SCHULZa
RECENZJE | 25.03.2013

Drohobycz zalany światłem (Schulz/Forum 2)

Oko krytyki, sugestie Zofii Nałkowskiej i dalszych komentatorów pomogły w ukształtowaniu się Schulza-pisarza. Z początku był on jedynie twórcą opowiadań doczepianych do korespondencji, przenoszących się do listów. Wyobraźmy je sobie raczej jako kontynuację swobodnych myśli, przychodzących podczas pisania o codziennych sprawach, niż jako blok konsekwentnie powstającego dzieła. Bardziej niż w konstruowanie monumentu, Schulz celował w cichą pracę nad ornamentami – takimi jak te, które odnaleziono w willi Landaua.

Jego historia została opisana w tekście Małgorzaty Kitowskiej-Łysiak Uwagi w sprawie kanonu. Brunona Schulza szkicownik młodzieńczy i freski w willi Landaua. Łuski farb proszkowych, kładzionych na sucho, stały się obiektem skrupulatnej analizy, międzykontynentalnego sporu, interpretacji sięgającej od niewielkiego pokoju w ukraińskim mieście do hipotez na temat baśni potencjalnie znanych przeciętnemu niemieckiemu dziecku pierwszej połowy XX wieku. Woźnica we freskach – „seccach” – Schulza otrzymał twarz ich autora. W jaki sposób malowidło ścienne wiąże się jednak z ustalonym kanonem drohobyckiego pisarza? Znamy te dwa tomy opowiadań, opasłą beenkę, na którą większość pokazuje palcami i mówi: tak, to praktycznie wszystko, więcej Schulza nie będzie. Pozostaje wzruszyć ramionami i na tym poprzestać albo zwrócić się w stronę pisanych na całym świecie bibliografii autora Sklepów cynamonowych.

Dzieło poświęcone pisarzowi rozrasta się w teksty, interpretacje, konferencje, spotkania, książki, odczytania, przekłady, a pismo „Schulz / Forum” ma pomóc zainteresowanym w objęciu wzrokiem przestronnego pola-forum schulzologii. Redaktorami są Michał Paweł Markowski, Jerzy Jarzębski, Włodzimierz Bolecki i inni; autorami badacze z całego świata.

Autor – Schulz – jest jeden, zaś dzieło wyglądające na skończone okazuje się zaledwie wypuszczeniem słów, które zaczynają na siebie działać. Drugi numer pisma wskazuje na miejsca, gdzie jeszcze poza Sklepami… i Sanatorium… znajduje się dorobek pisarza.

Między sztukami

W ten sposób – zdaje się – główny, tak charakterystyczny rytm pisania zostaje przebity, bo obok niego stają młodzieńcze szkice, grafiki Schulza porównane do grafik innych autorów, a wreszcie fotografie niepozornego człowieczka w kapeluszu, jakim był. Wokół tego wszystkiego narasta interpretacja – zaczyna się łączenie elementów w grupy znaczeniowe, szukanie powiązań i schematów. Czy ta twarzyczka to ten sam osobnik, który tu leży pod stopami kobiety? Czy to pisarz jest woźnicą na freskach w willi Landaua? Opowiadania Schulza rodziły się na marginesach listów, sześćdziesiąt lat po jego śmierci szuka się go na drugim planie fotografii, w nadmiarze, nadwyżce ich zawartości (o czym pisze Stanisław Rosiek w tekście Nieobecna obecność). Poszukiwane „życie uchwycone”, Autentyk – i tak dziełem Schulza staje się to, co nigdy nie miało nim być, jak na przykład niechętne wyjście na spotkanie Ligi Obrony Powietrznej Państwa i Towarzystwa Obrony Przeciwgazowej w Drohobyczu z 1938. Przypadek sprawił, że został sfotografowany właśnie tam.

„Schulz / Forum” jest pomyślane jako pismo międzynarodowe i w drugim numerze istotna jest obecność tekstu tłumaczki opowiadań na język chiński, Wei-Yun Lin-Góreckiej. Pojawia się kolejny fragment dzieła: przetłumaczony nie tylko na inny język, który nie pozostawia miejsca na tworzenie neologizmów, ale i na zupełnie inny system myślenia o świecie. Schulz kodowany na nowo ma spokojniejszy rytm i więcej w jego twórczości czasowników, mniej prostoty, więcej dostojeństwa. Jego proza jest też mniej zakorzeniona w kulturze europejskiej, bo jak przełożyć polskie słowa wzięte z niemieckiego, angielskiego, francuskiego, włoskiego, łaciny, aby zachować specyfikę ich użycia? Zachować wierność tłumaczenia czy wierność wrażenia, działać tak, aby tajwańskiemu odbiorcy towarzyszyły podobne uczucia co polskiemu czytelnikowi?

Między filozofią i literaturą

Materię pozwalającą na dotarcie do pisarza odkrywa się na różne sposoby. W kilku tekstach autorzy i autorki powołują się na źródła twórczości Schulza, cytując ten sam fragment jego odpowiedzi na ankietę „Wiadomości Literackich”. Inspiracja rodzi się z pewnego migotania tapet, pulsujących w ciemnym polu widzenia – nic więcej. To migotanie posiadało jednak wysoki potencjał treści możliwych, ogromną reprezentacyjność, prawieczność, pretensję do wyrażenia sobą świata. Ten ruch światła jako cecha – z jednej strony, z drugiej – cielesny, materialny charakter sposobu postrzegania rzeczywistości, widoczny w metaforyce pisarza, nawet jeśli wziąć pod uwagę jego szkice krytycznoliterackie, jak robi to Jerzy Jarzębski w tekście Bruno Schulz jako krytyk – figury wyobraźni.

Tematem przewodnim zbioru jest „ruch znaczeń” u Schulza. W jego twórczości rzeczywistość zdaje się istnieć zawsze gdzieś obok, a jeśli miejsce jest bardziej określone, to jest to prędzej miejsce „pomiędzy”, miejsce, które zaraz, za chwilę już się zmieni, oraz obiekt, który zaraz będzie czymś zupełnie innym. On sam – Schulz – zdaje się, jest chętnie odbierany jako ten będący za życia zawsze gdzieś obok, jako fragment na fotografii, a nie bohater portretu.

Idąc tym tropem, natrafiamy na pułapkę nadinterpretacji: albo w postaci wybiegu w stronę konstruowania systemów filozoficznych na podłożu literatury (Michał Paweł Markowski), albo tworzenia ryzykownych diagnoz psychiatrycznych (Stanisław Rosiek) na podstawie analizy cudownie odnalezionych fotografii. Schulza nie czeka los Kafki jako głównego bohatera Zdradzonych testamentów Milana Kundery, Kafki skafkologizowanego i zamkniętego w określonych znaczeniach (w jego przypadku religijnych). Tekst Schulz – pisarz jako filozof otwiera tom i wyznacza kierunek. Jest nim trwanie między poziomami odczytań, między rodzajami podporządkowań: tym związanym z czytaniem Schulza jako filozofa i jako pisarza. Jednak podział jest pozorny, na co dobitnie zwraca uwagę Markowski, bo każde tworzenie literatury jest próbą ujęcia świata, a czym innym miałyby być filozofia i religia, jeśli właśnie nie tym? Czy zanurzenie się w żywioł rzeczywistości nie mogłoby być opisem doświadczenia religijnego? Nikt dotąd nie przeczytał Schulza filozoficznie – mówi Kiedy się pisze o filozofii Witkacego, natychmiast w ruch idą zakalcowate kawałki dotyczące monadologii i Istnienia Poszczególnego, natomiast nikt nie pomyśli o tym, że filozofia to nie techniczny dyskurs, zrozumiały jedynie dla wtajemniczonych, lecz precyzyjna analiza tego, co się dzieje w świecie, w naszych głowach, w naszych słowach, w naszych relacjach.

„Autentyk” filozofii polskiego międzywojnia, jak sugeruje Markowski, umiejscowiony jest – w literaturze tego okresu – w dziełach przez filozofię traktowanych jako marginalne i poboczne. Podobnie pisze Jarzębski: […] odrębna rzeczywistość tworzona w języku, odbijająca poglądy etyczne i estetyczne tworzy zorganizowany na swój sposób świat, którego elementy i ich układ są nacechowane aksjologicznie, a także istnieją w czasie, to znaczy, że wykazują wewnętrzną dynamikę, działają na rzecz konstrukcji mitycznej historii, opisując także krytykę literacką Schulza jako punkt poszukiwania jego filozofii.

Jest w tej krytyce – na przykład: I może dobrze się stało, że wszystko legło w gruzy, że nie ma już żadnych świętości, więzów, praw i dogmatów, że wszystko jest dozwolone i wszystkiego można się spodziewać, że wolno raz według swego kaprysu odbudować się z gruzów – według swego widzimisię, według chimery, której się jeszcze nie przeczuwa. Cytat pochodzi już z tekstu Agnieszki Daukszy, dotyczącego ambiwalencji Schulzowskiego materializmu. Zastanawia tu od początku, o jaką materię chodzi (materię – termin tak pięknie filozoficzny). Materię postrzeganą i przedstawianą jednocześnie, gdyż rzeczy u Schulza nie tyle ulegają przeobrażeniom, ile przede wszystkim  u k a z u j ą   s i ę  w innej postaci. Ale komu? Odbiorcy dzieła, jego autorowi, narratorowi czy innym bohaterom znajdującym się „wewnątrz”? Podobne zmiany nie dość że stymulują wyobraźnię bohaterów, to na dodatek zdają się w jakiś sposób rzutować na elementy rzeczywistości – zmiany zachodzące w materii świata (miasto Józia) działają na bohaterów (powiedzmy, ojca, który zaczyna myśleć, że jest ptakiem) i jednocześnie rzutują na rzeczywistość, to znaczy na materię świata innej postaci? Gdzie leży przyczyna szaleństwa ojca: w tym, że rzeczywiście zmienia się on w ptaka i to zauważa, czy w tym, że na skutek obcowania z ptakami zaczyna mu się wydawać, że jest ptakiem? Ci, którzy na niego patrzą (matka, Józio, Adela), nie są co do tego przekonani. A co, jeśli na końcu, pod wpływem swojej wyobraźni, on NAPRAWDĘ się zmienia?

Za sprawą wzroku, imaginacji i języka powołane zostają nowe byty, które – dołączając do systemu znanych, gotowych form – w oczywisty sposób rekonfigurują zastany układ rzeczy. Ojciec nie jest już człowiekiem. Materia zmieniła swoją postać po raz kolejny, jednak pojęcie „materii” dotyczy tu z jednej strony języka, z drugiej – materii świata opisanej, materii świata postrzeganej, zmieniającej się samoistnie, wyobrażanej przez bohaterów. Trwa swoboda w przechodzeniu między poziomem języka a poziomem treści, filozofią a literaturą i – być może – życiem?: Pozyskane obrazy urastają bowiem stopniowo – najpierw w wyobraźni, następnie w akcie opisu – do roli pełnoprawnych tekstowych postaci. Bo kto jest podmiotem w tym akcie pozyskania obrazów?

Między wolnością hipotez a chaosem

Swoboda może rodzić chaos. Poza zwróceniem uwagi na filozofię-literaturę – w całej twórczości, we fragmencie, w materii z odrzutu – oraz na niestałość w dziele Schulza, następnym tematem zbioru jest kobieta, jaką ją postrzegał pisarz. Jej wątek przewija się m.in. u Krzysztofa Lipowskiego Demiurg jest dwoistością. Alfred Kubin i Bruno Schulz – próba porównania i dotyczy grafik obu autorów, czyli głównie sposobów przedstawiania przez nich kobiet. Wiera Meniok pisze o demonicznym charakterze Infantki/Mesjasza, bohaterki Sanatorium pod Klepsydrą, w tekście „Zmierzch będzie zapadał”, albo Historia Bianki. Anna Kaszuba-Dębska opisująca Kobiety z kręgu Schulza tworzy hipotezy historycznoliterackie i odwołuje się do obyczajowych skandalików, które miałyby wpływać na dzieło pisarza. Stawiane hipotezy dla niektórych mogą wydawać się ciekawe nie tyle  interpretacyjnie, ile ze względu na szukanie i sugerowanie Schulza tam, gdzie go nie ma. Podoba mi się ta chęć dotarcia w głąb, bo ożywia świat Schulza, jednak nie zdziwią mnie zastrzeżenia, jakie można mieć wobec prób najodważniejszych.