palo_alto_1
RECENZJE | 16.06.2014

Dezercja pięknoducha („Palo Alto”, reż. Gia Coppola)

Tekst dedykuję Emily i Pat, bez których by nie powstał

 

26-letnia Gia należy do słynnego filmowego klanu: jej dziadkiem jest sam Francis Ford Coppola, a ciotką po kądzieli jedna z najciekawszych reżyserek krążących wokół hollywoodzkiego mainstreamu – Sofia Coppola.

Gia urodziła się w 1987 roku w Los Angeles, jej ojciec zginął w wypadku tuż przed jej narodzinami. Uczyła się w prywatnej szkole dla dziewcząt, porzuciła liceum, zajmowała się trochę fotografią, od najmłodszych lat kumplowała się z luminarzami filmowego firmamentu. Wystarczająco bogata, by nie musieć rzucać się na prokrustowe łoże wielkich wytwórni, wystraczająco znana z prywatnych gwiazdorskich rautów, by móc podbić do każdego z branży i po prostu zacząć robić filmy jakby to była najnaturalniejsza rzecz pod słońcem. Już jako 12-latka terminuje na planie Przekleństw niewinności  (1999) u debiutującej wtedy Sofii.

Pewnego dnia na jednym z przyjęć poznaje Jamesa Franco i wspólnie z nim postanawia zrealizować projekt na podstawie krótkich opowiadań aktora o dzieciństwie spędzonym w Palo Alto, finansowym centrum Doliny Krzemowej. Uwielbiany przez dziewczęta Franco usilnie stara się wykreować na artiste total: gra, maluje, reżyseruje, wykłada w szkole filmowej. Z różnym skutkiem – po tym jak jego wystawa-hołd dla Cindy Sherman została zmiażdżona przez krytyków próbuje swoich sił w materii pisarskiej.

Efektem tej kolaboracji jest Palo Alto, przemyślnie banalny portret zmagania się z dorastaniem w Kalifornii.

Protagonistami są subtelna April (Emma Roberts) i nieco zagubiony Teddy (Jack Kilmer), którzy mają się ku sobie, ale nie bardzo wiedzą jak zaincjować romans.  Pomiędzy tymi próbami zalotów uczennicę uwodzi szkolny trener-lowelas (Franco), a Teddy wpada w kłopoty sprowadzany na złą drogę przez najlepszego kumpla (Nat Wolff) o socjopatycznej osobowości i silnym popędzie śmierci. Nastoletni bohaterzy trochę za dużo palą, trochę za dużo piją, a kiedy się nie narkotyzują, konsumują seks jak kolejną używkę. Fabuła Palo Alto właściwie ograniczona jest do miniumum, strukturalnie dominują luźno powiązane ze sobą epizody. Gia, kolejna już w rodzinie Coppola, całkowicie oddaje się formie.

Posługując się wokabularzem gatunku coming-out-of-age (liceum, prywatki, pierwsze miłości), debiutująca reżyserka dostarcza film, który mógłby wyjść spod ręki Sofii: oniryczny, „rozmarzony”, skupiony na nadmiarze wrażliwości wobec formującej się dopiero tożsamości. Coppola portretuje dorastanie spowolnione przez ciasne suburbia najbogatszego stanu w USA, dojrzewanie skorumpowane przez wszystkie możliwe dostatki.

Atutem reżyserki jest dobre ukontekstowienie historii i świetne ucho do dialogów. Od młodych aktorów wyłowionych przez reżyerkę trudno oderwać wzrok. Emma Roberts (z tych Robertsów) błyszczy, Jack Kilmer (z tych Kilmerów) i Nat Wolff to surowe, jeszcze nieopatrzone talenty. Reżyserka wie, jak wyabstrahować subtelny kalifornijski odcień: wieczny outdoor zagwarantowany przez subtropikalno-śródziemnomorski klimat, deskorolki, i kulturę marihuany odziedziczoną po pokoleniu kontestacji, które odcisnęło silne piętno na tradycyjnie progresywnym zachodnim wybrzeżu. Wspominana oniryczność zlepiona jest z długich, zwolnionych ujęć, rozfokusowanych obiektywów i neoromantycznych westchnień. Przyroda zdaje się pomagać w tym rozmarzeniu, gdyż chłodny prąd kalifornijski często powoduje latem tworzenie się mgieł w okolicach wybrzeża.

Rewersem tej przesyconej nostalgią, instagramowej estetyki jest bezbrzeżna nuda, trudne do zniesienia zawieszenie pomiędzy dzieciństwem a dorosłością, autodestrukcja, narkotyczno-alkoholowe otępienie. Mimo tego Coppola stoi po stronie nastolatków, ironicznie portertując dorosłych – jako panie domu, które są już o jeden botoks za daleko, podtatusiołowatych stonerów (genialne cameo Vala Kilmera), ojców kryptogejów, próbujących dobrać się do spodni nastoletnich przyjaciół swoich synów.

Jeśli, drogi czytelniku, zapala ci się w głowie lampka „skądś to znam”, to bardzo słusznie. Palo Alto to kopalnia odniesień i klisz z innych klasyków amerykańskich przedmieść: Freddie mógłby wyjść z planu Dzieciaków (1995, Larry Clark), wykastrowani ojcowie z American Beauty (1999, Sam Mendes), a nad całością unosi się duch Gusa Van Santa. Gia troche reprodukuje nastrojowe Przekleństwa niewinności (1999), dodając do nich obrazoburczy ingredient Bling Ring (2013).

I oczywiście soundtrack. Podobnie jak jej ciotka, Gia starannie dobiera muzkę do swoich obrazów, stawiając na swieżynki indie popu i wykorzystując w ścieżce dźwiękowej muzykę między innymi Blood Orange, Maca DeMarco i Tonstartssbandht.

Palo Alto nie moralizuje, nie karci, nie ma puenty, nie stara się niczego nowego powiedzieć o współczesnej generacji nastolatków. Coppola startuje z dobrym debiutem, stojącym w poprzek gatunkowego teenage’owego kina. Niedostatki własnego autorskiego stylu da się wybaczyć debiutantce. Ze szczególną rekomendacją dla fanów Sofii, ot a little something w oczekiwaniu na Małą syrenkę.

 

Palo Alto (2013), reż. Gia Coppola, USA.

Ewa Drygalska

Ewa Drygalska

(ur. 1984) – absolwentka filmoznawstwa i doktorantka w Instytucie Amerykanistyki UJ, gdzie przygotowuje pracę doktorską na temat kina blaxploitation. Lubi rap i filozofię postsekularną. Żartuje, że jest feministką.