bellevue
RECENZJE | 23.06.2014

Depresja w Belleuve (I. Dobrakovová „Bellevue”)

Jest dziedzina ludzkiego ducha, która nie zna ochotników: ludzie nie wchodzą tam dobrowolnie. Jest to dziedzina tragedii.

Lew Szestow

 

Blanka jest dziewiętnastoletnią studentką, która postanawia spędzić część wakacji w Belleuve (ośrodku dla niepełnosprawnych w Marsylii) w charakterze wolontariuszki. Skojarzenia ze słynącym z oddziału psychiatrycznego szpitalem Belleuve w Nowym Jorku są uprawnione, problematyka psychiki ludzkiej stanowi bowiem główny motyw powieści. Ivana Dobrakovová stawia na taki typ prozy, który na pierwszy plan wysuwa subiektywizm i prywatne doświadczenie. Kontakt z niedoskonałością ludzkiego ciała i doświadczenie ułomności ludzkiej stają się najintymniejszymi z przeżyć Blanki, którym zaczynają stopniowo towarzyszyć zaburzenia lękowo-depresyjne. Ich opis w Belleuve przypomina obłąkanie. To, co świadczy o wyjątkowości tej prozy to, poza przerażająco przekonującymi opisami stanów lękowych, zwrócenie uwagi na fakt, że depresja nie zawsze posiada jasne, dające się łatwo wytłumaczyć przyczyny.

Autorka ucieka od taniej psychologizacji. Wiemy tylko tyle, że bohaterka zmagała się z chorobą już wcześniej. Dobrakovová porusza kwestie akceptacji w grupie, socjalizacji społecznej oraz pozytywnej i negatywnej inicjacji, tworząc współczesną wersję Bildungsroman. Istotnym punktem odniesienia jest tutaj zbiorowość. Dobrakovová konfrontuje swoją bohaterkę z kilkoma grupami (m.in. wolontariuszami, chorymi pacjentami, personelem medycznym), jednak w żadnej z nich Blanka nie zaznaje akceptacji, staje się przy tym stopniowo jednostką mającą obsesję na swoim punkcie, obsesję pozostającą w ścisłym związku z kategoriami wspólnoty. W normalnych warunkach zdolność do rządzenia samym sobą (której ewidentnie brak załamanej Blance) jest czynnikiem, który pozwala na przejście ze strefy prywatnej do publicznej, zgoda z i na dorosłe życie. Tempo zmian w nowoczesnym społeczeństwie gloryfikuje dobre zdolności adaptacyjne, wymusza ciągłą inicjację w nowych zbiorowościach. Brak akceptacji ze strony grupy i lęk przed socjalizacją skutkują u Blanki poczuciem dotkliwej samotności. Motyw wspólnoty występuje tu w charakterze drugiego planu – tła, które jest wprawdzie mniej widoczne, ale bez którego tragedia rozgrywająca się na pierwszym planie (konieczność ekspresji cierpienia oraz związane z nim samotność, stosunek do wspólnoty i poszukiwanie rdzenia własnej tożsamości) straciłaby swoją zasadność.

Blanka od początku zachowuje dystans do pacjentów, brzydzi się konfrontacji z ułomnym ciałem. Współczesna forma powieści rozwojowej u Dobrakovovej zbudowana zostaje na fundamencie wariantu dystansowego, negatywnie inicjacyjnego. Oznacza to, że autorka stworzyła bohaterce warunki formalnie wykluczające udaną inicjację, przeszkody „nie do pokonania”, sytuację konfrontującą, która ma przetestować bohatera. Im gwałtowniej Blanka ucieka od rezydentów, tym bardziej podobna im się staje. Bohaterka zawieszona jest dodatkowo między dzieciństwem a dorosłością, pomiędzy miłością a nienawiścią do ludzi: Naraz dotarła do mnie ta prawda, poznanie czy raczej – objawienie, że na świecie jest sama nienawiść, że wydorośleć to znaczy zrozumieć i przyjąć całą nienawiść świata, wymierzoną przeciwko każdemu a więc także przeciwko mnie. W tej chwili uprzytomniłam sobie, że jestem na świecie całkiem sama, raptem naga i bezsilna jak chory na wózku podczas porannej toalety, niepewna nawet tego czy utrzymam w ciele mocz, stolec, ze świadomością, że w tej nowej przestrzeni nie ma niczego, czego mogłabym się chwycić, żadnych pewników (…)

Historia pogłębiającej się depresji przedstawiona została w książce w niezwykle szczery i gwałtowny sposób. Choroba Blanki nie przejawia się zaleganiem, ale raczej wewnętrzną (z czasem też zewnętrzną) szamotaniną, ostentacyjną intymnością, nastrojami smutku i obłędu. Te kategorie, plus wspomniany model powieści inicjacyjnej, który autorka skroiła na potrzeby nowych czasów – oto klucze do przeżycia tej powieści. W cierpkiej scenerii ośrodka dla niepełnosprawnych, autorce udaje się pokazać dramat jednostki całkowicie oddzielonej od społeczeństwa, a nawet: od życia jako takiego.

Blanka nie jest bohaterką oryginalną, Dobrakovová świadomie buduje jej postać przy pomocy kategorii przeciętności, tworzy antybohaterkę klasycznych powieści. Punktem wyjścia do opisu społeczności pacjentów i wolontariuszy są choroby i metody radzenia sobie z nimi. Bohaterka Ivany Dobrakovovej z wielką gorliwością opisuje sytuacje będące dla wielu powodem do wstydu, uważnie kataloguje wszystkie doznane upokorzenia. Dzieje się tak nie dlatego, że nie ma pojęcia o tym, czym jest wstyd, ale po to, by unaocznić fakty, którym dotychczas w literaturze słowackiej nie poświęcano należytej uwagi. I to stanowi chyba najmocniejszy punkt tej powieści.

 

Ivana Dobrakovová,

Bellevue

Słowackie Klimaty 2013

Liczba stron: 287