości: próbując wyjaśnić obecne w tekstach tajemnice, bohaterki i bohaterowie dążą do poznania prawdy o sobie, często także nakładają maski lub przejmują role innych bohaterów, eksplorując w ten sposób przestrzenie pomiędzy sobą a Innym.

Centralnym punktem Niepełni jest położony na uboczu biały dom letniskowy. Jedna osoba właśnie w nim umarła. Druga jedzie na komisariat policji i tam rozpoczyna szkatułkową, złożoną z przeplatających się wątków narrację. We wszystkich pojawia się położony na uboczu biały domek letniskowy, a także inne wspólne elementy, z których najistotniejszymi wydają się: tajemnicze uprowadzenia lub zniknięcia oraz damsko-męskie pary, które wspólnie zgłębiają tajemnice białego domu.

Konstrukcja powieści przypomina labirynt, zwłaszcza wtedy, gdy poszczególne wątki zaczynają się przeplatać, a bohaterowie jednej historii pojawiają się w innych. Nielinearna struktura wywołuje poczucie dezorientacji. W jednym, szczególnie metatekstualnym fragmencie czytamy: „Bywały chwile, kiedy wydawało jej się, że już-już ten sens chwyta, a za moment prawda wyślizgiwała jej się jak wilgotna kostka mydła”. I chociaż przypuszczam, że dałoby się sporządzić schemat prezentujący dokładnie, co się wydarzyło i w jakiej kolejności, bardziej owocne może się okazać inne podejście: analiza powtarzających się elementów i schematów, w jakie się układają.

Zacznijmy od płci – w końcu czwarta strona okładki nazywa Niepełnię „literacką podróżą” do jej „tożsamości”. I chociaż każdy choć trochę wyrobiony czytelnik wie, że nie należy do końca ufać notkom wydawniczym, podczas lektury powieści można odnieść wrażenie, że coś jest na rzeczy. Kilka postaci jest opisywanych jako androgyniczne i mylonych z płcią przeciwną, pojawia się crossdressing, a także postać interseksualna. Niepełnia nie daje się jednak tak łatwo sklasyfikować: nie tylko nie pojawiają się w niej wyrażenia czy pojęcia pozwalające wprost nazwać opisywane zjawiska – również fabuła odbiega od jakichkolwiek znajomych narracji na temat nienormatywnych tożsamości płciowych. Kiedy na przykład jeden z bohaterów przebiera się w ubrania swojej zaginionej dziewczyny, opis jego uczuć skupia się na wrażeniu bliskości wobec nieobecnej („Zdjął z wieszaka różowy polar Marty i założył, pozwalając, żeby otuliło go ciepło o delikatnym zapachu cytrusów. Jej zapach. Potem włożył jeszcze spodnie Marty, uczesał się jej grzebieniem i użył błyszczyka do ust. Dlaczego nie? To był dobry błyszczyk. I też pachniał Martą.”). W niczym nie przypomina to momentu samorozpoznania takiego jak ten (by sięgnąć po najbardziej w tej chwili znaną polską powieść o transpłciowym bohaterze), w którym bohater Fanfika Natalii Osińskiej po raz pierwszy widzi się w lustrze w męskich ubraniach. Nie znaczy to, że Niepełni nie da się interpretować w ten sposób – jest to jednak obostrzone szczególnymi trudnościami ze względu na wieloznaczność narracji.

Innego tropu interpretacyjnego dostarcza tytuł. Niepełnia sugeruje brak i na kartach powieści manifestuje się on poprzez śmierć lub zniknięcie bliskiej osoby. „Zawsze byliśmy razem” mówi bohater opowieści ramowej o swojej siostrze i te słowa mogłyby się odnosić również do innych męsko-żeńskich par w powieści. I jeśli niepełnia to stan, w którym jednej połówki zaczyna brakować, to przez analogię można się domyślać, że pary te tworzyły wcześniej pełnię. Nie jest to koncepcja nowa – dwójka ludzi tworząca całość pojawia się już w Uczcie Platona, a postać ludzka złożona z połówki męskiej i żeńskiej nacechowana jest symboliką ezoteryczną i alchemiczną. Tak czy inaczej motyw ten sugeruje, że Niepełnia jest opowieścią nie tyle o płci, a o tym, co płeć reprezentuje, to jest różnicy tworzącej całość.

Jeśli ta myśl wydaje się przestarzała i nadmiernie heteronormatywna (trudno uznać wymienione wyżej tradycje za innowacyjne nurty intelektualne, a i myślenie o naturze i samej liczbie płci bardzo się rozwinęło), to warto dodać, że powieść podchodzi do tak rozumianej pełni z dużą dozą ambiwalencji – grozi ona bowiem utratą indywidualności. Jedna z bohaterek „[n]agle w jaskrawym rozbłysku zimowego słońca zobaczyła całą ich możliwą przyszłość. Związani tajemnicą, zostaliby na zawsze razem i z wiekiem coraz bardziej się do siebie upodabniali. Mówiliby swoim własnym językiem, powtarzali po sobie gesty, nabrali identycznych nawyków. Aż wreszcie któreś z nich by się znudziło i zapragnęło się od drugiego odciąć.”. W trakcie powieści stopniowo okazuje się, że niektóre z nieobecnych osób wcale nie chcą zostać odnalezione, a na znaczeniu zyskuje coraz bardziej uwzględnione również w powyższym cytacie słowo „odcięcie”. O innym z bohaterów czytamy: „Był człowiekiem, który się odcina. Lubił nagły błysk tego słowa, czysty i jasny jak świeżo wytarte ostrze. Odcinać. Zrzucał skórę, zamykając za sobą kolejne etapy.”.

Odcięcie wydaje się kluczem do metamorfozy i indywiduacji, jednak odczytanie to komplikuje się, kiedy docieramy do centrum tekstowego labiryntu i poznajemy „Opowieść o Słoneczku” – dziecku, które posiada cechy zarówno męskie, jak i żeńskie, i które rodzice próbują namówić na zostanie jednym lub drugim: chłopcem lub dziewczynką. Odmowa podjęcia decyzji sprawia, że Słoneczko jest skazane na życie w zamknięciu i ogląda świat tylko przez otwierające się przed nim czasem portale. Obserwacja ukazujących się tam sytuacji i ludzi prowadzi Słoneczko do następującej konstatacji: „Żeby być szczęśliwym, trzeba najpierw wyciąć z siebie wszystko, co przeszkadza – dlatego widziani w bramach ludzie szli do szczęścia, zostawiając za sobą krwawe ślady. Słoneczko wiedziało, że ono też kiedyś tak pójdzie, nie oglądając się za siebie. (…) Tylko wycinać nic z siebie nie chciało, bo w swoich oczach było doskonałe.”.

„Szczęście”, przez kontrast do sytuacji Słoneczka, należy tutaj rozumieć jako przystosowanie do świata, do rzeczywistości społecznej. Z kolei wiążące się z tym cierpienie i okaleczenie każą traktować to słowo zdecydowanie ironicznie i zastanawiać się, czy dążenia bohaterów do „odcięcia (się)” to rzeczywiście pozytywny przejaw dążenia do wolności.

Między Słoneczkiem a pozostałymi bohaterami występuje istotna różnica: Słoneczko jest jedno, a oni są podwójni, dobrani w pary. Być może zatem (choć znów: powieść nie mówi na ten temat nic wprost) ich również spotkało kiedyś to samo, co je – zmuszeni do odcięcia cech niepasujących do przypisanych im wzorców, szukali ich później w partnerze lub partnerce. Dla niektórych z nich to połączenie okazuje się jednak zbyt kosztowne. Jak pokazuje przykład Słoneczka, życie w pojedynkę skazuje na wyobcowanie i sytuuje człowieka poza społeczeństwem (po uwolnieniu się z zamknięcia Słoneczko pozostaje na marginesie innych historii, wyłaniając się z nie-ludzkiej przestrzeni, jaką jest las) – ale to cena, którą skłonni są zapłacić.

Takie odczytanie tłumaczyłoby, jak sądzę, uporczywe wikłanie bohaterów w binarne opozycje i przejawiający się w niektórych fragmentach biologiczny esencjalizm – bohaterowie badający ciało, wzięte początkowo za zwłoki zabitej dziewczyny, z miejsca uznają je za kogoś innego, gdy odkrywają, że ma ono męskie narządy płciowe. Świat powieści (podobnie jak rzeczywisty) to świat, w którym kreowana przez społeczeństwo matryca płci ciągle działa z dużą siłą i jednostka, niezależnie od indywidualnej tożsamości płciowej, często zmuszana jest do tego, by jakoś się wobec niej sytuować.

Niepełnia porusza te kwestie w ograniczonym zakresie i można żałować, że nie eksploruje szerzej możliwości kryjących się poza opozycją męskie-żeńskie. Tak naprawdę jednak, podobnie jak Czarne było historią wykorzystującą pociąg seksualny jako symbol fascynacji i pragnienia stania się Innym, Niepełnia za pomocą płci opowiada o tym, czego szukamy w innych, a co powinniśmy odnajdywać w sobie.

 

Anna Kańtoch

Niepełnia

Wydawnictwo Powergraph, 2017

Liczba stron: 232