popmoderna-zawieszenie

Popmoderna | Bullerbyn lodem skute (I. Wiśniewska „Hen”)
hen
RECENZJE | 13.06.2016

Bullerbyn lodem skute (I. Wiśniewska „Hen”)

Tam, gdzie kończy się asfalt, tam zaczyna się opowieść Hen Ilony Wiśniewskiej (znanej publiczności jako autorka reportażu Białe. Zimna wyspa Spitsbergen) o najdalej wysuniętym na północ skraju Norwegii. Region Finnmarku położony na pięciu fiordach to skostniałe z zimna Bullerbyn, do którego młoda reporterka przeniosła się, by stworzyć narrację miejsca, które nawet dla Norwegów pozostaje nieme. Podróż przez Kjøllefjord, Vardø, Altę, Hammerfest i Vadsø zaowocowała licznymi rozmowami i spotkaniami, które autorka przekuła w przejmujący reportaż o największym wyrzucie sumienia Norwegii, a mianowicie o dalekiej Północy.

Postaci, które poznajemy, to nie tylko rdzenni mieszkańcy pogranicza Rosji i Norwegii, ale i przyjezdni, którzy odnaleźli sens życia w surowym krajobrazie Północy. Tak też Wiśniewska poznaje się z Ibertem Amundsenem, współczesnym bardem Finnmarku, którego wnikliwy umysł i ciekawość zgromadziły historię regionu i wiernie odtwarzają jej rysy na przestrzeni dziesięcioleci. Spotykamy też Saamów, których za czasów wojennych poddawano norwegizacji, ponieważ ich rodzima kultura traktowana była jako oznaka barbarzyństwa. Szkoła potępiała tradycje północnych ludów, ich wiarę i szacunek dla natury. Jeden z bohaterów opowieści zauważa:

Niillas podkreśla, że najwięcej złego zrobiło zdyskredytowanie tradycyjnego współżycia Saamów z otoczeniem, które polegało właśnie na szacunku do zabijanych i rozsądnym używaniu wyżyny rozciągniętej na setkach kilometrów kwadratowych. Somby uważa, że jeśli władza chce mieć kontrolę, to musi przede wszystkim uciąć wszelkie łączniki z naturą.

Jeśli nie ma się praw do obszaru, to znaczy, że się nie jest jego częścią. Jeśli nie należy się do żadnego miejsca, to jest się nikim.

Te słowa zdają się między wierszami wybrzmiewać na każdej karcie książki. Tożsamość, wypracowana w oparciu o przynależność do regionu, to niebywała łączność z otaczającą przyrodą, szacunek dla morza, które daje i zabiera wedle własnego życzenia i wpisanie ludzkiej kondycji w porządek natury. Taka postawa pośrednio wskazuje na romantyczny sposób pojmowania świata. Wszystko, co powstaje w Finnmarku, czy to sztuka, czy biżuteria, a nawet i przedmioty codziennego użytku, mają pochodzenie naturalne. Podobnie jest ze śmiercią – jeśli coś niszczeje, bezgłośnie wtapia się w krajobraz i łączy z naturą, z której pochodzi. Wszystko ginie w morzu lub pod śniegiem, ślady pamięci to jedynie fotografie i ustne opowieści.

Romantyzm powieści ujawnia się przede wszystkim w przywołanych przez autorkę historiach o znachorach, szamanach, pieśniach chwalących piękno natury, zorzach polarnych, w które przemieniały się dziewice, postaci starca-profety widzącego w snach przyszłość, opowieści o czarownicach, którym przypisywano odpowiedzialność za niepowodzenia mieszkańców, gdy w gruncie rzeczy wynikały one z brawury lub głupoty poszkodowanych.

Natura, która wyłania się z opowiadań Wiśniewskiej, to nie tylko surowy krajobraz wiecznej zmarzliny, kutry rybackie wypełnione tłustymi łososiami i śnieżne zamiecie sięgające po dachy drewnianych chat. To zmityzowana przestrzeń, na której rozgrywała się walka między tubylcami a południową Norwegią, która wstydziła się swoich kresów, co doskonale opisuje historyczna część reportażu opowiadająca dzieje od pierwszych mieszkańców Finnmarku, przez okres wojny, aż po dzień dzisiejszy.

Nie istnieje żadna szersza narracja na temat tej części Skandynawii, która zawierałaby badania antropologiczno-społeczne. Historia także pomija jej dzieje, lekceważąc wkład tego regionu w kulturę półwyspu. Dopiero pojedyncze opowieści są w stanie oddać naturę człowieka Północy. Autorka czerpie je z kiosku, wokół którego kręci się życie miasteczka, z fotografii, będących dla niektórych mieszkańców jedynym udokumentowaniem ich czasów młodości, czy ze wspólnego odśnieżania podjazdów, dzięki którym zyskuje zaufanie tubylców.

Trudno uporządkować te opowieści i umieścić w jednej, chociażby obszernej kategorii tematycznej. Większość z nich to typowe „small talki” toczone dla podtrzymania rozmowy lub uniknięcia niezręcznej ciszy. Ale to z nich wyrasta tożsamość Północy. Oraz z języka, którego licznym wtrętom daje wybrzmieć autorka. Większość opowieści rzuca światło na sytuację społeczno-polityczną, w jaką uwikłany był ten region przez ubiegłe dziesięciolecia, część traktuje o handlu i rybołówstwie, które stanowi nieodzowny, a niejednokrotnie konieczny aspekt życia mieszkańców, inne zaś opisują folklor i kulturowe zdobycze regionu. Mimo że większość z nich to gorzkie narracje o samotności i kulturowym wykluczeniu, to autorka nie pozwala czytelnikowi popaść w marazm i regularnie rozświetla opowieść tamtejszym humorem, chociażby przywołując opinie południa Norwegii na temat Północy:

Na Południu chodzą żarty, że przy minus czterdziestu północni zamykają okna w sypialni, przy minus dziesięciu zdejmują kurtki puchowe, przy zerze piją piwo na zewnątrz, a przy plus dziesięciu otwierają sezon kąpieli w naturalnych akwenach.

To nie są żarty.

Podążając z Iloną Wiśniewską przez kolejne miasteczka norweskiej zmarzliny, spotykamy niesamowite postaci, których tożsamość wrośnięta jest w region, z którego pochodzą. Nie jest to czyste studium antropologiczne, jakim zwykli raczyć czytelników pisarze literatury podróżniczej. Mimo że istnieje wiele reprezentacji Północy, takich jak kultowy serial Przystanek Alaska czy  kuriozalna opowieść z filmu 101 Reykjavik, to krążą one wśród stereotypowych przekonań na jej temat. Autorka Hen proponuje nowe spojrzenie na tę część Europy. Nie nadając jej nadmiernego komizmu, stara się ukazać surowe piękno regionu, które budzi strach i jednoczesną fascynację potęgą nieprzewidywalnej natury.

 

Ilona Wiśniewska

Hen

Wydawnictwo Czarne, 2016

Liczba stron: 241