popmoderna-zawieszenie

Popmoderna | Chodź, opowiem ci ciało (Naked Girls Reading)
12087184_1051590718204684_6876131133783774315_o
ROZMOWY, WYWIADY | 01.02.2016

Chodź, opowiem ci ciało (Naked Girls Reading)

Naked Girls Reading – inicjatywa zapoczątkowana w Chicago w 2009 roku przez parę artystów burleski, Michelle L’amour i Franky’ego Vivid. Zgodnie z formułą spektaklu nagie performerki czytają na głos wybrane teksty literackie, publicystyczne i użytkowe. Pomysłodawczynią i inicjatorką warszawskiej edycji projektu jest Betty Q, performerka, mama polskiej burleski.

Marta Konarzewska: literaturoznawczyni, redaktorka i scenarzystka, opiekunka literacka projektu Naked Girls Reading. Współautorka książki Zakazane miłości. Seksualność i inne tabu. Publikowała m.in. w „Dzienniku Opinii”, „Replice” i „Gazecie Wyborczej”.

 

Magdalena Kunz: Jak i dlaczego znalazłaś się w projekcie Naked Girls Reading?

Marta Konarzewska: Przeczytałam wywiad z Betty Q, w którym mówiła, że planuje taką inicjatywę w Warszawie. Teksty nago? Mocą jakiejś dziko-kobiecej intuicji poczułam, że to może być coś wywrotowego, że w tym jest moc. Skontaktowałam się z Betty, spotkałyśmy się i bardzo szybko dogadałyśmy. 11 listopada odbył się pierwszy spektakl. Temat był oczywisty: Czytamy Niepodległość.

Przed spektaklem zastanawiałam się, rzecz jasna, po co te dziewczyny się znowu rozbierają? Żądanie uzasadnienia obecności nagości w sztukach u niekoniecznie konserwatywnego widza wypływa ze znużenia wszechobecną golizną. Ale złapałam się też na tym, że oczekuję, żeby ktoś mi wytłumaczył po co aktorki się rozbierają, na tej samej zasadzie, na której szukam uzasadnień dla użycia wulgaryzmów w tekście literackim – bo jedno i drugie jest nieprzyzwoite i trzeba jakoś usprawiedliwić ten estetyczny nietakt.

Lub go zabronić. „Nieprzyzwoite” – jakie to korygujące względem performerek, prawda? Oceniać, usadzać kobietę, gdzie jej miejsce – to się czyni odruchowo, to jest łatwe. A ten projekt nie jest łatwy. Nie jest też oczywisty. Balansujemy na granicy przyzwyczajeń, kalek myślowych, lęków. Przyzwyczajenie jest na przykład takie, że jak się kobieta rozbiera, to uwodzi. Albo się nie szanuje. Albo jest wulgarna – jest wulgaryzmem. Można nie chcieć jej „czytać”, można chcieć ją natomiast wymazać, zamienić na eufemizm, czyli ubrać. Albo też żądać wyjaśnień: czemu tu jesteś? nie wstydzisz się? Albo ją upomnieć: ty bezwstydna! Ale to wszystko jest kontrolowaniem. A nam chodzi o to, żeby tę kontrolę odzyskać. Nad swoim ciałem, działaniem, narracją. Ludzie krzyczą: „znowu goła dupa”, „szczujecie golizną” i tak dalej. Sęk w tym, że polityka nagości nie sprowadza się do gadania o „gołej dupie” i „szczuciu”. Nagość nie zawsze jest wulgarna, nie zawsze jest też seksapilem. Mówisz „dziewczyny znowu się rozbierają”, a dla mnie to nie jest „znowu”. Bo ja czuję, że spektaklem powracamy do jakiegoś zapomnianego aspektu nagości – bycie nagim wobec kultury, wobec drugiego człowieka, jakaś cisza wobec nagiego ciała, intymność. Można się śmiać albo niedowierzać, ale to wszystko się tam wydarza, naprawdę. Ja to czuję. Publiczność to czuje. I performerki też to czują. Wiele osób po spektaklach o tym mówi. W całym tym wydarzeniu jest też coś ze szczerości, rezygnacji z osłony (ochrony?). Ja czytam tobie, ty słuchasz i to jest bardzo intymna rozmowa – literatura zazwyczaj sprawdza się w samotności, ale przecież potrafi być także tym – dialogiem intymnym.

Ten rodzaj nagości uobecniony przez czytające dziewczyny jest ogromnie naturalny. Po piętnastu minutach widownia zapomina, że dziewczyny na scenie nie mają ubrań. Na międzynarodowej stronie Naked Girls Reading [http://nakedgirlsreading.com/about/] o samym projekcie jest raptem kilka zdań i wszystkie właściwie odsyłają do doświadczenia spektaklu. „Zastanawiasz się, dlaczego jesteśmy nagie? Przyjdź i zobacz, posłuchaj. A podczas gdy ty będziesz nad tym rozmyślać, my będziemy ci czytać – nago”. Wygląda na to, że w naszej kulturze wokół nagości robi się strasznie dużo nie zawsze potrzebnego hałasu.

Powiedziałabym „myślisz, że będziesz się zastanawiać, ale zaraz przestaniesz”. Tak, ludzie przyznają, że zapominają o nagości. W przerwie spektaklu spytałam Kingę Dunin „uderza cię, że są nagie?”. Odpowiedziała mi „ale przecież one już nie są nagie!”. To prawda – ubrane są w teksty. Te teksty są silne, przyciągają uwagę, są finezyjnie skomponowane, zmuszają do myślenia, łapania niuansów, wzajemnych odniesień, nawiązań. I wcale nie korespondują ze znakiem nagości, do którego jesteśmy przyzwyczajeni i przywiązani. Gdyby dziewczyny wzięły na warsztat erotyczne opowiadanka i odgrywały je zgodnie ze stałymi skojarzeniami: ciało = uwodzenie, kobieta = obiekt, rozbieranie = zaproszenie, gdyby nie mieszały w naszych oczekiwaniach, pewnie wrażenie byłoby inne. Ale tu czytane teksty zaciągają ciało i cielesność w nowe, nieoczywiste rejony znaczeń.

Czytanie ciała w naszej kulturze ciągle jest trudne, budzi lęk. I nic dziwnego. Kiedy zaingerujesz ciałem, to to jest pewnego rodzaju intruzja. Stwarzasz trudną performatywną sytuację – ty jesteś odkryta i ten, kto patrzy jest odkryty. Jej/jego spojrzenie jest odkryte. Pragnienie, relacja władzy – coś bardzo niewygodnego, coś wstydliwego zostaje odsłonięte i niekoniecznie są to piersi czytających dziewczyn.

Ten spektakl przypomniał mi, że czytanie to proces bardzo organiczny, fizjologiczny wręcz. Nadal towarzyszy nam takie nowoczesne, modernistyczne wyobrażenie lektury jako procesu obcowania z abstrakcyjnym bytem. A tutaj głos czytających, pozycja w jakiej siedzą, pozycja w jakiej my siedzimy, ma znaczenie, wpływa na to, jak doświadczamy tekstu. To taki feministyczny drugofalowy kontekst czytania nago.

Tak, bardzo fajnie, że to zauważyłaś, że to jest czytelne. Tekst to też audio, wibrowanie dźwięków. Robimy próby z głosem, dziewczyny przygotowują swoje ciała performersko.

Ty odpowiadasz za wybór tekstów

Tworzę ramę konceptualną. Potem o tym gadamy, dziewczyny dorzucają od siebie to, co dla nich ważne. Potem to układamy, potem znów gadamy, próbujemy. Robimy rozgrzewki, czytamy na głos, konfrontujemy moją wymarzoną kolejność z tym, co która dziewczyna naprawdę chce przeczytać. Z tym, jak to brzmi. I z tym co Betty uzna za efektowne performersko. Bo to także jest ważne. To nie biblioteka, to show. Znaczenia znaczeniami, ale wszystko musi wybrzmieć, musi zadziałać na scenie.

Ciało jest też oczywiście polem walki, o czym spektakl boleśnie przypomina.

Tak, ale nic tu nie jest dosłowne. My nie pokazujemy tej walki, dziewczyny nie krzyczą. Już raczej śpiewają, w dodatku pięknie. Ta dyskretna stylistyka, estetyczność, na której tak bardzo zależy Betty, sprawia, że napięcie: krzyk – cisza, surowe – wyestetyzowane, jest jeszcze bardziej nośne.

Pełny tytuł ostatniego spektaklu to Naked Girls Reading: Idzie nowe! Nago. Co idzie?

No, oczywiście, że „dobra zmiana”. Nawiązujemy bezpośrednio do rządów prawicy i do niepokoju o demokratyczność naszego kraju.

A kto tu jest nagi? Mam wrażenie, że nie tylko performerki.

No tak, „Król” także jest nagi – teksty bywają demaskatorskie. Podczas spektaklu między performerkami a widownią wytwarza się specyficzna relacja. W tej atmosferze obnażone zostają treści, które, słyszane codziennie dookoła, nagle zaczynają wybrzmiewać w sposób niezwykle bezpośredni, jakiś taki „odarty – może ze złudzeń, może z masek.

Główna zasada kompozycyjna to zderzenie prywatnego z politycznym: odezwy Piłsudskiego i intymne dzienniki, niepodległość narodowa i wyzwolenie z ciała i płci pióra Angeli Carter – tak było w Czytamy Niepodległość. A w Idzie nowe… masz na przykład słowa Prezydenta skierowane do matek i Margaret Atwood z jej opowieścią o kobiecie – obiekcie do rodzenia.

Idzie nowe… mówi o eskalującej przemocy władzy, o rychłym ustanowieniu opresji symbolicznej, prawnej i systemowej podstawowym narzędziem budowania przez rządzących nowego porządku.

Ramą pierwszej części spektaklu jest karnawał. Ironicznie rozwijamy myśl o czasie, w którym wszystko jest wywrócone ogonem i za chwilę rzeczy wrócą na swoje miejsce. (Wrócą?). Przemyślałam to dramaturgicznie w taki sposób, żeby od lekkich, zabawnych tekstów o karnawale przejść do bardziej dramatycznych. To, co śmieszne, staje się straszne. Reakcje były różne: drżenie, nawet płacz.

Betty Q przeczytała artykuł Marty Kaczyńskiej na temat afery wokół sztuki Śmierć i dziewczyna w Teatrze Polskim we Wrocławiu, w którym autorka, głos rządzących, uzasadnia konieczność cenzurowania spektaklu, argumentuje przeciwko obecności seksu i nagości w teatrze. Nagie dziewczyny siedzą na scenie i czytają, że ich nagość jest obrazoburcza, antypolska. Że nie mają prawa siedzieć tutaj nagie, bo to nie one decydują o tym, czy, kiedy, dla kogo i po co będą się rozbierać, że to władza jest dysponentem ich ciał i to władza powie im, co mogą, a czego nie mogą ze swoim ciałem zrobić.

Zależało mi na tym, żeby wybrać teksty kobiet, które reprodukują dyskurs władzy.

Kaczyńska z uporem godnym lepszej sprawy używa w odniesieniu do reżyserki wrocławskiego spektaklu męskiej formy „reżyser”, a czytająca dziewczyna na scenie konsekwentnie ją poprawia. Podziały między kobiecością i męskością tutaj też nie przebiegają binarnie.

Ta granica nie jest prosta. Ale tzw. „męskość” władzy jest tam, gdzie była, nawet jeżeli akurat reprezentuje ją biologiczny podmiot kobiety.

Czytanie fragmentu Opowieści podręcznej Atwood, o którym mówiłaś, to najtrudniejszy moment spektaklu. Podczas opisu rytuału zapładniania niewolnicy przez komendanta przy udziale jego żony (podziały nigdy nie są binarne) cała publiczność zamarła. Fragment z Atwood jest zestawiony z analizą Graff dyskursów nacjonalistycznych, która mówi o tym, jak ciało kobiece jest eksponowane na przemoc, symbolicznie i faktycznie gwałcone. Kobiece ciała na scenie były wtedy najbardziej nagie, boleśnie odsłonięte, bezbronne.

Tak, to był najtrudniejszy moment, dużo o nim rozmawiałyśmy na próbach i między próbami. Jestem wdzięczna i pełna podziwu dla Kitty, że odważyła się to przeczytać, siedząc nago przed pełną salą. O tym momencie spektaklu bardzo trudno rozmawiać, jeśli się go nie doświadczyło. Tu chodzi o ten dreszcz. Publiczność była już maksymalnie skupiona, oddana, wystawiona na emocje. To jest tekst o władzy nad ciałem i całe to doświadczenie dla ciebie jako widza staje się jeszcze trudniejsze, bo zastanawiasz się nad swoją pozycją, kiedy patrzysz na nagą dziewczynę. I siłą rzeczy stawiasz się w pozycji tego, kto ma władzę. Nie dlatego, że taką masz wolę, ale dlatego, że masz na sobie ciuchy.

Dzieci Mrożka. Opowiadanie o tym, że władza ma na swoim punkcie obsesję, ale i o tym, że cenzura to miecz obosieczny i można nim sobie czasem oko wydłubać. Trudno mi sobie wyobrazić, że ktoś z widowni nie znał Mrożka, ale zakładam, że gdyby tak było, nie zorientowałby się wcale, że to nie jest satyra na obecną władzę.

To jest proste, szkolne opowiadanie, rozbrajająco proste i ważne, nie chcę dokonywać szczegółowych analiz, nie o to tu chodzi. Chodzi o siłę zderzenia, spotkanie analogii. „Partia” Orwella, „władza” Mrożka – chodzi o zaskakujące i straszne podobieństwa rzeczywistości politycznych. Żeby pozostały zaskakujące, nie możemy teraz zbyt wiele zdradzić, wyinterpretować. Z wszystkich tekstów w toku spektaklu tworzy się specyficzne środowisko, wszystko zaczyna między sobą dialogować. Przywodzi mi to na myśl Eisensteina i jego montaże intelektualne i montaże atrakcji. Ze złączenia dwóch rzeczy powstanie trzecia albo cztery, pięć i sześć nowych. A w widzu wytwarza się specyficzna emocja. Teksty, sytuacja sceniczna, nagość dziewczyn to są fragmenty, które montujemy. Trudno o tym mówić, bo kolejne znaczenia wyradzają się już na scenie, w trakcie samego spektaklu.

Jest tekst o tym, w co i za ile ubrana jest pierwsza dama i okazuje się, że bardzo dużo papieru można stracić na taki, zdawałoby się, błahy temat. Ale to jest poczytne i mówi się o tym wiele. Władza, kompletnie indyferentna w stosunku do swoich obywateli i obywatelek, dba głównie o fasadę, o strój, maskę, o zachowanie estetycznego pozoru.

Ten tekst pojawia się w kontekście karnawału, balu, maskarady. Maska na balu karnawałowym to figura bez twarzy, to coś, za czym chowasz tożsamość, motywacje. I czytają to dziewczyny, które nic nie chowają i nie mają jak schować.

Dziewczyny śpiewają w którymś momencie Nie pytaj o Polskę Ciechowskiego. Miałam poczucie, że wszyscy na widowni zastanawiają się, co my tu jeszcze w ogóle robimy, w tym kraju, który systematycznie zaciska nam pętlę na szyi.

Jest coś specyficznego w polskiej wersji patriotyzmu – romantyzm, z całym jego masochistycznym zapleczem. Fakt, że sięgamy po piosenkę napisaną w innej rzeczywistości politycznej i ona jest tak aktualna, pokazuje ciągłość tej naszej relacji erotycznej z ojczyzną. Performerka śpiewając tę piosenkę, uśmiechała się.

Tego się właśnie oczekuje od kobiet – że z uśmiechem będą składały się w ofierze. Dziewczyny czytają Bajkę o Złotej Kaczce z Frondy. To jest makabryczna opowieść, w której myśliwy ubija, a jego żona piecze na złoto biednego ptaka, spełniając w ten sposób jego największe marzenie o złotym ubarwieniu. Śmiejemy się, bo Fronda, bo kaczka, ale w gruncie rzeczy to jest paskudna metafora kobiecego miejsca w języku polskiej historii, martyrologii, walki o ojczyznę. Kobieta realizuje się najpełniej składając swoje ciało na ołtarzu militarnej, państwowej i domowej przemocy w imię wyższych interesów i abstrakcyjnych idei. I spełnia w ten sposób nie tylko swój obowiązek, ale i swoje największe pragnienie.

Ja o tym fragmencie nie myślałam w taki sposób, ale to świetnie, że pole odbioru i interpretacji tak rezonuje. Że nie jest domknięte. Spektakl ma działać, a działa wtedy, gdy podsuwa różne myśli, skojarzenia.

Mimo, a może właśnie w wyniku ciężaru, jaki spada na widza w tym półtoragodzinnym nawarstwianiu się narracji o przemocy – wytwarza się na sali, między widzami a dziewczynami na scenie, ale też wśród publiczności, jakiś rodzaj więzi, wspólnoty.

Ja to czuję bardzo podobnie. Zazwyczaj nie znam dobrze dziewczyn, które występują, poznaję je podczas pierwszej próby, a po chwili czuję z nimi ogromną bliskość. To chyba kwestia tej nagości, czyli szczerości i intymności, o której mówiłyśmy. Publiczność może w podobny sposób to przeżywa. Po pierwszym spektaklu podszedł do mnie facet, który wcześniej deklarował, że przyszedł pooglądać ładne dziewczyny, i powiedział: „łał, niezłe są – ja bym tak nie usiadł i nie przeczytał”. Rozumiesz, o co mi chodzi? O utożsamienie zamiast oceny, o więź zamiast kontroli. O szacunek.

Na pewnym poziomie władza nie różnicuje i zmiata ze swojej drogi wszystko, i w tym sensie wobec systemu wszyscy jesteśmy kobietami. Ale jest też rodzaj więzi bardzo kobiecej, siostrzeńskiej, która wypływa z identyfikacji z własnym ciałem i ciałami innych kobiet, i opiera się na wspólnocie doświadczeń.

Ludzie bardzo różnie reagują – jedni zaprzęgają narzędzia intelektualne, inni przeżywają emocjonalnie, jeszcze inni po prostu poddają się cieleśnie atmosferze, bardziej lub mniej fajnie się czują. Jeśli chodzi o tę wspólnotę międzykobiecą, ważna jest akceptacja. Poczucie mocy. Ważne jest to, że performerki mają różne ciała. Ten fakt nie wynika z żadnej selekcji, selekcja pojawia się raczej tam, gdzie przycina się kobiety do figury idealnej. Dziewczyny mają figury jakie mają – po prostu swoje, mają ciała piękne pięknem archaicznym, płynącym z siły i jakiegoś rodzaju wewnętrznej energii. Bez względu na to, co na to współczesne billboardowe kanony. Kobiety mogą je reprezentować, jeśli chcą lub jeśli takie akurat się urodziły, ale mogą też tego nie robić. Piękno i tak jest gdzie indziej.

Nie ma fragmentaryzacji, estetycznej piersi, erotycznego pośladka. To, co kiedyś podzielił Kartezjusz, a potem zestetyzowała i zerotyzowała zachodnia kultura, odcieleśniając zupełnie podmiot, objawia się nam jako pewna całość. Do tego oswojona.

No tak, to jest kompletne przeciwieństwo tej „gołej dupy”, o której wspominałam i która jest z kolei ikoną fragmentacji. Myśli i emocji wokół cielesności jest tu bez liku. Ja po każdym spektaklu przeżywam masę uczuć związanych z własną cielesnością, ze sobą jako cielesnym podmiotem. To jest bardzo trudna relacja, nie jest łatwo w niej być tak intensywnie, wychodzę z niej potem w snach, bardzo mocno to przeżywam. Ten projekt jest mega ryzykowny, mega trudny i jestem bardzo dumna, że go współtworzę.

Kiedy kolejny spektakl?

7 lutego jeszcze raz wystawiamy Idzie nowe…. Zakładamy, że co dwa miesiące przygotowujemy coś nowego, więc kolejna edycja zapewne w marcu, kwietniu.