niepewnoscepokidemokracji
RECENZJE | 07.07.2014

Czy obywatel może być zbawiony? (Leszek Kołakowski „Niepewność epoki demokracji”)

Zbigniew Mentzel przygotował zbiór esejów Leszka Kołakowskiego, z których większość nie była dotychczas opublikowana w Polsce, a część została specjalnie z tej okazji przetłumaczona przez Adama Chmielewskiego, Mieczysława Godynia, Tomasza Fiałkowskiego oraz Ireneusza Kanię. Oś wszystkich przedstawionych w zbiorze tekstów stanowi fenomen demokracji i wiążący się z nią problem − czy zachodnia cywilizacja, która wyrosła w jej kolebce, doświadczona przez wydarzenia historyczne minionego stulecia, może zmierzyć się z problemami współczesności?

Publikacja jest okazją dla stałych czytelników Kołakowskiego, aby zapoznać się z tekstami, których być może nie znają. W zasadzie jest to jednak też lektura obowiązkowa dla wszystkich, których kondycja współczesnej cywilizacji niepokoi i zmusza do refleksji – zarówno nad jej przeszłością, jak i nad tym, co ją czeka. Tego typu przemyślenia łączą wszystkie eseje w tym zbiorze, bo choć dotyczą one różnych tematów, były pisane przy wielu okazjach i w różnych okresach życia filozofa. Zasadniczo zbiór został podzielony na cztery części − w dużym skrócie można napisać, że teksty dotyczą kolejno: dziedzictwa powojennych przemian politycznych, kondycji współczesnego człowieka-obywatela, problemów związanych z wolnością i demokracją oraz pamięci historycznej i związanego z nią odniesienia do współczesności.

 

Sympatyk anarchizmu patrzy na PRL

Kiedy na pierwszych stronach zbioru spotykam się z Kołakowskim, rozpoczyna on od opowieści o rewolucji październikowej i o tym, co przyniosło zwycięstwo komunizmu. Rewolucja jest dla niego aktem przywrócenia ładu jedynie w teorii, w rzeczywistości zawsze zjada swój własny ogon. Pokazał to komunizm, niszcząc owoce rewolucji. Kołakowski mówi ciekawie i zaznacza stanowczo, że przeszłość można przekląć, nie można jej jednak odwołać. Czuję się pouczony. Mistrz zmienia ton i zaczyna mimochodem opowiadać o swojej młodości − też kiedyś wierzył w utopie! Budzi moją sympatię. Wyciągnął ze swojej wiary wiele wniosków − opowiada mi o anarchizmie i uznaje, że sama idea może być naiwna, ale nadal uporczywie demaskuje władzę. Jestem skłonny się zgodzić, chociaż wolałbym pomarzyć o tym, że utopie mogą stać się rzeczywistością. Czy możemy zacząć od początku? − zastanawiam się. Mistrz zaprzecza. Nie możemy zapomnieć o Jałcie ani o tym, co socjalizm zrobił z krajobrazem Europy − wydaje się mówić − i nie chodzi tutaj o resentyment, tylko o część naszej tożsamości. PRL to wyjątkowo wesoły nieboszczyk − wciąż widzimy jego dzieci na scenie politycznej, wciąż śni nam się po nocach ucieczka od wolności i cień totalnej kontroli.

 

„Ta diabelska wolność”

Po co nam przeszłość? − przekornie pyta Kołakowski. No, jak to po co? − odpowiadam, z początku uznając to za oczywistość. Potem myślę sobie: mam przecież kilku znajomych, którzy szczerze i otwarcie uznają, że przeszłość nie jest nam potrzebna. Jesteśmy wolni teraz i nie musimy martwić się o czasy, w których tej wolności nie mieliśmy. Ktoś umarł, ale my żyjemy. Czy nie do tego sprowadzają się postawy związane z uznaniem przeszłości za niepotrzebną?

Wolność jest trudna, dlatego potrzebujemy punktu odniesienia − mówi Mistrz. Wraz z upadkiem komunizmu opozycja totalitaryzm − demokracja przestała być klarowna i bunt przeciwko uciskowi nie jest już miarą postaw moralnych. Rzeczywistość współczesna definiowana jest przez pieniądz, który przestał być jedynie narzędziem wymiany, a stał się środkiem samym w sobie, co prowadzi do degradacji człowieka i degradacji rzeczy, które można za pieniądz kupić. Życie polityczne nigdy jeszcze nie było tak zależne od opinii i interpretacji, co jest jedną z konsekwencji popularności mediów. Obydwa fakty prowadzą nas do zwątpienia w stabilność kapitalizmu i demokracji. Być może współczesna demokracja na dłuższą metę nie będzie w stanie poradzić sobie z takimi zjawiskami jak terroryzm, fundamentalizm religijny czy problem aborcji i eutanazji, który jest dla Kołakowskiego jednym z najbardziej podstawowych problemów filozoficznych.

Pan Profesor raczy przesadzać − uznaję − większość społeczeństwa ma poglądy na te sprawy. Kołakowski stanowczo kręci głową i mówi: każdy ma pogląd, każdy ma opinię, ale niewielu chce zastanawiać się nad naturą problemu. Te problemy stają się medialne, polityczne, bo źródło pewności wyschło.

 

„Demokracja jest przeciwna naturze”

Niepewność, o której mówi Kołakowski, być może wiąże się z tym, że demokracja jest przeciwna naszej naturze. Istnieje możliwość, że nie chcemy być wolni, bo nie chcemy sobie radzić z takimi problemami jak zamach terrorystyczny czy zabijanie upośledzonych dzieci. Nie chcę, żeby Kowalski miał więcej pieniędzy ode mnie − czy państwo nie mogłoby tego regulować?

Mistrz zauważa jednak, że nie można krytykować demokracji bez jednoczesnego odrzucenia jej pozytywnych zdobyczy, czyli wartości takich jak wolność słowa, wolność wyznania, wolność posiadania et cetera. Może należy zamiast tego zastanowić się nad naturą demokracji, w której leży ciągła reinterpretacja jej wartości; demokracji, która nie może obyć się bez odniesienia do własnej przeszłości.

Polska staje nieustannie przed nowymi wyzwaniami, takimi jak konflikt na Ukrainie czy różne afery polityczne (jak choćby ta podsłuchowa). Być może niepewność, którą czujemy w związku z nimi, jest stricte związana z naturą demokracji. Boimy się swojego braku suwerenności wobec Unii Europejskiej czy Stanów Zjednoczonych, choć z drugiej strony chcemy czerpać korzyści z tego romansu. Ograniczanie i zwiększanie suwerenności jest jednym z narzędzi demokracji i jest też rodzajem wolnego wyboru, dokonywanego przez państwo − twierdzi Kołakowski. Co, jeśli nie ufam ludziom, którzy dokonują tego wyboru za mnie? − pytam Mistrza. Słucham go, jak opowiada o demokracji, i dochodzę do wniosku, że w tym systemie utrata zaufania do polityków to całkowicie naturalne zjawisko. Raczej przyczynek do zmian niż powrót państwa totalitarnego, w którym jesteśmy skazani na władzę, niezależnie od tego, jak bardzo jej nie chcemy. Być może oburzenie wynikające z tego, co mówią nagrywani przez media politycy, wiąże się z oczekiwaniem od nich zmiany kultury politycznej, a nie z poczucia istnienia rzeczywistego zagrożenia, które mogłoby się wiązać z podejmowaniem decyzji politycznych za naszymi plecami.

 

Problem pamięci

Na sam koniec lektury nabieram przekonania, że zastanawianie się nad naturą demokracji wcale nie wiąże się z przekonaniem, że jest to najlepszy system polityczny − pozwala jednak uniknąć błędów, które pojawiały się kiedyś w historii naszej cywilizacji i miały tragiczne skutki. Zanim pożegnam się z Mistrzem, ten znowu przypomina mi o tym, jak ważna jest przeszłość. Mówi o naturze terroryzmu, Katyniu, nazizmie, przypadku Eichmanna. Jednocześnie wspomina o „wymazywaniu” nienawiści w naszej świadomości oraz o wybaczeniu. Nie do nas należy przebaczenie zbrodni obywatelom państw, które są aktualnie naszymi demokratycznymi sąsiadami, a niegdyś były uzurpatorami. Możemy jednak pamiętać o przeszłości − aby nie popełnić tych samych błędów. Hitler został wybrany demokratycznie, a istnienie Trzeciej Rzeszy mogło być możliwe tylko w przypadku, w którym obywatele żyli w przekonaniu, że funkcjonowanie w zbrodniczym systemie nie obciąża ich moralnie. Tak uważał Eichmann, który twierdził, że jedynie wypełnia rozkazy swoich przełożonych. Bycie obywatelem wiąże się z postawą moralną. Ale czy nadal chcemy być moralnie odpowiedzialni za nasz system polityczny?

Mistrz żegna się ze mną i pozostawia to pytanie bez odpowiedzi.

 

Leszek Kołakowski

Niepewność epoki demokracji

Wybór tekstów: Zbigniew Mentzel

Tłum. Adam Chmielewski, Tomasz Fiałkowski, Mieczysław Godyń, Ireneusz Kania

Wydawnictwo Znak, 2014

Liczba stron: 334

Krzysztof Kunisz

Krzysztof Kunisz

(ur. 1987) − wychowany w wietrznym mieście Kielce, ale od kilku lat mieszka w Krakowie. Doktorant filozofii na krakowskim UP. Naukowo zajmuje się metafizyką i fenomenologią. Prywatnie blisko mu do zjawisk współczesnej kultury. Ogląda dużo seriali, słucha różnych gatunków muzyki i sporo czyta − głównie martwych ludzi. Publikuje teksty naukowe i artykuły, a próby literackie chowa do szuflady. Jeśli będzie musiał dorosnąć, chce być jak Tom Waits.