24.11.14b
RECENZJE | 24.11.2014

„Cała płyta dla ciebie. Jak dla mnie, możesz nawet pisać po łacinie” (J. Cabré „Głosy Pamano”)

Oriol Fontelles ma zbyt miękki charakter, bardzo mu zależy, żeby utrzymać pracę. Z Rosą poszukiwali najcichszego zakątka na świecie – będzie nam wspaniale, będziemy czytać i kochać się. I tak udali się do Toreny. Niestety, w zaledwie trzy miesiące Valenti Targa zmienił Oriola w tchórza i faszystę. Tak zaczyna się ta bajka.

Jest więc Oriol, który zdradza swoje ideały, choć ma żonę odważną, gotową wystawić się na niebezpieczeństwo. Siła charakteru to nie jest mocna strona Oriola. Uwodzą go na przemian Elisenda Vilabrú i Valenti Targa.

Sześćdziesiąt lat później: Jordi, mąż Tiny, też ma zbyt miękki charakter. Do kogo, jak nie do kochanki, wymyka się wieczorami z domu i kłamie zapytany o cel swoich spotkań?

Tina i Oriol – żyją w innych epokach, oboje są nauczycielami. Tina i Elisenda to matki niespełniających oczekiwań synów. Tina i Rosa są zdradzonymi żonami. Jaume Cabré objaśnia świat za pomocą przyległości. Mówi – ludzie są do siebie podobni niezależnie od czasów. Ludzkie sprawy się nie zmieniają. Mówi też – człowiek zasługuje na współczucie.

Polifoniczną opowieść otwierają dwie zdrady – każda w innym planie czasowym i w innym wymiarze, by tak powiedzieć, moralnym. Jedna wobec marzeń o spokojnym życiu. Druga – bardziej prozaiczna – zdrada żony.

Można powiedzieć, że są jeszcze zdrady na linii rodzice–dzieci. Na przykład Arnau wychowany w atmosferze wolności, multikulturalizmu i ponadpartyjnego transwersalizmu, wstępuje do wspólnoty benedyktyńskiej w Montserrat. Zdradza wszystkie domowe wartości na rzecz podporządkowania, otępienia i duchowego niewolnictwa – tak przynajmniej sądzą rodzice. Albo – Elisenda Vilabrú, matka Marcela, orędowniczka w sprawie beatyfikacji Sługi Bożego Oriola Fontellesa, przez własnego syna uważana za skończoną dewotkę, w rzeczywistości jest po prostu arystokratyczną dziwką – uosobieniem zimnej furii przyrody.

Głosy Pamano to książka, w której buzuje pasja opowiadania, stwarzania czasu i przestrzeni oraz powoływania do życia bohaterów. Cabré doskonale panuje nad językiem, stylem i kompozycją. Pisarz, który w wywiadach podkreśla, że w swoich książkach najpełniej obecny jest w języku i stylu, z niezwykłą precyzją wygrywa wszystkie dźwięki. Panuje nad opowieścią i zawsze wie, w jaką strunę uderzyć, by wydobyć ironię, wyostrzyć realizm sceny lub oddać tempo wypadków.

W momencie kadrowania drugiego zdjęcia, na którym znajdował się sam pomnik, bez ludzi, brakowało tylko trzech sekund do eksplozji, która zabiła fotografa. Partyzanci zabili Pereta z domu Moliner, choć on zawsze głosował na lewicę, kiedy jeszcze na świecie się głosowało.

Cabré ironizuje celnie i z wyczuciem. Doskonale wyważa pomiędzy empatią a ironią. Kiedy trzeba, na scenę historii wchodzi nawet chór: Żegnaj, Valenti. Dziękuję ci za przysługę. Teraz nastał mój czas. A chór odpowiedział in saecula saeculorum.

Jedną z najważniejszych strategii Cabré jest strategia „wczucia się”. Historie poszczególnych bohaterów rozgrywające się w różnych planach czasowych dają się połączyć dzięki spojrzeniu w przeszłość. Cabré powiada: chcę, żeby mój czytelnik to poczuł, żeby tam był. Tina, odkrywając historię Oriola Fontellesa, uzyskuje dostęp do przeszłości. Jest również postacią, która spaja wszystkie wątki. Za jej pośrednictwem odbywa się odkłamywanie Wielkiej Historii. Zasadnicze pytanie, które można by zadać w ramach tego rodzaju strategii opartej na współodczuwaniu, to pytanie o to, na ile owa empatyczna strategia uruchamia, a na ile usypia czytelniczy potencjał krytyczny. Podążając za Tiną, czytelnik łatwo zyskuje wrażenie, że oto dociera w końcu do Historii Prawdziwej. Nie ma okazji nabrać dystansu do Tiny, która traktuje odnalezione po latach zapiski Fontellesa prostodusznie, nie dostrzegając w nich żadnej autokreacji.

Prawdy, które noszą w sobie poszczególni bohaterowie, są pielęgnowane jak przechowywane na kominku zdjęcia, na których udało się uchwycić jednowymiarowy wycinek rzeczywistości. Portrety, zdjęcia i nagrobne płyty – wszystkie te formy upamiętnienia przenoszące w przestrzeń przepełnionych resentymentami opowieści pełnią w książce niezwykle ważną funkcję. Są trwałym sygnałem rozdźwięku między przeszłością i tym, co z tej przeszłości przechodzi do historii.

Napięcie pomiędzy skomplikowaną rzeczywistością a jej uproszczonym obrazem ukazuje jedna ze scen rozgrywająca się pomiędzy Tiną i jej pragnącym wstąpić do wspólnoty religijnej synem. Tinie łatwiej patrzeć na zdjęcie, na którym utrwalony został dobrze jej znany obraz syna, niż na niego samego. Podaje mu zdjęcie, jakby chciała go przywiązać do wizerunku, który stworzyła, i w ten sposób jakoś go przy sobie zatrzymać: Zauważyła, jak szybko przewrócił kartkę, na której sportretowała go w wieku osiemnastu lat (…) wpatrzonego w swoje marzenia, przystojnego, to mój syn, to ja go urodziłam, na portrecie, z powodu którego miała prawo czuć dumę. Syn, którego nie tak łatwo zrozumieć.

Każdy ma swój obrazek na kominku i choć Cabré pozwala czytelnikowi zobaczyć wszystkie te obrazki i wszystkie kominki, choć pozwala się nawet przy nich ogrzać, nie rozsądza, kto miał rację. Cabré nie opowiada się po żadnej ze stron; pięknie skomponowaną opowieść oddaje, by żyła własnym życiem.

Kiedy jednak dostaję powieść, która stara się mnie uwieść, staję się niecierpliwa i podejrzliwa, szukam w tej konstrukcji luki, brakującej cegły, odprysku w witrażu. Bo luki same w sobie mają znaczenie. Mając do wyboru Oriola Fontellesa – zdrajcę/bohatera, Elisendę Vilabrú – uosobienie zimnej furii przyrody czy dyktatora Valentiego Targę, wybieram zwykłego kamieniarza. Czy to sprawiedliwie, że panowie dygnitarze większą na tym świecie mają zachętę do topienia się i wieszania niż ich współbracia w Chrystusie? Podaj mi rydel. Nie ma dawniejszych dygnitarzy niż ogrodnicy, górnicy i grabarze, bo oni idą w prostej linii od ojca Adama (W. Szekspir, Hamlet, tłum. J. Paszkowski).

Jaume Serrallac w powieści Cabré wie najlepiej, w jaki sposób życie staje się Historią: Masz. Cała płyta dla ciebie. Jak dla mnie, możesz nawet pisać po łacinie, cholera. (…) Ale mi dziś wesoło.

 

Jaume Cabré

Głosy Pamano

tłum. Anna Sawicka

Marginesy, 2014

Liczba stron: 656